IndeksIndeks  FAQFAQ  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [M] Bardzo długa noc

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Shadow
Edytor Pogrzebowy


Liczba postów : 679
Join date : 11/03/2010
Age : 23
Skąd : Chełm / Warszawa

PisanieTemat: [M] Bardzo długa noc   Pią Lip 23, 2010 11:33 pm

Dobra, nudzę się to niech będzie, dam Wam jeszcze jedną szansę >DDD

Tytuł: Bardzo długa noc
Pairing: Asagi x Ruiza (D)
Rodzaj: Komedia, trochę romans (dosyć specyficzny), idk w sumie xD"
Słów: 5379
Ostrzeżenia: Sporo przekleństw''''
Komentarz: No i stało się! Napisałam ficka o kimś innym niż Kamijo i Kaya! .o. Nadal trochę mnie ten fakt szokuje XDD"
A wszystko bierze się z fali miłości do D, jaką ostatnio zapałałam i której musiałam dać jakoś ujście, wiecie, to był taki irytujący głosik w głowie, który powtarzał 'Napisz coś z Asagim! Napisz coś z Asagim!'... No i w końcu się poddałam XDDD
Fick nie należy raczej do poważnej twórczości, pisałam go głównie dla zabawy i swego rodzaju eksperymentu, czy w ogóle potrafię jeszcze stworzyć coś w tym stylu, czy na resztę życia utknęłam w romansach z Kamijo i Kayą XDDDD Dzięki Bogu chyba nie, bo ficka skończyłam. Ba! Naprawdę świetnie się przy nim bawiłam 8DDD I mam nadzieję, że Wy też będziecie (a ja w razie czego się o tym dowiem XD) :3


- ...ten cholerny, zapatrzony w siebie egoista, zawsze wyskoczy z jakimś durnowatym pomysłem wtedy, kiedy nie trzeba, ja nie rozumiem, jak można być takim potworem, to się po prostu w głowie nie mieści!...
Takie i inne rzeczy wyrzucał z siebie Ruiza z wyjątkową jak na niego wytrwałością już od blisko godziny. Reszta zespołu, której przestrzeń życiowa była tymczasowo dramatycznie ograniczona przez samochód, w którym się znajdowali, wysłuchiwała całej przemowy chcąc nie chcąc, kwitując ją co najwyżej przewróceniem oczami - po dłuższej znajomości wiedzieli już nazbyt doskonale, że wchodzenie w dyskusję z gitarzystą przynosiło zazwyczaj skutek odwrotny do zamierzonego i zamiast go uspokoić, nakręcało jeszcze bardziej. Ruiza musiał się po prostu porządnie wygadać.
A że nie miał w zwyczaju mówić cicho i nie wiedział zupełnie, kiedy taką litanię wypada skończyć, to już oddzielna sprawa.
- Chciałem tylko jeden dzień wolny! - Gwałtownie odwrócił się w kierunku siedzącego na samym tyle Asagiego. - Jeden dzień, rozumiesz?!
Asagi powoli opuścił trzymaną na wysokości twarzy książkę i popatrzył na blondyna, unosząc brwi.
- Do mnie mówisz?
- A jak myślisz? - wysyczał jadowicie Ruiza, wskakując z kolanami na siedzenie i przechylając się przez jego oparcie tak, że ich twarze dzieliło od siebie najwyżej dwadzieścia centymetrów. Wokalista skrzywił się nieznacznie, ale pozostał bez ruchu, patrząc na drugiego z wystudiowaną obojętnością. - To TY wymyśliłeś tę sesję akurat dzisiaj, to przez CIEBIE znowu musiałem wszystko odwołać i przez CIEBIE jestem teraz tutaj, a nie w restauracji z rodziną!
- Cóż, ryzyko zawodowe. - Asagi wzruszył lekceważąco ramionami, na powrót chowając się za książką.
Ruiza miał jednak inne plany.
- O nie, tak nie będziemy rozmawiać! - Chwycił go za nadgarstek i pociągnął w dół, zmuszając, by ponownie na niego spojrzał. Ciemne oczy wokalisty błysnęły złowrogo, ale widocznie nie poczuł się tym ani trochę przystopowany. - To już nie jest pierwszy raz, kiedy ustalasz coś takiego za moimi plecami i nawet nie raczysz poinformować, do kurwy nędzy, zacznij w końcu liczyć się z kimkolwiek, bo następnym razem potniesz tam sam! Nie będę wiecznie wszystkiego odwoływał dla realizacji twoich poronionych pomysłów, gówno mnie to obchodzi!
Asagi wyrwał rękę z jego uścisku jednym zdecydowanym gestem.
- Nie wiem, jakie problemy masz ze swoją osobowością - rzekł tonem, który byłby w stanie zmienić szklankę wody w bryłkę lodu - ale specjalista powinien potrafić ci pomóc.
Ruiza niemal się zapowietrzył.
- Ty sku... - zaczął, lecz, być może na własne szczęście, nie dokończył. Niespodziewanie wydał z siebie krótki okrzyk i walnął plecami z powrotem w swoje siedzenie, sprowadzony szarpnięciem na miejsce przez siedzącego obok Hide-zou. Na ogół spokojnemu gitarzyście wyraźnie puściły nerwy.
- Siedź na dupie i milcz - warknął, piorunując go wzrokiem, na co Asagi zaśmiał się złośliwie. - Mamy poważniejszy problem niż twoje fochy.
Jakby na potwierdzenie jego słów, w oddali przetoczył się potężny grzmot.
Dopiero teraz Ruiza zapomniał na chwilę o ciskaniu gromów pod adresem wokalisty i rozejrzał wokół, ze zdziwieniem rejestrując nie wiedzieć kiedy pociemniałe niebo. To przed nimi przybrało niemal atramentową barwę i przedstawiało sobą widok na tyle złowieszczy, by gitarzyście momentalnie zaschło w gardle. Uniósł głowę, patrząc po pozostałych członkach zespołu; prowadzący samochód Hiroki pobladł lekko, rozglądając się z niepokojem na boki, a zajmujący drugie siedzenie Tsunehito wręcz hipnotyzował wzrokiem jezdnię. Nawet Asagi odłożył cicho książkę i ze wstrzymanym oddechem nasłuchiwał kolejnego dochodzącego z góry pomruku. Narastający błyskawicznie, szybko przerodził się w kolejny, zdecydowanie mniej odległy huk.
- Kurwa...
A potem wszystko potoczyło się w mgnieniu oka. W zapadających wokół ciemnościach zdołali jeszcze zobaczyć, jak nagły wiatr wygina gałęzie rosnących przy drodze drzew, a potem z nieba chlusnął deszcz, zalewając strumieniem przednią szybę. Ulica prawie zupełnie zniknęła za ścianą wody, pozrywane liście przyklejały się do okien, a wicher napierał silnie na bok auta, wprawiając w drżenie je i wraz z nim pięciu oniemiałych członków D. Gdzieś poza tym wszystkim przecięła niebo błyskawica i zaraz następny ogłuszający grzmot wstrząsnął ziemią. Dosłownie w kilkadziesiąt sekund rozpętała się burza, jakiej od dawna nie widzieli - a wokół było pustkowie. Szczere pole.
- Nie dojedziemy teraz do Tokio, zatrzymaj się! - Tsunehito pierwszy odzyskał głos.
- Gdzie, do diabła?! - odkrzyknął Hide-zou. - Na tej łące chcesz stać?!
- Widzicie gdzieś może... - zaczął Hiroki, lecz reszta jego słów utonęła w jeszcze jednym niebezpiecznie bliskim huku.
- Nie widzę! Niczego nie widzę! - wykrzyczał Ruiza, który nie wytrzymał wyraźnie napięcia i schował głowę w ramionach, zaciskając kurczowo powieki.
- Przestań się drzeć - odezwał się z tyłu Asagi. - Zamiast panikować, mógłbyś...
- JA mógłbym?! - Wściekłość ponownie wzięła górę nad resztą i gitarzysta poderwał się momentalnie, znowu odwracając w jego stronę. - Przypominam ci, że to wszystko przez TWÓJ popieprzony pomysł!
- Zamknij się, głupia pierdoło, albo osobiście wywalę cię na pobocze!
- Zamknijcie się obaj! - krzyknął Hiroki. - Chyba coś mam!
Oświetlona reflektorami samochodu rudera nie wyglądała bynajmniej zachęcająco; stała przy samej drodze, niewielka bryła o brudnoszarych ścianach, do drzwi - drewnianych i nieco podniszczonych - prowadziło parę strzaskanych stopni, a jedno z okien na piętrze było wybite i przysłonięte sklejką. Do tego mały, zupełnie pusty parking i chyboczący się na wietrze szyld, na którym wyblakłe litery oznajmiały przejezdnym, że nie jest to wcale przeznaczona do rozbiórki kupa gruzu, lecz - a to niespodzianka! - hotel. Normalnie z pewnością uciekliby z takiego miejsca w tempie chartów wyścigowych, ale teraz nie mieli wyboru ani czasu, by narzekać; kiedy tylko Hiroki wyłączył silnik, całe D wypadło z auta i, zasłaniając głowy przez lejącym bezustannie deszczem i potykając na nierównej powierzchni, pomknęło w kierunku wejścia.

- Mamy trzy klucze - oznajmił dziesięć minut później Hide-zou, podchodząc do Hirokiego i Tsunehito. Perkusista i basista siedzieli na drewnianych krzesłach w ponurym, hotelowym korytarzyku, wycierając twarze i włosy chusteczkami higienicznymi i mrucząc coś o ,,pierdolonym klimacie monsunowym". Na dźwięk słów przyjaciela obaj opuścili ręce i unieśli brwi.
- Trzy?...
Gitarzysta pokiwał głową.
- Dwie dwójki i jedna jedynka. Reszta jest rzekomo w REMONCIE - tu Hide-zou wzniósł oczy do nieba, dając do zrozumienia, jak wyobraża sobie remont w takim miejscu - albo zajęta.
- Chyba przez personel! - parsknął Tsunehito. - No ale dobra, mus to mus. Jak to rozwiążemy?
- Ja biorę jedynkę! - zawołał natychmiast Hiroki. - Prowadziłem, należy mi się.
- Wybrałeś nam na nocleg takie miejsce, że mógłbym się kłócić - stwierdził kwaśno basista - ale niech ci już będzie. W takim razie ja spróbuję spacyfikować jakoś Ruizę... Kaftan bezpieczeństwa by się przydał... A ty, Hide...
- Och, nie nie, ja mam lepszy pomysł! - Gitarzysta wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. Rozejrzał się przezornie, ale ponieważ oddelegowani po pościel i ręczniki Asagi i Ruiza nie nadchodzili, zaraz przysunął się w stronę towarzyszy i z dziecinną radością w oczach, objaśnił - ja zajmę pokój z Tsu, a ich władujemy razem do trzeciego!
Na te słowa Hiroki i Tsunehito jednocześnie poderwali się z krzeseł.
- ZWARIOWAŁEŚ?!
- Przecież oni się tam pozabijają! - Perkusista palnął się dłonią w czoło, patrząc na niego jak na kompletnie niepoczytalnego.
- Daj im godzinę, a będzie trzeba ich rozdzielać!
- No co wy, bawić się nie umiecie?! - parsknął Hide-zou, klepiąc obu po ramionach. - Przecież to przyjaciele, nie wrogowie, tylko mały kryzys przechodzą! Od tego nas mają, żebyśmy pomogli im z tego wyjść. - Mrugnął do nich porozumiewawczo. - Gwarantuję wam, że do rana się pogodzą. Dajmy im tylko trochę czasu, niech pobędą sami. A jak to nic nie da... - zawahał się na chwilę, przygryzając usta - to i tak nic im nie będzie. Asagiego nie da się tak łatwo wyprowadzić z równowagi - dorzucił z przekonaniem.
Tsunehito i Hiroki spojrzeli po sobie, najwyraźniej nadal niezbyt pewni co do słuszności pomysłu. Nie mieli jednak czasu nad tym dyskutować; na końcu korytarza już dało się słyszeć podniesione głosy. Asagi i Ruiza w dalszym ciągu żarli się w najlepsze.
- To jak? - spytał Hide-zou, niecierpliwie przystępując z nogi na nogę i patrząc to na jednego, to na drugiego. - Zgoda?
Przez parę sekund trwało pełne napięcia milczenie, a potem...
- Zgoda. - Tsunehito z rezygnacją pokręcił głową. - Nie mam pojęcia, czym to się skończy, ale w razie czego to był tylko i wyłącznie twój pomysł. Ja umywam ręce.
- Och, nie ma sprawy! - wyszczerzył się ponownie gitarzysta. Jego oczy rozbłysły złośliwą uciechą, kiedy po chwili dodał z satysfakcją - jestem pewien, że nasza mała wiewióreczka będzie wprost zachwycona.

Kiedy pięć minut później Ruiza i Asagi stanęli na progu swojego pokoju, na chwilę obaj zapomnieli o jakichkolwiek kłótniach. Przez parę bardzo długich sekund w milczeniu kontemplowali brudne, odrapane ściany, wyłożoną deskami podłogę i dwa wąskie łóżka z metalowymi ramami, stojące po obu stronach. Między nimi znajdowała się jeszcze podrdzewiała lampa z kloszem, a naprzeciwko - para drewnianych i już na oko niewygodnych krzeseł i rozchybotany stolik równie wątpliwej urody. Poza tym niewielki pokoik był pusty; żadnego dywanu czy obrazków na ścianach, tylko duże, pozbawione firanek i żaluzji okno. O telewizorze, radiu czy innym źródle łączności ze światem nie było nawet mowy, a znajdujące się w rogu drzwi z potrzaskaną szybką musiały prowadzić do strach myśleć jakiej łazienki.
- Ożesz kurwa, ja pierdolę - wyszeptał Ruiza.
Asagi przez dłuższą chwilę nie mówił nic, z otwartymi ustami gapiąc się na popękany sufit. Dopiero potem jakby otrzeźwiał; zacisnął zęby, potrząsając głową, po czym cisnął pościel na najbliższe łóżko i odwrócił się z powrotem w kierunku wyjścia, niemal taranując po drodze gitarzystę.
- Nie będę tutaj spał.
Zdążył przebyć jednak najwyżej parę metrów, nim łoskot kolejnego pioruna przystopował go ze skutecznością niespodziewanie wyrastającej przed nosem ściany. Zatrzymał się w pół kroku, zaciskając dłonie w pięści i zamknął oczy, jakby liczył, że to wszystko to tylko jakiś koszmarny sen, z którego lada chwila się obudzi... albo usiłował nie rozpłakać z rozpaczy.
Ruiza parsknął na to pogardliwym śmiechem.
- No dalej, idź, idź! Hiroki na pewno chętnie da ci klucz do samochodu i przynajmniej będzie spokój.
Asagi błyskawicznie obrócił się w jego stronę, patrząc na niego w taki sposób, że gitarzysta powinien był paść trupem na miejscu.
- Odwal się ode mnie - rzekł zimno. - To, że muszę spać z tobą w jednym pokoju nie znaczy, że będę cię słuchał. - Przechylił się w jego stronę, a Ruiza nastroszył odruchowo, cofając o krok w tył. Wokalista parsknął na to szyderczo, wyrywając mu z rąk jeden z ręczników. - Co, boisz się, że się na ciebie rzucę? Inaczej niż ty, ja mam jednak jeszcze trochę samokontroli. - Po czym z ironicznym uśmiechem wyminął go w progu i, zarzuciwszy ręcznik na mokre włosy, skierował się do łazienki.
Jasnowłosy gitarzysta tylko tupnął ze złością, odwracając się za nim i krzyżując ramiona w obraźliwym geście.

Ruiza nie miał pojęcia, jakim cudem udało mu się przeżyć prysznic i nie dostać w międzyczasie gwałtownych mdłości od widoku ogromnego grzyba w kącie łazienki, pleśni między kafelkami i kilku niedużych czarnych owadów nieokreślonego gatunku, przebiegających między jego bosymi stopami, gdy po dwudziestu minutach odważył się w końcu wyjść z kabiny. Podłoga wyraźnie nie była porządnie myta już od dłuższego czasu, ręczniki pachniały stęchlizną, a toaleta samym swoim wyglądem potrafiła zahamować wszystkie potrzeby fizjologiczne. Po kąpieli w takim miejscu wcale nie czuł się czystszy i kiedy zakładał na powrót te same ubrania, bo oczywiście nie mieli w planach nigdzie nocować i nie wzięli praktycznie żadnych rzeczy, miał ochotę rozpłakać się z tęsknoty za własnym miłym, przytulnym mieszkaniem.
W pokoju metr osiemdziesiąt czystej złośliwości zdążyło już rozłożyć się na jednym z łóżek - oczywiście tym bardziej oddalonym od zionącego chłodem okna - i, przeciągnąwszy na swoją stronę lampę, pogrążyło się w lekturze, ostentacyjnie ignorując towarzysza. Ruiza byłby niemal skłonny spytać go, czy nie ma jeszcze jakiejś książki, ale duma hamowała go skutecznie. Nie będzie się przed wokalistą płaszczył, o nie! Jak kłoda walnął na swoje łóżko, naciągając kołdrę na głowę. Z ulgą stwierdził, że przynajmniej burza już się skończyła. Do diabła z kolacją; im szybciej zaśnie, tym szybciej przyjdzie ranek i cały koszmar się skończy.
...no dobrze, ale czy tu musi być tak zajebiście zimno?!
Nie pomagało przewracanie się z boku na bok, zwijanie w kłębek i formowanie kokonu z kołdry i prześcieradła. Pościel była cienka i przesiąknięta chłodem i Ruizę raz po raz przechodziły fale lodowatych dreszczy, mające też bez wątpienia dużo wspólnego z jego niewysuszonymi włosami. Klnąc płynnie pod nosem, wystawił czubek głowy spod przykrycia i wbił wzrok w Asagiego. Jemu kołdra przysłaniała jedynie nogi, a pełni odsłonięte ramiona nie wywoływały najwyraźniej jakiegokolwiek dyskomfortu.
On naprawdę NIE JEST człowiekiem.
Wyciągnął rękę, starając się wymacać leżący na podłodze telefon. Zegarek wskazywał dopiero dziewiętnastą i niemal jęknął, sfrustrowany; za nic nie zaśnie o tej porze!
Przewrócił się na plecy. Materac zaskrzypiał przeraźliwie, a Asagi zmarszczył lekko brwi. Gitarzysta popatrzył na niego, po czym, tknięty iście genialnym pomysłem, uniósł i opuścił biodra. Kolejne skrzypnięcie wręcz błagało o powtórkę. A potem jeszcze jedną, bardziej energiczną. Na parę sekund zamarł bez ruchu, wsłuchując się w chwilową ciszę, by zaraz złapać za brzeg kołdry i przetoczyć z powrotem na brzuch. Sprężyny jęknęły donośnie.
- Mógłbyś przestać? - spytał z naciskiem wokalista, spoglądając na niego z wyraźną irytacją.
- Spierdalaj - odparł grzecznie Ruiza, obejmując ramionami poduszkę.
Asagi patrzył na niego tak, jakby za wszelką cenę usiłował zamordować go wzrokiem, ale ponieważ gitarzysta leżał bez ruchu, w końcu pokręcił ze znużeniem głową i na powrót pochylił nad książką.
Nie było mu jednak dane nacieszyć się spokojem; po chwili Ruiza uznał, że dobrym pomysłem będzie ugiąć nogi w kolanach i opuścić je energicznie materac. Kiedy tylko przeciągły zgrzyt maltretowanych sprężyn umilkł, powtórzył to jeszcze mocniej, z wyraźną satysfakcją słuchając uzyskanego dźwięku. Przy trzeciej próbie efekt był niemal idealny. Wtedy przyszła kolej na wypróbowanie lewej nogi. I prawej. Hmm, nie. Jednak lepiej brzmiały obie.
Poduszka Asagiego śmignęła przez pokój i uderzyła go w czubek głowy.
- Niepotrzebna ci? Fajnie, będę miał dwie.
- Uduszę cię nią, jeśli natychmiast nie przestaniesz tłuc w ten materac!
- Dobra.
I gitarzysta w rzeczy samej przestał; ponownie przewrócił się na plecy, dla odmiany zaczynając podrzucać poduszką Asagiego. Raz za razem posyłał ją w kierunku sufitu, szybko stawiając sobie za cel walnąć weń jak najmocniej i strącić na dół jak najwięcej i tak kruszącego się tynku.
Łup. Łup. ŁUP.
- Kurwa twoja mać!
Asagi poderwał się z łóżka i nagle bardzo możliwe stało się, że spełni swoją groźbę, ale w tym właśnie momencie ktoś zastukał do drzwi i, nie czekając na odpowiedź, władował do pokoju.
- Czyja kurwa? - spytał Hide-zou, z radosnym uśmiechem przeskakując przez próg. Zaraz za nim wkroczyli Tsunehito i Hiroki. - Nie przeszkadzajcie sobie, chcieliśmy tylko zobaczyć was pokój. Potem idziemy na kolację, ryba sprzed miesiąca i woda z kałuży zamiast herbaty już pewnie czekają.
Asagi wypuścił głośno powietrze, opadając z powrotem na materac.
- Nie ma czego oglądać - powiedział ponuro, przecierając oczy dłońmi.
- Ale macie lampę! - zawołał Hiroki z wyraźną zazdrością, podchodząc do owego przedmiotu i potrząsając lekko za metalową nóżkę. - W dodatku działa! Ja tylko w kiblu mogę się światłem cieszyć.
- I klamki wam nie odpadają - dodał z uznaniem Tsunehito, oglądając drzwi do łazienki. - Wiecie, nasza się nie zamyka w ogóle.
- Spłuczka też nie działa - dorzucił Hide-zou, bez ceregieli ładując się na łóżko Asagiego. - Podsuń się trochę. Niezły nam się hotel trafił, no nie? Mogliby tu horrory kręcić.
Asagi pokiwał głową, podnosząc się i siadając pod ścianą.
- Lampy wam nie oddam, klamki ani spłuczki też nie - powiedział po chwili, kątem oka spoglądając na łypiącego na nich spod kołdry Ruizę. - Ale mam jeszcze upierdliwą wiewiórkę z ADHD, ktoś chętny?
W ten sposób poduszka wróciła do niego dokładnie tą samą drogą.

- Ty jesteś po prostu zdrowo pierdolnięty.
Było już po dwudziestej drugiej i obaj leżeli w swoich łóżkach po przeciwnych stronach pokoju, jednakowo znudzeni, poirytowani i niezdolni zasnąć. Za sobą mieli już kolację, po której Asagi poleciał do recepcji, straszyć kierownika Sanepidem, a Ruiza w międzyczasie wytłukł jego książką wszystkie znalezione w pokoju pająki, a także spotkanie z jedyną chyba poza nimi klientką hotelu. Wyraźnie niespełna rozumu starsza kobieta usilnie próbowała dźgnąć Ruizę laską, skrzecząc coś o ,,farbowanych zboczeńcach" i wywołując tym samym u reszty zespołu z wokalistą na czele nieudolnie skrywany atak radości.
- Nawzajem - odparł Asagi, tłumiąc ziewnięcie.
- Zawsze to wiedziałem, ale nie sądziłem, że aż tak bardzo.
- Naprawdę wzruszające.
- Wkurwiasz mnie. Mam cię dosyć.
- Słuchaj, jeśli masz okres czy coś w tym stylu, to po prostu powiedz, zrozumiem.
- Ty WIECZNIE masz okres. - Ruiza podniósł się, opierając na łokciach i wpatrując w niego w ciemności. - Nigdy nic ci nie odpowiada, cały czas tylko źle i źle! Nawet nie powiesz, o co ci chodzi. Tylko się od wszystkich odgradzasz.
- Zamiast bawić się w psychologa, mógłbyś wziąć się za coś, na czym się znasz - rzekł Asagi z niesmakiem. - Nie odgradzam się. Po prostu nie chce mi się z tobą gadać, proste?
- Jasne, tłumacz się jak chcesz. Ja i tak wiem swoje.
- Ależ wiedz sobie, co tylko chcesz, tylko błagam, nie męcz mnie tym dłużej. - Wokalista wstał z łóżka i ruszył w stronę łazienki, nie oglądając się nawet na leżącego przy oknie blondyna. Nie minęła jednak minuta, nim zza drzwi dobiegł Ruizę jego podniesiony głos. - NOŻ KURWA!
Wyprostował się odruchowo, siadając na materacu. Przelotnie zaczął się zastanawiać, czy grzyb ze ściany nie ewoluował już przypadkiem w jakąś inteligentną formę życia i nie postanowił spełznąć na dół, lecz w tej chwili łazienka otworzyła się gwałtownie i Asagi wpadł z powrotem do pokoju. Jak zauważył z irracjonalną satysfakcją gitarzysta, najwyraźniej wściekły - oddychał szybko, włosy miał potargane, oczy groźnie zmrużone.
- Kto ostatnio korzystał z łazienki? Ty?!
- Ja, a bo co?
- Nie wiem, co znowu spieprzyłeś - wyprostował ramię, wskazując palcem za siebie - ale wszystko jest zalane!
Ruiza zmarszczył brwi, wyłażąc spod kołdry i dołączając do niego w progu. To, co zobaczył, przeszło jego najśmielsze oczekiwania - cienka warstwa wody pokrywała calutką podłogę od kabiny aż po zlew, skutecznie udaremniając dostanie się głębiej każdemu, kto nie posiadał skrzydeł, a nie chciał się zamoczyć. Rura od umywalki kapała w najlepsze, systematycznie powiększając i tak imponującą kałużę, dało się też zauważyć kilka pływających po jej powierzchni liści, które musiały dostać się do środka przez otwarte na oścież okienko pod sufitem.
- No - powiedział Ruiza po chwili ciszy. - Przynajmniej wszystkie robale utonęły.
- Zapieprzaj po ścierkę.
- Hę?
- To co słyszysz. Na dół, po ścierkę.
- Chyba cię pojebało. - Ruiza popukał się znacząco w czoło. - Z jakiej racji ja mam lecieć? Chcesz suchą łazienkę, to sam sobie zapieprzaj.
- Ruiza, ja cię lojalnie ostrzegam...
- Goń się - odparował gitarzysta, zignorowawszy wszystkie zasady bezpieczeństwa odwracając do niego plecami i maszerując z powrotem do łóżka, gdzie zagrzebał się w kołdrze po samą szyję. - Ja się stąd nie ruszę.
- Pożałujesz tego - wycedził Asagi, po czym obrócił się na pięcie i, wciągając po drodze spodnie, wypadł z pokoju, trzaskając z całej siły drzwiami.
Nie minęło pięć minut, nim wrócił. Drzwi znowu zamknęły się za nim z hukiem, a on prawie przebiegł przez całą długość pokoju, głośno telepiąc trzymanym wiadrem, by zaraz grzmotnąć także tymi od łazienki. I tak sfatygowana szybka zadygotała gwałtownie i tylko cudem utrzymała na miejscu.
- Przestań walić tymi drzwiami, popaprańcu! - wydarł się za nim Ruiza, uderzając pięścią w materac.
Słownej odpowiedzi nie otrzymał; zamiast tego Asagi demonstrował przez kolejne parę minut, jak głośno i ostentacyjnie da się przy dobrej woli zbierać wodę z podłogi. Praca została uwieńczona ciśnięciem nasiąkniętej do granic możliwości ścierki w jeden kąt łazienki i wiadra w przeciwny, po czym wokalista opuścił pomieszczenie, ze złośliwą satysfakcją rejestrując Ruizę zakrywającego głowę poduszką.
- Miłych koszmarów – rzekł z ironicznym uśmiechem, rzucając spodnie z powrotem na krzesło i z poczuciem wykonanego zadania, wracając do łóżka
- Spierdalaj - odpowiedział mu spod poduszki głos gitarzysty.

Asagiego obudził potężny huk pioruna.
Podskoczył odruchowo, otwierając natychmiast oczy i mnąc w ustach przekleństwa, rozejrzał się półprzytomnie wokół. Burza wróciła w całej okazałości; za oknem znów szumiał deszcz, podmuchy wiatru telepały okienną szybą. Obskurny hotelowy pokoik, co jakiś czas rozświetlany blaskiem błyskawicy i wstrząsany głośnym grzmotem, jeszcze bardziej przypominał teraz scenerię z horroru klasy C. W kącie na łóżku wiercił się Ruiza.
Tak, horror - to było idealne słowo, by opisać miniony dzień i trwającą właśnie noc. Westchnął ciężko, przewracając się na drugi bok i wpychając głowę pod poduszkę. Całe szczęście, takie nawałnice nigdy nie trwają długo. O ile kolejny piorun nie uzna za stosowne rozwalić wreszcie tej marnej parodii hotelu, wszystko powinno przejść szybko i bezboleśnie. I spać będzie można. Ten wredny szynszyl naprawdę był dzisiaj wkurzający; Asagiemu należało się trochę odpoczynku już choćby za sam fakt, że to wytrzymał i nie wywalił go przez to cholerne okno, którego tak nęcąco blisko spał.
Aż skrzywił się, zaciskając powieki, gdy następny huk dosłownie zachwiał całym budynkiem. Cholera, niedobrze. Musiał uderzyć najdalej kilkaset metrów stąd. Ciekawe, w co trafił, drzewo, może słup telegraficzny albo...
Urwał rozmyślania w pół zdania i krzyknął, zaskoczony, bo wtem łóżko Ruizy podjechało pod jego własne, spychając je na ścianę. Materac zaskrzypiał znajomo, a coś ciepłego bez najmniejszego ostrzeżenia przywarło do jego pleców.
- Co do diabła?!...
Odwrócił się gwałtownie, boleśnie obijając w ciemności kostkę o ścianę. Przed oczami zobaczył pół najbliższego gwiazdozbioru i szarpnął głową gdzieś w bok, klnąc głośno. Nagle jego usta zderzyły się z czyjąś skórą, a pod ręką, którą machnął na oślep, wymacał miękkie, sypkie włosy. Nim zorientował się, co się w ogóle dzieje, w pasie otoczyło go szczupłe ramię, a twarde kolano wbiło w udo.
- Z-zamknij się - dobiegł go z ciemności głos Ruizy, dochodzący z okolic jego własnego obojczyka.
To wystarczyło, bo go otrzeźwić.
- Leżysz na mnie!
- Mówię ci, zamknij się!
- O nie, natychmiast masz mi wyjaśnić, co ty sobie do jasnej cholery wyobrażasz?! - wykrzyczał Asagi, próbując wykręcić się z jego uścisku. Jak na swoje niewielkie rozmiary, Ruiza miał jednak nadzwyczaj mocny chwyt.
- Niczego sobie nie wyobrażam, ty tępy baranie! - zawołał niemal histerycznie i uderzył go w pierś zwiniętą pięścią. Drugą nadal silnie obejmował przy tym jego talię. - Boję się tej jebanej burzy!
Na te słowa Asagi momentalnie przestał się szarpać.
Nie ulegało wątpliwościom, że normalnie by się teraz roześmiał. Rzuciłby pewnie jakiś złośliwy żart i kazał gitarzyście wypieprzać ze swojego łóżka. Po tym, co zaszło między nimi tego dnia, nie omieszkałby nawet zepchnąć go na podłogę.
A jednak teraz nie zrobił niczego w tym stylu. W głosie jasnowłosego było coś, co niespodziewanie go pohamowało. Coś jakby autentyczny... strach? Ten mały głupol NAPRAWDĘ się bał. Brzmiał, jakby miał się za chwilę rozpłakać, a kiedy za oknem znowu rąbnął piorun, drgnął gwałtownie, wpijając się palcami w jego plecy.
Asagi westchnął z rezygnacją.
- No dobrze już, dobrze. Nie duś mnie tylko, okej? - Z pewnym trudem udało mu się uwolnić jedno ramię, przez ostatnie parę minut wyjątkowo niekomfortowo przyciśnięte do materaca i przełożył je nad głową gitarzysty. Objął go lekko, starając się jak najwygodniej ułożyć i naciągając na nich kołdrę. Jeśli już miał wybierać między Ruizą wyzywającym go i prowokującym kłótnie na każdym kroku a Ruizą przyciskającym się do niego w strachu przed obecną aurą, z dwojga złego wolał to drugie.
Zresztą, jakby się zastanowić, to wcale nie było mu źle. Nie tak zimno jak wcześniej, to na pewno. A kiedy nawałnica zaczęła się już nieco oddalać i gitarzysta przestał podskakiwać przy każdym piorunie i uderzać głową w jego szczękę, zrobiło się nawet... miło? Całkiem przyjemnie było leżeć tak przy cieple drugiego ciała, gładzić jasne włosy i słuchać deszczu za oknem. Burza zmierzała teraz gdzieś na południe, coraz bardziej cichnąc w oddali i tylko co jakiś czas jeszcze błyskawica zalewała białym światłem pokój i twarz Ruizy. Można byłoby pomyśleć, że śpi, gdyby nie nerwowo zaciśnięte powieki i paznokcie wbite w brzeg pościeli. Asagi uśmiechnął się bezwiednie, delikatnie przesuwając palcem po jego policzku.
- Ruiza? Rui-chan... - wyszeptał, pochylając się nad jego uchem. - Już po wszystkim, kończy się.
Otworzył oczy, odruchowo chwytając jego dłoń i patrząc na niego niezbyt przytomnie.
- Po prostu - wymamrotał usprawiedliwiająco po chwili - nie mogłem spać przy tej pogodzie tak blisko okna.
Asagi zachichotał.
- Nie musisz się przecież tłumaczyć. - Chciał dodać coś jeszcze, chociażby, że to nic złego bać się burzy, ale mając na względzie bojowy nastrój gitarzysty, darował to sobie.
Przez kolejne parę minut obaj leżeli niemal bez ruchu, nadal objęci i lekko całą sytuacją skonsternowani, ale i nie kwapiący się jakoś do odsunięcia, chociaż pogoda za oknem całkiem już się uspokoiła. W panującej ciszy tylko pojedyncze krople wody stukały w parapet, spływając z dachu. Wokalista myślał nad czymś intensywnie dłuższą chwilę, po czym nagle uśmiechnął do siebie i, odgarnąwszy Ruizie włosy z twarzy, pocałował go lekko w czoło. Potem odsunął się trochę, badawczo spoglądając mu w oczy; nie spotkał się z większą reakcją - gitarzysta tylko zmarszczył lekko brwi - więc powtórzył to po chwili, dotykając kolejno ustami jego skroni i policzka.
- Co robisz? - nie wytrzymał w końcu Ruiza, wyraźnie węsząc podstęp.
- Całuję cię na dobranoc - objaśnił Asagi nadmiernie radosnym tonem. Dla lepszego efektu zawiesił na chwilę głos, po czym z błyskiem w oku dodał - jeśli teraz zaśniesz, nie będziesz się już może dłużej awanturował.
Ruiza parsknął na to, potrząsając z dezaprobatą głową.
- Jesteś niemożliwy - mruknął, ale widać było, że zawstydził się nieco. Spuścił głowę, wbijając wzrok gdzieś w obojczyk wokalisty i przez jakiś czas milczał, nerwowo miętosząc brzeg kołdry. Dopiero po długiej chwili podniósł wzrok, przygryzając usta i patrząc na niego niepewnie. - Asagi?
- Hm?
- Czy ,,przepraszam''... byłoby odpowiednim słowem?
Czarnowłosy ponownie stłumił śmiech.
- Na pewno byłoby mile widziane - przyznał.
- W takim razie przepraszam - powiedział z przekonaniem gitarzysta, obejmując go za szyję i, uścinąwszy lekko, odsunął się, wygodniej układając obok. - Trochę za daleko to zaszło. Naprawdę nie chciałem cię obrazić.
- Wiem, Rui, przecież cię znam - uśmiechnął się, żartobliwie mierzwiąc mu włosy. - Ty też nie miej mi niczego za złe.
- Nie mam - potwierdził żarliwie. Uśmiechnął się, po chwili przewracając na plecy i tłumiąc ziewnięcie, skrzyżował ramiona za głową.
Asagi przez dłuższą chwilę patrzył na jego profil na tle okna, bezmyślnie skubiąc brzeg poduszki, po czym odezwał się z powagą:
- Mogę cię spytać jeszcze o coś? Tak szczerze.
- Jasne.
- Naprawdę sądzisz, że się odgradzam? Od was, od ciebie?
- No... - mruknął Ruiza po chwili pełnej napięcia ciszy. - Nie no, może nie tyle odgradzasz, co czasem mnie... Bo ja wiem, hamujesz?
- Hamuję? - Asagi zmarszczył brwi, podnosząc się i opierając na łokciach. - Ale kiedy, gdzie?
- Nieważne - bąknął Ruiza i, jakby niespodziewanie jego pokłady odwagi się wyczerpały, szybko odwrócił się tyłem do wokalisty i wychylił przez brzeg łóżka, szukając na podłodze telefonu. - Nie wiesz, która godzina?...
- Mam komórkę pod poduszką. Kiedy cię hamuję?
- Zapalę światło i pójdę po...
- Ruiza, zadaję ci pytanie!
Pstryknął włącznik lampy i cały pokój zalało pomarańczowe światło. Asagi syknął, przecierając zaatakowane nagłym blaskiem oczy, ale zdążył zrobić to wystarczająco szybko, by złapać jeszcze wstającego pośpiesznie Ruizę za ramiona i bez zbędnych ceregieli pociągnąć z powrotem w tył. Gitarzysta krzyknął krótko, tracąc równowagę i upadł z głową na jego kolana. Silne dłonie nie pozwoliły mu się podnieść, a do połowy przysłonięta czarnymi włosami twarz nagle znalazła nad jego.
- Psychol!... - wydusił tylko, zbyt zaskoczony na ostrzejsze inwektywy.
- Odpowiedz mi na pytanie - rzekł Asagi spokojnie, ale twardo. - Kiedy cię w czymś pohamowałem? Chyba nie dzisiaj? Bo dzisiaj nie wyglądało, że COKOLWIEK cię powstrzymuje, więc słucham.
Ruiza potrząsnął głową, patrząc na niego rozszerzonymi oczami.
- Nie chcesz wiedzieć - powiedział cicho, prawie niesłyszalnie.
- Chcę. Nie puszczę cię, dopóki nie powiesz.
Ruiza milczał uparcie. Długą, bardzo długą chwilę trwali bez ruchu, wpatrując się w siebie nawzajem i oddychając ciężko. Napięcie stawało się już nie do wytrzymania, kiedy Asagi drgnął w końcu, pochylając nad nim jeszcze niżej i wbijając w niego wzrok z zawziętością godną esesmana.
- No?...
Jeszcze przez parę sekund Ruiza nie reagował, z nerwowo zaciśniętymi zębami wczepiając się palcami w pościel, po czym w końcu nie wytrzymał. Nim wokalista zdążył się zorientować, co się dzieje, został błyskawicznie chwycony za włosy i pociągnięty gwałtownie w dół, a jego okrzyk stłumiły usta Ruizy. Pocałunek był chaotyczny i nieco niezręczny, ale nadspodziewanie namiętny i zdecydowany. Gitarzysta przerwał go po chwili, nagle odpychając Asagiego od siebie i wywijając się spod jego dłoni. Usiadł, cofając się tyłem na brzeg złączonych łóżek i przyjmując typową pozycję obronną.
- Zadowolony? - wysyczał, z wyraźną wrogością patrząc na oniemiałego wokalistę. - No i co teraz zrobisz, zwyzywasz mnie wpierw czy od razu uciekniesz? No dalej, powiedz mi, jak to jestem nienormalny albo...
Urwał w pół zdania, gdy Asagi niespodziewanie przyskoczył do niego, chwytając za nadgarstek i obrócił na bok, popychając na materac. Przed oczami zdążył mu tylko mignąć poszarzały sufit, nim czarne włosy przysłoniły mu resztę świata, a zachłanne wargi na własnych uniemożliwiły wydanie z siebie jakiegokolwiek artykułowanego dźwięku. Uwolnił rękę, na oślep chwytając obiema za materiał koszuli Asagiego; nawet nie zauważył, kiedy wokalista znalazł się nad nim, opierając na łokciu i przesuwając drugą ręką po jego ciele, by pod koniec złapać go za podbródek, jeszcze bardziej pogłębiając pocałunek. Krew szumiała Ruizie w uszach, a serce wybijało jakiś szaleńczy rytm, kiedy w końcu odsunął się, klękając nad nim i odgarniając mu z włosy z zarumienionej twarzy.
- Widzisz, Rui-chan, to właśnie jesteś cały ty - powiedział spokojnie, mimo lekko przyspieszonego oddechu. - Nie wiesz, jak jest, a coś sobie wymyślisz i nic do ciebie nie dociera. Nawet nie dasz sobie wyjaśnić!
- Jesteś bi? - spytał inteligentnie gitarzysta, patrząc na niego ze zmarszczonymi brwiami. Nadal miał dosyć mało bystry wyraz twarzy.
- Może - odparł cierpko, wzruszając ramionami. - Mam ci się określić w jakiejś skali, na ile? Nie ograniczam się po prostu... aż tak bardzo.
- Aha. Nie wiedziałem.
Asagi parsknął, kręcąc z dezaprobatą głową.
- Rozmowy z tobą są czasem bez sensu, słowo daję. - Po czym ponownie objął go ramieniem w pasie, pochylając nad nim i przyciskając usta do jego szyi. Ruiza mruknął coś niewyraźnie, z głośnym westchnieniem wplatając dłonie w jego włosy.
- To znaczy? - wydusił z pewnym trudem, czując gorący język przesuwający się po skórze w kierunku ucha. Dłoń wokalista zdążyła już znaleźć się pod jego podkoszulkiem, znacznie utrudniając skupienie się na czymkolwiek innym.
- Że nie będziemy rozmawiać - oznajmił krótko Asagi, od odrywając ust od szyi blondyna. - Przynajmniej do rana.

***
Kiedy Hiroki wpadł do pokoju Hide-zou i Tsunehito, było już nieco po drugiej. Mimo to ani basista, ani gitarzysta nie spali; obaj siedzieli na swoich łóżkach, przy zapalonym świetle. Perkusista nie musiał wymachiwać rękoma i robić min - oni także z jednakowo głupimi wyrazami twarzy gapili się w ścianę, za którą, jak nie trudno było się było domyślić, znajdował się pokój zajmowany przez Asagiego i Ruizę. Dobiegające stamtąd odgłosy nie były ani trochę dwuznaczne - były przerażająco jasne i oczywiste.
- Nie wierzę... w to co słyszę - wykrztusił Tsunehito, dopiero po paru minutach odzyskując głos. - To są jakieś żarty. Oni to na pewno robią specjalnie!
Hiroki potrząsnął głową, poruszając bezdźwięcznie ustami jak ryba wyjęta w wody.
- Nie robią - udało mu się w końcu wysłowić. Odchrząknął, nerwowo wbijając wzrok w podłogę.- Znaczy robią, ale... khm, poważnie. Na korytarzu lepiej słychać.
Tsunehito jęknął na to głucho, chowając twarz w dłoniach.
- To przez niego - Hiroki wskazał na gitarzystę. Znalezienie winnego w końcu nieco go otrzeźwiło. - Hide, do kurwy nędzy, to był TWÓJ pomysł! Ty ich postanowiłeś POGODZIĆ... I kurwa masz, czego chciałeś!
Hide-zou nie odpowiedział. Oczy miał wielkie jak spodki i nadal gapił się w ścianę z otwartymi ustami, głuchy na cokolwiek innego prócz wiadomych dźwięków. Wyglądał wyjątkowo głupio, ale nikt nie zwrócił na to większej uwagi.
- Jak to jest możliwe? - Tsunehito po chwili zdjął ręce z twarzy i spojrzał na perkusistę, wyraźnie oczekując jakichś logicznych wyjaśnień. - Po tylu latach? Przecież oni nigdy...?
Hiroki pokręcił głową.
- Nie wiem. Jak Boga kocham, nie wiem.
- Mamy przejebane.
- No. Się dopiero zacznie teraz... Rano...
- Rano?! - prychnął basista. - RANO to oni pójdą spać! A do RANA zostało jeszcze parę ładnych godzin!
Perkusista wypuścił powietrze z płuc, z rezygnacją mierzwiąc sobie włosy.
- No... To czeka nas naprawdę długa noc.

_________________

Tonight, in the darkness of twilight
I want to fall asleep in your arms
As a shivering, broken marionette

I, broken marionette,
Am laughing with a slight embarrassment
Because if you only wish me
To give up everything else for you, I'll do it

I do not want to know anything more
I do not need anything else
I do not need anything

Kaya - Marionette
.


Ostatnio zmieniony przez Shadow dnia Nie Cze 05, 2011 11:14 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
http://www.versailles.jun.pl
pucchan
Pogo napierdalacz


Liczba postów : 96
Join date : 07/08/2010
Age : 22
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: [M] Bardzo długa noc   Nie Sie 15, 2010 6:52 pm

Dlaczego ten tekst nie został skomentowany? o.O

Pominę to, że akurat za oknem burza i fick trafiony jak nie wiem. xD

Ale tak. Nie znam D, nie rozróżniam członków zespołu i to pierwszy fick, jaki w ogóle o nich czytałam, niemniej bardzo mi się on podobał. Zaczęło się komedią, był moment puchaty i z powrotem komedia. Masz świetne poczucie humoru, a przekleństwa idealnie wpasowałaś w tekst, tak, że ani razu mi one nie przeszkodziły (dosyć często się to zdarza), a na dodatek rozbawiły.
Uwielbiam czytać ficki, w których nie trzeba się skupiać na błędach, bo ich nie ma lub występują sporadycznie - czyli takie, jak ten Twój. Jedyne, co zauważyłam, to dziwny szyk zdania tu:

Shadow napisał:
a wicher napierał silnie na bok auta, wprawiając w drżenie je i wraz z nim pięciu oniemiałych członków D.
Przesunęłabym "w drżenie" na koniec zdania, i wg mnie brzmiałoby lepiej. Oprócz tego zjadłaś kropkę w [edit!]trzecim od końca akapicie, czy części. No, to coś rozdzielone enterem xd"
Czyli takie tylko drobnostki.

Niektóre momenty po prostu rozwaliły mnie kompletnie i sprawiły, że pomimo odrobinę nieciekawego humoru śmiałam się do monitora jak głupia. Np. akcja z zalaną łazienką i "Zapieprzaj po ścierkę" XD Albo opisy tego wątpliwego hotelu, pokoju, łazienki. No i ta wredność pozostałych członków zespołu, co ich umieścili w jednym pokoju. Chamy jedne xD Najlepsze jednak były dialogi, o tak. Złośliwość i jechanie po sobie nawzajem, to, co lubię ;>

Ok, bo trochę się rozpisałam xd" Podsumowując, bardzo mi się podobało i życzę wena, o.


Ostatnio zmieniony przez pucchan dnia Pon Sie 16, 2010 9:34 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
http://lastfm.pl/user/pucchans
Shadow
Edytor Pogrzebowy


Liczba postów : 679
Join date : 11/03/2010
Age : 23
Skąd : Chełm / Warszawa

PisanieTemat: Re: [M] Bardzo długa noc   Nie Sie 15, 2010 10:53 pm

OMG, KOCHAM CIĘ! XD Już myślałam, że się nigdy żadnego komentarza nie doczekam i w ogóle zamknęłam się w sobie, a tu proszę, jest! I to jaki długi! <3 Chwała Ci za to, naprawdę XD
Tak więc bardzo, bardzo dziękuję ze wszystkie miłe słowa, naprawdę miło jest wiedzieć konkretnie, co się ludziom podobało, a nie tylko 'fajne, czekam na nowego' ^^" Cieszę się, że przekleństwa się jakoś wpasowały, na ogół ich nie używam i tutaj pojawiły się ze względu na komizm właśnie XD Ogółem czuję się zmotywowana, dziękuję raz jeszcze <3
pucchan napisał:

Uwielbiam czytać ficki, w których nie trzeba się skupiać na błędach, bo ich nie ma lub występują sporadycznie - czyli takie, jak ten Twój. Jedyne, co zauważyłam, to dziwny szyk zdania tu:
Shadow napisał:
a wicher napierał silnie na bok auta, wprawiając w drżenie je i wraz z nim pięciu oniemiałych członków D.
Przesunęłabym "w drżenie" na koniec zdania, i wg mnie brzmiałoby lepiej. Oprócz tego zjadłaś kropkę w drugim od końca akapicie, czy części. No, to coś rozdzielone enterem xd"
Czyli takie tylko drobnostki.
Och, wiedziałam, że z tym zdaniem coś jest nie tak, ale nie mogłam dokładnie wybadać, co XD Cóż, uroki autobety, dziękuję ze zwrócenie uwagi ^^''
A samo D bardzo polecam, jeśli nie znasz, myślę, że warto X3

_________________

Tonight, in the darkness of twilight
I want to fall asleep in your arms
As a shivering, broken marionette

I, broken marionette,
Am laughing with a slight embarrassment
Because if you only wish me
To give up everything else for you, I'll do it

I do not want to know anything more
I do not need anything else
I do not need anything

Kaya - Marionette
.
Powrót do góry Go down
http://www.versailles.jun.pl
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: [M] Bardzo długa noc   Nie Gru 05, 2010 3:48 pm

mam w planach zabranie się z D, ale fiki o nich czytam i muszę powiedzieć, że napisałaś to genialnie :) dawno się tak nie uśmiałam, jak teraz i pal licho błędy xD
Powrót do góry Go down
Oreiteia
Yuki-chan


Liczba postów : 1262
Join date : 30/01/2011
Age : 22
Skąd : Lidzbark Warmiński

PisanieTemat: Re: [M] Bardzo długa noc   Sro Lut 02, 2011 6:13 pm

Błędów żadnych widocznych nie ma (ale jestem grafomanką, więc najlepiej się nie będę na ten temat wypowiadać ^ ^). Bardzo podoba mi się to jak przedstawiasz bohaterów i sytuację w jakiej się znajdują. Wszystko jest logiczne i spójne.
I podziwiam w Twoich fickach to, że romanse nie wychodzą Ci melodramatyczne *__*
Powrót do góry Go down
Shadow
Edytor Pogrzebowy


Liczba postów : 679
Join date : 11/03/2010
Age : 23
Skąd : Chełm / Warszawa

PisanieTemat: Re: [M] Bardzo długa noc   Czw Lut 03, 2011 12:00 am

Po raz kolejny bardzo dziękuję! <33
Oreiteia napisał:
I podziwiam w Twoich fickach to, że romanse nie wychodzą Ci melodramatyczne *__*
Cieszę się, że ktoś to docenia! Staram się bardzo, jeśli o to chodzi; kiedyś pisałam trochę bardziej emocjonalnie i byłam w stanie przeanalizować każde najmniej istotne uczucie z każdej strony (przyszły psycholog się kłania XDD), ale od jakiegoś czasu staram się z tym walczyć i pisać nieco prościej. W ogóle bardzo nie lubię ficków przedramatyzowanych (szczególnie uczulona jestem na zabijanie bohaterów) albo takich cukierkowo słodkich z wyznaniami miłosnymi w co drugiej linijce i lukrem wypływającym spomiędzy literek. Myślę, że grunt to nie przesadzać w żadną stronę, bo inaczej nie wychodzi to jakoś ładnie, wzruszająco czy smutno, a śmiesznie ^^"

_________________

Tonight, in the darkness of twilight
I want to fall asleep in your arms
As a shivering, broken marionette

I, broken marionette,
Am laughing with a slight embarrassment
Because if you only wish me
To give up everything else for you, I'll do it

I do not want to know anything more
I do not need anything else
I do not need anything

Kaya - Marionette
.
Powrót do góry Go down
http://www.versailles.jun.pl
Oreiteia
Yuki-chan


Liczba postów : 1262
Join date : 30/01/2011
Age : 22
Skąd : Lidzbark Warmiński

PisanieTemat: Re: [M] Bardzo długa noc   Czw Lut 03, 2011 12:27 pm

Ja uwielbiam Twoje ficki bo właśnie mają dużo uczuć. Jestem bardzo empatycznym człowiekiem i zawsze jak przeczytam coś co Ty stworzyłaś chodzę szczęśliwa i rozmarzona przez cały dzień ^ ^
Po angstach zazwyczaj płaczę i jestem smutna przez kilka dni, a jak umrze jakiś bohater to ojejuniu... mam tak silną depresję, że ciężko mi z niej wyjść.

I nie musisz pisać prościej, bo to naprawdę trzeba mieć talent by potrafić stwarzać tak długie opowiadanie, i że człowiek czytając je do końca ani razu się nie znudzi czy coś :)

A jak zostaniesz psychologiem, to ja zamawiam sobie terapie u Ciebie ^ ^
Powrót do góry Go down
Rei-chan
J-legenda


Liczba postów : 2010
Join date : 04/01/2011
Age : 20
Skąd : Z piekła...

PisanieTemat: Re: [M] Bardzo długa noc   Czw Lut 10, 2011 7:22 pm

Przeczytałam ten tekst dwa razy, za każdym razem ze śmiechem i wielkim wyszczerzem.
Fik wywoła mnóstwo pozytywnych emocji, jest taki zabawny, a jednocześnie sensowny i widać, że to, że jest śmieszny jest takie... naturalne, jakby pisanie komedii nie sprawiało ci trudności.

Cytat :
Ale mam jeszcze upierdliwą wiewiórkę z ADHD, ktoś chętny?
Ómarłam...
I uwielbiam, kiedy j-rockersi są nazywani wiewiórkami^^
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: [M] Bardzo długa noc   Today at 4:11 am

Powrót do góry Go down
 
[M] Bardzo długa noc
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
J-slash :: FanFiction :: PG-15-
Skocz do: