IndeksIndeks  FAQFAQ  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [NZ] "Boże, jak ja ciebie nienawidzę!" [2/5]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Jeanne
Stały gość na afterparty


Liczba postów : 111
Join date : 17/01/2010
Age : 27
Skąd : Warsaw

PisanieTemat: [NZ] "Boże, jak ja ciebie nienawidzę!" [2/5]   Pią Kwi 16, 2010 12:27 am



TYTUŁ: "Boże, jak ja ciebie nienawidzę!"
MAIN PAIRING: Uruha/Kai;
SIDE PAIRING: Ruki/Reita; wspomnienie po Aoi/Kai
GATUNEK: AU, romans
OD LAT: 16+
OSTRZEŻENIA: wulgarne słownictwo
NOTKA AUTORSKA: Dla Mun Cute Bo chciała coś czego jeszcze nie widziała - planowałam zrobić najpierw chapterowca; później one-shota, ale jak na razie mam dopiero połowę napisane i już ok. 15 stron. Dlatego dzielę na prolog, chapter oraz epilog. Tekst niebetowany, dlatego bardzo proszę o pokazanie błędów. EDIT Błędy poprawione Cute dziękuję, Mun Happy

Enjoy!

- Boże, jak ja ciebie nienawidzę! Dlaczego muszę być z tobą w jednej klasie?! Zejdź mi z drogi!
- Kurwa, sam zjeżdżaj! Byłem tutaj pierwszy! – Pozostali uczniowie spojrzeli na dwójkę osiemnastolatków. Jeden przekrzykiwał drugiego, robiąc przy tym nie mało hałasu, jednakże nikt nie odważył się do nich podejść. No, prawie nikt. Blondyn właśnie był odciągany przez chłopaka z opaską, a brunet przez czarnowłosego.
- Weź go trzymaj! Zaprowadzisz go do klasy, Ruki?
- Jasne, ty zajmij się Uruhą – odkrzyknął chłopak zwany Rukim ciągnąc wyrywającego się stale bruneta. – Kai, do cholery jasnej, uspokój się!
- Aghr! Kurwa, zostaw mnie! To ja powinienem tamtędy przejść!
- Ale czy ty nie widzisz, że on również tamtędy nie szedł. Reita zabrał go do klasy. Poza tym te wasze kłótnie są dziecinne. Boże, chłopie!
- No co ja poradzę na to, że Uruha mnie tak wkurwia? – Kai wręcz wypluł pseudonim chłopaka.
- Zachowujecie się jak dzieci. – Czarnowłosy pokręcił z dezaprobatą głową popychając kolegę w stronę sali. Pospiesz się, bo zaraz masz japoński, a ja muszę uciekać na swój angielski.
- Dobra, dobra. Spotkamy się po lekcjach?
- Etto, jestem już z kimś umówiony. Jutro, dobrze? Przyjdę po ciebie przed szkołą! – No przecież, nie powie mu, że spotyka się z Reitą, by porozmawiać o kłócących się od dwóch lat chłopakach. Przy Kaiu lub Urusze nawet nie może pomówić chwilę z przyjacielem, ponieważ każdy z wyżej wymienionych uznałby, że został zdradzony przez pana R.
- Niech będzie, ale wyspowiadasz się z tego spotkania – zaśmiał się starszy z nich i zaczął podszczypywać niższego. Nie trwało to jednak długo, ponieważ zauważył przeszywające go spojrzenie Chuściaka – jak postanowił go nazywać. Wyprostował się, po czym z uniesioną dumnie głową pożegnał się z przyjacielem wchodząc do klasy. Tak, tego z tym czymś na nosie też nie lubił. W sumie, może i by się z nim zakolegował, gdyby nie fakt, że tamten trzyma się z tym… tym… no. Rany, jak on go niemożliwie denerwował! Na zajęciach z muzyki chwalił się czego to nie potrafi na gitarze. Nawet raz przyniósł swojego akustyka do szkoły by zagrać w duecie z Reitą, który grał na basie. Kai nie pamiętał nawet, że obaj zostali do tego zmuszeni – to się nie liczyło. Ale gdyby tylko w szkole była perkusja, to pokazałby co on tak naprawdę potrafi. Już nie byłby wyśmiewany, że jest całkowitym antytalenciem oraz kujonem. To, że lubił matematykę, jak i rywalizował z najlepszymi o pierwsze miejsce na liście, notable w czołówce znajdował się również Uruha, nie znaczyło, że był kimś, kto całe dnie spędza przed książkami. Uwielbiał wychodzić grać ze znajomymi w piłkę, a gdy tylko matka wychodziła do pracy to zaszywał się w malutkim garażu by pograć.
- Uważaj jak chodzisz, pajacu! – Krzyknął Uruha, kiedy tylko poczuł, jak Kai zahaczył swoją torbą o jego ramię, wcale, że nie nieumyślnie. Młody perkusista nie zdążył odpowiedzieć, ponieważ weszła już nauczycielka, ale uśmiechnął się z satysfakcją, kiedy tylko zauważył, jak chłopak rozmasowuje bolące miejsce, zwracając się zgniewanym głosem do Chuściarza. Klasa zdołała już się przyzwyczaić, że dwóch jej najlepszych przedstawi walczy ze sobą wszędzie i na każdym praktycznie polu. Czy to chodzi o oceny, czy osiągnięcia sportowe, czy dziewczyny… Chociaż tak naprawdę tylko oni byli o tym przekonani, ponieważ Kai, wraz z pomocą Rukiego, zadbał, by uczniowie wierzyli, że miał dziesiątki dziewczyn. Tak naprawdę nie miał żadnej. Rok temu zerwał z Aoi’m, z którym był przez cztery miesiące. Rozstali się w pokojowych warunkach, dlatego też często do tej pory wychodzą razem na imprezy. Nikt poza ich trójką nie wie o orientacji seksualnej bruneta. Wiedział, że jeżeli by się wydało to byłoby skończony. Nie tylko przegrałby z Uruhą, ale wiedział, jak środowisko reaguje na homoseksualistów. Westchnął głośno zastanawiając się nad swoimi problemami samotności, kiedy usłyszał szyderczy śmiech, dobiegający gdzieś ze środka sali. Nie zauważył nawet kiedy nauczycielka podeszła do niego i nakazała wstać odsłaniając to co pisał. Przeraził się, ponieważ na kartce bezwiednie rysował sobie dwa połączone ze sobą znaki symbolizujące płeć męską. Postanowił się sprzeciwić, ponieważ wiedział, że to będzie lepsze od zdradzenia się.
- Nic.
- Nie kłam, Yutaka.
- Nic tam nie ma – westchnął zrezygnowany, zgniatając jednocześnie, prawie że niezauważalnie, papier.
- Yutaka… - zaczęła ostrzegawczo kobieta, ale przerwał jej głośny huk. Odwróciła się gwałtownie, tak jak zresztą reszta. Na podłodze leżał Reita, jęcząc boleśnie rozmasowując sobie tyłek. Bujał się na krześle, ale źle ocenił siłę no i wylądował na podłodze. Zerknął przy tym kątem oka na Yutakę. Czy to…? Chłopak nie zastanawiając się dłużej postanowił wykorzystać chwilę przewagi nad zdenerwowanym belfrem by pozbyć się kartki. Wiedział, że zaraz może mieć wysypane swoje rzeczy na ławkę, dlatego postanowił szybko przeżuć ją tak by nie dała się odczytać, a później wypluć, kiedy tylko odejdzie nauczycielka. Jednak miał rację, że tym razem pani Kagahiro nie bawiła się w więcej ostrzeżeń i gdy tylko zwróciła się z powrotem w jego stronę, usłyszał:
- Zawartość torby na pulpit! – Krzyknęła, strasząc tym samym przysypiające z przodu dziewczyny. Kai, odpinając torbę zauważył ironiczny uśmiech goszczący na wargach Uruhy. Pewnie spojrzał mu w oczy, przy czym nie spuszczając z niego wzroku, wysypał wszystko co miał w torbie na ławkę. Klasa mogła ujrzeć, niektóre sekrety Yutaky, który się ich jednak nie wstydził. Uczniowie dojrzeli parę średnio nowych pałeczek, jak i jedną połamaną – są to sentymentalne pałeczki perkusisty, którymi uczył się grać. Miały już z… 5 lat? Pomiędzy zwykłymi zeszytami oraz książkami zwykłego ucznia dojrzeli zeszyt zapełniony drobnym maczkiem oraz nutami. To jego osobiste covery oraz aranżacje. Nagle zerknął na to co wszyscy się wpatrywali zszokowanym wzrokiem. Kurwa – przeklnął w myślach patrząc na bezbarwny błyszczyk. Że też akurat zapomniał go zostawić w domu. Musiał wczoraj być tak wymęczony po bieganiu z Rukim, że całkowicie o nim zapomniał. Przełknął niespokojnie ślinę i unosząc głowę, postanowił zignorować fakt o niewygodnym przedmiocie.
- Widzi sensei? Nie ma żadnej luźniej kartki.
- A ten zeszyt? – Zapytała biorąc w ręce zielony notatnik. Mogłaby przysiąc, że widziała, jak ten szczeniak coś bazgrał.
- To moje covery.
- Co? – zapytała zdezorientowała.
- Piosenki w przekładzie na perkusje, które gram. Mogę przynieść pani parę nagrań garażowych – uśmiechnął się szeroko ukazując wesołe dołeczki. Tym samym cała napięta atmosfera opadła ustępując miejsca wesołemu rozgardiaszowi, który zaczął panować, ze względu na zbliżający się koniec zajęć.

A więc gra na perkusji? Kto by pomyślał… - takie myśli błądziły po głowie Uruhy, który chcąc nie chcąc zastanawiał się nad zachowaniem Kai’a. Co takiego robił, że próbował za wszelką cenę to ukryć? Obserwował szkolnego wroga, uważnie lustrując jego sylwetkę wzrokiem. Ani grama tłuszczu, wyraźnie odznaczające się mięśnie barków, płaski brzuch, silne dłonie… W sumie jakby dłużej się nad tym zastanowić, brunet wyglądał na osobę, która ćwiczy. Uruha prychnął pod nosem doskonale imitując drwinę. Z chęcią posłuchałby całej tej gry. Był ciekaw czy jest się czym chwalić na łamach klasy. Jak ten chłopak go irytował! Wszędzie musiał być najlepszy, zawsze pierwszy! Ale nie, Kouyou mu na to nie pozwoli. I tym razem postanowi przyczynić się do jego porażki, nawet jakby miał przesiedzieć kolejną noc ucząc się do egzaminów, a w dzień poprawiając kondycję podczas gry w piłkę wraz z Reitą oraz znajomymi. Nie chce dać tej satysfakcji chłopakowi, dlatego też najbliższy test z matematyki zda celująco. I nie ważne, że nienawidzi tego przedmiotu. Nikt nie musi o tym wiedzieć, prawda?
Zerwał się nagle z miejsca słysząc dzwonek, ale kiedy tylko to zrobił usłyszał jak wychowawczyni prosiło by wraz z Reitą i tym… błaznem pozostali jeszcze chwilkę na miejscach. Kiedy klasa wyszła usłyszeli jej pełen stanowczości głos:
- Potrzebujemy zespołu na najbliższe święto. Jak długo gracie na swoich instrumentach? Takashima?
- Będzie z dziesięć lat.
- Suzuki?
- Ja może z dziewięć – z zadumą odpowiedział Reita.
- A ty? – kiedy tylko kobieta zwróciła się do Kai’a to poczuł się on zakłopotany i nagle jakby wypruty z sił. Znowu okazał się gorszy.
- Ja pięć – podpowiedział głosem bez emocji zdradzającym całkowitą z pozoru obojętną. Ale to rozczarowanie potrafił rozpoznać jak na razie tylko Ruki. Za dobrze znał przyjaciela.
- Dobrze, to znajdźcie jeszcze dwie osoby i proszę byście za miesiąc przygotowali mały koncert.
- Co?! – Wyrwało się Urusze.
- To za te wasze stałe kłótnie. Może współpraca zmusi was do zawieszenia broni.
- Ruki i Aoi – rzekł niespodziewanie perkusista, zaskakując tym samych pozostałych. Skoro miał w tym siedzieć, nie będzie siedział sam. Uśmiechnął się paskudnie pod nosem nie mogąc doczekać się miny czarnowłosego.
- Słucham?
- Ruki trochę śpiewał, wcześniej uczyliśmy się razem grać, a Aoi jest gitarzystą. Zna się na tym.
- A więc ustalone. Do dyspozycji macie jedną z sal po zajęciach. – Odpowiedziała kobieta nie dopuszczając pozostałej dwójki nawet do głosu.
- Ekhm… - Kai zastanowił się chwilę nad tym co chce zaproponować, ale… musiał. – Moglibyśmy się spotykać u mnie. Moja perkusja trochę waży, a cóż… Nie stać mnie na kupno nowych elementów, gdyby ktoś ją rozkradł lub zaczął rozkręcać. – Kiedy tylko skończył to mówić zrobiło mu się trochę wstyd i zarumienił się z powodu ze swoich egoistycznych pobudek, ale naprawdę – był za bardzo przywiązany do swoich bębnów.
- Jasne, co nie Uruha? – Krzyknął entuzjastycznie Reita.
- Chyba sobie, kurwa, ze mnie żartujesz! – Wrzasnął gitarzysta.
- Takashima, język. – Upomniała go nauczycielka, po czym szybko przeprosił, dalej wpatrując się zszokowanym wzrokiem w swojego przyjaciela. Nie dowierzał...


Ostatnio zmieniony przez Jeanne dnia Pon Lut 28, 2011 10:00 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
http://jeanne8917.livejournal.com
Mun
Siła Wyższa


Liczba postów : 2903
Join date : 08/01/2010
Age : 23
Skąd : Wrocław/Poznań

PisanieTemat: Re: [NZ] "Boże, jak ja ciebie nienawidzę!" [2/5]   Pią Kwi 16, 2010 6:07 pm

To te błędy, o które się upraszasz, na początek:

Cytat :
Dlaczego musze być z tobą w jednej klasie?!
ę

Cytat :
No prawie nikt.
Jestem debilem interpunkcyjnym, ale czy po tym "no" nie powinno być przecinka? Tylko pytam!

Cytat :
- Zachowujecie się jak dzieci – Czarnowłosy pokręcił z dezaprobatą głową popychając kolegę w stronę sali.
Po "dzieci" kropka, ne?

Cytat :
Pospiesz się, bo zaraz masz japoński, a ja musze uciekać na swój angielski.
Aa, znów ta mucha. xD

Cytat :
- Etto, jestem umówiony już z kimś.
Bardziej po polsku byłoby "jestem już z kimś umówiony", ale to Twoje małpy i Twój cyrk. Cute

Cytat :
Na zajęciach z muzyki chwalił się czego to potrafi na gitarze.
"nie potrafi"

Cytat :
I Kai nie pamiętał nawet, że oboje zostali do tego zmuszeni – to się nie liczyło.
Po pierwsze - obaj. xD Chyba, ze masz w planach zamienienie, któregoś w kobietę. xD
Osobiście wydaje mi sie też, że bez "I" całość będzie brzmiała lepiej, ale jak móiwłam... to Twoje opowiadanie.

Teraz część właściwa. Cute
Na początek: dziękujęęęęęęęęęęęęęęęęę! *tuli* To takie słodkie, że o mnie pomyślałaś.
Normalnie ach, och, ech i mrÓ!
Teskt jest urokliwy. Po przeczytaniu mam wielkiego banana na twarzy i podskakuję na krzeslę, bo chce więcej.
Więcej. Już. Natychmiast. xD
Rozwalił mnie "chłopiec zwany Rukim" i pacnęłam się w czoło przy akcji z błyszczykiem. xD Na miejscu Kaioneza zaczęłabym wciskać kit, że jedna z jego panienek musiała go zostawić, ale co tam. xD
Więcej. Głodna. Więcej!
Prooooooszę? Cute

Wena,
Mun.

_________________

Powrót do góry Go down
http://polishpri.ubf.pl/
Jeanne
Stały gość na afterparty


Liczba postów : 111
Join date : 17/01/2010
Age : 27
Skąd : Warsaw

PisanieTemat: Re: [NZ] "Boże, jak ja ciebie nienawidzę!" [2/5]   Sob Cze 05, 2010 3:04 am

część druga - dla Any, bo mnie molestowała Cute Połowa sprawdzona przez Fię, druga tylko przeze mnie. następna część będzie szybciej bo już jest przepisana i zbetowana Cute'

Enjoy!

***


- Błagam, nie możemy wymienić gitarzysty?
- Coś ci się nie podoba? – odpowiedział momentalnie zirytowany Uruha.
- Tak, twoja gra – zauważył znudzony Kai, zupełnie nie przejmując się dezaprobującym spojrzeniem, którym obdarzył go Ruki. – Nie znasz podstawowych chwytów, gubisz się w swoich solówkach… - zaczął wyliczać, ale przerwał mu blondyn.
- Słuchaj no, cwaniaczku. Ten utwór gramy dopiero drugi raz, a to, że ty go wcześniej ćwiczyłeś nie znaczy, że inny też to robili. Zobacz, Aoi też się myli, a jemu jakoś nic nie mówisz.
- Wybacz, że wyprowadzę cię z błędu, ale Aoi akurat umie grac. W przeciwieństwie do co poniektórych – dodał już pod nosem.
- Hej! Mnie w to nie mieszajcie! – najeżył się drugi gitarzysta. Nie chciał być wmieszany w ich kłótnie. Jeżeli musieli się już spierać, to przynajmniej nie z jego powodu. Nic im przecież nie zrobił, prawda? Jednakże nastolatki, jakby go nie zauważając, przekrzykiwali się dalej.
- Umie grać? Przecież nie jest wcale lepszy ode mnie! Myli się zdecydowanie częściej niż ja!
- Chciałbyś – zbył go krótko perkusista.
- Gramy? – Tą jałową dyskusję starał się przerwać wokalista.
- Gramy – zarządził Reita i nie zważając na pozostałą dwójkę zaczął grać. Po chwili dołączył do niego Yuu oraz cichy głos Rukiego. To jednak nie przeszkadzało kłócącym się dalej wymieniać swoich poglądów.
- Jesteś do niczego! – Po tym krzyku Aoi nie wytrzymał. Odłożył gitarę i podszedł do przyjaciela.
- Kurwa, Kai. Czy ty nie widzisz, że on jest lepszy ode mnie? Ja nie daję rady w tym fragmencie i nie zagram tego porządnie. Ba! Boję się, że w ogóle nie potrafię tego zagrać. Daj mu spokój i przyznaj wreszcie, że jest dobry.
- Nie ma mowy! Dobrze wiesz, że to nie prawda! – Teraz zaczął wykłócać się z Yuu.
- Dobrze wiesz, że to prawda. Tylko nie rozumiem, dlaczego jesteś taki uparty by tego nie przyznać. – przedrzeźniał go czarnowłosy. Naburmuszony perkusista skrzyżował ramiona na piersiach i przyglądał się spod byka Aoi’emu. Uruha skwitował to tylko kpiącym uśmieszkiem, który równie dobrze mógł być wzięty jako ten triumfujący. No tak – znowu jego jest na górze.
- Mam dość. Chcecie - rozmawiajcie, ja wychodzę. – Reita już odkładał bas i kierował się w stronę drzwi, by po chwili odskoczyć od nich przerażony. Do garażu weszła matka Uke z niezadowolonym wyrazem twarzy.

- Wiecie… mnie nie interesują te wasze wrzaski, ale sąsiedzi się już skarżą.
- Przepraszamy – wszyscy skłonili się prawie równocześnie. Kłócili się, ale mimo to mieli od dzieciństwa wpajany szacunek do osób starszych, dlatego w momentach takich jak te zgadzali się jednogłośnie do tego, co powinno się zrobić.
- Uke…
- Tak, matko?
- Staraj się grać mniej agresywnie.
- Ale tego wymaga ta piosenka – zdenerwował się chłopak.
- Mimo wszystko nie umiesz grać na tym czymś, więc wydaje mi się, że powinieneś chociaż spróbować trochę zwolnić tempo. – Na te słowa Kai zarumienił się. Wiedział, iż matka dość często go krytykuje, ale tak przy wszystkich? Tak przy Urusze oraz Reicie?
- Tak, matko – przytaknął tylko spuszczając głowę i bawiąc się pałeczką w swojej prawej ręce.
- A… Jeszcze, bo bym zapomniała. Pan Keiroshi był u mnie rano i prosił, byś grał trochę ciszej.
- Ale wiesz dobrze, że się nie da! Nie można grać cicho na perkusji! Poza tym, nie gram po ciszy nocnej… - zaczął się wykłócać, ale widząc stanowczy wzrok matki, przestał.
- Nie obchodzi mnie to, masz grać ciszej i koniec. Jeżeli nie potrafisz, to będziesz musiał przestać zupełnie – powiedziała, wzruszywszy przy tym ramionami.
- Przestać? – No nie! Nie dość, że zawstydza go przed przyjaciółmi, a tym bardziej wrogami, to jeszcze chce zmusić go do zaprzestania robienia tego, co kochał?!
- Przestać – przytaknęła kiwają lekko głową. – To ja uciekam, chłopcy! Świetnie gracie na gitarach, a ty Ruki masz niesamowity głos. No nic. Miłej próby! – zaszczebiotała tak, jakby właśnie przed chwilą nie krytykowała swojego jedynego syna. Oczywiście, jego pochwalić już nie mogła.
- Kurwa – przeklął cicho, kopiąc ścianę. Musiał się jakoś wyładować, a nie miał zamiaru się teraz z nikim bić. - Reita, myślisz, że możemy korzystać z sali, którą zaproponowała nam nauczycielka? – zapytał, efektownie ignorując obecność Uruhy w pomieszczeniu. Nie miał sił na kolejne kłótnie z nim.
- Jasne, jutro postaram się zorientować i zabrać klucz. To o której się przenosimy?
- Pasuje wam około szesnastej? – spytał perkusista, który jakby samoczynnie przejął na siebie pozycje lidera. Reszta nie miała nic przeciwko, nie musieli się dzięki temu niczym przejmować, ani niczego załatwiać. Uruha, mimo, iż głośno protestował i kwestionował każdą decyzję Kai’a, tak naprawdę był trochę wdzięczny i zadowolony, że sprawy przybrały taki obrót. Nie musiał użerać się z setlistą, potrzebnym nagłośnieniem, a teraz dodatkowo przeniesieniem sprzętu. W sumie to też mu odpowiadało –z internatu miał dużo bliżej do szkoły niż do domu perkusisty.

***

Ranek wszystkim upłynął błyskawicznie i większość już o godzinie piętnastej okupowała garaż perkusisty, sprzątając i chowając wszelkie kable, wzmacniacze oraz mikrofony Rukiego. Sprzątanie zajęło im nie więcej niż dwie godziny. Uruha zjawił się dopiero po tym czasie. Kai ostentacyjnie go ignorował, odwrócony do niego plecami.
- Gdzieś ty był? Już od dwóch godzin się guzdrzemy.
- Chwilunia, byliśmy umówieni na szesnastą.
- A jest siedemnasta – odpowiedział również lekko poirytowany Ruki. – Wszystko już spakowaliśmy.
- Nawet moje gitary? – zapytał lekko zdziwiony blondyn.
- Nawet – odparł Aoi.
- Weźcie wszystko do ciężarówki ojca Reity, dobra? – odezwał się w końcu Kai. Pozostali nic nie powiedzieli, bez szemrania wykonując polecenie. Kiedy trójka członków opuściła pomieszczenie, Uruha podszedł do lidera, by pomóc mu z perkusją.
- Odejdź – ten tylko powiedział, nie odwracając się.
- Chcę pomóc.
- Trzeba było przyjść na czas.
- Zaspałem… - zaczął się tłumaczyć, biorąc zestaw talerzy, by przełożyć je do metalowej walizki.
- Zostaw. I budzik nastaw, jak zasypiasz – Kai siłą wyrwał mu przedmioty z dłoni samemu układając je w odpowiednich miejscach.
- Ale… – próbował jeszcze Uruha.
- Wypierdalaj. Nie mam sił, by się dzisiaj z tobą użerać, więc zostaw mnie w spokoju! – odkrzyknął zezłoszczony już perkusista.
- Dobra, dobra. W porządku… – gitarzysta poddał się z uniesionymi rękami. – Prosić się nie będę. – Jednakże, jakby zaprzeczając swoim słowom, zabrał niezauważalnie dwie srebrne walizki, w których zapewne znajdowały się stopy oraz naciągi Kai’a. Jego instrumenty porwał pewnie Reita, więc teraz miał wolne ręce. Idąc szybkim krokiem w stronę samochodu, nie zauważył znaczących spojrzeń, jakie wymieniają pomiędzy sobą przyjaciele. Ruki w międzyczasie posłał nieme pytanie w kierunku Aoi’ego. Ten tylko wzruszył ramionami, po czym usadowił się na przednim siedzeniu, czekając na ostatniego członka zespołu. Basista, siedzący już za kierownicą, szybkim ruchem ręki włączył radio i ustawił je dość głośno. Ruki, zerkając przelotnie na kierowcę, usadowił się z tyłu, po stronie drzwi. Nagle uśmiechnął się radośnie do siebie – jego nieświadome poczynania doprowadziły do tego, że przez pół godziny kłócący się chłopcy będą siedzieli obok siebie, a hałas spowodowany radiem zmusi ich do całkowitego milczenia. Chichocząc do swoich myśli, przesunął swoje ciało trochę ku środkowi siedzenia, tak by zajmować jak najwięcej miejsca. Uruha nie widział nic podejrzanego w całym zajściu, więc, kończąc papierosa, wszedł do środka. Obserwował jak Kai zamyka garaż i, podnosząc z ziemi walizki, rusza w ich stronę. Aoi wyskoczył, by mu pomóc, co blondyn skwitował tylko cichym parsknięciem. Nie uszło jego uwadze, to jak Kai uśmiecha się do niego z wdzięcznością.

Kiedy cały sprzęt został zapakowany, ruszyli. Wokalista celowo udawał, że drzemie i spychał Uruhę w drugą stronę – na perkusistę. Jednakże kiedy ten tylko miał już się odezwać, Reita, obserwując go w lusterku wstecznym, podkręcał radio. Niezgodna para zaczęła się przepychać pomiędzy sobą, a kierowca, chcąc ich uspokoić, gwałtownie zahamował. Z racji tego, że Uruha nie miał zapiętych pasów bezpieczeństwa, manewr szarpnął nim mocno do przodu. Myślał, że spadnie z miejsca, jednakże podtrzymały go czyjeś silne ramiona. Kai zareagował wręcz instynktownie wychylając się i łapiąc go jednym ramieniem w tali, a drugim za łokieć. Ruki, który uderzył głową w okno, już miał wyzwać przyjaciela, ale obserwując sytuację obok tylko się uśmiechnął. Cóż, to było warte jednego guza więcej. Jednakże jego czujnemu oku nie uciekła odradza wymalowana na twarzach oburzonej dwójki.

- Ups – usłyszeli z przodu. – Sorry, chłopaki – powiedział Reita, jednakże wcale nie brzmiał jakby było mu przykro i żałował. Wręcz odwrotnie, dało się wyczuć lekką nutkę satysfakcji w jego tonie. Kai, nic nie mówiąc, pozwolił by Uruha wyszarpnął się z jego objęć, po czym kręcąc delikatnie z dezaprobatą głową, oparł czoło o szybę i zamknął oczy. Dryfował w krainę otaczającej go muzyki. Właśnie w stacji, której słuchali, zaczęli grać jedną z piosenek La:Side. Lubił ten zespół, jego członkowie byli tylko trochę starsi od nich, a mimo, że nagrali pierwszy singiel, nadal byli zespołem garażowym.

Wsłuchując się w psychodeliczne dźwięki gitary zaczął dryfować i nie myślał. Wczuł się w to, jak dźwięk przepływał spod palców gitarzystów, poprzez instrument, prosto do jego uszu. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to tylko radio, jednakże nie mógł nic na to poradzić, że udawał, iż jest na koncercie. Dodatkowego wrażenia dostarczał głos wokalisty. Taki… inny. Idealnie pasujący do otaczającej go melodii. Pasujący do całego makabrycznego obrazka, który był tworzony przez dźwięki oraz tekst piosenki. Perkusja, dochodząca do muzyki wraz z basem, tylko dopełniała całego obrazu. Kai wyobrażał sobie jak dookoła niego znajduje się czerń i nic więcej, a otaczające go dźwięki opływają jego ciało, muskając delikatnie jego dłonie, skórę szyi, policzków, mierzwiąc włosy. Zawsze odczuwał muzykę całym sobą, nie ważne, grał czy słuchał. Zawsze odczuwał ją wszystkimi zmysłami. Odprężała go w swoich siatkach i pajęczynach melodii. Potrzebował jeszcze tylko zapalić. Był palaczem dlatego, że lubił – to go odprężało, ale przede wszystkim, tak jak jego znajomi lubili palić przy piciu, tak on uwielbiał to robić, kiedy słuchał dobrej muzyki.

- Boże, potrzebuję papierosa – wyjąkał cicho nie otwierając oczu. Jednakże w tym samym momencie nastała chwila przerwy pomiędzy czasem na reklamę, a samą reklamą. Wszyscy wyrwani jakby z odrętwienie spojrzeli na niego z dziwnym wyrazem twarzy, którego notabene, Kai nie zauważył.
- Yuk-kun, dobrze się czujesz? – zapytał go Aoi. Zaskoczony tym pytaniem, lider uniósł powieki, rozglądając się.
- Tak, dlaczego?
- Bo wydawało nam się jakbyś um… no uśmiechałeś się sam do siebie, a teraz jęczysz o nikotynę – wyjaśnił mu Reita.
- Etto… - Kai zdezorientowany podrapał się po karku, chcąc tym samym kupić sobie trochę czasu. – No, piosenki słuchałem. To macie te papierosy czy nie? – zapytał, po czym dodał jeszcze – mi się dzisiaj skończyły i nie zdążyłem kupić.
- Żadnego dymu w samochodzie mojego ojca! – wykrzyknął Reita, ściszając jednocześnie radio.
- Spokojnie, zapalę jak wysiądę, ale macie poczęstować? – Aoi już chciał coś odpowiedzieć, gdy od strony drzwi poczuł szarpnięcie.
- Tutaj tylko Uruha pali – powiedział Ruki, tym samym ściskając łokieć ciemnowłosego gitarzysty.
- Rzuciłeś, Yuu? – Kai zwrócił się do Aoi’ego, a ten złapany w krzyżowy ogień wykrzyknął tylko:
- Jesteśmy!
Widząc, że Reita już zaparkował, wyskoczył szybko w stronę samochodu. Uruha wychodząc za Ruki, rzucił w stronę lidera paczkę miętowych Marlboro warcząc jeszcze – Nie narzekaj.

***

Kolejne dni minęły Kai’owi błyskawicznie, a i ten nadszedł strasznie szybko. Chcąc po raz kolejny uniknąć konfrontacji z matką, wyszedł do szkoły pół godziny wcześniej. Postanowił urządzić sobie powolny spacer. Włączył swojego i-poda i zaczął wsłuchiwać w dobiegające z niego dźwięki. Rozmyślał o tym jak zachowuje się jego matka, ale również o nadchodzących testach. Nie chciał ich oblać, ale ciężko będzie zaliczyć je na najwyższe oceny, kiedy dodatkowo mają próby. W słuchawkach usłyszał swój ulubiony utwór Luna Sea, więc podkręcił dźwięk do tego stopnia, by nie docierały do niego żadne odgłosy. W tym momencie nie myślał już o niczym. Po prostu zatracił się w muzyce. Lekko podśpiewując dotarł do szkolnej bramy. Pod salą pojawił się kwadrans przed początkiem zajęć – spacer zajął mu dłużej niż się tego spodziewał.

Pierwsze lekcje minęły mu wręcz niezauważalnie. Starał się jak najbardziej udzielać na zajęciach, zdobywając punkty do wyników końcowych. Jak na razie nic nie zakłócało jego spokojnego dnia i nie mógł doczekać się dłuższej przerwy śniadaniowej. Chciał coś zjeść, ale również zapalić. Kiedy upragniony dzwonek zadzwonił, oznajmiając koniec pierwszej części zajęć, uważając by żaden nauczyciel czy uczeń go nie zauważył, udał się w stronę tylniej części budynku. Wyszedł na zewnątrz, obchodząc dookoła przyboczną kanciapę ze sprzętem sportowym, ukrył się za jej rogiem. Wychylił się by sprawdzić, czy nikt go nie śledził, jednocześnie podpalając papierosa. Palił czerwone Marlboro, dość silne. Oddychając z ulgą, zmienił pozycję, by wygodnie oprzeć się o ścianę. Nagle krzyknął przerażony, wydając z siebie mało męski pisk. Dochodząc szybko do siebie, zauważył, ze stojący nieopodal Uruha całkowicie ignorował jego obecność. Jednakże Kai nie potrafił tego zrobić.
- To jest moje miejsce. Spierdalaj – powiedział zły.
- To wolny kraj – odparł gitarzysta zaciągając się, po czym dodał: – Poza tym, nie jest podpisane – posłał w stronę Kai’a złośliwy uśmiech. Ten tylko prychnął, ponownie opierając się o ścianę. Bez słowa wypalił do końca papierosa, próbując podpalić kolejnego. Uruha w między czasie dalej palił swojego pierwszego podczas tej przerwy. Kątem oka obserwował, jak Kai męczy się z zapalniczką, aż z kieszeni wyciągnął drugą. Ta bez większych problemów spełniła swoją powinność i zapaliła.
- Nie za dużo? – zapytał gitarzysta. Cóż, dwa papierosy w ciągu pięciu minut to i dla niego za dużo, a był nałogowym palaczem.
- Nie twój zasrany interes – odpowiedział dość nieprzyjemnie Kai. Wydychając dym z płuc przymknął powieki. Chciał się rozkoszować ciszą, jaka go otaczała oraz papierosem, jednakże nie było mu to dłużej dane.
- Powinieneś mniej palić – przeszkodził mu znajomy głos.
- A co ciebie to, kurwa, obchodzi? – zapytał zdenerwowany wokalista.
- Nic, po prostu dobra rada od starego przyjaciela – Uruha mówiąc to wzruszył ramionami. Kai na to stwierdzenie prychnął zniesmaczony.
- Przyjaciela? Uruha, my jesteśmy pieprzonymi wrogami! – wykrzyknął.
- Tsy, tsy – gitarzysta pogroził mu palcem przed samą twarzą. – Nieładnie tak brzydko się wyrażać – naigrywał się z niego blondyn.
- Nie wkurwiaj mnie!
- Kai… mój drogi kolego, uspokój się – powiedział protekcjonalnym tonem, gładząc go jak dziecko po włosach. Ze zdziwieniem poczuł, że jego palce bez problemów przechodząc przez kosmyki, a one same są bardzo miękkie i delikatne. Otrząsnął się z tych myśli, gdy poczuł jak jego dłoń podbija Kai, chcąc go odgonić. Perkusista już miał coś powiedzieć, gdy Uruha nagle krzyknął – poparzył sobie dłonie o gasnący niedopałek. Niestety rzucił go tak nieszczęśliwie, że przed czym jak wylądował na ziemi, zahaczył o rękę Yutaki.
- Czy ciebie zdrowo popierdoliło?!
- To był wypadek! – Zaczął się tłumaczyć blondyn, jednakże perkusista wszedł mu w słowo.
- Wypadek? – Ironicznie zapytał niższy z mężczyzn. – Zrobiłeś to celowo!
- Chyba kpisz!
- Chciałbym!
- Co się tutaj dzieje?! – Kłótnię przerwał niespodziewany krzyk, który tak ich wystraszył, że Uruha tracąc równowagę przewrócił się na Kai’a i teraz na nim leżał.
- Złaź ze mnie, kurwa!
– Yutaka, język!
- Przepraszam, sensei – powiedział pokornie perkusista, spychając z siebie Uruhę.
- Kouyou Takashima i Yutaka Uke! Natychmiast stawicie się w swojej klasie! Palić podczas szkoły i to jeszcze na je terenie?! Niewyobrażalne! – Nauczycielka była dość mocno rozdrażniona zachowaniem dwójki jej najlepszych uczniów. Rozczarowywali ją tymi ciągłymi kłótniami. – Szybciej! – Krzyknęła jeszcze, pilnując by szli przed nią. Nie chciała mieć ich za swoimi plecami, ponieważ bała się, że mogliby coś jeszcze zrobić.

Gniewnie popędzała młodych mężczyzn, by się nie ociągali. Już dawno było po dzwonku, ale ta dwójka oczywiście musiała nie zauważać. Byli tak bardzo pochłonięci sobą, że nie zwracali uwagi na otaczającą ich rzeczywistość. Kobieta westchnęła przeciągle – gdyby tylko to było takie łatwe…

***

- Rozczarowaliście mnie ponownie, panowie. Nie spodziewała się, że dwójka najlepszych studentów tej klasy będzie palić. W szkole!
- Przepraszamy – powiedzieli, równocześnie się kłaniając. Nie był to codzienny widok widząc tak zgodnych, nawet jeżeli chodzi o tę kwestię. Klasa oniemiałym wzrokiem wpatrywał się w ich liderów Tymczasem nauczycielka mówiła dalej. – Zawsze najlepsi, zawsze na przedzie, zawsze przed wszystkimi. Nie spodziewałam się tego po was - powtórzyła.
- To Kai zaczął!
- To Uruha zaczął! – krzyknęli jednocześnie
- Nie obchodzi mnie to. Zaraz... – nauczycielka zaczęła mówić do siebie odwracając się na chwilę placami do klasy. Nastolatkowi wykorzystali to, ponieważ od razu stanęli naprzeciwko siebie.
- Znowu wpakowałeś mnie w jakieś gówno! – Wściekłym szeptem powiedział Uruha.
- Nie moja wina, że zachciało ci się, we mnie zaczynać. – Odparował mu Kai, jednakże gitarzysta nie został mu dłużny.
- To po co przychodziłeś do mojej kryjówki?
- Twojej?! – Odpowiedział oburzony perkusista – pierwszy zacząłem tam palić!
Klasa przysłuchiwała się całej konserwacji próbując wywnioskować co do siebie szepczą. Nagle nauczycielka odwróciła się ponownie a widząc przepychających się nastolatków krzyknęła zdenerwowana!
- Jesteście zawieszenie! Obaj! Na dwa dni! Od dzisiaj, marsz do domu – po czym po prostu opuściła salę. Przypilnowała jeszcze by chłopcy powodujący tyle kłopotów wyszli przed teren budynku. Nie odzywając się więcej do siebie, każdy poszedł swoją stronę.
Powrót do góry Go down
http://jeanne8917.livejournal.com
Fia
W kolejce po bilety


Liczba postów : 5
Join date : 06/06/2010
Age : 26
Skąd : Bydgoszcz czy jakoś tak :P

PisanieTemat: Re: [NZ] "Boże, jak ja ciebie nienawidzę!" [2/5]   Nie Cze 06, 2010 11:47 pm

Ekhem, ekhem... Słychać mnie dobrze? W takim razie...
Jean, jestem tu wyłącznie dla Ciebie, żebyś później wiedziała, że przeczytałam :P Jednak co do samego tekstu...
Ja wiem, że cały zas uświadamiasz mnie, kim jest Kai, Uruha czy Aoi, a ja nadal ci zrzędzę, że ich nie rozpoznaję... Ale obiecuję, tu tak nie jest Wreszcie do mnie to doszło, może przez początkową kłótnię, może przez noc spędzoną na bębnach... Ale wreszcie wiem xD Chwała ci za to, już zaczynałam się bać, że to ze mną jest coś nie tak :P
Cóż - wspominałam już jak piękna jest kłótnia przy papierosie... To moja ulubiona scena jak na razie - po prostu to, jak perfekcyjnie zlali nauczycielkę w klasie i ochrzaniali się dalej Cute Cud, miód i orzeszki w papryce xD
Punktualność Uruhy mnie rozłożyła... Nawet ja nie zjawiam się bez słowa spóźniona o godzinę xD Chociaż zrekompensowała mi to scena w samochodzie... A miętowe Malboro... Czy tylko mi skojarzyły się z mentolowym Malboro "użytym" w hicie Sokoła, Pono i Franka Kimono? Cóż - procenty z mleka szkodzą, więc sama wiesz :P

Nieskładnego komentarza czas skończyć, zanim pogrążę się zupełnie w moich pierwszych słowach na forum :P
Samolubnie życząc wena zarówno tłumaczce jak i becie (bo beta musi uszczęśliwić tłumaczkę),
Pozdrawiam,
Villemo Fia Lind
Powrót do góry Go down
http://www.valestil.fora.pl
Mun
Siła Wyższa


Liczba postów : 2903
Join date : 08/01/2010
Age : 23
Skąd : Wrocław/Poznań

PisanieTemat: Re: [NZ] "Boże, jak ja ciebie nienawidzę!" [2/5]   Pon Cze 07, 2010 11:20 pm

Wiesz, że Cię... *rozgląda się w poszukiwaniu Any* eee taaam, wybaczy mi... kocham Cię za ten tekst.
Niezmiennie poprawia mi humor. xD

Scena w "palarni" urocza i obiecująca. xD

Postacie dobrze wykreowane...
Nic tylko się zacieszać z czytania i czekać na więcej. xD

Wybacz, że komentarz mizerny, ale odłożyłam to na później i tak jakoś się porozwlekało to później, że zapomniałam co Ci miałam napisać. xD

Jeanne napisał:
- Chwilunia, byliśmy umówieni na szesnastą.
- A jest siedemnasta – odpowiedział również lekko poirytowany Ruki.
Bosh, skąd ja to znam...

Fia napisał:
Punktualność Uruhy mnie rozłożyła... Nawet ja nie zjawiam się bez słowa spóźniona o godzinę xD
Um... a mi się zdarza... Kawaii

Ogólnie zauważyłam, że identyfikuje się z Uruhą w Twoich FF. xD Ciekawe czemu. Drink

Weeeeena!
Mun.

_________________

Powrót do góry Go down
http://polishpri.ubf.pl/
Jeanne
Stały gość na afterparty


Liczba postów : 111
Join date : 17/01/2010
Age : 27
Skąd : Warsaw

PisanieTemat: Re: [NZ] "Boże, jak ja ciebie nienawidzę!" [2/5]   Pon Cze 14, 2010 9:23 pm

Dziękuję ślicznie za komentarze! :* Fia, wciągniemy Ciebie w j-rocka! Zobaczysz xD
Mun, poważnie?Happy No to super, ze mi się tak udało xD Na prawdę, bardzo się cieszę na nie Cute

Bo Hoshii wyjeżdża ;) Betowała Anya, za co dziękuję Cute

Nagle Kai wszedł szybkim krokiem do sali prób. Nie zwrócił na nikogo uwagi, dlatego też nie zauważył zdziwionych spojrzeń nie tylko dwójki przyjaciół, ale i pozostałych. Długo nie trwało, a energicznie zaczął uderzać w bębny, nie przejmując się, iż nie gra żadnej spójnej muzyki. Melodia, która wychodziła spod jego pałeczek była urywana, szybka, niezgrabna i pełna złości. W pewnym momencie pałeczki wypadły mu przy obrocie z dłoni, jednakże nie przejmując się tym, uderzał dalej – tyle, że rękami. Popchnął nagle werbel główny tak, że ten prawie się przewrócił. Po chwili podobny los spotkał talerze. Aoi wraz z Rukim nie zastanawiali się długo i podbiegli do perkusisty. Uruha i Reita stali zamrożeni w miejscu – nierzadko zdarza się, żeby Kai wyładowywał swój atak na ukochanym instrumencie. Gitarzysta kątem oka dojrzał, jak dwójka szarpie się z brunetem i stara odciągnąć od perkusji. Wydawało mu się, że dostrzegł nawet samotną łzę spływającą po prawym policzku. Jednakże nie mógł dłużej się temu przyglądać, ponieważ całą twarz Kai ukrył w dłoniach i głęboko oddychając, starał się uspokoić.
— Co się stał, Yuk—kun? — zapytał go wokalista.
— Wyrzuciła mnie — stwierdził tylko brunet, nie zmieniając nawet pozycji.
Więc o to całe zamieszanie — prychnął zniesmaczony Druha. — Dziewczyna go rzuciła, a on tak rozpacza. Żałosne…
— Kto? — dalej dopytywał się Ruki.
— Matka. Z domu. Wyparła — westchnął Kai. Nie chciał za dużo mówić, tylko tyle, by więcej nie pytali. Ale kim oni byli, by po takiej ilości słów wiedzieć, co się stało? W tym momencie blondyn przysunął się trochę bliżej, by lepiej słyszeć. Tego się nie spodziewał…
— Jak to?
— Po prostu usłyszała, jak z Aoim wspominacie nasze dawne czasy. Tak, te czasy, Yuu — dodał, nie chcąc, by gitarzysta zapytał głośno. — Nie wiem jak, ale dowiedziała się wszystkiego. Wstydzi się mnie i mówi, że nie jestem już jej synem. Wyrzuciła mnie na zbity pysk, wieczorem mam się zjawić po rzeczy. Powiedziała, że mnie spakuje. Kurwa, ja tam mam nasze zdjęcia, Aoi! — wykrzyknął nagle zdesperowany. W tym momencie wyglądał, jakby był małym bezbronnym chłopcem, chcącym schować się przed wszystkimi problemami, z którymi sobie nie radził. Ciemnowłosy gitarzysta wiedział, że jeżeli zaraz czegoś nie zrobi, to Kai rozpłacze się przy wszystkich, a tego perkusista by sobie nie wybaczył. Dlatego też podszedł do niego i klękając, objął go. Brunet nie przejmował się tym, co teraz pomyśli jego szkolny wróg. Za bardzo przeżywał rozczarowanie oraz obrzydzenie, jakie widział w oczach matki, gdy ta go siłą wypchnęła za drzwi. Miał ze sobą tylko szkolną torbę – cóż, w końcu szykował się na próbę.
— Kai… Nie martw się, skoro już wie, nie musisz się przed nią ukrywać. A zdjęcia? Dlaczego ich nie wyrzuciłeś? — cicho szeptał mu do ucha Aoi, kojąco gładząc plecy. Pozostała trójka niestety niczego nie słyszała.
— Byłeś moim pierwszym… To pamiątka — równie cicho odpowiedział perkusista.
— Dasz radę. Jesteś silny — głośniej już stwierdził czarnowłosy. Ruki w tym czasie sięgnął swojego iPoda, by podać go przyjacielowi.
— Masz, wyładuj się, biegając. Jesteśmy z tobą — mówiąc to, przytulił już stojącego niedaleko drzwi Kaia. — Masz gdzie spać?
— Tak — odpowiedział krótko. Wiedział, że nocując u Takanoriego nie naprzykrzałby mu się, ale chciał pomyśleć. Poza tym… nie chciał wykorzystywać przyjaciela. Ruki nic na to nie powiedział. Wiedział, że on kłamie, jednakże nie chciał go do niczego zmuszać. Westchnął tylko głęboko – jeżeli Kai będzie czegoś potrzebował, to mu po prostu powie. Przynajmniej taką miał nadzieję. Długo nie trwało, a po krótkim Dziękuję perkusista zniknął.

Przez chwilę na sali panowała cisza. Przerwał ją dopiero Reita, pytając:
— Co się właściwie stało? — Ruki domyślał się, że dłużej tego przed przyjacielem nie ukryje. W końcu jeżeli nie dowie się teraz, to był niemal pewny, że Uruha zmusi Akirę, by p wszystkim się dowiedział. Potrzebował jedynie zgody drugiego gitarzysty.
— Aoi?
— Mhm? — zapytał niezbyt przytomny. Myślał o tym, co teraz zrobi Kai.
— Mogę powiedzieć? — To pytanie wytrąciło go z lekkiego letargu. Przytaknął lekko głową, więc wokalista zaczął mówić. — Yuk–kun jest homoseksualistą. — To krótkie stwierdzenie sprawiło, że Uruha gwałtownie odwrócił się w jego stronę.
— Homoseksu… — zaczął, ale nagle zaświtało mu jedno pytanie. — A te dziewczyny?
— To wszystko było kłamstwem — odezwał się teraz Aoi, po czym Ruki zaczął dalej opowiadać.
— Te zdjęcia, o których mówił Kai… Zostały one zrobione przeszło rok temu, kiedy wraz z Aoim byli parą.
— Co? — Przerwał znowu zszokowany Uruha. Za dużo informacji jak na jeden raz.
— Jestem jego ex. W sumie byłem jego pierwszym chłopakiem.
— Kai przewidział taką sytuację, dlatego też poza naszą trójką, teraz piątką… znaczy szóstką — dodał, przypominając sobie o matce — nie wiedział nikt. Bał się reakcji otoczenia, odrzucenia. Nie zapomnijcie, że gdy był mały, ojciec odszedł od niego i jego matki, a on cały czas się o to obwinia.
— Ale dlaczego kłamał o dziewczynach?
— Uruha, nie widzisz tego? — Głos niespodziewanie zabrał teraz Reita. — We wszystkim rywalizowaliście, a gdy po szkole rozeszło się, że możesz przebierać w dziewczynach, nie chciał okazać się gorszy. Musze przyznać, że trochę w tym pomogłem, ale po prostu myślałem, że Kai jest nieśmiały. Nie, nie wiedział o tym. Tylko Ruki wiedział, w końcu to z nim spiskowałem — dodał, uprzedzając pytanie kumpla, uśmiechając się lekko w stronę wokalisty.
— Cholera, mam nadzieję, że nie zrobi czegoś głupiego.
— Co masz na myśli, Aoi? — zapytał najniższy mężczyzna.
— Jeżeli matka go wyrzuciła, znaczy to brak kasy. Stypendium też nie ma, więc… — Nie dokończył myśli. Nie musiał.
— Kurwa. — Ruki od razu skojarzył o co chodzi koledze.
— Chyba nie myślicie, że Kai mógłby się sprzedawać?! — wykrzyknął zdenerwowany Reita.
— Wierz mi, znam go. Teraz może nie, ale nie zniży się do poziomu proszenia. Na wszystko zawsze sam pracował. Kurwa, kurwa, kurwa… — Ruki usiadł zdenerwowany na krzesełku przy perkusji. Podniósł z ziemi leżące tam pałeczki i zaczął powoli obracać jedną między palcami. Zastanawiał się nad czymś intensywnie. — Ja mogę załatwić mu bento oraz obiady, matka nie będzie miała nic przeciwko, ale wiem, że Yuk–kun weźmie je ode mnie mniej więcej tylko przez tydzień. Więc mamy siedem dni, by pomóc mu znaleźć normalną prace.

Uruha cały czas słuchał tego wszystkiego w osłupieniu. Całe wrażenie o szkolnym wrogu okazało się mylące. Jak mógł tego nie zauważyć?! Zszokowany, wysłuchał ostatnich zdań Rukiego. Czy miał on rację, że jeżeli wszystko pójdzie nie tak, to Kai byłby w stanie prostytuować się?!

— Mój wujek ma restaurację — powiedział, nie myśląc długo i w sumie dziwiąc się samemu sobie. Widząc niezrozumiałe spojrzenia kolegów westchnął, po czym dokończył. — Jeżeli Kai umie gotować, to nie będzie problemu, by mógł pracować tam w weekendy. Jako kucharz lub kelner.
— Naprawdę? Zrobiłbyś to? — Reita nie dowierzał.
— Mogę spróbować, ale zabiję, jeżeli dowie się, że ja to załatwiłem. Macie tak to zorganizować, by się nie zorientował.
— Jasne! Zostaw to mnie, brachu! — wykrzyknął uradowany Ruki, lekko uderzając ramię gitarzysty. Ten momentalnie zesztywniał. Grali już razem, ale żeby aż tak się spoufalać?! Nie zdążył jednak zareagować, ponieważ uprzedził go Aoi.
— A co z mieszkaniem? Mówi niby, że ma gdzie spać.
— Więc też w to nie uwierzyłeś? — Wokalista poczuł ulgę, że niczego sobie nie wyobraża, a rzeczywiście przyjaciel go okłamał.
— Internat!
— Ue–chan, ale jest środek roku szkolnego, wszystkie pokoje są na pewno zajęte.
— Nie wszystkie. Uruha mieszka sam! — Blondyn był tak zdziwiony tym, jak go wkopał basista, że nawet nie zauważył, jak ten zarumienił się na zdrobnienie. I to [i/]jakie[/i] zdrobnienie.
— Chyba sobie ze mnie kpisz! — Zbulwersował się. — Nie ma mowy!
— Uruha… Proszę cię jako przyjaciel Kaia. Tylko tymczasowo. — Aoi ukłonił się nisko, spuszczając głowę i nie patrząc na gitarzystę. — Jego całe życie załamało się przez jedną moją i Rukiego głupią rozmowę. To była niepotrzebnie wspominana przeszłość. Pomóż mu. Błagam cię wręcz.

Na sali zapanowała cisza. Reita nerwowo wyczekiwał decyzji, jaką podejmie blondyn. Wiedział, jak gitarzysta nienawidzi Kaia i wątpił, żeby te kilka wydarzeń zmieniło jego postawę w stosunku do niego, ale z drugiej strony Kouyou nie jest draniem bez serca. Był bardzo empatyczną osobą.

— Dobrze… — westchnął. — Ale znacie zasady.
— Mhm — przytaknął Ruki. — Załatwimy wszystko z dyrektorką. Od jutro zabieramy się za wszystko? Teraz i tak jest już dość późno. Chodźmy, ale nie zamykajmy tym razem Sali, dobrze? I tak jest struż nocny. — Wszyscy wiedzieli, co ma na myśli wokalista, jednakże nikt nie chciał tego głośno skomentować. W ciszy wyszli ze szkoły.


***


Zbliżał się wieczór i Uruha sam dokładnie nie wiedział, dlaczego wyszedł z akademika. Nie mógł spokojnie usiedzieć w pokoju, nie pomagał mu ani komputer, ale brzdąkanie na gitarze, nawet zasnąć nie mógł – a było już przecież sporo po północy. W końcu całą winę zrzucił na pełnię księżyca, która akurat przypadała na dzisiejszą noc. Ze zrezygnowaniem udał się do pobliskiego parku, na uszach cały czas mając słuchawki z mp3. Wyciągnął papierosa i zapaliwszy go, poszedł przed siebie. Nie wiedział, gdzie go nogi poniosą, dlatego też niezmiernie się zdziwił, gdy stanął przed budynkiem liceum. Dokładnie sprawdzając, czy nie zauważył go strażnik, udał się na tyły szkoły. Cichaczem wszedł oknem prowadzącym do jednego z bocznych korytarzy. W sumie, rozglądając się, stwierdził, że skoro już tu jest, to może sprawdzić instrumenty. Bo przecież skoro on wszedł tutaj bez problemu, to każdy mógł to zrobić, prawda?

Długo nie trwało, a pojawił się w sali. Z ogromnym zdziwieniem zauważył, jak przy oknie, przyglądając się księżycowi, stoi perkusista. Dopiero teraz przypomniał sobie zdarzenia z dnia poprzedniego, jednakże nigdzie nie zauważył walizek czy choćby plecaka. Zaabsorbowało go to trochę, ale nie tyle, by poświęcić temu dłuższą chwilę. Nie wchodził do pomieszczenia, tylko zza lekko uchylonych drzwi obserwował całą scenę. Kai bez ruchu wpatrywał się w jeden punkt, oddychając strasznie powoli. Widać było, że wiele go to kosztuje, ale dzięki temu może utrzymać chociaż trochę swoje emocje na wodzy. Blada poświata księżyca doskonale oświetlała jego twarz, odbijając się w czekoladowych wręcz oczach. Nie uszło to uwadze gitarzysty, który teraz zaobserwował, jak brunet przymyka lekko powieki, rozluźnia sylwetkę i pochyla delikatnie głowę. Przez moment nic się nie działo, by już po chwili Uruha mógł dojrzeć lekko poruszające się wargi nastolatka. Jakby się modlił… Blondyn poczuł się, jakby naruszał pewien intymny rytuał, którego nie powinien być świadkiem. Powoli się wycofał. Nie zamierzał odejść, po prostu poczekać kwadrans – dlatego też postanowił skorzystać z toalety. Zanim się tam dostał, załatwił swoje potrzeby i wrócił, minęło dokładnie dwadzieścia minut. Przy okazji zrobiło mu się odrobinę za gorąco w skórzanej, białej kurtce.

Zbliżając się do sali, zaczął automatycznie ciszej oddychać – jakby bał się, że może zostać przez to zdradzony. Kiedy tylko zauważył, że Kai śpi, prawie bezszelestnie wsunął się do pomieszczenia. Stanął dość wygodnie w miejscu, w którym jeszcze chwilę temu znajdował się brunet. Teraz mógł mu się lepiej przyjrzeć, nie będąc bacznie obserwowanym przez Reitę czy inne osoby, które później mogłyby zadawać niebezpieczne pytania. Spojrzał na śpiącego na krzesełku perkusyjnym i praktycznie leżącego na głównym werblu chłopaka. Miał on lekko otwarte usta, które jakby prosiły o delikatny pocałunek. Na tą myśl Uruha przejechał szybko językiem po spierzchniętych wargach. Odrzucając daleko od siebie ten pomysł, postanowił dalej zbadać twarz Kai'a. Przyjrzał się dokładnie zgrabnemu, małemu noskowi oraz brwiom, które prawie zawsze marszczyły się na widok gitarzysty. Powieki drgały delikatnie, jakby coś mu się śniło, jednakże już po chwili ten ruch zamarł. Uruha stwierdził, że kiedy tylko Kai jest spokojny, to wygląda prawie niewinnie. Tak… inaczej. Zamknąwszy okno już miał wychodzić, kiedy jego uwagę ponownie przykuła sylwetka perkusisty. Chwilę się zastanowił, po czym, zdjąwszy kurtkę, przykrył nią ramiona oraz plecy Yutaki. Modlił się przy tym tylko, by ten nie wiedział, do kogo ona należy. Kiedy wrócił do pokoju i położył się, zasnął od razu.


***


— ReiRei, chodź! Musimy w końcu to dziś załatwić. Minęło trzy dni! — Ruki ciągnął przyjaciela w stronę gabinetu dyrektorki. Sam miał lekkie obawy by tam wchodzić. Potrzebował wsparcia w postaci wyższego od niego chłopaka.
— Idę, idę! Tylko puśćże mnie wreszcie! — Z niechęcią próbował wyszarpnąć się z zadziwiająco silnego uchwytu wokalisty.
— Nie — stwierdził tylko, nie puszczając jego nadgarstka. Z tym basista już nie oponował. I wcale nie przejmował się ciekawskimi spojrzeniami, jakie rzucali im uczniowie – to rzeczywiście wyglądało, jakby Ruki go ciągnął. Z zadumy wyrwało go to, jak nagle wpadł na niższego chłopaka.
— Au, uważaj, Ue–chan — westchnął ciężko, rozmasowując sobie przy tym głowę. Opóźniał jak tylko mógł wejście do gabinetu, dlatego, widząc to Reita tylko zapukał i popchnął go przodem. — E… Dzień dobry. — Ukłonili się obaj dość nisko, po czym Ruki zaczął mówić. — Czy jest pani dyrektor? Chcielibyśmy przez chwilę z nią porozmawiać.
— W jakiej sprawie? — zapytała sekretarka, patrząc na nich dość sceptycznie.
— Akademika — odpowiedział Reita.
— To zapukajcie i wejdźcie. — Biorąc głęboki oddech, Takanori zrobił, co mu polecono i czekając na ciche proszę wszedł. Za nim jak cień podążał basista.
— Dzień dobry. Pani dyrektor, bo my mamy taką delikatną sprawę.
— Mhm, słucham.
— Bo widzi pani, nasz przyjaciel, Kai, znaczy Uke Yutaka, został wyrzucony przez matkę z domu.
— Wyrzucony? — zapytała, podnosząc jedną brew. Nie podobało jej się za bardzo to, co słyszała. Przecież, jeżeli dobrze pamięta tego ucznia, był on jednym ze zdolniejszych w szkole. Popularny i rozrywkowy, nigdy nie mogący usiedzieć na miejscu chłopak, nawet dość grzeczny, jeżeli nie liczyć jego kłótni z tym drugim, Kouyou Takashimą. Co się do cholery stało?!
— Tak, nie chcemy za bardzo zagłębiać się w to, wolimy, by Kai powiedział sam Chociaż wydaję mi się, że prędzej czy później pani sama się przekona. Yutaka potrzebuje trochę czasu.
— A wpłynie to na zbliżający się festiwal?
— Raczej nie, jeżeli Kai będzie miał jak najszybciej gdzie spać — powiedział Reita.
— Spać? — Spojrzała na chłopców niezrozumiałym wzrokiem.
— Mhm. — Kiwnął głową Ruki — Bo od trzech czy czterech nocy śpi w sali prób, myśląc, że my o tym nie wiemy.
— I nie zaprosiliście go do siebie?! — Oburzyła się kobieta, po czym rozgoryczona dodała — Dlaczego nie przyszliście do mnie wcześniej?
— Nie chcieliśmy zostawiać go samego, dlatego całe dnie po szkole ćwiczyliśmy. A nie zabraliśmy, bo jest za bardzo uparty. Gdybym mu to zaproponował, natychmiast by się przestał do mnie odzywać. I tak dobrze, że je u mnie obiady — mruknął wokalista. — No więc… Wiemy, że w akademiku przynajmniej w jeszcze jednym pokoju jest wolne miejsce. Czy mógłby tam mieszkać Kai?
— Skąd o tym wiecie? Oczywiście, tylko muszę sprawdzić wszystko.
— Nie musi pani, to Kouyou Takashima, a on już się zgodził, pod warunkiem, że Kai nie będzie o tym wiedział. Uruha chce udawać, że o niczym nie ma pojęcia. — Usłyszawszy to, dyrektorka mocno się zdziwiła. Przecież jeszcze chwile temu myślała o tym, jak ta dwójka drze ze sobą koty.
— Rozumiem, ale czy nie boicie się, że, no cóż… nie pozabijają się wzajemnie.
— Niech nam pani wierzy, wszystko będzie dobrze — z błyskiem w oku powiedział Ruki.
— No dobrze, a jak chcecie przeprowadzić cała tą akcję tak, by Yutaka się nie dowiedział lub cokolwiek?
— Inaczej będzie, jak mu powiemy, że załatwiliśmy mu akademik, a inaczej, jakby miał nocować u którego z nas; sądziłby, że nadwyręża naszą gościnę i pomoc. To co innego dla niego.
— Skoro tak… To niech dzisiaj zgłosi się do sekretariatu po klucz i instrukcje oraz regulamin akademika. Musi też podpisać parę dokumentów.
— Oczywiście, przekażemy mu i serdecznie dziękujemy! — powiedział Ruki, po czym wraz z Reitą, dość nisko się kłaniając, wyszli.
— Udało się! — wykrzyknął podekscytowany, gdy wyszli z sekretariatu. Z całej tej radości niższy chłopak rzucił się przyjacielowi na szyję, przytulając go. Kiedy uświadomił sobie, co robi, zaczerwienił się i nie patrząc na równie zarumienioną twarz Reity, skierował się w stronę bufetu, poprawiając szalik.
Powrót do góry Go down
http://jeanne8917.livejournal.com
Mun
Siła Wyższa


Liczba postów : 2903
Join date : 08/01/2010
Age : 23
Skąd : Wrocław/Poznań

PisanieTemat: Re: [NZ] "Boże, jak ja ciebie nienawidzę!" [2/5]   Pon Cze 14, 2010 10:51 pm

Pozwól, że zacznę od potknięć.

Cytat :
Uruha i Reita stali zamrożeni w miejscu – nierzadko zdarza się, żeby Kai wyładowywał swój atak na ukochanym instrumencie.
A mi się wydaje, ze raczej rzadko... xD

Cytat :
Wydawało mu się, że dostrzegł nawet samotną łzę spływającą po prawym policzku.
To zdanie jest źle skonstruowane. Wychodzi tak, jakby gdzieś tam obok stał jakiś Policzek i spływała po nim jakaś łza. Dużo czytelniej będzie: Wydawało mu się, że dostrzegł nawet samotną łzę spływającą po prawym policzku perkusisty.

Cytat :
Więc o to całe zamieszanie — prychnął zniesmaczony Druha.
Uruha.

Cytat :
Długo nie trwało, a po krótkim Dziękuję perkusista zniknął.
"Dziękuję" małą literą.

Cytat :
W końcu jeżeli nie dowie się teraz, to był niemal pewny, że Uruha zmusi Akirę, by p wszystkim się dowiedział.
O! xD

Cytat :
Musze przyznać, że trochę w tym pomogłem, ale po prostu myślałem, że Kai jest nieśmiały.
Muchy sio! Raz dwa doprawiamy E ogonek. xD

Cytat :
I to [i/]jakie[/i] zdrobnienie.
Ukośnik nam się wdarł niepotrzebny.

Cytat :
Chodźmy, ale nie zamykajmy tym razem Sali, dobrze?
Znów wielka litera jest zbędna... choć jakoś szczególnie nie daje po oczach i mogłaby zostać...

Cytat :
Tak, nie chcemy za bardzo zagłębiać się w to, wolimy, by Kai powiedział sam Chociaż wydaję mi się, że prędzej czy później pani sama się przekona.

Przydałaby się kropka między sam a Chociaż...


Osobiście uważam, że wątek z prostytucją jest lekko naciągany... Stawiałabym na samobójsto (jakże popularne w Japonii xD), ale to Twoje małpy i Twój cyrk. Ostatecznie, wszystko ma sens, a to się liczy.

Za każdym razem, gdy wzrasta temperatura i mam już nadzieję na małe conieco. Ty znów delikatnie wietrzysz, sprawiając, że napięcie opada. Boru... mentalnie wysłałam ich już ze cztery razy do łóżka! xD

No i niektóre sytuacje wydają mi się lekko naciągane, np. ta dyrektorka łatwowierna jakaś... Cute

Ciekawe jest to, ze mimo wszystkich niedociągnięć mam ochotę czytać dalej i więcej i już natychmiast! xD

Mam nadzieję, że nie każesz nam długo czekać na następny rozdział.

Wena,
Mun!

P.S. Coraz bardziej identyfikuję się z tym Uruhą... to chyba kiepsko o mnie świadczy. M.

_________________

Powrót do góry Go down
http://polishpri.ubf.pl/
Aya
Organizator J-rock Festival


Liczba postów : 427
Join date : 15/01/2010
Age : 21
Skąd : wyłaniam się z mroku xd

PisanieTemat: Re: [NZ] "Boże, jak ja ciebie nienawidzę!" [2/5]   Sro Cze 16, 2010 6:34 pm

Kocham ten tekst.

Przede wszystkim super tematyka - Gazette w szkole xD Kocham cię za to Happy
Bohaterowie są niesamowicie skonstruowani - tacy prawdziwi. Co prawda ta prostytucja... noale to nic w porównaniu z resztą tekstu Happy Aż nie wiem co napisać, tak jestem wniebowzięta tym fickiem. Więcej! xDD



Ach, czy mówiłam ci już że kocham twój styl pisania? Happy
Powrót do góry Go down
Siepacz
W kolejce po bilety


Liczba postów : 6
Join date : 17/06/2010
Age : 25
Skąd : Kraków

PisanieTemat: Re: [NZ] "Boże, jak ja ciebie nienawidzę!" [2/5]   Wto Cze 29, 2010 9:56 pm

Łaaaa Jeanne ty wiesz jak ja cię kocham *_* Wszystkie twoje ficki są genialne, uwielbiam je czytać i nie dlatego, że przewaga to mój ulubiony pairing KaiUru. Twoje prace czyta mi się tak lekko, są idealnej (jak dla mnie) długości i chce się więcej.
Nie mogę się doczekać następnej części. Tak się zaczytałam, że nawet nie zwracałam uwagi na błędy, jeśli takowe były XD

Twórz dziewczyno dalej, a dla mnie to mogą być i same KaiUru - tak mało tego w necie (albo ja jestem ślepa) T_T
Powrót do góry Go down
http://siepacz175.deviantart.com
Jeanne
Stały gość na afterparty


Liczba postów : 111
Join date : 17/01/2010
Age : 27
Skąd : Warsaw

PisanieTemat: Re: [NZ] "Boże, jak ja ciebie nienawidzę!" [2/5]   Pią Lip 23, 2010 12:47 am

ROZDZIAŁ CZWARTY.
BETA: Fia :* Dzięki! :) + ja

M powiedziała, że za bardzo mieszam ich imiona, etc. Już raz mi to powiedziano więc wyjaśniam. Inaczej mówią do siebie oni - po pseudonimach, każdy ma ich wiele, inaczej rodzice, a jeszcze inaczej nauczyciele i osoby dalsze :)
***

Dwójka roześmianych chłopaków weszła do pomieszczenia szukając perkusisty. Znaleźli go żartującego w otoczeniu grupy dziewczyn. Ruki podskoczył do przyjaciela i zaczął ciągnąć w stronę wyjścia. Jednak szatyn miał o wiele więcej siły od niego, dlatego też, lekko się zapierając, dalej siedział na swoim miejscu.

- Ruki, do cholery, czego chcesz? – zapytał lekko zirytowany.
- No chodźże ze mną.
- Ale dlaczego?
- Chodź!
- Ruki… Powiedz mi o co chodzi – rzekł Kai z ostrzegawczą nutką w głosie. Wokalista całkowicie tracąc nad sobą panowanie, krzyknął dość głośno:
- Yutaka Uke, pójdziesz z nami w tej chwili! – ton głosu oraz jego siła, jak i zdecydowanie spowodowały, że na sali zapadła cisza. Perkusista mrużąc oczy zaczął powoli, bez słowa, zbierać się od stołu, jednakże momentalnie zesztywniał, gdy usłyszał pewną melodię. A raczej jej słowa…

Po prostu chcę, byś był ze mnie dumny
Nigdy nie będę dość dobry dla ciebie
Nie mogę uważać, że ze mną wszystko w porządku,
A ty nie możesz mnie zmienić...

Przepraszam, nie mogę być doskonały.


Zamarł. Nie dość, że słyszał od matki jak bardzo jest nim rozczarowana, to jeszcze musi przypominać mu o tym głupia piosenka?! W tej chwili nienawidził osoby, do której dzwoniono. Już mam wszystko zostawić i wyjść, gdy rozległ się zdenerwowany krzyk:

- Kurwa, niech ktoś odbierze ten pieprzony telefon albo sam to zrobię!

Kai dojrzał błyski, które na moment pojawiły się w oczach Uruhy, gdy ten zatrzymał na nim wzrok. Był pewny, że ten doskonale wie jak on się czuje. Westchnął i, spakowawszy się do końca, podszedł do Rukiego oraz basisty. Mijając gitarzystę szepnął, tak, że tylko ten słyszał:

- Dzięki Uruha…

Kiedy tylko dotarło do niego co nastolatek powiedział, momentalnie wstrzymał oddech. W sumie może nie to co powiedział, ale [i]jak
. Miękko, bez złośliwości oraz naprawdę dziękując. Udając, że nic się nie stało podszedł do okienka, by kupić sobie napój energetyczny. Momentalnie dopadł do niego Reita, który zdążył jeszcze krzyknąć pozostałej dwójce, że zaraz do nich dołączy. Ale teraz musiał się czegoś ważnego dowiedzieć.

- Uru?
- Mhm… - mruknął niczego nie spodziewający się blondyn.
- Czy ty czasem nie miałeś białej, skórzanej kurtki?
- Mhm – kiwnął twierdząco głową, dalej zaabsorbowany szukaniem po kieszeniach drobniaków. – No gdzież one są?!
- A czy czasem tej kurtki nie widziałem dziś na Kai’u?
- Co? – pisnął Uruha. Dopiero teraz dotarło do niego, co jego przyjaciel mówi.
- No… Biała skórzana kurtka, z wyhaftowanymi z tyłu czarnymi skrzydłami i ostrokrzewem… Muszę przyznać, że jemu też całkiem nieźle pasuje.
- Reita, to nie… - przełknął głośno ślinę. Nagle zaschło mu w gardle, ale szybko się opanował. – To nie tak jak myślisz. Zamarzał, gdy spał i, nie, nie pytaj mnie o nic więcej! Biada, jak dowie się, że to moja kurtka! – Warknął na tyle cicho, by tylko zainteresowany go usłyszał. Uśmiechnął się lekko, widząc podniesione w kapitulacji ręce basisty, ale po chwili skrzywił, zauważając ironicznie uniesiony w górę jeden kącik ust, jak i lewą brew. Prychnął do siebie, po czym nie chcąc się więcej tłumaczyć, wyszedł z bufetu. Reita pokiwał na to z pobłażaniem głową i lekko pogwizdując, ze schowanymi w kieszeniach dłońmi, udał się w stronę boiska szkolnego.


***

- Poważnie?! Ruki, ja to załatwiłeś? – Kai’owi zaświeciły się oczy, kiedy tylko usłyszał, jakie nowości ma dla niego przyjaciel.
- Po prostu poszedłem do dyrektorki, a ona się zgodziła.
- Czy ona wie, że jestem… - zaczął, ale nie zdążył dokończyć, bo przerwał mu wokalista.
- Nie, sam powiesz jak będziesz chciał. – Uśmiechnął się do niego delikatnie i pomachał idącemu ku nim Reicie.
- Reita! Mam pokój w akademiku! – Kai nie wytrzymał i doskoczył do basisty, dzieląc się dobrą wiadomością.
- Wiem! – wyszczerzył się na to Chuściak.
- Ale… skąd? – zawołał żałośnie perkusista. A tak chciał powiedzieć niespodziankę. Widząc jego minę pozostała dwójka zaśmiała się. Po chwili dołączył do nich i brunet.
- Byłem to załatwiać razem z Rukim.
- Wiesz? – zapytał poważnie.
- Wiem.
- I?
- Co „i”, Kai? Dalej się przyjaźnimy, prawda? Bo już się przyjaźnimy, tak? – Zapytał lekko zmieszany teraz Reita.
- Chyba taak… Yutaka Uke, Kai lub Yuk-kun, miło mi – powiedział kłaniając się lekko. Reita od razu zrozumiał, o co mu chodzi.
- Akira Suzuki, Reita, mi również miło cię poznać, Kai – przedstawił się, również kłaniając.
- A nie Ue-chan? – Zaczął z zadziornym uśmiechem dokuczać mu perkusista.
- Nie! – zaperzył się gwałtownie i, chcąc zmienić temat, zapytał – pomóc ci z rzeczami? W ogóle, gdzie je masz?
- U Rukiego, ale jasne! Dzisiaj po szkole?
- Mi pasuje, a tobie, Taka-chan? – Zapewniał się basista. Ucieszył się na możliwość zobaczenia, jak mieszka Takanori.
- Jasne! – Zgodził się najmłodszy z nich. Rozmawiali jeszcze chwilę wygłupiając się, ale ich rozmowę przerwał dzwonek oznajmiający koniec przerwy.
- Oi, idziemy? Mamy matematykę, a ty Ruki chyba angielski, prawda?
- Noo… - skwapliwie przytaknął wokalista. Nienawidził angielskiego.
- Ucz się, ucz. Przecież musisz poprawnie wymawiać teksty swoich piosenek, prawda? Dalej korzystasz ze słownika? - zaczepiał go Reita. Doskonale zdawał sobie sprawę, jak to działa na przyjaciela, dlatego już po chwili uciekał przed goniącym go kolegą. Na dworze rozbrzmiewały ich śmiechy, a Kai westchnął lekko unosząc głowę w górę, by spojrzeć w niebo. Słońce nieśmiało przebijało się przez chmury, ale dalej wiał dość chłodny wiatr, dlatego też opatulił się bardziej znalezioną kurtką. Polubił ją, a jeszcze bardziej okoliczności, w jakich ją dostał. Wiedział doskonale, że było to, gdy spał, ale mimo wszystko taki drobny gest wywołał w nim falę ciepłych uczuć.

Chłopak ostatni raz rozejrzał się dookoła siebie, po czym pomaszerował w kierunku szkoły dość szybkim krokiem. Z ogromnym uśmiechem wkroczył do sali witając po drodze nauczyciela i przepraszając za spóźnienie. Siadając, skomplementował po drodze kilka koleżanek mówiąc, że a to jedna ładnie była umalowana, druga miała nową fryzurę, a za to inna idealnie dobrane kolory ubioru. Ogólnie cała klasa zdążyła zauważyć delikatną zmianę w zachowaniu ich klasowego kolegi. Owszem, zawsze był wesoły i optymistyczny, ale teraz wydawało się to… jakby bardziej szczere.

- Co jest? – zapytał wprost, siedzący niedaleko niego, czerwonowłosy chłopak. Kai zerknąwszy kątem oka na Reitę wyszczerzył się szeroko ukazując, znane doskonale na całą szkołę, dołeczki i wyszeptał konspiracyjnym szeptem:
- Przenoszę się do akademika – po czym klasnął wesoło w dłonie, kręcąc się jednocześnie na swoim miejscu tak, iż podskakiwał. Całość wywołała tak komiczny efekt, że klasa wybuchła gromkim śmiechem. Oczywiście nie wiedzieli dokładnie, co w tym takiego ekscytującego, ale skoro Kai jest zadowolony…?

Całą sytuację obserwował, udając że jest na to obojętny, Uruha. Zdradziły go kąciku ust, które lekko się podniosły, gdy zobaczył reakcję perkusisty. Nie uszło to uwadze Reity, który szturchnął go łokciem w żebra i posłał ku niemu szeroki uśmiech. Spowodował tym samym, że gitarzysta zachmurzył się odwracając w drugą stronę.

- Panowie, spokój! - Nauczycielka stara się uspokoić wszystkich, ale widząc, że nic nie wskóra, zaczęła po prostu pisać zadanie na tablicy. Prędzej czy później zaczną liczyć.
Po kwadransie cichych rozmów postanowiła dać im kolejny problem.
- Takashima! Do tablicy! Rozwiąż ten przykład ze strony pięćdziesiątej siódmej!
- Ja? – zapytał zdziwiony zapytany. – Ale ja nic takiego nie zrobiłem! – zaczął się bronić.
- Nic mnie to nie obchodzi. Jesteś jednym z moich czołowych uczniów, więc sprawnie powinieneś sobie z tym poradzić. – Uruha prychnął na ten komentarz. Jasne, że nim był, ale za cholerę nie wiedział, o czym nauczycielka właśnie mówiła. A który rozdział przerabiali? Który fragment rocznego materiału? Przez to całe zamieszanie z zespołem i komplikacje spowodowane przez niego prawie całkowicie przestał interesować się szkołą. Przygotowywał się tylko do testów.

Z ociąganiem wstał i westchnął. Porywając podręcznik z ławki skierował się w stronę tablicy. Mozolnie zaczął przepisywać zadanie, główkując, jak je zrobić. Miał pewien pomysł, ale był pewny, że nie jest on do końca poprawny. Chwilę zastanowił się, po czym zaczął bazgrać coś, słysząc jednocześnie jak za jego plecami ponownie wzmaga się rozmowa. W sumie to i dobrze – pani Garimashi będzie musiała zwrócić większą uwagę na klasę, a nie niego, co da mu więcej czasu do myślenia. Stał teraz przed tablicą z jedną ręką luźno opuszczoną wzdłuż swojego boku, a drugą miał opartą na biodrze wciąż trzymając w niej otwartą książkę. W zadumie przygryzał dolną wargę starając się wymyślić, z której to strony powinien zabrać się za rozwiązanie, tak by było dobrze. Nagle usłyszał cichy głos Reity, wyrywający go z zamyślenia:

- Uruha… Łap! – wyszeptał jego przyjaciel rzucając w tym samym czasie zeszyt. Jak się okazało – z rozwiązaniem. Kiwając głową w stronę blondyna uśmiechnął się lekko z wdzięcznością. Ukrył zeszyt w książkę, tak by wyglądało, iż tylko zerka na dany przykład. Spojrzał jeszcze raz na drobne pismo i zaczął je przepisywać. Doskonale poznał do kogo ono należało. Tyle razy widział je na tablicy czy też klasówce, kiedy je zbierał. Kai pisał starannie, prosto i kształtnie. Bardzo łatwo było go rozczytać. Uruha bliżej przyjrzał się bazgrołom na krawędziach i marginesach. W sumie żałował, że nie miał więcej czasu, by je dokładnie rozczytać – uwielbiał przeglądać zeszyty – ale parę go zdziwiło. Wśród wielu bezcelowych szlaczków można było dojrzeć między innymi męski znak, yin yang oraz coś, co ścisnęło gdzieś w środku chłopaka. Wykaligrafowany po angielsku napis Mummy i narysowane dookoła ozdobne serce oraz pod spodem artystyczna róża. Blondyn podejrzewał, że Kai nie myślał o tym dając mu swój zeszyt, pewnie nawet zapomniał. Ale ten napis… Mamusia.

Gitarzysta zakończył przepisywać bezmyślnie wręcz odpowiedź i skierował się w stronę swojej ławki. Położył zeszyt zamknięty w książce na ławce Kai’a kiwając mu lekko głową, ale nie patrząc na niego. Kiedy usiadł od razu położył ręce na ławce wygodnie się układając. Głowę schował w zagłębienie pomiędzy nimi i przymknął oczy. Zastanawiał się, dlaczego chłopak mu pomógł. Przecież jeszcze niedawno kłócili się nawet o miejsce do palenia. Czyżby za bufet? Westchnął ponownie, marząc, by ten dzień już się skończył. Musiał przygotować pokój dla współlokatora, ponieważ w ciągu najbliższych dni Kai miał się wprowadzić.

***

Kai wszedł do pustego pokoju. Jego współlokatora nie było. Nikt nie chciał mu powiedzieć, kim on jest, a sam był tego bardzo ciekawy. Z uśmiechem wręcz wymalowanym na twarzy powędrował na niezamieszkaną stronę pokoju i położył na łóżku torbę oraz resztę swoich rzeczy. Westchnął i przymknął oczy, wdychając przyjemny zapach, który unosił się w powietrzu. Cieszył się, że wreszcie wyrwał się z domu. Kochał swoją matkę, ale powoli to wszystko było ponad jego siły. Każdy komentarz, potknięcie, które było niezauważone przez rodzicielkę, ambicja, której nie mógł spełnić - bo przecież nigdy nie będzie miał syna - przeciążały jego psychikę. Pragnął być dla niej wystarczająco dobry, pragnął, by chociaż raz go pochwaliła. Zawsze łaknął jej akceptacji, szczególnie po tym jak ojciec ich opuścił. Od tego czasu robił praktycznie wszystko, by była z niego zadowolona. Nie płakał, kiedy musiała iść do pracy, gotował, kiedy tylko mógł ją odciążyć, zajmował się domem i uczył się prawie najlepiej w szkole, byle tylko usłyszeć chociaż raz Jestem z ciebie dumna, synu., jednakże przez całe jego życie usłyszał to tylko jeden raz - kiedy powiedział tata ? a i tak pamięta to jedynie z rodzinnego filmu.

Kai potrząsnął głową i potarł twarz pragnąc przerwać gnębiące go myśli. Za parę chwil zapewne spotka kogoś, z kim będzie dzielić pokój do końca roku szkolnego, więc wypadałoby się jakoś przygotować.

Chłopak wstał i zaczął rozpakowywać swoje torby, chowając rzeczy w pustych miejscach - jak podejrzewał były przygotowane właśnie dla niego. Nie chciał by współlokator zastał pokój w bałaganie - jeszcze by pomyślał, że Kai zawsze taki jest. Przecież zawsze liczyło się pierwsze wrażenie, więc nastolatek postanowił się postarać.

Kiedy tylko wszystko zostało zrobione, usiadł przy jednym z biurek, tym, które znajdowało się w rogu pokoju i zaczął odrabiać zadania domowe. Miał jutro test z historii, a średnio przepadał za tym przedmiotem, dlatego tym bardziej musiał poświęcić na niego więcej czasu.

Właśnie zagłębiał się w fakty dotyczące pierwszej wojny światowej, kiedy został nagle wytrącony z równowagi przez głośne zamknięcie drzwi. Podskoczył na krześle odwracając automatycznie w tamtą stronę.
Powrót do góry Go down
http://jeanne8917.livejournal.com
Anya
Złośliwiec | Kyo Owner


Liczba postów : 3098
Join date : 08/01/2010
Age : 22
Skąd : Kyoto

PisanieTemat: Re: [NZ] "Boże, jak ja ciebie nienawidzę!" [2/5]   Pią Lip 23, 2010 7:30 pm

Chciałaś komentarz, to masz komentarz:
AWWWW! ależ oni uroczy. akcje w bufecie + zeszyt na matmie, to takie cudowne.
[wiesz, że jak to czytałam to mi przed oczami stawali Ariel i Domiś? Za dużo Vala >.<]

Wspomnienia kurtki i znaczący uśmieszek Reity powalają, w ogóle ich rozmowy zawsze są bardzo fajne. Jakoś dziwnie szybko mi popędziła ta przyjaźń Kaia i Reity, no ale oni się nigdy nie kłócili raczej, ne?

Za to nie mogłaś inaczej skończyć rozdziału, tylko w takim momencie... Ja chcę kolejny szybko! Ciekawi mnie niesamowicie, jak zareaguje Kai.

_________________

i'm unclean a libertine
and every time you vent your spleen
I seem to lose the power of speech
you're slipping slowly from my reach


fbl | last.fm | tumblr

Powrót do góry Go down
http://faint-drella.tumblr.com/
Sponsored content




PisanieTemat: Re: [NZ] "Boże, jak ja ciebie nienawidzę!" [2/5]   Today at 5:08 pm

Powrót do góry Go down
 
[NZ] "Boże, jak ja ciebie nienawidzę!" [2/5]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
J-slash :: FanFiction :: PG-15-
Skocz do: