IndeksIndeks  FAQFAQ  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pojedynek Mun vs. Jeanne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Vespergold
Królowa Paparazzich


Liczba postów : 2630
Join date : 09/01/2010
Age : 21
Skąd : Wrocuaff.

PisanieTemat: Pojedynek Mun vs. Jeanne   Wto Cze 01, 2010 7:20 pm

Pojedynkują się Mun i Jeanne!

Tytuł: dowolny.
Fandom: the Gazette
Pairing: Uruha x Ruki
Gatunek: romans/komedia (nie parodia!).
Długość: miniaturka.
Rating: PG-15 lub wyżej.
Elementy obowiązkowe: alkohol, gryzienie (podgryzanie), lateks.
Beta: Anya
Sekundant: Vespergold

Zgoda administracji: jest.

Termin oceniania prac: do końca czerwca.
OCENIAMY W TEN (§3. Bójki, podpunkt 8) SPOSÓB!

_________________

I still can’t forget you,
I still can’t trust everything.
Even today I can’t send you away like this...




Ostatnio zmieniony przez Vespergold dnia Wto Cze 01, 2010 7:34 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
http://vespergold.fbl.pl
Vespergold
Królowa Paparazzich


Liczba postów : 2630
Join date : 09/01/2010
Age : 21
Skąd : Wrocuaff.

PisanieTemat: Re: Pojedynek Mun vs. Jeanne   Wto Cze 01, 2010 7:21 pm

TEKST A


Rating: NC-17/18

Cholera jasna!


— Cholera jasna, Kai! Po co dawałeś mu te czekoladki? — Blondwłosy gitarzysta śmiało krzyczał na lidera, nie krępując się, iż w pomieszczeniu są również pozostali członkowie zespołu, a cóż – lider, jak to lider – powinien być stanowczy no i… władczy. A tutaj psikus.
— Ja tylko chciałem, by się uśmiechnął. Poza tym, wiesz, że nikt nie może mu się oprzeć, jak patrzy na ciebie takim wzrokiem.
— Ale czekoladki? Z wódką?! Wiesz przecież doskonale, że ma słabą głowę. Jak mogłeś do tego dopuścić? — z dezaprobatą w głosie powiedział Uruha. Nie spodziewał się tego po przyjacielu. Przecież ten wie, jak to Ruki zawsze pada po jednym piwie. Do tego pijany jest zawsze cholernie napalony – gitarzystę tyłek boli cały następny dzień. Nie, żeby narzekał, ale jednak…
— Ojj tam, zajmiesz się nim, więc nic mu nie będzie. A tak Maleństwo ma uciechę!
— Ja ci dam Maleństwo… — wymamrotał spod stołu zaspany wokalista.
— Już cicho — syknął Aoi. Powoli denerwowała go głupia sprzeczka przyjaciół. Zdarza się, a Ruki, znając siebie, nie powinien ich jeść. Ale cóż – wokalista zawsze był łasy na słodycze. — My znikamy. Akira, podwieziesz mnie do centrum? Jestem tam umówiony z Ani–chan, a nie mam samochodu.
— Jeżeli nie boisz się jechać ze mną motorem, to czemu nie? W takim razie, panowie, — Reita komicznie się skłonił, po czym dodał — my znikamy. Miłej zabawy.
Po tych słowach dwójka gitarzystów zniknęła, a Kai zamierzał podążyć ich śladami, jednakże został zatrzymany przez Uruhę.
— O nie, mój miły… — zaczął, lecz przerwał mu wokalista. Owszem, był pijany, ale fakty potrafił kojarzyć.
— Twoim miłym jestem tutaj ja. — Jednakże gitarzysta, jakby go nie słysząc, kontynuował dalej:
— Ty mi pomożesz zabrać go do domu. Zawieziesz nas pod samiuteńki blok, rozumiesz?
— Kouyou, człowieku… spieszy mi się trochę.
— Jak kocha to poczeka. Teraz bierz kluczyki i pomóż mi go doprowadzić do samochodu.
Lider nie mógł nic więcej na to poradzić, jak tylko usłuchać się blondyna. Było nie było, to on doprowadził do tej sytuacji. Gdyby tylko Ruki nie patrzył tym wzrokiem na te czekoladki… Które w końcu miały być dla narzeczonej perkusisty. Kiedy tylko Uruha siedział wygodnie na tylnym siedzeniu, to lider, nie patyczkując się, wepchnął do środka swojego mniejszego kolegę. Długo nie trwało, a ten już miał głowę ułożoną na kolanach partnera, który dłonią delikatnie przeczesywał jego włosy. Gdy tylko Kai usiadł za kierownicą, usłyszał niezrozumiałe sapnięcie, które brzmiało prawie jak „nie ruszaj się.” Prawie. Nie zdążyli nawet wyjechać, gdy z tyłu dobiegł go kobiecy pisk. To Ruki postanowił przebudzić się ze swojego chwilowego otępienia i zacząć po prostu, cóż… ujmijmy to w prostych słowach, powkurwiać Uruhę. Zaczęło się od niespodziewanego poke–poke, pod żebrami. W tym miejscu gitarzysta był najwrażliwszy i nawet Kai wiedział, że miał tam łaskotki. Ruki postanowił to wykorzystać, a, zważając na ograniczoną przestrzeń w samochodzie, Kouyou nie miał gdzie uciec. Patrząc na to, że został zabrany z zaskoczenia – wydał z siebie tak niemęski dźwięk. Przecież ma do tego prawo, prawda?
— Kai, pospiesz się. — Uruha głośno przełknął ślinę. Czyli Ruki nie zaśnie grzecznie w łóżeczku, utulony przez opary alkoholowe unoszące się z jego ciała. Jeszcze tylko dwa zakręty i nie będzie musiał się więcej kompromitować przed liderem. Przecież ten w lusterku doskonale widział, co Ruki wyprawia ze swoją mała rączką, która teraz znajdowała się na jego kroczu. No i widział zakłopotanie Uruhy, ale chyba nic sobie z tego nie robił. Czyżby ich lider–sama miał jakiś fetysz związany z gejami? Musiał przerwać swoje rozmyślania, ponieważ palce wokalisty zaczęły niebezpiecznie krążyć wokół zamka od spodni.
— Kai… — pisnął przestraszony gitarzysta.
— Nie kajuj mi tutaj teraz, tylko Taka–chan, Takanori lub Mistrzu — warknął mu do ucha wokalista. Lider jednakże to usłyszał i na jego twarzy wykwitł szeroki uśmiech. No, kto by pomyślał, że w tym małym ciele drzemie taka bestia!
— Już, już. Jeszcze chwila. Dojeżdżamy. Dasz sobie radę, Uru? — zapytał wesoło, puszczając mu oczko.
— A co, chcesz się przyłączyć? — z drapieżnym błyskiem w oku zapytał wokalista.
— Może innym razem — zbył go ze śmiechem Kai. Przecież on miał narzeczoną, prawda? Nie mógłby… Ze zrezygnowaniem pokręcił głową. — No, uciekajcie gołąbeczki.
Dwa razy nie trzeba było im tego mówić, a raczej Rukiemu. Siłą wręcz wyciągnął kochanka z samochodu i popchnął w kierunku ich mieszkania.
— Załóż te lateksowe spodnie i nie zapomnij o rozpiętej koszuli. Tej białej, co tak ją kocham — szepnął mu do ucha, przygryzając lekko jego płatek.
— Ale…
— Żadnego „ale” K’you. Krzyczałeś na naszego lidera, a to nie za dobrze.
— Ale… — próbował jeszcze gitarzysta.
— Powiedziałem coś? — warknął zdenerwowany już Ruki. Uruha nic już na to nie powiedział, tylko udał się w kierunku sypialni. Tam założył czarne spodnie, były one jednakże tak obcisłe, że nie mógł mieć pod nimi żadnej bielizny. Zdejmując skarpetki oraz tshirt, rozejrzał się za biała koszulą. Doskonale wiedział, że nie powinien jej zapinać. Takanori uwielbiał widzieć, jak jej biel kontrastuje z jego oliwkową skórą oraz czarnymi spodniami. Nie czekając na nic, wyszedł do salonu.
— Pasuje ci to — skomentował strój wokalista, jednocześnie podchodząc do niego wolnym krokiem. Palcem wskazującym przejechał po szyi gitarzysty i podążył dalej, w dół jego klatki piersiowej, zatrzymując się przy jednym sutku. Okrążył go dookoła, widząc, jak ten pod dotykiem twardnieje.
— Powiedz mi… — zaczął. — Podoba ci się nasz lider?
Pytanie całkowicie zaskoczyło gitarzystę, który teraz stał z szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami.
— Ja… — chciał coś powiedzieć, ale ponownie przerwał mu Ruki.
— Widziałem, jak patrzyłeś na niego, gdy dotykałem cię w samochodzie. I jak on patrzył na ciebie i moją dłoń.
— Ruki, jesteś pijany.
— Tylko troszkę, ale przyznaj się szczerze – podnieca cię, gdy ktoś obserwuje? A dokładniej nasz perkusista? — Palcami zaczął pocierać drugi sutek Uruhy, by po chwili lekko go chwycić i skręcić.
— Chciałbyś, by te silne ramiona trzymały cię, tak, jak ja cię trzymam? Chciałbyś poczuć te długie palce w sobie?
— Taka… — wyszeptał pomiędzy jęknięciami. Poczuł lekki ból, gdy wokalista za mocno ścisnął sutek, ale to tylko spowodowało, iż jeszcze bardziej się podniecił.
— Chciałbyś, by teraz siedział tuż za tobą, podziwiając twój ciasny tyłek? — zapytał, zjeżdżając dłonią na umięśniony brzuch i bawiąc się zamkiem. Ustami zastąpił palce, bawiąc się teraz lewą brodawką, to ssąc ją, to przygryzając. Uruha nie wiedział, co wstąpiło w jego kochana, ale w tej chwili nie myślał. Czuł się za dobrze. Wargi wokalisty sunęły coraz niżej, aż dotarły do pępka, dookoła którego już krążył czerwony język. Zgrabne palce wokalisty zaczęły rozsuwać zamek spodni, a na jego głowie znalazła się dłoń gitarzysty.
— Chciałbyś, by on również klęczał przed tobą? Byśmy oboje się tobą zajęli? By miał twojego penisa w swoich pełnych ustach? — Ruki wyjął nabrzmiała męskość ze spodni i delikatnie ścisnął, by już po chwili włożyć ją prawie całą do ust, masując przy tym jądra, ściskając je.
— Taka… — jęknął blondyn. Na to imię wokalista odsunął się trochę i z cichym „pop” wypuścił członka z ust.
— Nie, kochanie, pomyśl, że to ja cię przygotowuję — powiedział, muskając, uprzednio zwilżonym lubrykantem palcem wejście gitarzysty — a nasz mały Yuk–kun daje ci blowjoba.
— Ale… — próbował jeszcze.
— Nie! Chcę, byś to sobie wyobraził i masz to zrobić. — Ruki ponownie wszedł w rolę dominującego partnera. Jego usta już znajdowały się na członku partnera, a palec delikatnie wsunął się do środka. Na tą inwazję Uruha lekko drgnął, ale już po chwili zrelaksował się. Jego kolana zaczęły drżeć, kiedy tylko poczuł, jak palec ociera się o ten szczególny zbitek nerwów.
— Taka… Yuk…
— Tak, właśnie tak, kochanie — zachęcał go Ruki, dodając jednocześnie drugi palec. Jego język prześlizgnął się po całej długości przyrodzenia i zakończył swoja wędrówkę na czubku, lekko naciskając znajdującą się tam szczelinę. Uruha nie mógł dłużej się powstrzymywać. Wizje, jakie sugerował mu Takanori w końcu przejęły kontrolę nad jego ciałem i umysłem. W samochodzie czuł się trochę skrępowany tym, co wyprawiał Ruki na oczach przyjaciela, ale gdy teraz o tym pomyślał – to czy nie był wtedy twardy? Czy zamiast zwracać uwagę na poczynania kochana, po prostu nie patrzył na reakcję Kaia?
W tej chwili wyobraził sobie, że zagłębia się nie w gardło Rukiego, ale perkusisty. Nawet czuł wyimaginowane usta na swojej szyi.
— Kai… — jęknął, wplatając dłonie w wyobrażone, brązowe włosy. Takanori z aprobatą mruczał wokół przyrodzenia partnera. Jego samego podniecała myśl o trójkącie, a teraz wszystko mógł zrzucić na alkohol, który mimo wszystko nadal krążył w jego żyłach. A kogo to wina, jak nie lidera. Myśli, jakie podsuwała mu wyobraźnia, jeszcze bardziej sprawiły, że zapragnął posiąść Uruhę teraz, ale na chwilę obecną miał inne plany. Ugryzł go dość mocno w wewnętrzną stronę uda, znając doskonale słabość partnera.
— Taka… Mocniej — wystękał gitarzysta, nabijając się na palce wokalisty. Czując, jak ten dodaje trzeci, wyobraził sobie, że należy on do perkusisty. To było dla niego zbyt wiele. Kiedy tylko palce musnęły wrażliwą wiązkę nerwów, doszedł w ustach partnera. Dysząc ciężko, osunął się na kolana i oparł całym ciałem o Rukiego. Wiedział, że to nie koniec, gdy tylko zauważył, że palce wewnątrz niego cały czas się poruszają. Po chwili poczuł, jak Ruki próbuje włożyć kolejny. Czwarty!
— Takanori… to za dużo. Nie dam rady, rozerwiesz mnie — prosił wokalistę, jednakże ten pragnął, by Uruha mu zaufał.
— Spokojnie, K’you. Zaufaj mi, pokochasz to. Czytałem trochę na ten temat i zamierzam dać ci dziś niezapomnianą noc, przygotowując do tego, co nadejdzie w najbliższej przyszłość z Kaiem.
— To ty poważnie o tym mówiłeś? Myślałem, że to tylko takie fantazje.
— Nope. Co ty na to, by zaprosić do naszego życia kolejnego mężczyznę? Może wtedy będziesz mógł być czasami na górze. Jak ci nasz perkusista pozwoli — dodał po chwili namysłu.
— Ale… — zaczął mówić, lecz poczuł, jak czwarty palec znika w nim. Skrzywił się na uczucie dyskomfortu oraz ból, który odczuwał.
— Ale? — ponaglił go Ruki.
— Ale… — jęknął i chciał się zatracić ponownie, jednakże doskonale zdawał sobie sprawę, że musi odpowiedzieć. — Ale on ma narzeczoną…
— Która go nie kocha. A kto się o niego zatroszczy lepiej, jak nie oddani przyjaciele? Pomyśl, Uruha, doskonale udowodniłeś przed chwilą, że on cię pociąga. Mnie zresztą też. — Wokalista zaczął delikatnie rozszerzać palce. Zawsze chciał spróbować fistingu, ale w głębi duszy obawiał się, że gitarzysta mu na to nie pozwoli. Z drugiej strony, przecież jego partner również był perwersyjny. Wolną ręką wylał trochę więcej śliskiej cieczy na dłoń, znajdującą się pomiędzy pośladkami partnera. Nie chciał go za bardzo zranić. Z drugiej strony, to nie powstrzymało go przed przygryzieniem karku Uruhy. Lekko wilgotną dłoń położył na wysokości łopatek partnera i lekko nacisnął, dając mu tym samym znać, że chciał, by ten przytulił się wręcz do dywanu, z pośladkami nadal wysoko uniesionymi w górę.
— Tak będzie łatwiej i przyjemniej — dodał, chcąc, by Kouyou się zrelaksował. Gitarzysta z drugiej strony zaczął ponownie się podniecać zaistniała sytuacją. Był całkowicie zdany na łaskę partnera – oczywiście, był silniejszy, ale podczas seksu wolał być tą stroną uległą – do tego całkowicie wyeksponowany. Czując, jak kciuk wokalisty naciska jego wejście, cieszył się, że Ruki ma małe dłonie. To było coś nowego, ekscytującego, ale również trochę strasznego. Nigdy nie myślał o tym w ten sposób!
— Ruki… Ja nie wiem, czy… — wyjąkał.
— Cii, mój drogi. Będzie dobrze — uspokajał go wokalista.
— Ale ty jeszcze nie…
— Zajmiesz się mną później, teraz korzystaj — szepnął mu do ucha Takanori. Już po chwili cała jego dłoń znajdowała się wewnątrz gitarzysty. Widząc obrzmiałą męskość Uruhy, dodał równie cicho — Dotknij się, Kouyou.
Tego nie trzeba było mu dwa razy powtarzać. Czując, jak Takanori wolno zaciska dłoń w pięść i tym samym cały czas dotyka oraz pociera nerwy niedaleko prostaty, eksplodował na biały, puszysty dywan.
— Kurwa… — wyszeptał, wypruty z sił. Nie mógł nawet się podnieść, dlatego teraz leżał na brzuchu, czując lekką ciecz. — Jutro nie będę się mógł ruszyć przez ciebie.
— A to dopiero początek, mój drogi… — Uruha wzdrygnął się lekko, nie wiedząc, czy ma płakać czy cieszyć się z zaistniałej sytuacji. Postanowił zrobić to drugie, więc z westchnieniem pozwolił, by Ruki pomógł mu dostać się do sypialni. — A to dopiero początek…

_________________

I still can’t forget you,
I still can’t trust everything.
Even today I can’t send you away like this...




Ostatnio zmieniony przez Vespergold dnia Wto Cze 01, 2010 7:29 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
http://vespergold.fbl.pl
Vespergold
Królowa Paparazzich


Liczba postów : 2630
Join date : 09/01/2010
Age : 21
Skąd : Wrocuaff.

PisanieTemat: Re: Pojedynek Mun vs. Jeanne   Wto Cze 01, 2010 7:25 pm

TEKST B

Rating: PG-15

Nowa rodzina


Reita siedział w jednym z pokoi wynajętego na potrzeby Gazette domu i czytał nową książkę. Właśnie miał dojść do kulminacyjnego momentu (w którym główna bohaterka skacze z klifu, bo nie może znieść rozłąki z ukochanym), gdy drzwi otworzyły się, uderzając z hukiem w ścianę, a do pokoju wpadł Uruha.

— Reita — jęknął. — Pomocy!

— Nie mam zamiaru wysłuchiwać twoich pijackich opowieści o goniącej cię Godzilli, Takashima. Nie po raz kolejny. Proszę, zamknij drzwi od tamtej strony i daj mi w spokoju czytać — mruknął Reita, nie podrywając wzroku znad lektury.

— Tym razem to coś gorszego, to... — zaczął Uruha, jednak basista mu przerwał:

— Może Kai będzie zainteresowany krwiożerczymi kabaczkami. Mnie na chwilę obecną interesuje jedynie dokończenie tej książki.

— Do kurwy nędzy, Reita, moi rodzice przyjeżdżają!

Basista podniósł na przyjaciela zdziwiony wzrok.

— Powtórz.

— Moi rodzice przyjeżdżają. Wzięli adres od babci. Będą tu za jakieś dwie godziny.

Książka wyślizgnęła się z rąk Reity i upadła na podłogę. Jednak znalazło się coś ciekawszego...


***


— Nie bardzo rozumiem... — zaczął Kai. — Przyjadą twoi rodzice, tak? Powinno cię to chyba cieszyć, co?

— Powinno? — zapytał Uruha całkiem szczerze, co lekko zbiło lidera z tropu.

— Uruhę wychowywała babcia. Ostatni raz widział rodziców mając trzy lata. Wczoraj odezwali się do babci i zmusili ją do podania adresu, pod którym mieszka ich kochany synek — wytłumaczył Reita.

— Babcia podejrzewa, że szukają mnie dla pieniędzy. Nie chcę się z nimi widzieć, ale Akira mówi, że powinienem chociaż wybadać, o co im tak naprawdę chodzi. Prawdopodobnie nie poznają mnie, kiedy przebiorę się za kobietę, więc...

— Chcesz się przebrać za laskę?! — Aoi popatrzył na niego jak na totalnego kretyna. — Czyś ty zwariował? Po pierwsze, każdy, kto cię choć odrobinę zna, od razu zorientuje się, że ty to ty, a nie żadna panna Ładna. W końcu czym chcesz ich zaskoczyć? Paradujesz w lateksie na co dzień! I druga sprawa... nawet gdyby udało ci się wywieźć ich w pole, to jak masz zamiar komukolwiek wytłumaczyć, co robi tutaj dziewczyna? Przecież nie wpuszczają tu lasek. Inaczej mielibyśmy na głowie stado psychofanek.

— Jakoś sobie z tym poradzę...

Aoi wzruszył ramionami.

— Popierdoliło cię do reszty. Rób co chcesz, ale mnie w to nie mieszaj.

— Słuchaj, Uruha, — zaczął Kai — jesteś pewien, że nie da się tego inaczej załatwić? Nie mógłbyś zwyczajnie porozmawiać z rodzicami?

— Jakoś nie bardzo bawi mnie składanie na siłę rodziny, która nigdy nie istniała. Szczególnie, jeśli ta rodzina ma mnie pozbawić wszystkich oszczędności i pojechać sobie w piździec.

— Ale...

— Nie, Kai, wiem, jak ważne są dla ciebie więzi rodzinne, ale w tym wypadku nie ma mowy, abym im tak normalnie wybaczył i zaczął przyjacielska pogawędkę.

Perkusista nie wyglądał na zadowolonego, ale w końcu skinął głową.

— Rób co chcesz, byle nie było z tego jakichś kłopotów. Nie chcę, aby takie sprawy odbijały się na zespole.

Uruha szeroko się uśmiechnął, złapał Reitę za rękę i pociągnął do pokoju basisty.

— Nie uważasz, ze powinniśmy najpierw zapytać o zdanie Rukiego? — zapytał Aoi Kaia.

— Gdy wróci może być już po sprawie. Wiesz, jak długo potrafi spacerować... W razie czego wtajemniczymy go na szybko gdy się pojawi.

Aoi znów wzruszył ramionami i sięgnął po papierosa. Zapowiadało się ciężki popołudnie...


***


— Dzień dobry? — Kai uśmiechnął się pytająco do dwójki stojących przed nim ludzi.

— Dzień dobry! — odpowiedziała mu drobna pulchna kobieta. — Jesteśmy rodzicami Kouyou-kun. Przyjechaliśmy go odwiedzić.

— Przepraszam, ale Uruha nic nie wspominał o tym, że maja przyjechać do niego rodzice...

— On nic nie wie. To niespodzianka.

— Rozumiem... Naprawdę przepraszam, ale czy mogliby mi państwo pokazać jakiś dowód na to, że jesteście kim jesteście? — Kai wyśmienicie grał zaskoczonego całą tą sprawą. — Ze względów bezpieczeństwa, rozumieją państwo.

— Doprawdy, legitymować się, by odwiedzić własnego syna! — wykrzyknął stojący obok kobiety mężczyzna. Był szczupły, jednak rysami ledwie przypominał syna. Jeśli się temu przyjrzeć... Uruha nie był wcale podobny do swoich rodziców.

Kobieta wygrzebała z wyjątkowo kiczowatej torebki dokumenty i wręczyła je liderowi.

— Wygląda na to, że wszystko się zgadza... Proszę, niech państwo wejdą. Uruhy nie ma, ale chyba za jakiś czas powinien wrócić... Proszę, niech państwo na niego poczekają w salonie. To trzecie drzwi na lewo. Ja muszę się teraz zająć obiadem. Mam nadzieję, że lubią państwo ryż z warzywami? — Uśmiechnął się rozbrajająco. — Gdyby państwo czegoś potrzebowali, inni członkowie zespołu z pewnością chętnie udzielą państwu pomocy.

Szybko czmychnął do kuchni i odetchnął głęboko. W tych ludziach było coś, co wzbudzało w nim wyjątkowy niepokój... Poza tym, nie cierpiał kłamać.

„I ta torebka.” Wzdrygnął się. „Cóż, to dla Uruhy...”

Westchnął głośno i wziął się za przygotowywanie obiadu.


***


Państwo Takashima siedzieli w salonie, przyglądając się wystrojowi. Nagle do pokoju wszedł Reita w towarzystwie jakiejś młodej dziewczyny, która prezentowała sobą tak słodki widok, że pan Takashima aż otworzył usta ze zdziwienia. Krótka spódniczka w czarnobiałą kratkę eksponowała długie, zgrabne nogi. Dopasowana czarna koszulka z czaszką i pieszczocha na prawym nadgarstku wydawały się lekko agresywne, ale białe podkolanówki i trampki sprawiały, że dziewczę prezentowało się uroczo szkolnie. Ciemne, czekoladowe oczy w odruchu nieśmiałości zakryła firanka długich rzęs, a usta wykrzywione w delikatnym uśmiechu niemal krzyczały: „pocałuj mnie!”

— Dzień dobry — powiedziała i lekko dygnęła.

Stojący krok za nią Reita skinął głową. Widać było, że z niejasnych powodów dławi w sobie śmiech.

— Są państwo rodzicami Uru-san? — ciągnęła dziewczyna, siadając na brzegu sofy i zalotnie odgarniając kosmyk czarnych, mocno pokręcanych włosów. — Jestem Nakamura Ayano, miło mi poznać! A to Reita-san. — Skinęła na niemal duszącego się ze śmiechu basistę. — Państwo wybaczą, ale Aoi-san opowiedział mu bardzo zabawny dowcip i teraz biedak nie może dojść do siebie.

Reita wybuchnął dzikim śmiechem. W końcu jednak udało mu się zebrać wszystkie pokłady samokontroli i opanować.

— Tak. Miło mi. Napiją się państwo czegoś?


***


— Nie wyglądasz na siostrę żadnego z chłopców... — zaczęła pani Takashima, powoli sącząc herbatę. — A słyszałam, że dziewczynom nie wolno tu przebywać...

— Ja... — Nakamura zawahała się przez chwilę. Na szczęście do pokoju wpadł Aoi.
— Kai woła wszystkich na obiad. — Popatrzył na rodziców Uruhy z idealnie udawanym zdziwieniem. — Dzień dobry?

— To rodzice Uru-san — zaszczebiotała dziewczyna, po czym zwróciła się do państwa Takashima. — To Aoi-san.

Gitarzysta stał nieruchomo w drzwiach z otwartymi ustami i szokiem malującym się na twarzy.

— Wyglądasz... — wydusił. — Wow! KAI!

Lider zajrzał do pokoju i podążył wzrokiem w kierunku, który pokazywała ręka Aoi’ego. Widząc dziewczynę, wyszczerzył się radośnie.

— Wyglądasz dziś nieziemsko. Szkoda, że nie jesteś moją dziewczyną. — Puścił do Ayano oko, nadal wesoło się szczerząc.

— Lider-sama! Nie mów takich bzdur, proszę! — wykrzyknęła dziewczyna.

— Kiedy on ma rację — westchnął Reita. — Prawda, Aoi?

Aoi pokiwał nieprzytomnie głową, nadal lubieżnie gapiąc się na dziewczynę.

Matka Uruhy odchrząknęła.

— Nakamura Ayano, jeśli nie jesteś ich siostrą i, jak widzę, dziewczyną też nie, to czemu się tu znalazłaś?

— Zespół ma pięciu członków... — wymruczała dziewczyna nieśmiało.

— Chyba nie chcesz nam powiedzieć, że jesteś dziewczyną naszego syna?

— To dziewczyna naszego wokalisty, Rukiego — wyskoczył Kai. — Poszedł na spacer, zwykle wybiera się na przechadzkę sam i po drodze wymyśla nowe teksty piosenek, więc...

— Więc Ayano-chan postanowiła mu nie przeszkadzać i została w domu — dokończył za niego Reita.

W tym momencie drzwi wejściowe trzasnęły i chwilę później do pokoju wszedł Ruki. Rozejrzał się wokoło ze zdziwieniem (tym razem prawdziwym).

— Co to za zamieszanie? — Popatrzył na dziewczynę. — Jak ty wyglądasz, Ur… — Nie dokończył. Dziewczyna podbiegła do niego i szybko zamknęła mu usta swoimi własnymi.

Wokalista nie miał pojęcia, co się dzieje. Na sofie siedziała para jakichś obcych ludzi. Uruha przebrał się za kobietę z jakimś czarnym pudlem na głowie, a inni członkowie zespołu wyglądali, jakby nic dziwnego się nie działo.
Wszystkie te problemy i pytania z nich wynikające uciekły ze świadomości mężczyzny, gdy poczuł ciepłe usta gitarzysty na swoich własnych, zmarzniętych po długim spacerze. Teraz chyba wreszcie zrozumiał, co miała na myśli ta okropna baba od fizyki, mówiąc o wyrównywaniu się temperatur. Ich usta z całą pewnością były w równowadze termicznej, gdy Uruha w końcu oderwał się od niego, szepcząc krótkie:

— Siedź cicho.

Ruki niemo patrzył, jak przeprasza obcą dwójkę na sofie, łapie go za rękę i wyciąga z salonu do jego własnego pokoju.
Gdy zamknęły się za nimi drzwi, gitarzysta westchnął i opadł zmęczony na łóżko.

— Chcesz pewnie wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi...


***


— Chcesz mi powiedzieć, że to są twoi starzy, przed którymi nie możesz się pokazać, więc udajesz moją dziewczynę? Jesteś świadom, jak bardzo idiotyczny i dziecinny jest ten pomysł? — westchnął Ruki.

— Mimo wszystko najlepszy z możliwych...

— Przecież nie możesz tego załatwić w jeden dzień... Musieliby tu zostać co najmniej na weekend.

Uruha zbladł.

— Masz rację — jęknął. — I co teraz? Przecież nie mogę tam zejść i po prostu się ujawnić!

Ruki popatrzył na przyjaciela. Uruha przedstawiał sobą widok zbitego zwierzęcia. No, dobrze... zbitego zwierzęcia w babskich ciuchach, ale nadal...

— Nie chcesz mi chyba wmówić, że nie zorientowali się, że to ty. Nawet z tą idiotyczną peruką przecież nadal jesteś sobą.

— Jak wspominałem, nie znamy się zbyt dobrze...

„Nie, Ruki, jeśli teraz się zgodzisz skutki będą opłakane” — zamruczał w myślach wokalista.

— Uruha, kiedy ostatnio widziałeś Japonkę z afro? Czy to nie jest podejrzane?

Uruha-zwierzę popatrzył na niego błagalnie.

„Nie! Nawet, jeśli zacznie skowytać, to...”

Smutne pociągnięcie nosem.

„Kurwa...”

Motylek rzęsami.

— Dobrze, jakoś to załatwimy...

Wbrew pozorom, warto było wypowiedzieć te słowa. Gitarzysta podarował mu za nie jeden ze zdecydowanie najpiękniejszych uśmiechów.

Ruki opadł na łóżko, udając, że ten uśmiech kompletnie na niego nie podziałał. Przecież uznaliby go za wariata, gdyby zaczął śpiewać ze szczęścia z powodu takiej błahostki.

— Zrobimy tak... — zaczął niby od niechcenia. — Zejdziemy tam i powiemy, że dzwoniłeś, to znaczy... Uruha dzwonił, i mówił, że musi pozałatwiać do końca wszystkie sprawy. Wróci w poniedziałek. Mimo wszystko bardzo chciałby się zobaczyć z rodzicami, dlatego prosi, by poczekali na niego przez ten czas.

— Śmiesznie słucha się o sobie w trzeciej osobie — wymamrotał Uruha. — To trochę tak, jakby mnie tu nie było... albo jakbym miał schizofrenię...

Ruki posłał mu pełne politowania spojrzenie.

— Do rzeczy. Nie mamy pokojów gościnnych, więc ulokujemy ich u ciebie. W poniedziałek pojawisz się jako mężczyzna i zadecydujesz, czy chcesz utrzymywać z nimi kontakt...

— Jeśli oni będą spać u mnie w pokoju, to gdzie ja?

— Baka! Tak czy siak jako moja dziewczyna nie mógłbyś sypiać w pokoju Uruhy!

— W takim razie, gdzie mam spać? Nie mogę wyjść z domu i iść do hotelu w stroju laski, dorwą mnie cholerni paparazzi, a wtedy cały zespół będzie miał problemy...

— Będziesz spać tutaj. — Wokalista wzruszył ramionami.

Uruha rozejrzał się ze sceptycznym wzrokiem.

— Masz tylko jedno łóżko.

— Za to duży barek.

— Wygrałeś. Śpię u ciebie, kochanie.

— Nie mów do mnie per „kochanie”!

— Muszę, inaczej będzie nienaturalnie. A ty musisz mnie obłapiać tam i tu, i kraść mi pocałunki, o!

Ruki ponownie westchnął.

— Fanservice we własnym domu! To będzie bardzo męczący weekend, a jest dopiero piątek...

Uruha uśmiechnął się i zaczął z powrotem zachowywać całkowicie dziewczęco.

— Na, Ruki-kun! Idziemy?

— Jeszcze jedno. Powiedz, jak masz na imię.


***


Wszyscy czekali na nich w kuchni. Ruki mało nie prychnął, gdy państwo Takashima bez zastanowienia zgodzili się na nocleg.

„Przynajmniej jedzenie jest dobre” — pomyślał.

Popatrzył na Uruhę. Gitarzysta świetnie sobie radził. Nakamura Ayano okazała się prawdziwą damą. Mimo lekko frywolnego stroju...

Rozejrzał się po reszcie zgromadzonych przy ogromnym stole. Kai z zadowoleniem słuchał komplementów Aoi'ego, co jakiś czas posyłając Reicie pełne nagany spojrzenia, gdy basista rzucał następne „och, jakie to pyszne”. Pani Takashima cała uwagę skupiła na posiłku, natomiast pan Takashima obserwował małą Ayano.

Obserwował w sposób, który się cholernie Rukiemu nie podobał. Wzrokiem, który sprawiał, że wokalista z minuty na minutę coraz bardziej żałował, iż pozwolił posadzić przyjaciela tak blisko tego okropnego faceta. Był to wzrok, który u mężczyzny znaczył jedno - pan Takashima był zainteresowany Ayano-chan. Konkretnie miejscem między jej nogami i tym, co się tam znajdowało. (Cóż... przynajmniej pan Takashima myślał, że właśnie to się tam znajduje. Gdyby teraz ją rozebrał, prawdopodobnie przeżyłby traumatyczne rozczarowanie.) Ruki mało nie zawarczał, gdy ręka Takashimy wślizgnęła się pod stół. Wiedział, co ten drań ma zamiar teraz zrobić i jego dłonie same zacisnęły się w pięści, aby mu przywalić, gdy Uruha podskoczył z piskiem.

Wszyscy popatrzyli na niego zdziwieni. Panna Nakamura wyglądała, jakby dostała jakiegoś ataku. Oddychała spazmatycznie, kompletnie nie mogąc się uspokoić.

Ruki szybko zgarnął odrobinę ryżu do serwetki, podskoczył do Uruhy, wysypując go na niego i udając, że tylko wyciera.

— Nic ci nie jest? Mocno się poparzyłaś? — Odwrócił się do zebranych. — Bidulka, wysypała na siebie gorący ryż. Wybaczcie, ale opuścimy was na chwilkę.

Gdy drzwi do łazienki zamknęły się za nimi, mając nadzieję, że nikt nic nie zauważył, a jego idiotyczna wymówka była choć odrobinę wiarygodna, popatrzył na przyjaciela.. Mężczyzna nadal nie mógł spokojnie oddychać. Nie wiedząc, co tak naprawdę zrobić, podszedł i mocno go przytulił.

— Cii... już dobrze. Nie pozwolę, żeby więcej cię tknął. Spokojnie... oddychaj... spokojnie...

Uruha popatrzył na niego z ufnością.

— On... Ruki... To beznadziejne! — Po policzkach gitarzysty zaczęły płynąć łzy. Próbował się wtulić w przyjaciela, by to ukryć, ale był za wysoki. Oparł jedynie czoło na ramieniu Rukiego. — Własny ojciec mnie obmacywał. To cho-chore! Obrzy-obrzydliwe!

— Nie wiedział, że to ty. To nie twoja wina. Jeśli poprawi ci to humor, mogę tam teraz iść i mu przyłożyć...

— Nie-e. — Łzy coraz bardziej moczyły koszulę wokalisty. — Nie zostawiaj mnie teraz. Proszę. Zaraz się uspokoję i będziemy grać dalej. — Pociągnął nosem. — Swoją drogą, nie myślałem, że kiedyś rozkleję się właśnie przy tobie.

— A że będziesz latać przebrany za dziewczynę?

— Akurat o tym marzyłem od dziecka...

Obaj wybuchnęli śmiechem. Kryzys został zażegnany.

Resztę dnia spędzili razem z rodzicami Uruhy. Gitarzysta starał się trzymać raczej blisko matki. Ruki natomiast siedział w rogu pokoju z książką, co jakiś czas sprawdzając, czy nie dzieje się nic niepokojącego. Nagle usłyszał obok siebie głos ojca Uruhy.

— Dziwna z was para... Nie wyglądacie na zafascynowanych sobą, tak, jakbyście znali się od dawna. Z drugiej strony jest w was tyle niepewności i nieśmiałości, gdy jesteście blisko, jak w całkiem świeżym związku. Nawet taki ignorant jak ja to zauważy.

— Pan wybaczy, ale to nie pańska sprawa.

— Jasne, jasne... Mogę nic nie mówić, ale ty powinieneś się zastanowić, czy ona kiedyś nie zostawi cię dla... wyższego.

Ruki prychnął, ale popatrzył na Uruhę z tęsknotą.

Pan Takashima pochwycił jego spojrzenie i chyba uznał je za dobrą kartę, bo zwrócił się głośno do siedzącego po drugiej stronie pokoju Uruhy.

— Ayano-chan? Dlaczego ty i Ruki-kun jesteście ze sobą?

Gitarzysta popatrzył na ojca ze zdziwieniem, a następnie przeniósł wzrok na Rukiego, który...

„Oczekuje odpowiedzi? Nie, to niemożliwe, żeby Ruki... Chociaż...”

— To jest miłość. Tak sądzę — powiedział, czując, jak napływa do niego pewność siebie.

— Tak sądzisz? A za co go kochasz?

Uruha wstał i podszedł bliżej, cały czas patrząc w oczy wokalisty. Tuż przed fotelem uklęknął i położył dłonie na udach Rukiego.

— Nigdy tego ode mnie nie usłyszałeś, prawda? — zapytał cicho. — Wybacz, te słowa powinny paść dużo wcześniej... Kocham sposób, w jaki odrzucasz włosy z twarzy, gdy jesteś zapracowany. Kocham twoje oczy, gdy na mnie patrzą, niemo chwalą w tych nielicznych chwilach, podczas których robię coś dobrze. Ta pochwała znaczy dla mnie więcej, niż wszystkie oklaski tego świata. Kocham twoje usta, są takie miękkie... Kocham twoje dłonie, stopy i każdy inny element twojego ciała. Kocham sposób, w jaki myślisz. Kocham wszystkie teksty, jakie napisałaś. Każde słowo, które wypowiadasz. Kocham brzmienie twojego głosu. Nawet to, jak szepczesz przekleństwa kocham. Twój uśmiech sprawia mi przyjemność, a łzy ból. Chcę być tarczą, która cię ochroni. Chcę być kłamstwem, które pozwoli ukryć się przed problemami. Chcę być kroplami deszczu, który tak bardzo lubisz. Bezkarnie dotykać twej twarzy. Chcę być powietrzem, którego potrzebujesz. Chcę być nawet cholernym kremem z filtrem, by chronić cię przed promieniami słońca. W końcu nie lubisz się opalać, prawda? I chcę...

Ruki pochylił się i złożył na ustach przyjaciela miękki, zaborczy pocałunek.

Obaj wiedzieli, że to nie był kolejny fanservice...

… i obaj bali się do tego przyznać.


***


Pierwszymi słowami Uruhy, gdy obaj weszli do pokoju Rukiego, było:

— Muszę się napić.

— Cóż za nowość...

— Mówię poważnie.

— Wiem. Choć wcale mnie to nie cieszy.

Wokalista podszedł do drzwi i zamknął je na klucz.

— Jeśli masz zamiar chlać, to rób to przy zamkniętych drzwiach.

— Przyznaj się, chcesz mnie upić i wykorzystać, to dlatego zamykasz drzwi!

— Myślałby kto, że trzeba cię upijać...

— Co to niby ma znaczyć? — Uruha zmarszczył brwi.

— Nic. Pomijając fakt, że jesteś „naczelną suką Gazette”. — Ruki uśmiechnął się sarkastycznie.

— Wypraszam sobie! To, że jestem odrobinę...

— Wyuzdany?

— To jeszcze nie jest powód...

— Musisz jednak przyznać, że fakt, iż pieprzysz wszystko, co się rusza i na drzewo nie ucieka, jest już powodem.

Uruha popatrzył na wokalistę spod byka.

— Ty za to notorycznie uciekasz na drzewo. Ruki-Małpa... — zamruczał i podszedł do barku. — Przynajmniej się ze mną napij.

Ruki złapał lecącą w jego stronę butelkę piwa i odstawił ją na szafkę.

— Mimo wszystko byłbym wdzięczny, gdybyś się przebrał. Nie lubię pić z kobietami. Ani z nimi sypiać...

— Wybacz skarbie, ale cały mój lateks został w pokoju, który obecnie zajmują moi protoplaści...

— Weź coś mojego. — Ruki wzruszył ramionami.

— Mój słodki blondynku, wybacz, ale jesteś ciutkę za malutki.

— Mimo wszystko, jestem pewien, że coś się znajdzie... — Podszedł do ogromnej szafy. — Czerwone, czarne, fioletowe? Może jednak róż? Nie, chyba jednak czarne będą dobre... — Rzucił w gitarzystę czarnymi bokserkami i podkoszulkiem w tym samym kolorze, z nadrukowanym ludzkim sercem. — Możesz iść pierwszy do łazienki. — rzucił z uśmiechem, zabierając mu piwo. — Napijesz się jak wrócisz.

Uruha westchnął, ale posłusznie poczłapał pod prysznic. Dobrą chwilę zastanawiał się, jakiego płynu ma użyć. Ruki miał w łazience kolekcję, której nie powstydziłaby się żadna drogeria.
Gitarzysta powąchał kilka na chybił trafił i w końcu użył czegoś, co (przynajmniej jego zdaniem) pachniało bananami.
Jakiś czas później pochwalił się za ten wybór, słysząc od mijającego go w drzwiach wokalisty ciche mruknięcie — Ładnie pachniesz.

Z uśmiechem chwycił piwo i usadowił się na łóżku przyjaciela. Jego zniecierpliwienie rosło odwrotnie proporcjonalnie do ilości złotego płynu w butelce. Popatrzył z uporem na drzwi. Był pewien, że sam nie spędził w łazience tyle czasu... a przecież był większy!

W końcu drzwi otworzyły się i Ruki, uśmiechnięty, wszedł do pokoju w towarzystwie obłoków pary. Uruha przeleciał wzrokiem po ciele przyjaciela, zatrzymując się na biodrach. Zawinięty nisko ręcznik wyglądał, jakby za chwilę miał spaść i gitarzysta żałował teraz, że nie jest jakimś cholernym Harrym Potterem i nie może mu pomóc w jakiś magiczny sposób.

— Zapomniałem ubrań — zakomunikował Ruki jak gdyby nigdy nic.

— Nic nie szkodzi.

— Domyślam się.

Przy szafie ręcznik w końcu opadł, a Uruha zaczął zastanawiać się, czy nie obejść pokoju dookoła, by zobaczyć odrobinę więcej, niż tylko pośladki wokalisty. Choć jego tyłek tez prezentował sobą niezły widok. Cóż... przynajmniej póki Malutki się nie ubrał...

Gitarzysta lubieżnie oblizał wargi, za co został nagrodzony sceptycznym uniesieniem brwi.

— Aż tak dobre to piwo?

— Nie masz pojęcia jak bardzo. — Wyszczerzył się. — Choć mogłoby być lepiej.

— Wybacz, że nie zaserwowałem ci Pauillac rocznik czterdziesty piąty!

— Och, piwo jest w sam raz. Tylko milej by było, gdybyś napił się ze mną...

Ruki złapał butelkę piwa i wskoczył na łóżko.

— Hmm... Właśnie wskoczyłeś mi do łóżka... — zaczął gitarzysta.

— Nie pochlebiaj sobie. Łóżko, z tego co pamiętam, jest moje.

— Psujesz zabawę! „Wskoczyłeś mi do twojego łóżka” już nie brzmi tak fajnie! — naburmuszył się Uruha. — A co, gdybyśmy tak...

— Nie! Nie mam zamiaru wymykać się do klubu! Żadnych miejsc publicznych i półnagich panienek!

— Ale ja...

— Nie! Jestem zmęczony. Chcę spać.

— To całkiem nie o to chodziło — burknął Uruha i dał sobie spokój.

Sączyli spokojnie piwo, patrząc w przestrzeń, co jakiś czas posyłając sobie ukradkowe spojrzenia. Chwila była na tyle piękna, że postanowili ją przedłużyć... następnym piwem i następnym, i następnym... Aż w końcu zasnęli.


***


Rukiego obudziły czyjeś ręce, mocno zaciskające się wokół jego talii.

Najpierw uderzył go zapach bananów i alkoholu, następnie, wraz z otwarciem oczu, wróciła świadomość.

Leżał na gitarzyście i zastanawiał się, jak bardzo niespokojny on sam musiał mieć sen i jak twardo musi spać Uruha, iż całe zajście nie wzbudziło żadnych protestów. Na domiar złego pojawił się spory problem... Cokolwiek miał na ten temat do powiedzenia zdrowy rozsądek - ciało Rukiego było podniecone. I to cholernie podniecone. W momencie, gdy Uruha ponownie poruszył się przez sen, członek wokalisty drgnął, a biodra, wbrew jego woli, zaczęły ocierać się o biodra drugiego mężczyzny.

„STOP! Ruki, do cholery, opanuj popędy! To twój przyjaciel, rozumiesz?! P-R-Z-Y-J-A-C-I-E-L! Heteroseksualny przyjaciel! Nie możesz, Ruki! A już na pewno nie bez jego zgody!”

Całą siłą woli zmusił swoje ciało do zaprzestanie ruchu. Jednak tylko swoje...

Biodra Uruhy przejęły inicjatywę, gdy tylko Ruki zaczął panować nad własnymi. Wokalista spojrzał z wyrzutem na przyjaciela, ale ten nadal spał w najlepsze. Jęknął przez sen i przygryzł wargę, co sprawiło, że Ruki nie był w stanie się już dłużej powstrzymywać.

Ponieważ pozycja, w jakiej się znajdowali, uniemożliwiała ruchy rąk, jedynie ocierali się o siebie coraz mocniej, coraz bliżej i z coraz większą zachłannością. Orgazm obudził Uruhę, jednocześnie całkiem pozbywając się z głowy Rukiego wyrzutów sumienia.

Gitarzysta popatrzył ze zdziwieniem na przyjaciela, który, uświadamiając sobie, w jakiej jest sytuacji, postanowił zrobić to, co ostatnimi czasy najlepiej mu wychodziło - iść w zaparte.

— Nic nie szkodzi. Mokre sny zdarzają się każdemu — wypalił.

— Doprawdy! — Uruha prychnął. — Znam swoje możliwości i mimo, że niczego mi nie brakuje, to tego bałaganu sam nie zrobiłem... — Skinął głową w kierunku ich bokserek.

— Sugerujesz, iż miałem z tym coś wspólnego? — Ruki udał oburzonego. — Nie dość, że budzę się przytulony do ciebie jak jakiś pieprzony pluszowy miś... Chociaż, nie! Sorry! Misiom nie robi się takich rzeczy!

— Czy ja wiem, pieprzonym pluszowym misiom, jak sama nazwa wskazuje, chyba robi się różne rzeczy... Zresztą, to przecież ty na mnie leżysz!

— Leżenie leżeniem, a przyjemność żadna...

— Taak? — Uruha uniósł brew. — Cóż, zaraz to naprawimy...

Jednym ruchem obrócił ich tak, że teraz to on leżał na górze, i zaczął podgryzać szyję Rukiego. Ręce gitarzysty błądziły przez chwile po brzuchu przyjaciela, ale w końcu zajęły się ściąganiem z niego podkoszulka. Nagle Ruki odepchnął go od siebie i z zadziwiająca prędkością czmychnął do łazienki, pozostawiając mężczyznę ze zdziwioną miną.

Uruha westchnął.

„Może rzeczywiście to byłoby dla Malutkiego zbyt szybko...”


***


Ruki siedział pod prysznicem, oplatając ramionami kolana. Serce Uruhy zabiło mocniej. Teraz miał jedynie ochotę objąć to drobne ciałko i sprawić, by przyjaciel już nigdy nie musiał być smutny. Nie przejmując się zmoczeniem ubrań, wszedł pod prysznic i klęknął przed wokalistą, zgarniając przy tym z półki jakiś żel na chybił trafił. Odkręcił go, wylał sobie odrobinę na dłonie i, ku zaskoczeniu Rukiego, zaczął powoli namydlać jego ramiona, nogi i plecy. Mężczyzna rozluźniał się powoli, pozwalając dotykać się w kolejnych miejscach. Dłonie Uruhy długo błądziły po jego klatce piersiowej i brzuchu, aż dotarły do strategicznego miejsca. Gitarzysta spojrzał na przyjaciela, Ruki jednak wydawał się być już całkowicie rozluźniony. Przymknął powieki i oparł się o ścianę oddając się w ręce partnera. Sprawne palce gitarzysty delikatnie muskały członek i jądra blondyna. Każdy gest wydawał się być dopracowany i przemyślany. Z drugiej strony, było w tym tyle nieokiełznanej chęci poznania...

— Wyglądasz jak szalony naukowiec — szepnął Ruki.

— I tak się czuję — Uruha jęknął, lekko sprzeciwiając się odpychaniu jego rąk od członka wokalisty.

— Ciebie też trzeba przecież umyć — wymruczał mu przyjaciel w odpowiedzi.

Zbliżył się i zaczął ściągać z niego mokre ubranie.

— Nie dam się przecież przelecieć brudnemu facetowi...

Ruki nie był jednak tak opanowany jak Uruha. Ruchy jego dłoni były szybkie i chaotyczne, całe ciało coraz bardziej domagało się kontaktu z partnerem. Może dlatego miejsce akcji bardzo szybko przeniosło się spod prysznica do sypialni...


***


Rano Aoi, Kai i Reita zastali pannę Nakamura i Rukiego w kuchni. Sytuacja była na tyle dziwna dla innych członków Gazette, że aż zaniemówili z wrażenia. Lubiący zwykle dużo dłużej pospać Uruha krzątał się w najlepszym z możliwych nastrojów po kuchni, przygotowując śniadanie, natomiast ranny ptaszek Ruki, ze zbolałą miną stał oparty o wyspę kuchenną, sprawiając wrażenie kogoś, kto zaraz się przewróci ze zmęczenia.

— Na, Ruki! — zaczął Kai. — Wyglądasz na zmęczonego. Czemu nie usiądziesz?

Wokalista popatrzył zniesmaczony na proponowane mu przez lidera krzesło, co wywołało u Uruhy niekontrolowany chichot.

— Swoją drogą, to urocze, że nie możesz siedzieć...

— Zamknij się, Kouyou.

— W nocy jakoś odpowiadało ci, że jestem głośno, Takanori...

Kai wyszczerzył się i zaczął nagle bardzo interesować się sufitem, Aoi pytająco spojrzał na całą czwórkę, a Reita wykrzyknął:

— No, nareszcie!

— Może mi ktoś wytłumaczyć, o co chodzi? — zapytał czarnowłosy gitarzysta.

— Panowie Takashima i Matsumoto wreszcie się ze sobą przespali — odpowiedział Reita z zadowoleniem.

— Ach — skwitował Aoi sięgając po papierosa. — Jeśli cię boli, Ruki, to w szafce nad twoja głową są środki przeciwbólowe...

— Mam nadzieję, że jajecznica Uruhy będzie lepsza niż ta, którą robi Kai... — westchnął Reita. — Tylko błagam, nie dodawaj do niej majonezu!

Nagle do kuchni wsunęła głowę pani Takashima.

— Ruki-kun, pozwolisz na chwilkę?

— Oczywiście. — Wokalista zmusił się do uśmiechu i pokuśtykał za nią do przedpokoju.

Matka Uruhy westchnęła i popatrzyła Rukiemu głęboko w oczy.

— Dziś wyjeżdżamy. Mój mąż czeka już przy taksówce. Mimo wszystko chciałabym z tobą zamienić jeszcze dwa słowa...

— Jak to? Nie czekają państwo na syna?

Kobieta popatrzyła na niego z politowaniem.

— Nie bądź głupi. Każda matka pozna swoje dziecko. Nawet, jeśli jest przebrane i usiłuje się przed nią ukryć. Mój mąż to kretyn, więc się nie zorientował, ale ja doskonale wiem, jak wygląda mój syn... Wiem też, że Kouyou cię kocha... A ty? Kochasz mojego syna?

— Kocham — odpowiedział wokalista z całkowitą pewnością. Właściwie, to była chyba jedyna rzecz, której teraz był pewien.

— W takim razie proszę, zaopiekuj się nim. Spraw, by był szczęśliwy. Zasługuje na to.

Ruki uśmiechnął się do kobiety. Po raz pierwszy poczuł do niej coś na kształt sympatii.

— Czy będziemy mogli was kiedyś odwiedzić? — zapytał.

— Wątpię... Kouyou ma teraz nową rodzinę... — Położyła mu rękę na ramieniu. — Ciebie.

Na koniec uśmiechnęła się do niego i ruszyła w stronę drzwi.

— Żegnaj, Ruki-kun.

I wyszła, delikatnie zamykając za sobą drzwi...

— Coś się stało? — Uruha podszedł od tyłu i delikatnie przygryzł płatek jego ucha.

— Twoi rodzice właśnie wyjechali. I wiesz? Ona cały czas wiedziała...

Gitarzysta zamarł w szoku.

— Wiedziała?

— Tak, i kazała mi się tobą opiekować.

— Kazała?

— Tak, od dziś jestem twoją nową rodziną.

— Rodziną? — Uruha popatrzył na niego otępiały.

— Mhm... mów mi wuju — zamruczał Ruki z satysfakcją.

— To obrzydliwe — usłyszeli za swoimi plecami chór trzech głosów.

END

_________________

I still can’t forget you,
I still can’t trust everything.
Even today I can’t send you away like this...


Powrót do góry Go down
http://vespergold.fbl.pl
Anya
Złośliwiec | Kyo Owner


Liczba postów : 3098
Join date : 08/01/2010
Age : 22
Skąd : Kyoto

PisanieTemat: Re: Pojedynek Mun vs. Jeanne   Sro Cze 02, 2010 10:32 pm

Tekst A

Ogólne wrażenie: 6
Nie było źle, tekst nie rzucił mnie na kolana ani nie zachwycił, był raczej średni. Poza tym trochę... naiwny? Poza tym relacja Ruki-Uruha jakoś mnie później... dobiła. Była dziwna.

Wywiązanie się z tematu: 9
Wszystko w sumie było, przyczepię się tylko jednego - dla mnie to PWP, nie komedia albo romans.

Styl i poprawność: 4
No i tu chyba jest najgorzej: angielskie wtrącenia, średni styl... Nie porwało mnie. Nie było płynnie, niektóre zdania zdecydowanie napisałabym inaczej. Nie lubię oceniać stylu i takich tam, ale tu mi po prostu nie przypadł do gustu.

Slash: 10
Slash stwierdzony w dużej ilości.

Punkty specjalne: 2
Za Uruhę w lateksie i białej koszuli i urokliwego Rukiego.

Ogólnie: 31

Tekst B

Ogólne wrażenie: 8
Podobało mi się! Naprawdę. W sumie motywu z chowaniem się przed rodzicami jeszcze nie czytałam, poza tym to ładny fick o ładnej tematyce, z ładnym przesłaniem, że rodzina jest ważna. Przynajmniej ja tu widzę przesłanie. Mimo, że miejscami nieco zbyt... romantyczny? Ale co to. Lubimy romantyczność.

Wywiązanie się z tematu: 10
Wszystko stwierdziłam.

Styl i poprawność: 8
Podobał mi się bardziej niż tekst A. Ładne zdania, kilka perełek, płynnie i... czysto.

Slash: 9
Był, ale jakoś mało jak dla mnie ;] Albo po prostu w kontraście do pierwszego tekstu, więc 9.

Punkty specjalne: 5
Za majonez, banany, uprzejmość i uśmiechy Kaia, ich rozmowy-perełki i za Rukiego.

Ogólnie: 40

A tak poza sztywnym ocenianiem: oba teksty naprawdę były fajne i dobrze się je czytało.

_________________

i'm unclean a libertine
and every time you vent your spleen
I seem to lose the power of speech
you're slipping slowly from my reach


fbl | last.fm | tumblr

Powrót do góry Go down
http://faint-drella.tumblr.com/
Haydi
Organizator J-rock Festival


Liczba postów : 315
Join date : 04/05/2010
Age : 21

PisanieTemat: Re: Pojedynek Mun vs. Jeanne   Pią Cze 04, 2010 8:51 pm

Obiecałam, więc oceniam.


Tekst A

Ogólne wrażenie - 5 pkt.
Tekst nie był powalający, nie wciągnęłam się. Zgadzam się z Any - ich relacje były dziwne. Ale poza tym nie mam jakichś większych zastrzeżeń.

Wywiązanie się z tematu - 9 pkt.
Jak dla mnie to komedia nie jest, no i za bardzo podchodzi pod PWP.

Styl i poprawność - 5 pkt.
Styl momentami był dość sztywny, taki szkolny. Dziwnie mi się czytało.

Slash - 10 pkt.
Jest. Zdecydowanie nie ma się do czego przyczepić xD

Punkty specjalne - 3 pkt.
Za Rukiego upitego czekoladkami z alkoholem xDDD

Razem - 32 pkt.



Tekst B

Ogólne wrażenie - 9 pkt.
Wciągnęłam się, podobał mi się pomysł, koncepcja. Plus za to, że nie wyszła Ci z tego parodia, bo momentami aż się chciało xD

Wywiązanie się z tematu - 10 pkt.
Wszystko na swoim miejscu.

Styl i poprawność - 9 pkt.
Było ładnie, płynnie i bez zgrzytów.

Slash - 10 pkt.
A jak!

Punkty specjalne - 6 pkt.
Za kilka bajecznych momentów i genialne konwersacje.

Razem - 44 pkt.
Powrót do góry Go down
Shadow
Edytor Pogrzebowy


Liczba postów : 679
Join date : 11/03/2010
Age : 23
Skąd : Chełm / Warszawa

PisanieTemat: Re: Pojedynek Mun vs. Jeanne   Pią Cze 04, 2010 9:44 pm

Dobra, trzeba w końcu ruszyć dupę XD
Jako wstęp powiem, że oba teksty przeczytałam za jednym zamachem i naprawdę czytało się je bardzo dobrze. Rzuciło mi się w oczy, że oba są od siebie zupełnie różne - a niby temat ten sam! Widać teraz, jak duże pole do popisu daje taki pojedynek, prawda?
Żałuję, że nie mogę skomentować ich wyłącznie opisowo... Mówiłam już, że nienawidzę systemu punktowego? Nie? To mówię teraz: NIENAWIDZĘ SYSTEMU PUNKTOWEGO! Nie umiem oceniać tak jednoznacznie, w skali 0-10 == No ale nic, jak trzeba to spróbuję.

TEKST A

Ogólne wrażenie: 6
Jest całkiem niezłe~ Może nie jest to tekst z tych, po których przeczytaniu od razu włącza się drukarkę, nie powalił mnie raczej, ale czytało się go dobrze.

Wywiązanie się z tematu: 7
Oprócz kilku fajnych tekstów, mało było komedii w komedii. Poza tym wszystko inne jest.

Styl i poprawność: 6
Potknięcia i dziwne konstrukcje się zdarzały, co trochę spowalniało tempo czytania. Raziły mnie też słowa takie jakie poke-poke albo blowjob, jakoś... nie pasuje to do całości. Ale mimo wszystko większość tekstu jest poprawna.

Slash: 10
Dawno nie czytałam czegoś równie perwersyjnego, bezdyskusyjnie daję 10 XDDD

Punkty specjalne: 4
W tym punkcie pozwolę sobie wymienić perełki!
Cytat :
— Ojj tam, zajmiesz się nim, więc nic mu nie będzie. A tak Maleństwo ma uciechę!
— Ja ci dam Maleństwo… — wymamrotał spod stołu zaspany wokalista.
Cytat :
— O nie, mój miły… — zaczął, lecz przerwał mu wokalista. Owszem, był pijany, ale fakty potrafił kojarzyć.
— Twoim miłym jestem tutaj ja.
Cytat :
Czyli Ruki nie zaśnie grzecznie w łóżeczku, utulony przez opary alkoholowe unoszące się z jego ciała.
+ dosyć oryginalny lemon, więc daję 4.

Ogólnie: 33


TEKST B

Ogólne wrażenie: 8
Pozytywne! Naprawdę podobał mi się pomysł z wizytą rodziców Uruhy i nim samym przebranym za dziewczynę Rukiego, to było coś oryginalnego XD

Wywiązanie się z tematu: 8
Ten wymagany lateks i podgryzanie zbytnio mi się w oczy nie rzuciło. Pewnie było, ale niedużo.

Styl i poprawność: 9
Błędów nie wyłapałam, poprawność poprawna XD Tylko czemu te odstępy po każdym akapicie?

Slash: 8
Może to przez jego dużą ilość w poprzednim tekście, ale jakoś mało tego było XD

Punkty specjalne: 10
Cytat :
Aoi pokiwał nieprzytomnie głową, nadal lubieżnie gapiąc się na dziewczynę.

Wizja Aoi'ego gapiącego się lubieżnie na Uruhę w przebraniu i fakt, że on WIE, że to Uruha w przebraniu = epic win XDDD
Cytat :
Ich usta z całą pewnością były w równowadze termicznej
Cytat :
Uruha-zwierzę popatrzył na niego błagalnie.
„Nie! Nawet, jeśli zacznie skowytać, to...”
Smutne pociągnięcie nosem.
„Kurwa...”
Motylek rzęsami.
— Dobrze, jakoś to załatwimy...
Cytat :
Uruha rozejrzał się ze sceptycznym wzrokiem.
— Masz tylko jedno łóżko.
— Za to duży barek.
— Wygrałeś. Śpię u ciebie, kochanie.
Cytat :
Był to wzrok, który u mężczyzny znaczył jedno - pan Takashima był zainteresowany Ayano-chan. Konkretnie miejscem między jej nogami i tym, co się tam znajdowało. (Cóż... przynajmniej pan Takashima myślał, że właśnie to się tam znajduje. Gdyby teraz ją rozebrał, prawdopodobnie przeżyłby traumatyczne rozczarowanie.)
Cytat :
Mogę nic nie mówić, ale ty powinieneś się zastanowić, czy ona kiedyś nie zostawi cię dla... wyższego.
Cytat :
— To jeszcze nie jest powód...
— Musisz jednak przyznać, że fakt, iż pieprzysz wszystko, co się rusza i na drzewo nie ucieka, jest już powodem.
Uruha popatrzył na wokalistę spod byka.
— Ty za to notorycznie uciekasz na drzewo.
Cytat :
— Mój słodki blondynku, wybacz, ale jesteś ciutkę za malutki.
Cytat :
— Nie dość, że budzę się przytulony do ciebie jak jakiś pieprzony pluszowy miś... Chociaż, nie! Sorry! Misiom nie robi się takich rzeczy!
— Czy ja wiem, pieprzonym pluszowym misiom, jak sama nazwa wskazuje, chyba robi się różne rzeczy...
Cytat :
— Mam nadzieję, że jajecznica Uruhy będzie lepsza niż ta, którą robi Kai... — westchnął Reita. — Tylko błagam, nie dodawaj do niej majonezu!
Cytat :
— Tak, od dziś jestem twoją nową rodziną.
— Rodziną? — Uruha popatrzył na niego otępiały.
— Mhm... mów mi wuju — zamruczał Ruki z satysfakcją.
Cóż mogę rzec, 10 XDDD

Ogólnie: 43

_________________

Tonight, in the darkness of twilight
I want to fall asleep in your arms
As a shivering, broken marionette

I, broken marionette,
Am laughing with a slight embarrassment
Because if you only wish me
To give up everything else for you, I'll do it

I do not want to know anything more
I do not need anything else
I do not need anything

Kaya - Marionette
.
Powrót do góry Go down
http://www.versailles.jun.pl
Aya
Organizator J-rock Festival


Liczba postów : 427
Join date : 15/01/2010
Age : 21
Skąd : wyłaniam się z mroku xd

PisanieTemat: Re: Pojedynek Mun vs. Jeanne   Nie Cze 13, 2010 1:36 pm

Hmmm no to jeszcze ja xD

TEKST A

Ogólne wrażenie: 5
Nie podobało mi się. Nie wciągnęło mnie. Niektóre elementy możnaby wogóle pominąć, bo było ich za dużo. Chociaż scena w samochodzie była nawet śmieszna, dlatego troche wyższa ocena.

Wywiązanie się z tematu: 9
Było wszystko, tylko za mało komedii

Styl i poprawność: 5
Nie przyczepię się, bo jestem kiepska z polskiego. Ale nie porwał mnie, niektórych angielskich wtrąceń nie zrozumiałam...

Slash: 10
Był, i to aż do przesady. Naprawdę. Po przeczytaniu tego nie tknę nic erotycznego co najmniej przez tydzień :/

Punkty specjalne: 4
Za słodkiego Rukiego, uległego Uruhę, rozbrajającego Kai'a i pomysł z trójkątem.

Razem: 33

TEKST B

Ogólne wrażenie: 8
Oryginalny pomysł i zaskakujące zakończenie. To prawda, że matka zawsze pozna swoje dziecko i gdyby nie poznała, byłoby naiwnie trochę, ale i tak sie tego nie spodziewałam xD

Wywiązanie się z tematu: 7
Mało lateksu i podgryzania. Nie rzuciło sie w oczy.

Styl i poprawność: 8
Mówiłam, nie przyczepię się. Ale podobało mi się, szybko i łatwo się czytało. Z drugiej strony nie było nic, co mnie porwało dlatego nie dam 10.

Slash:9
Wystarczająco, jednak... no nie dam więcej, jeśli porównywać oba teksty

Punkty specjalne: 6
Za majonez, banany, świetne teksty, ojca Uruhy i prysznic xD

Razem: 38
Powrót do góry Go down
Vespergold
Królowa Paparazzich


Liczba postów : 2630
Join date : 09/01/2010
Age : 21
Skąd : Wrocuaff.

PisanieTemat: Re: Pojedynek Mun vs. Jeanne   Czw Lip 01, 2010 6:47 pm

WŁAŚNIE NADSZEDŁ TEN CZAS!
CZAS WIELKIEGO PODSUMOWANIA I WYŁONIENIA ZWYCIĘŻCZYNI PIERWSZEGO W HISTORII NASZEGO FORUM POJEDYNKU!


Obydwóm uczestniczkom - Mun i Jeanne, gratuluję podjęcia się pojedynku i odwalenia naprawdę świetnej roboty.

Bez zbędnego owijania w bawełnę, po podliczeniu punktów sytuacja przedstawia się następująco:

TEKST A: 129 pkt

TEKST B: 165 pkt

Jak widać na załączonym obrazku, bezsprzecznie wygrywa TEKST B, a na ręce jego autorki - MUN, składam gorące gratulacje! BRAWA!



JESZCZE RAZ GRATULUJĘ OBU PANIOM!

_________________

I still can’t forget you,
I still can’t trust everything.
Even today I can’t send you away like this...


Powrót do góry Go down
http://vespergold.fbl.pl
Mun
Siła Wyższa


Liczba postów : 2903
Join date : 08/01/2010
Age : 23
Skąd : Wrocław/Poznań

PisanieTemat: Re: Pojedynek Mun vs. Jeanne   Czw Lip 01, 2010 9:22 pm

Ja ze swojej strony chciałabym bardzo podziękować Nu za inspirację oraz Any za ekspresowe zbetowanie.

Gorące gratulacje należą się też Jeanne. Dziękuję złotko, za wyrównany i uczciwy pojedynek. ;*

Oczywiście dziękuję też wszystkim, którym spodobał się mój tekst, nic tak nie cieszy autora, jak wiedza o tym, że zadowolił czytelnika. Cute

Przy okazji zachęcam tez wszystkich do czytania i komentowania naszych kolejnych tekstów (i nie tylko naszych).

Drink

_________________

Powrót do góry Go down
http://polishpri.ubf.pl/
Jeanne
Stały gość na afterparty


Liczba postów : 111
Join date : 17/01/2010
Age : 27
Skąd : Warsaw

PisanieTemat: Re: Pojedynek Mun vs. Jeanne   Pon Lip 05, 2010 10:48 pm

O jejku. Mun gratuluję! Wiedziałam! Twoja miniaturka po prostu miała tyle perełek... Mówiłam Ci już na privie :D
Ja ze swojej strony monitora chciałabym wszystkich, bardzo, ale to bardzo przeprosić za uszczerbki na zdrowie jakie spowodował mój telst. Ja się go wstydzę! Nie jestem, ale z drugiej strony jestem, z niego zadowolona! Cholera, to samo wyszło i zaczęło się pisać. A jak wysłałam pomyślałam. Fuck, co ja właśnie napisałam? Chyba nawet 5kąt nie był taki... perwersyjny O_o No nic

Dziękuję i 3majcie kciuki za kolejne wyzwanie - moje z Any :D Teksty... się piszą xD Oba xD Mamy wybrane juz pary, więc jest dobrze ;P
Powrót do góry Go down
http://jeanne8917.livejournal.com
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Pojedynek Mun vs. Jeanne   Wto Maj 03, 2011 12:01 am

Obydwa opowiadania świetne,działają na wyobraźnię i rozbawiło mnie to jak Uru-chan się za kobietę przebrał :D
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pojedynek Mun vs. Jeanne   Today at 5:59 am

Powrót do góry Go down
 
Pojedynek Mun vs. Jeanne
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
J-slash :: FanFiction :: Scena-
Skocz do: