IndeksIndeks  FAQFAQ  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [Z] Not so daily day [3/3]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Shadow
Edytor Pogrzebowy


Liczba postów : 679
Join date : 11/03/2010
Age : 23
Skąd : Chełm / Warszawa

PisanieTemat: [Z] Not so daily day [3/3]   Pią Lut 11, 2011 11:27 pm

Tytuł: Not so daily day
Pairing: Kamijo x Kaya (Versailles/solo)
Rodzaj: W odwrotnych proporcjach niż ostatnio, komedia i trochę romansu.
Części: 1/3
Słów: Będzie dużo. 7829 w tej części Cute"
Ostrzeżenia: NC17 (scena erotyczna)
Komentarz: Nie mam już siły tego betować, ledwo co przepisałam i padam z nóg x_____x Błędy pewnie są, więc jak ktoś coś znajdzie, to krzyczeć, będę wdzięczna.
Ogółem mówiąc, obawiam się, że to będzie mój kolejny rekord co do długości, ale bawiłam się tak wybornie, że po prostu nie mogłam w żaden sposób tego skrócić XDD Fick jest skończony w wersji szkicowej, teraz pracuję nad dopracowywaniem szczegółów, póki co mam skończoną tę część, więc daję. Można to w sumie uznać za długi wstęp (abstrahując od faktu, że zawiera on to, na co wszyscy najbardziej czekają - lemona), zabawa zacznie się dopiero od drugiej ;>
Enjoy!
~~

Kamijo obudził się na długo przed nastawionym zapobiegawczo na dziesiątą trzydzieści budzikiem. Wąska strużka światła wpadała do pokoju przez szparę między żaluzjami a framugą okna i lądowała idealnie na linii jego oczu, tak, jak gdyby ktoś to sobie wymierzył. Czy tego chciał czy nie, musiał je w końcu otworzyć, ale mimo to nie czuł większej irytacji - przy jego trybie życia prawie osiem godzin snu i tak było bardzo dobrym wynikiem.
Kayi światło nie przeszkadzało natomiast ani trochę; spał nadal w najlepsze, przytulony do jego ramienia, z zarzuconą na niego jedną nogą i nic nie wskazywało na to, by miał się prędko obudzić. Kamijo uśmiechnął się do siebie, dłuższą chwilę głaszcząc go delikatnie po włosach, nim w końcu zdecydował się wstać. Ostrożnie, żeby nie obudzić młodszego, wysunął się z jego objęć i podniósł się, klękając na brzegu łóżka, żeby poprawić na nim kołdrę. Nawet nie drgnął, więc Kamijo pocałował go jeszcze w ramię, po czym wyszedł cicho z pokoju, zarzucając po drodze szlafrok i kierując się w stronę łazienki.
Humor dopisywał mu od początku - miał w końcu ciężko wywalczony dzień wolny. Ostatnio pracowali z Versailles dosyć intensywnie, głównie nad dopracowywaniem nowych utworów, ale ponieważ dzisiaj grupa zajęła się instrumentalnymi, jego obecność w studiu nie była niezbędna i jakoś udało mu się wyrwać. Pierwszy od dłuższego czasu wieczór spędzony z Kayą skutecznie odstresował go po długiej pracy i prawdopodobnie był też powodem, dla którego młodszy spał teraz tak twardo... Ale kiedy już wstanie, z pewnością równie dobrze wykorzystają także ten dzień.
Wziął szybki prysznic i doprowadziwszy się do względnego porządku, skierował się w stronę kuchni, by nastawić wodę na kawę. Było ledwo po dziewiątej, więc póki co darował sobie parzenie jej także dla Kayi; postanowił pozwolić mu spać przynajmniej do budzika. Korzystając z okazji, w trakcie czekania, aż czajnik zagwiżdże, otworzył okno i zapalił papierosa, udając, że przypadkiem zapomniał o kategorycznym zakazie palenia w mieszkaniu kochanka. Zanim wstanie, dym zdąży się już przecież ulotnić; oparł się o parapet i zaciągnął głęboko, wyglądając na zewnątrz przez okno. Był początek września, piękny, słoneczny dzień, jeszcze bardziej letni niż jesienny. Zastanawiał się, czy nie wykorzystać tego jakoś i nie zaproponować młodszemu jakiegoś wyjścia. Dzisiaj nawet zwykły spacer po mieście mógł być całkiem przyjemny.
Drgnął gwałtownie, gdy za jego plecami niespodziewanie zadzwonił telefon. Komórka Kayi leżała na kuchennym stole tak, jak ją wczoraj zostawił, wybiegając do przedpokoju, by przywitać Kamijo i teraz jej przenikliwy dzwonek rozszedł się echem po całym mieszkaniu. Blondyn zakrztusił się papierosem i pospiesznie wygasił go w najbliższej doniczce, by zaraz odwrócić się i przyskoczyć do blatu, machając w panice dłonią i próbując rozwiać unoszący się w powietrzu dym. Z sypialni nie dobiegł go jednak żaden dźwięk sugerujący, że Kaya się obudził, więc po chwili wahania złapał jego telefon, obrzucając wzrokiem ekran. Juka. Zaklął głośno, podnosząc słuchawkę do ucha.
- Cześć, Juka, Shaura czy jak cię teraz zwą, w każdym razie Kaya śpi i nie może w tej chwili rozmawiać - powiedział, drugim uchem nasłuchując, czy na korytarzu nie słychać kroków młodszego. Nadal panowała jednak cisza i z ulgą odwrócił się, by wyłączyć szumiący już czajnik i zalać kawę.
- Oo, cześć, Kamijo! - Juka wyraźnie się ucieszył. - To się nawet dobrze składa, że jesteś, w takim razie będę miał sprawę do was obu.
- Sprawę? - spytał starszy ostrożnie, zostawiając filiżankę na blacie i siadając za stołem. Słowa przyjaciela właśnie włączyły w jego głowie małą czerwoną lampkę podpisaną ,,niebezpieczeństwo'', a usiąść i odłożyć wszystkie potencjalnie niebezpieczne przedmioty było pierwszą pozycją na liście postępowania awaryjnego.
- No tak, a właściwie to prośbę – doprecyzował drugi wokalista. - Bardzo potrzebuję waszej pomocy.
Kamijo milczał.
- Bo widzisz, Ayano wyjechała na cały dzień do matki i zostałem w domu z małą sam - kontynuował. - Wiesz, jak to jest z dziećmi... Nie można ich spuszczać z oka, a Ayano zostawiła mi całą listę rzeczy do zrobienia i nie za bardzo wiem, jak mam to wszystko pogodzić. - Każde kolejne z jego słów podobało się Kamijo coraz mniej, ale milczał, zaciskając usta. - I tak sobie pomyślałem, że może Kaya-chan zgodzi się mi pomóc, skoro ma wolny dzień... A jeśli i ty nie masz nic ważnego do roboty, to tym lepiej! To jak, mogę na was liczyć? - spytał w końcu z rozbrajającą bezpośredniością.
- Obawiam się, nic z tego nie będzie - powiedział Kamijo natychmiast zdecydowanym tonem. Jego rozum, serce, wola i cała reszta wołała jednym głosem ,,NIE!'' i przed samą wizją takiego dnia był gotów bronić się do utraty sił. - Mamy już nieco inne... - urwał, odwracając się nagle w stronę drzwi i odruchowo wstrzymując oddech.
Kaya stał w progu, opierając się o framugę i patrząc na niego wymownie. Ubrany był w lekki, sięgający połowy uda szlafrok, włosy miał potargane, ale nie wyglądał na ani trochę zaspanego. Kiedy Kamijo na niego spojrzał, szarpnął głową, wskazując na swój telefon w jego dłoni. Wokalista Versailles machnął ręką, mówiąc bezdźwięcznie coś w rodzaju ,,nic ważnego'' i z powrotem przyłożył słuchawkę do ucha. Na to młodszy przewrócił oczami i wszedł do kuchni, by oprzeć się o najbliższy blat i podnosząc do ust filiżankę z przygotowaną kawą, obserwował kochanka bez słowa.
- No bo chyba sam rozumiesz - kontynuował Kamijo, siląc się na lekki ton, mający sugerować, że naprawdę nie mówi o niczym ważnym i naprawdę NIE JEST zdenerwowany. - Dawno nie mieliśmy okazji spędzić więcej czasu razem i...
- Dlatego zapraszam was obu! - Juka jak zwykle zdawał się być zupełnie niedomyślny. - To nie zajmie całego dnia, chcę tylko, żeby ktoś przypilnował Chiyu, a ja zrobię to co mam zrobić i będziecie wolni.
- Ale Juka, czy któryś z nas naprawdę wygląda ci na takiego, co ma jakiekolwiek pojęcie o dzieciach? - spytał Kamijo, z coraz większym trudem ukrywając rosnące zdenerwowanie. Co on sobie w ogóle wyobrażał?! Do jasnej cholery!...
- Ale ona wcale dużo nie wymaga! Wystarczy ją trochę zabawić i uważać, żeby nie zrobiła sobie krzywdy - nie poddawał się trzeci z wokalistów. - Wiem, że robię wam problem... Ale naprawdę was potrzebuję! Jesteście moim ostatnim ratunkiem, nikt inny nie ma dzisiaj czasu.
- My też nie mamy! Z jakiej racji mamy niby... - urwał ponownie, kiedy Kaya odstawił do połowy już pustą filiżankę na stół i usiadł mu na kolanach, wyciągając rękę po swój telefon.
- Oddaj.
- Czekaj - syknął Kamijo, przysłaniając komórkę jedną dłonią i odchylając się na krześle. - Ratuję nasz dzień wolny!
- Ale on dzwoni do mnie. Oddaj mi telefon.
- Jesteśmy przyjaciółmi! - mówił tymczasem Juka z emfazą. - Musimy sobie nawzajem pomagać, gdybyście wy byli w podobnej sytuacji...
- Nie bylibyśmy, bo nie mamy dzieci - uciął Kamijo. To było ostatnie, co zdążył powiedzieć; w tym momencie Kaya nagle pochylił się nad nim, łapiąc jedną ręką za podbródek i zamykając mu usta pocałunkiem. Przynajmniej na chwilę odwracając w ten sposób jego uwagę, drugą dłonią wyciągnął swój telefon spomiędzy jego palców i odsunął się, opierając o blat i z triumfalnym uśmiechem podnosząc go do ucha.
- Cześć, Juka-kun! - powiedział wesoło, nie odrywając wzroku od starszego mężczyzny. - Kamijo chciał powiedzieć, że nie ma żadnego problemu i chętnie pomożemy ci w opiece nad dzieckiem.
- Kaya!...
- Naprawdę?! - ucieszył się Juka na tyle głośno, że usłyszeli to obaj. - To wspaniale! Będziecie za godzinę?
- Jasne, najpóźniej za godzinę - uśmiechnął się Kaya, a Kamijo jęknął głucho i bezsilnie stuknął głową w ścianę. - Trzymaj się i do zobaczenia wkrótce!
- Nie mam pojęcia, dlaczego ty mi to robisz! - zawołał starszy, kiedy tylko ciemnowłosy odłożył telefon na stół. - Myślałem, że chcemy być dzisiaj sami.
- Daj spokój - żachnął się Kaya, energicznie podnosząc się z jego kolan. - To przecież nie zajmie nam całego dnia, zdążymy ze wszystkim. Chyba nie chciałeś tak go zostawić w potrzebie?
- Chciałem - potwierdził bezlitośnie, również wstając z krzesła. - To jego dziecko, jeśli sobie nie radzi, niech zatrudni nianię. Co ja mam zresztą z nią robić, stać nad kołyską i machać grzechotką?
Kaya popatrzył na niego z politowaniem.
- Kamijo, córka Juki ma już ponad dwa lata. Dzieci w tym wieku chodzą, mówią i są bardzo kontaktowe.
Ta informacja nieco starszego zaskoczyła; dziecko przyjaciela zapamiętał głównie jako półrocznego potwora, który dostał ataku płaczu na widok taty w makijażu i scenicznym stroju i nie przyszło mu do głowy, że stan rzeczy mógł się od tamtej pory zmienić. Nie dał jednak poznać po sobie zmieszania.
- To nawet gorzej - odparł cierpko, sięgając po filiżankę, by dopić resztę kawy. SWOJEJ kawy.
Młodszy tylko machnął na niego ręką.
- Tak czy inaczej, ja już mu obiecałem i pojadę tam, z tobą czy bez ciebie - oświadczył twardo, z zaciętą miną zdejmując ze stołu butelkę wody i napełniając nią szklankę.
Na kilka chwil zapadło nieprzyjemne milczenie; Kaya pił w nadzwyczajnym skupieniu, ze wzrokiem wbitym gdzieś w okno, Kamijo patrzył na niego bez słowa.
- Dobra - westchnął w końcu ze znużeniem. Usiadł z powrotem za stołem i oparł na łokciu, przecierając dłonią oczy. - Dobrze już. Skoro chcesz, możemy jechać - powtórzył po chwili, poddając się dla świętego spokoju, tonem nadal wskazującym jednak na kompletny brak entuzjazmu. - Twój wybór - dodał z wyraźnym żalem.
To jednak widocznie Kayi wystarczyło, bo uśmiechnął się lekko, odwracając, by odnieść szklankę do zlewu.
- A tak poza tym - powiedział po chwili nieco innym tonem, zwracając się ponownie w jego stronę i krzyżując ramiona na piersi. - To znowu paliłeś w mojej kuchni, prawda? Chociaż wiesz, że tego nie cierpię.
Kamijo odchrząknął, odstawiając pustą filiżankę na talerzyk i ocierając usta wierzchem palców. Dopiero potem podniósł głowę, by obrzucić go krótkim spojrzeniem i zbadać, z czym ma do czynienia. Kaya nie wyglądał na specjalnie złego, więc szybko obrał odpowiednią taktykę i uśmiechnął olśniewająco.
- Nie wiem, z czego wyciągasz takie wnioski, kochanie.
Młodszy parsknął na to z rozbawieniem i tylko pokręcił głową. Potem przeszedł obok niego, kierując się w stronę wyjścia, jednak jakby sobie o czym przypomniał, zatrzymał się w progu, rzucając przez ramię z nieźle udawanym żalem:
- Mimo wszystko myślę, że jestem zmuszony jakoś cię ukarać.
Kamijo uśmiechnął się krzywo, wstając z krzesła i podchodząc do niego w dwóch krokach, by stanąć za nim, łapiąc za obie dłonie. Przyciągnął go do siebie tak, by oparł się o niego plecami i pocałował za uchem.
- Naprawdę? - wymruczał.
- Mhm - skinął głową, dopiero po chwili uwalniając ręce i odwracając do niego przodem, by oprzeć je na jego piersi. - Ale za godzinę mamy być u Juki, więc chyba do wieczora ci daruję.
- Szkoda - zaśmiał się Kamijo. - No ale skoro chcesz... - dodał z ociąganiem, tonem z rodzaju ,,twoja strata".
- Chcę. - Wspiął się na palce, żeby pocałować o krótko w czubek nosa. Potem odwrócił się ponownie, kierując w stronę łazienki i rzucając jeszcze przez ramię - zrobisz drugą kawę? Chyba zdążymy.
- Jasne - Kamijo skinął głową, wracając do kuchni.
Wyciągając po chwili drugą filiżankę i nastawiając ponownie wodę, nadal nie mógł uwierzyć, na co właściwie parę minut temu się zgodził. Doprawdy, tak idiotycznie nie dał się w nic wrobić już od dawna.

Ostatecznie przygotowania do opuszczenia mieszkania zajęły im nieco dłużej niż godzinę; zanim Kaya w końcu wyszedł z łazienki, wspólnie wypili kawę i zjedli śniadanie, a potem przez piętnaście minut po prostu zbierali do wyjścia, było już nieco po dziesiątej trzydzieści. Kamijo w dalszym ciągu nie wykazywał najmniejszego zapału, Kaya mówił mu coś jeszcze o długu wdzięczności. Niemal siłą ściągnięty na dół po schodach i popchnięty w kierunku samochodu, wokalista Versailles zastanawiał się, po jakim czasie taki dług wygasa.
Niedawno minęły trzy lata, jak był związany z Kayą, a wszystko zaczęło się właśnie na weselu Juki. To był koniec lata 2007 roku, wciąż doskonale pamiętał tamten dzień. Pierwszy ślub w ich niewielkiej wspólnocie był dużym wydarzeniem i zdecydowaną większość gości Juki stanowili znajomi muzycy. Uroczystość odbyła się w stylu zachodnim, w niewielkiej kaplicy, Ayano w białej sukni dosłownie promieniała i wszystko przebiegło tak pięknie, jak tylko młoda para mogła sobie wymarzyć. Potem całe towarzystwo przeniosło się do ładnej restauracji z dużym ogrodem, gdzie miało mieć miejsce przyjęcie weselne. Po części oficjalnej bardziej poważni spośród zaproszonych i część rodziny już się ulotnili, zostali głównie ludzie młodzi. Mimo to gości wciąż nie brakowało, wszyscy krążyli wokół stołów, w mniejszych, zmieniających się bez przerwy grupkach wznosząc kolejne toasty. Było dużo zabawy i tańca, występów znajomych Juki, którzy na jego życzenie kolejno wychodzili na niewielką scenę w głównej sali, dużo alkoholu, śmiechu i wygłupów. Kamijo nie pił zbyt wiele, pełniąc rolę świadka Juki, przebywał głównie w towarzystwie jego i jego żony, zagadywany dodatkowo przez kilka jej młodych kuzynek. Obserwując ze swojego miejsca resztę sali, szybko zauważył jednak, że Kaya wydawał się dziwnie zgaszony. Zazwyczaj był jedną z tych osób, których specjalnością było rozkręcanie całej imprezy, zachęcał wszystkich do tańca i bez przerwy miał wokół siebie wianuszek osób, a jego dźwięczny głos i śmiech przebijał się nawet przez ogólny gwar. Teraz siedział w jednym miejscu, bez pośpiechu sącząc szampana i głównie przysłuchując się rozmowom innych. Wyglądał wyjątkowo pięknie nawet jak na niego; lekki garnitur o bardziej damskim niż męskim kroju i ozdobiona koronkami koszula leżały idealnie na jego drobnej, szczupłej sylwetce, włosy miał starannie ułożone w lekkie loki, oczy podkreślone. Ktoś, kto go nie znał, pewnie nie zauważyłby w jego zachowaniu niczego dziwnego, ale Kamijo od razu dostrzegł, jak nieobecne było jego spojrzenie i że nawet uśmiech zdawał się nieco wymuszony. Zastanawiał się, jak możliwie taktownie przerwać rozmowę z druhną Ayano, nadzwyczaj zainteresowaną szczegółami jego działalności muzycznej i przesiąść do stołu, za którym siedział Kaya, ale okazało się to trudniejsze, niż sądził. Młoda kobieta zasypywała go pytaniami, trzepocząc przy tym rzęsami jak oszalała, jej dwie kuzynki przysłuchiwały się temu także, od czasu do czasu starając coś wtrącić i zanim się zorientował, Kaya wstał ze swojego miejsca i zbywając gestem kilku znajomych gości wołających go na parkiet, skierował się ku wyjściu z sali. Jego marynarka wisiała nadal na oparciu krzesła, więc Kamijo oczekiwał, że zaraz wróci, on jednak nie pojawiał się zaskakująco długo. Wokalista Versailles zaczynał już naprawdę denerwować się całą sytuacją i swoim unieruchomieniem wśród ciotecznych sióstr panny młodej, kiedy Juka w końcu interweniował, wtrącając się między nich i także zwracając uwagę na nieobecność Kayi. Kamijo podchwycił to natychmiast i rzucając coś w rodzaju ,,pójdę po niego", nie zwracając uwagi na niezadowolenie swoich towarzyszek, wstał i pośpiesznym krokiem opuścił salę.
Kayę znalazł na przylegającym do budynku restauracji tarasie. Siedział w ciemności na jednej z ustawionych tam szerokich kanap, obejmując rękoma ramiona i kiedy starszy do niego podszedł, nie drgnął nawet ani nie podniósł opuszczonej nisko głowy.
Kamijo wyjął z kieszeni zapalniczkę i zapalił stojącą w szklanym kloszu świeczkę, po czym usiadł obok, bez słowa zarzucając mu na ramiona swoja marynarkę. Długą chwilę milczał, patrząc na niego i mokry ślad, w świetle płomyka odznaczający się wyraźnie na jego bladym policzku.
- Chciałem odpocząć - powiedział w końcu Kaya bezbarwnym tonem, nadal wpatrując się w swoje kolana. - Od tłumu i muzyki... Trochę boli mnie głowa.
Kamijo nie odpowiedział. Mówiąc szczerze, był pewien, ze chodziło o Jukę; jak wiedział, byli kiedyś razem, co prawda krótko i ładne parę lat temu, ale jednak ten ślub mógł go nieco zasmucić, może nawet coś uświadomić?... Nie chciał na niego naciskać, ale po paru minutach ciszy, widząc, jaki jest rozbity, postanowił przynajmniej spróbować jakoś go pocieszyć.
- Nie przejmuj się Juką - powiedział łagodnie, gładząc go po okrytym swoja marynarką ramieniu. - Będą inni...
- Co?... - Kaya nagle podniósł głowę, patrząc na niego nierozumiejącym wzrokiem. Potem roześmiał się niespodziewanie, nieco histerycznie i jakby przez łzy, jedną ręką ocierając oczy, a drugą machając nerwowo w powietrzu. - Nie nie, nie chodzi o Jukę! To... nie ma nic wspólnego z nim, naprawdę. Ja... Wszystko jest w porządku.
Głos mu drżał i wyraźnie unikał jego wzroku, ale starając się złapać oddech i jakoś opanować, po kilku innych dosyć gwałtownych gestach w pewnym momencie znowu podniósł głowę. Ich twarze znalazły się nagle bardzo blisko siebie i zamarł, wstrzymując oddech i patrząc na niego rozszerzonymi oczami. Kamijo nadal obejmował go ramieniem, ich usta dzieliło od siebie najwyżej kilkanaście centymetrów, więc nie zastanawiając się nad tym, co robi, pocałował go. Kaya westchnął, zaskoczony, ale nie protestował i po krótkiej chwili przysunął się bliżej, rozchylając usta i zarzucając mu jedną rękę na szyję. Wplatając palce w jego włosy i oddając pocałunek, drugą ręką jakby odruchowo złapał go za dłoń, a Kamijo odwzajemnił uścisk, zatrzymując ją w swojej, jakby upewniając, że nie był to tylko chwilowy impuls. Rozluźnił się, kiedy go przytulił, opierając się plecami o tył kanapy i ciągnąc go za sobą, miał miękkie, słodkie usta i emanował ciepłem, tak potrzebnym w chłodną już noc.

Kiedy potem o tym myślał, mógł stwierdzić, że zakochany był w nim już od dłuższego czasu. Nie wiedział nawet, kiedy dokładnie się to zaczęło, gdy razem pracowali i spędzali wspólnie tak wiele czasu, kiedy właściwie zaczęło zależeć mu na nim coraz bardziej, jego obecność stała się dla niego w spotkaniach całej grupy najważniejsza i kiedy wszystko inne nagle zaczynało tracić na znaczeniu, jeśli jego nie było. Kaya zwracał na siebie uwagę wszystkich, którzy przebywali w jego towarzystwie swoją urodą, urokiem osobistym, sposobem bycia i... niebywałym talentem do owijania sobie innych wokół palca. Świadomie czy nie, sprawiał, że nawet spora część ich staffu wodziła za nim oczami jak głupia i dosłownie chłonęła każde słowo, jakie wyszło z jego ust. On sam na ogół szybko tracił jednak zainteresowanie; lubił się bawić, prowokować i znowu odsuwać, krążąc od jednego mężczyzny do drugiego, a jego prawdziwe intencje były dosyć trudne do odgadnięcia. Bez wątpienia Kamijo darzył specjalnymi względami, jednak i z nim obchodził się w ten sam sposób, czasem szukając jego towarzystwa, a czasem niemal go unikając. W rozmowach całej grupy prawie nie odrywał od niego wzroku i posyłał kolejne, coraz to bardziej kokieteryjne uśmiechy, żeby potem uciec pod jakimś pretekstem, gdy przypadkiem zostawali sami. Przechodząc obok niego nigdy nie zapomniał przynajmniej musnąć go lekko po ramieniu, poprawiał mu włosy, niby żartobliwie odgarniając je z jego twarzy i przygładzając z czułością, nadzwyczaj często mijał się też z nim we wszystkich najbardziej wąskich przejściach na backstage... żeby potem głośno chwalić urok osobisty ich technicznego i przysiadłszy na głośniku, z niby nieświadomie wyeksponowanymi przez krótką sukienkę nogami zagadywać plączącego się przy nim nawet we własnych danych osobistych nieszczęśnika. Obserwując spojrzenia, jakimi mierzyli go członkowie ekipy, nierzadko noszący już zresztą na palcach obrączki, Kamijo całkiem szczerze zastanawiał się, czy oni aby na pewno wiedzą, że Kaya nie jest kobietą.
On sam przez jakiś czas poważnie rozmyślał nad tym, co powinien w tej sytuacji zrobić, aż w końcu zdecydował się na przyjęcie identycznej taktyki i po prostu sprawdzenie, co się wtedy stanie. Zainteresowanie i czułe gesty odwzajemniał więc w dwójnasób, ich brak - także w ten sam sposób. W razie czego stylistki chętnie służyły mu pomocą i dawały się wciągać w rozmowy, a i obejmowanie Hizakiego w trakcie czy po ich występach przynosiło oczekiwane skutki. Kaya denerwował się wyraźnie i przyglądał temu, nie kryjąc niezadowolenia, po czym przybierał swój najładniejszy uśmiech i jakby w odwecie, przyklejał do pierwszej osoby, jaka mu się nawinęła.
Taką grę prowadzili prawie przez całe lato, na zmianę zbliżając się do siebie i oddalając. Teraz jednak, kiedy Kamijo trzymał go przy sobie, otulając swoją marynarką i głaszcząc po włosach, za nic nie zamierzał pozwolić mu znowu się odsunąć.

Potem kolejną godzinę spędzili, spacerując po otaczającym lokal ogrodzie i rozmawiając. Długo i otwarcie, po raz pierwszy całkiem szczerze dzieląc się swoimi uczuciami i kiedy w końcu powiedzieli sobie wszystko, co powiedzieć powinni i chcieli, dochodziła już dwunasta. Wtedy nagle jakaś wysoka, smukła postać z rozwianymi srebrnymi włosami pojawiła się za rogiem restauracji i zaczęła biec ku nim przez trawnik, przeskakując nad klombami i machając ręką. Stali akurat na niewielkim mostku na oczku wodnym, obejmując się nawzajem, Kaya nadal z marynarką Kamijo na ramionach i kwiatkiem z jego butonierki we włosach. Juka nie musiał pytać o nic, kiedy w końcu do nich dobiegł, z szerokim uśmiechem na twarzy od razu rzucił się ku nim z gratulacjami i jeszcze nim zdążyli mu podziękować, wcisnął Kamijo do ręki klucz do pokoju, który znajdował się nad salą i teoretycznie przeznaczony był głównie dla młodej pary. Nie chcieli go przyjąć, nie chcieli robić problemu, ale ich protesty na nic się zdały; Juka wykazał się niepodobną do siebie stanowczością i oznajmił twardo, że jest to prezent i nie podlega zwrotowi. Kiedy Kamijo i Kaya wymienili między sobą niepewne spojrzenia, nie dał im nawet dojść do głosu i zaczął zapewniać, że do jutrzejszego dnia do południa nikt nie ma prawa nawet tam zapukać, że wszystko jest gotowe, a oni z Ayano od początku nie mieli zamiaru tam iść, ,,nie prześpię chyba własnego wesela, do cholery". Na koniec zagroził im jeszcze, ze jeżeli klucza nie przyjmą, wrzuci go do oczka i dopiero wtedy wszyscy trzej będą mieli problem i gdy na potwierdzenie tych słów wychylił się przez brzeg mostu, z wyciągniętą nad wodą ręką patrząc na nich wyczekująco, byli zmuszeni się zgodzić. W gruncie rzeczy nie mieli nic przeciwko; mimo wszystko nie uśmiechało im się spędzić reszty nocy na tarasie, a na powrót do sali nie mieli ochoty już zupełnie.
W przedsionku restauracji Juka wskazał im prowadzące na górę duże, rzeźbione schody i śmiejąc się nieco po drodze z siebie i całej sytuacji, poszli.
Pokój był duży, pięknie urządzony i całkiem porządnie wyposażony. Ktoś, kto go projektował, zadbał chyba o wszystkie szczegóły i przewidział wszystkie życzenia, jakie mogły mieć co do niego młode pary, tak, że chyba żadna nie miałaby nic przeciwko spędzeniu tutaj swojej nocy poślubnej. Fakt, że się tutaj znaleźli, bawił ich jeszcze przez parę minut, gdy oglądali wszystkie sprzęty, wazony z kwiatami i pastelowe obrazki na ścianach. Po co przyszli, obaj wiedzieli jednak doskonale; napięcie między nimi rosło stopniowo od chwili, gdy Juka wręczył im klucz, osiągając w tej chwili swoje apogeum. Na tę noc obaj długo czekali, a teraz wreszcie byli sami, mając dużo czasu i piękny pokój tylko do swojej dyspozycji.
Jeszcze względnie spokojnie, Kamijo jakby od niechcenia wyciągnął z kieszeni zapalniczkę i zaczął zapalać nią po kolei poustawiane na meblach świeczki. Słyszał, jak za nim Kaya zaciąga starannie zasłony, by spod restauracji nie było widać w oknach światła i uśmiechnął się mimowolnie, kiedy po chwili zbliżył się do niego niemal bezszelestnie, stając za jego plecami i przytulając do nich lekko.
- Nie zmarzłeś w samej koszuli? - spytał cicho, prawie szeptem, przesuwając palcami po jego ramieniu i opierając na nim podbródek.
- Nie przy tobie - odparł tym samym tonem, odkładając zapalniczkę na meble.
Na to Kaya uśmiechnął się, całując go lekko w ucho. Kamijo czuł jego ciepło i zapach perfum, kiedy przez chwilę trwał w tej pozycji i, obejmując go jedną ręką i owiewając oddechem jego policzek, bawił się wstążką, którą ten związał z tyłu swoje długie włosy. W końcu rozplótł ją delikatnie i rozpuścił je, przeczesując ostrożnie palcami i przyciskając do niego jeszcze bardziej, wtulił w nie twarz. Pozwolił mu na to, wyciągając do tyłu ręce, żeby objąć go w pasie i odchylił lekko głowę, kiedy sięgnął ustami do jego szyi, wciąż jeszcze delikatnie muskając skórę miękkimi wargami. Jego oddech już stał się głębszy i lepiej wyczuwalny, jedna dłoń błądziła w okolicy jego brzucha. Ciało starszego jakby tylko na to czekało, natychmiast reagując na dotyk, wcześniejszy spokój w kilka chwil zdążył odejść w zapomnienie.
Nie czekając dłużej, obrócił się do Kayi, przyciągając go bliżej siebie za biodra i całując głęboko w usta. Natychmiast wyszedł mu naprzeciw, odwzajemniając pocałunek i wspiąwszy się na palce, przycisnął do niego całym swoim szczupłym, zgrabnym ciałem, obejmując go mocno za szyję i prowokująco ocierając udem o jego nogę. Kamijo nie potrzebował już lepszego bodźca; nie przerywając pocałunku, złapał go wpół i podniósł, by zaraz niemal rzucić na łóżko za nimi.
Tak naprawdę chciał tego, odkąd tylko go poznał i zaczęli razem pracować, powstrzymując się najpierw przez przyzwoitość, a potem także przez uczucia, jakie zaczął do niego darzyć. Nie chciał potraktować go przedmiotowo ani broń Boże skrzywdzić, zbyt wcześnie dopuszczając do takiej sytuacji, chociaż wiedział, że on najprawdopodobniej nie miałby nic przeciwko spędzeniu z nim nocy nawet znacznie wcześniej. Czekał więc długo, a teraz, kiedy sytuacja wreszcie była jasna i mógł zrobić z nim wszystko to, co od dawna chciał, wiedział, że nie powstrzyma się ani chwili dłużej. Z pożądania wręcz szumiało mu w uszach i kiedy tylko obaj znaleźli się na poduszkach, natychmiast przywarł ustami do jego szyi, całując i przygryzając delikatną skórę, aż z ust młodszego wyrwał się krótki okrzyk i odrzucił do tyłu głowę, zatapiając palce w jego włosach. Oddychał szybko, Kamijo czuł jak jego pierś opada i unosi się, napierając na jego własną i doprowadzało go to do szaleństwa. Przesunął się niżej, rozpinając po kolei guziki jego koszuli i obsypując pocałunkami każdy odsłaniany fragment ciała, a Kaya pozwalał mu na to, wijąc się pod wpływem dotyku, wzdychając i głaszcząc obiema dłońmi jego włosy i kark. Nie miał jednak zamiaru dać się całkiem zdominować; kiedy starszy objął go w pasie i pociągnął do siadu, żeby zdjąć mu materiał z ramion, znowu przywarł do jego ust, całując go jeszcze namiętniej i zręcznymi dłońmi rozwiązując mu przy tym krawat. On także wyraźnie nie miał w tej chwili ochoty na odwlekanie tego, do czego miało dojść i zaraz przerwał pocałunek, klękając przed nim, by zająć się zdejmowaniem z niego koszuli. Jego ruchy były szybkie i niecierpliwe, oddech przyspieszony, jego piękne ciemne oczy płonęły pożądaniem. Kamijo nie mógł oderwać od niego wzroku i z trudem powstrzymywał się, by nie wyręczyć go i samemu nie zerwać z siebie ubrania, tylko po to, by szybciej przycisnąć go z powrotem do siebie. Zamiast tego wodził dłońmi z góry na dół po jego talii i biodrach, rozkoszując dreszczem, który czuł na gładkiej skórze. Kiedy w końcu jego koszula została rzucona gdzieś poza łóżko, natychmiast złapał go za pasek i przyciągnął bliżej, by usiadł mu na kolanach i znowu zaczął całować, wsuwając przy tym obie dłonie w jego spodnie, pod bieliznę. Kaya zadrżał na to i ugryzł go lekko w dolną wargę, przyciskając się do niego jeszcze bardziej i zaciskając ręce na jego ramionach. Czując go tak blisko siebie, Kamijo panował nad sobą z coraz większym trudem, jego spodnie były już nieznośnie ciasne. Cofnął ręce, by znowu pociągnąć go za pasek do góry, tak, że klęknął znowu nad nim. Przesunął usta na jego szyję, pieszcząc ją ustami i językiem, podczas gdy na oślep rozpiął jego spodnie, by szybko zsunąć je ze szczupłych bioder razem z bielizną. Przez chwilę gładził wewnętrzną stronę jego ud, delikatnie i drażniąco, mimo zaślepiającego pożądania chcąc jeszcze usłyszeć kilka jego urywanych, zniecierpliwionych westchnień. Nagle młodszy złapał go za włosy i szarpnął, zmuszając do podniesienia głowy i jeszcze raz wpijając się w jego usta. Jedną dłonią ściągnął do końca spodnie i zrzucił wraz z bielizną na podłogę, by potem znowu usiąść na jego udach, przysuwając się do niego tak blisko, jak tylko się dało i obejmując kolanami jego biodra. Nie zamierzał dłużej czekać i ocierał się o niego całym ciałem, gorączkowym szeptem błagając o dotyk. Kamijo uśmiechnął się na to i pocałował go pod uchem, jedną ręką otaczając go mocno w pasie, a drugą kierując ku jego pośladkom.
- Kochasz mnie? - spytał.
- Tak! - Jego odpowiedź przeszła w jęk, kiedy starszy delikatnie wsunął w niego zwilżony śliną palec. Drżał lekko, jeszcze mocniej zaciskając dłonie na jego ramionach, a jego oddech przeszedł w płytkie dyszenie. Kamijo dał mu chwilę na przyzwyczajenie się, po czym zebrał w drugą dłoń jego włosy, przytrzymując za nie jego twarz przy swojej i z satysfakcją obserwując jego reakcję, powoli dodał drugi palec. Kolejny jęk wyrwał się z jego ust, wywołując dreszcz na skórze drugiego wokalisty.
- Tak... Proszę - wydusił przez zaciśnięte zęby, odchylając głowę i opierając ją na jego dłoni i odruchowo poruszając lekko biodrami.
Był w tej chwili taki piękny, jego ciało gorące, każdy mięsień napięty. Podniecenie, które czuł Kamijo stawało się już wręcz bolesne, ale zagryzł usta i pieścił go dłuższą chwilę, pozwalając, by opadł twarzą w jego szyję, obejmując go silnie i oddychając ciężko i nierówno z ustami przyciśniętymi do jego skóry. Krzyknął krótko, zaskoczony, kiedy jedna z dłoni Kayi zacisnęła się nagle na jego kroczu i usłyszał, jak śmieje się cicho między westchnieniami, wyraźnie dumny z jego reakcji. Mimowolnie odchylił do tyłu głowę i zamknął oczy, poddając się dotykowi i nie przerywając ruchów ręki w jego ciele, drugą oparł się z tyłu o materac. Kaya drżał z przyjemności, nieco chaotycznie całując go po odsłoniętej szyi i pieszcząc ją szybkim, gorącym oddechem, położył jedną rękę na jego karku, a przy tym kilkoma wprawnymi ruchami drugiej rozpiął pasek jego spodni i rozsunął rozporek, w końcu uwalniając go od gniotącej tkaniny. Upragniony dotyk jego zręcznych palców sprawił, że Kamijo z trudem utrzymał się w pozycji siedzącej. Szarpnął odruchowo biodrami, zagryzając usta i tłumiąc przeciągły jęk, na co młodszy aż zamruczał z zadowolenia, wplatając dłoń w jego włosy i przyciągając do pocałunku.
- Zrób to - szepnął mu w usta namiętnie. - Teraz...
Nie musiał powtarzać dwa razy; Kamijo cofnął rękę i chwycił go obiema za biodra, przerywając pocałunek, żeby popchnąć go na materac. Z jego drobną pomocą pozbył się reszty ubrania, jednym kopnięciem rzucając je niedbale gdzieś za brzeg łóżka, by zaraz zsunąć się nieco niżej, tak, że znalazł się między jego rozchylonymi udami. Kaya natychmiast objął ramionami jego szyję, zatrzymując przy sobie, oddychał szybko i płytko, przygryzając lekko dolną wargę i wpatrując się w niego błagalnie. Kamijo nie był w stanie myśleć już o niczym innym niż o tym, by jak najszybciej znaleźć się w nim, ale powstrzymywał się jeszcze na chwilę, by odgarnąć z jego twarzy opadające na nią loki i jeszcze raz pocałować rozchylone usta. Potem wsunął jedną rękę po jego biodra i czując, jak jego szczupłe nogi mocniej obejmują go w pasie, a palce niemal boleśnie wpijają się w ramiona, wszedł w niego jednym zdecydowanym ruchem. Od fali nagłej rozkoszy, która rozeszła się po jego ciele aż zakręciło mu się w głowie, a Kaya zadygotał gwałtownie i z jego ust wyrwał się krótki, przechodzący w jęk okrzyk. Puścił jego szyję, odruchowo próbując uchwycić dłońmi powietrze, by zaraz złapać go z powrotem za włosy, przyciskając jego twarz do swojej szyi. Kamijo ugryzł go lekko nad obojczykiem, przesuwając dłoń od jego bioder przez brzuch i pierś na ramiona, by zaraz, oparty na łokciach, wsunąć obie pod jego plecy i przytulić go do siebie, kiedy zaczynał poruszać biodrami, szybko budując właściwy rytm. Na początku powoli i dosyć ostrożnie, obsypując jego szyję pocałunkami, ale kiedy upewnił się, że nie sprawia mu zbyt dużego bólu, przyspieszył nieco, unosząc głowę znad jego rozgrzanej, pachnącej perfumami skóry, by móc złapać oddech i odrzucić z twarzy włosy. Wrażenia były niesamowite, a widok twarzy Kayi, jego zaciśniętych powiek i otwartych w niemym krzyku ust jeszcze je potęgował. Czując nową falę podniecenia uderzającą do głowy, pchnął nieco mocniej, zaciskając dłonie na jego barkach i chwytając palcami za włosy, by odchylić do tyłu jego głowę i przycisnąć usta do skóry pod podbródkiem.
- Krzycz dla mnie – zażądał niskim, ochrypłym głosem. – Nikt inny nie usłyszy…
Faktycznie, dobiegająca ze znajdującej się pod pokojem sali muzyka skutecznie chroniła ich przed ewentualnym zainteresowaniem ze strony bawiących się gości. Kaya wypełnił polecenie, łapiąc jego twarz w dłonie i przyciągając bliżej, by go pocałować, w rytmie ich ruchów jęczał głośno w jego usta. Kiedy Kamijo trafił w najczulszy punkt, gwałtownie przerwał pocałunek, z ostrym krzykiem odrzucając głowę w bok i szarpiąc spazmatycznie całym ciałem. Jego paznokcie wbijały się w plecy starszego, z pewnością zostawiając ślady, ale podobał mu się ten ból. Rozkosz wręcz go zaślepiała, z każdym pchnięciem coraz silniejsza, jakiekolwiek sensowne myśli już dawno uciekły z jego głowy, a upływające minuty zlały się w jedną, powalającą intensywnością chwilę. Kaya wił się pod nim, zaciskając i rozluźniając mięśnie, w jednej dłoni ściskał róg poduszki i wbijał w niego zęby, urywanym, przytłumionym przez poszewkę głosem błagając, by nie przestawał i raz po raz głośniej wykrzykując jego imię. Kamijo podsunął jedną dłoń pod jego usta, pozwalając ugryźć się na tyle mocno, by został na niej ślad zębów. To na chwilę nieco go otrzeźwiło i podciągnął się trochę wyżej, by jeszcze raz go pocałować, niemal kąsając przy tym jego usta. Znowu odgarnął mu z twarzy loki, które przykleiły się do niej, gdy rzucał głową po poduszce i odwrócił ją w kierunku swojej, zmuszając, by otworzył oczy.
- Patrz na mnie – wydyszał z trudem, nie zwalniając tempa, a drugą ręką jeszcze bardziej przyciskając go do siebie, tak blisko, jak tylko mógł.
Od zaciskania powiek jego ciemnobrązowe tęczówki zaszły łzami, a spojrzenie było półprzytomne z rozkoszy, ale i tę prośbę starał się wykonać, mrużąc oczy mimowolnie i trzepocząc rzęsami, ale nie odrywając od niego wzroku. Jego jęki stawały się coraz dłuższe i głośniejsze, kiedy starszy uniósł nieco jego biodra i przyspieszył jeszcze, czując, że za chwilę obaj dojdą. Paraliżująca go rozkosz była już tak intensywna, że po chwili sam zamknął oczy, opadając twarzą w jego szyję i krzycząc w nią mimowolnie. Kaya szczytował zaraz potem z jego imieniem na ustach; całym jego ciałem wstrząsnął gwałtowny spazm, a plecy wygięły się w łuk, gdy z całej siły oplatał go nogami w pasie i chwytał dłońmi kołdry, wpijając się w nią drżącymi palcami i krzycząc niemal jak z bólu. Kamijo doszedł chwilę po nim, zaciskając ręce na jego mokrej od potu talii, tak jak wcześniej on znacząc gładką skórę śladami paznokci i jeszcze raz gryząc go nad samym obojczykiem. Potem opadł na niego bezwładnie, oszołomiony, dysząc ciężko i przyciskając usta do jego szyi, tak, że czuł pod ustami jego przyspieszone tętno, obejmował go wpół. Kaya rozluźnił się także, zamykając oczy, jego nogi osunęły się z powrotem na materac, głowa opadła mu na ramię i tylko drżącymi palcami jednej dłoni głaskał go lekko po łopatce.
Minęło kilka minut, kiedy leżeli w tej pozycji, uspokajając się i odpoczywając. Później Kamijo podniósł się ciężko, by zaraz obrócić na bok, ciągnąc młodszego za sobą i uśmiechając z zadowoleniem, sięgnął do jego ust po pocałunek. Tym razem długi i czuły, nieco leniwy, przerywany miłosnymi wyznaniami i cichym śmiechem. Dopiero potem, kiedy Kaya ułożył się wygodnie z głową na jego obejmującym go ramieniu, miał szansę, by w spokoju podziwiać jego ciało. Było jeszcze piękniejsze, niż sobie wyobrażał, szczupłe, delikatne i zadbane. Wydawał się nieco zawstydzony tym, jak uważnie mu się przyglądał, z nieśmiałością, jakiej się po nim nie spodziewał, wtulał nos w jego szyję, a policzki barwił mu lekki rumieniec. To trochę starszego rozbawiło; szepcząc mu do ucha komplementy i całując jego brzeg, gładził jasną skórę, przesuwał opuszkami palców od jego talii po biodrze aż po uda. Wciąż pragnął go dotykać, ale tym razem nie miał powodu do pośpiechu. Było dopiero nieco po pierwszej, nadal zostało im dużo czasu. Początkowa senność, która ich ogarnęła, zniknęła równie szybko, kiedy Kamijo pozwalał dłoniom coraz śmielej błądzić po ciele młodszego, nie zaprzestając przy tym lekkich pocałunków składanych na jego twarzy i szyi. Nie trwało to długo, nim oddech Kayi znowu przyspieszył, a on sam, nieco ośmielony, zaczął odwzajemniać pocałunki, gorącym szeptem i lekkimi zmianami pozycji podpowiadając mu, co ma robić. Kamijo wypełniał wszystkie sugestie, skupiony tylko na nim, upajając się westchnieniami, które otrzymywał w odpowiedzi i ciesząc powolnym poznawaniem jego ciała. Wkrótce do jego rąk dołączyły też usta i nadal bez pośpiechu, dotykał i całował każdy centymetr nagiej skóry, jego nogi, brzuch, wewnętrzną stronę dłoni. Kaya na wszystko mu pozwalał, prowadząc go tylko subtelnymi ruchami jednej ręki, poza tym w pełni poddając się jego woli. Oczy miał zamknięte, oddychał równo, ale głośno, dreszcz raz za razem przenikał jego ciało, coraz bardziej rozgrzane przez dotyk starszego mężczyzny i reagujące wręcz idealnie względem jego zamierzeń. Na niego samego też silnie działało to, co robił i nie protestował, kiedy ciemnowłosy zatrzymał go niespodziewanie i pociągnął tak, by ponownie położył się obok niego. Wplatając jedną dłoń w jego włosy i całując go w usta, podniósł się zgrabnym ruchem i usiadł mu na biodrach.
Kochali się po raz drugi, tym razem dłużej i delikatniej, bez zbędnego pośpiechu, skupieni na wzajemnej bliskości i dzielonych doznaniach, nasilających się powoli, stopniowo. Kamijo pozwolił Kayi na przejęcie inicjatywy, trzymając go za biodra i dopasowując do tempa jego ruchów, podążając za nim, kiedy przyspieszał lub zwalniał, wsłuchany w jego piękny głos i własne imię w jego westchnieniach i jękach. Nie dało się nie zauważyć jego doświadczenia; w każdej sekundzie zdawał się doskonale wiedzieć, co robi, być może bardziej instynktownie niż świadomie i nie było też trudno w pełni się mu poddać. Zupełnie pozbawiało go to poczucia czasu i nie wiedział nawet, ile go minęło, kiedy jego wrażenia nagle zaczęły jeszcze przybierać na intensywności, z każdym mocnym, szybkim ruchem bioder Kayi coraz bardziej dojmujące, wręcz idealnie pełne i oszałamiające. Zacisnął ręce na jego gorących, mokrych od potu udach, czując, jak chwyta się mocno obiema dłońmi jego przedramion, z trudem łapiąc oddech i utrzymując stałe tempo. Wstrzymywał się resztką sił, zaciskając zęby i wijąc pod nim z odchyloną do tyłu głową, dopóki nie poczuł, jak drży gwałtownie, znowu głośno wołając jego imię i jeszcze zanim po paru sekundach osunął się na niego bez tchu, szczytował także.
Dopiero po dłuższej chwili dreszcze przestały przenikać jego ciało, a podniecenie zastąpiły znowu błogie spełnienie i cudowny spokój. Ostatnim wysiłkiem przytulił Kayę do siebie i obrócił się z nim na bok, starając się wyrównać oddech i odgarniając do tyłu jego włosy, całował go po mokrym czole. Młodszy ułożył się wygodnie w jego objęciach i zwijając w kłębek jak kot, usnął niemal natychmiast, wyczerpany. Kamijo także ogarniała przyjemna senność, ale panował nad nią, leżąc tak bez ruchu, z twarzą wtuloną w jego ramię i dopiero po paru minutach uniósł się lekko, by jedną ręką naciągnąć na nich narzutę. Mimo wszystko wypadało, by opuścili ten pokój jeszcze zanim wesele się skończy, więc z uwagą nasłuchiwał dobiegającej z dołu muzyki, wpatrując się w płomyki stojących na meblach świec i bezwiednie głaszcząc uśpionego kochanka po plecach, unoszących się i opadających w miarowym oddechu pod jego dłonią. Sam nie potrzebował teraz snu, zamiast tego po prostu ciesząc od dawna wyczekiwaną chwilą, tylko o nim teraz myślał i ze spokojem w sercu czuwał nad jego odpoczynkiem. Dopiero sporo później pozwolił sobie zamknąć oczy i drzemał nieco, wciąż jednak pozostając przy świadomości, gotowy, by w razie czego podnieść się w każdej chwili.
Obudzić Kayę zdecydował się dopiero po czwartej, kiedy zza okna zaczęły dochodzić go ciche śpiewy ptaków. Część małych świeczek, starczających z wyjątkową precyzją na cztery godziny, już się dopaliła, więc w pokoju zrobiło się ciemniej, a wiedział, że kiedy zgasną wszystkie, naprawdę ciężko będzie im się podnieść. Mocniej objął młodszego w pasie i przycisnął usta do jego ramienia, mrucząc jakieś zachęcające do pobudki słowa i głaszcząc go jedną dłonią po włosach.
W końcu Kaya z pewnym trudem otworzył oczy.
- Już? – jęknął niewyraźnie, odwracając głowę, żeby popatrzeć na niego półprzytomnie. – Jeszcze grają…
- Przeniesiemy się do mnie – odparł Kamijo i pocałował go w skroń, przechylając się nad nim i sięgając do włącznika stojącej na szafce nocnej lampki. Potem wstał z łóżka i przecierając w świetle oczy, zaczął zbierać z podłogi porozrzucane części garderoby. – Będzie wygodniej, tam bardziej się wyśpimy i możemy wziąć prysznic.
- Razem?
Zdążył już usiąść i patrzył na niego z lekkim uśmiechem, nadal nieco zaspany, ale z uwagą. Kamijo nie odpowiedział, tylko zaraz wczołgał się z powrotem na materac, rzucając obok ich ubrania i całując go ponownie.
- A co, jeszcze nie masz dosyć? – wymruczał mu w usta.
- Nie moja wina, że tak na mnie działasz – zachichotał w odpowiedzi, puszczając go niechętnie i opadając z powrotem na poduszkę. Na jego twarzy zostały już tylko resztki makijażu, a loki ciężko było uznać za ułożone w jakąkolwiek sensowną fryzurę, ale wydawał mu się w tej chwil nawet jeszcze ładniejszy, niż wcześniej.
- No to ubierz się szybko i chodź ze mną – powiedział z uśmiechem.
Skinął głową na znak zgody, jednak nadal nie spieszył się specjalnie, zrzucając z siebie kołdrę i wciąż w pozycji leżącej, powoli zaczynając wciągać na siebie ubrania. Ze spodniami poszło mu to dosyć łatwo i dopiero założenie koszuli wymagało bardziej skomplikowanych manewrów, ale mimo to nie podjął wysiłku podniesienia się z łóżka. Leżąc na nim na wznak i nieśpiesznie zapinając po kolei guziki, z uśmiechem przyglądał się, jak Kamijo, już ubrany, poprawia przed lustrem krawat i z powrotem związuje włosy wstążką. Kiedy starszy założył zostawioną przez Kayę na fotelu marynarkę, starannie wygładził cały garnitur i w końcu uznał swój wizerunek za zadowalający, wygasił jeszcze wszystkie świeczki i odsłonił okna. Dopiero potem wrócił do swojego kochanka, chcąc nie chcąc siłą zwlekając go z łóżka za ręce. Kiedy mu się to udało, Kaya zaśmiał się tylko i uwiesił na jego szyi, przyciągając go do pocałunku. Kamijo odwzajemnił go krótko, z rozbawieniem przygładzając mu włosy i jeszcze raz pociągnął go w kierunku drzwi. Nie opierał się już dłużej i w końcu wyszli, gasząc po drodze lampkę i starannie zamykając za sobą pokój na klucz.
Na dole muzyka grała już nieco ciszej i towarzystwo znacznie się przerzedziło; zostali już tylko najbardziej wytrwali (lub najbardziej pijani) goście, a wśród nich, jak można się było spodziewać, znalazła także reszta Versailles. Kiedy podeszli do ich stołu, podnieśli taki krzyk, że cała reszta sali momentalnie zwróciła się w ich stronę, z zainteresowaniem patrząc, jak czterech jeszcze przed chwilą kompletnie zalanych młodych mężczyzn rzuca się ku dwom nowo przybyłym, jeden przez drugiego wyjąc, klaszcząc, ściskając ich i klepiąc po plecach. Nawet sami państwo młodzi, chyba najbardziej ze wszystkich obecnych trzeźwi, dołączyli do nich po chwili, z połowie przerywając wolny taniec.
- Wypiliśmy za was już pięć toastów! – oznajmił Juka z szerokim uśmiechem.
Śmiali się i dziękowali wszystkim i każdemu z osobna, pozwalając pociągnąć się na miejsca za stołem i wcisnąć sobie w ręce kieliszki, natychmiast obskoczeni przez resztę grupy z każdej strony i zmuszani do szczegółowych, choć w gruncie rzeczy zbędnych wyjaśnień. Mimo wszystko należało się im przynajmniej te pół godziny, wszyscy szczerze cieszyli się ich szczęściem. Kamijo odpowiadał więc cierpliwie na wszystkie pytania (w tym stanie ich kojarzenie poszczególnych faktów i łączenie ich ze sobą było jednak trochę spowolnione), podczas gdy Kaya, z nieprawdopodobnym jak na niego spokojem, siedział przy nim na tyle blisko, na ile pozwalały oddzielne krzesła i znad jego obejmującego go ramienia niby to przypadkiem spoglądał od czasu do czasu z satysfakcją w stronę kuzynek Ayano, obserwujących ich z dosyć niewyraźnymi minami.
A Juka, zawsze skromny, emanujący spokojem Juka, który w tamtej chwili tylko z uśmiechem słuchał ich opowieści, dopiero dużo później zdradził im, że chcąc przerwać ich nieustanne podchody i zmusić do jakichś działań, zaaranżował całą sytuację i nieco podkręcił zainteresowanie zaproszonych kobiet osobą Kamijo, opowiadając im, jakoby miał on w planach rozejrzeć się na tym weselu za potencjalną dziewczyną.

Od tamtej pory minęły już ponad trzy lata i wydarzyło się jeszcze bardzo wiele zarówno rzeczy pozytywnych, jak i takich, o których obaj woleliby zapomnieć, niemniej tamten dzień zapisał się w pamięci Kamijo wyjątkowo dokładnie. Lubił do niego wracać i z uśmiechem wspominał go po raz kolejny także teraz, gdy jechali do Juki. Kaya także musiał chyba myśleć o tym samym, bo i on całą drogę milczał, a kiedy skręcali już na prowadzącą na osiedle uliczkę, nagle dotknął jego dłoni i patrząc mu w oczy, rzekł z uśmiechem:
- Nadal mam tamten kwiatek z twojej butonierki, wiesz?
Kamijo nie odpowiedział, parkując na najbliższym wolnym miejscu i wyłączywszy silnik, odwrócił się w jego stronę, by przyciągnąć go bliżej siebie i pocałować.
- Wypadł mi z włosów, kiedy się kochaliśmy – dodał po chwili młodszy, obejmując jego szyję ramionami – ale rano znalazłem go na podłodze.
- Wcale nie musimy iść teraz do Juki – powiedział mu Kamijo do ucha z przekonaniem, ale na tę desperacką próbę tylko się roześmiał, odsuwając ponownie.
- Musimy – stwierdził, całując go krótko w policzek i rozpiął pasy, otwierając drzwi i podnosząc się z miejsca. – Chodź.
Kamijo tylko westchnął z rezygnacją, chcąc nie chcąc podążając za nim.

_________________

Tonight, in the darkness of twilight
I want to fall asleep in your arms
As a shivering, broken marionette

I, broken marionette,
Am laughing with a slight embarrassment
Because if you only wish me
To give up everything else for you, I'll do it

I do not want to know anything more
I do not need anything else
I do not need anything

Kaya - Marionette
.


Ostatnio zmieniony przez Shadow dnia Nie Cze 05, 2011 11:13 pm, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Go down
http://www.versailles.jun.pl
Oreiteia
Yuki-chan


Liczba postów : 1262
Join date : 30/01/2011
Age : 22
Skąd : Lidzbark Warmiński

PisanieTemat: Re: [Z] Not so daily day [3/3]   Sob Lut 12, 2011 12:37 am

Złamałam zasadę "od 18 l;at", ale chyba będzie mi to wybaczone, nie mogłam się powstrzymać przed przeczytaniem Twojego tekstu.

Ge-nial-ne!

Błędów wyraźnych nie ma, w niektórych momentach brak przecinka, nie pamiętam dokładnie gdzie. Tylko jedno wyraźnie raziło mnie w oczy "Wplatając jedną dłoń w jego włosy i całując go w ustami i całując go w usta, podniósł się zgrabnym ruchem i usiadł mu na biodrach."

Pierwszy raz czytałam akt miłosny w Twoim wykonianiu i nie zawiodłam się. Wręcz przeciwnie, nadal siedzę cała rumiana i zapewne będę miała "kosmate" sny ^ ^
I czekam z niecierpliwością na kolejną część.
Mówił Ci kiedyś ktoś, że świetnie piszesz?
Powrót do góry Go down
Rei-chan
J-legenda


Liczba postów : 2010
Join date : 04/01/2011
Age : 20
Skąd : Z piekła...

PisanieTemat: Re: [Z] Not so daily day [3/3]   Sob Lut 12, 2011 2:08 am

Ja.
Pierdolę.
Wpędzasz mnie w kompleksy...
To jest naprawdę niesamowite. Nie jest jakieś wydumane i niemożliwe, ale odbiega od tego ustalonego schematu fików z j-rocka. Naprawdę przyjemnie się to czyta, lemon jest cudowny, taki pełny uczuć, emocji i pasji, że czyta się go z zapartym tchem...
Nie zawiodłam się, to jest nieziemskie.

Jedyny błąd, jaki zauważyłam, nie licząc tego, co napisała Yuki, to literówka:
Cytat :
- Mimo wszystko myślę, że jestem zmuszony jakoś się ukarać.
Tam chyba powinno być "cię" o ile się nie mylę...

Wena!
Powrót do góry Go down
pucchan
Pogo napierdalacz


Liczba postów : 96
Join date : 07/08/2010
Age : 22
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: [Z] Not so daily day [3/3]   Sro Lut 16, 2011 5:15 pm

Bardzo podoba mi się początek, jest taki niby zwyczajny, a pełen drobiazgów, np. to zgaszenie papierosa w doniczce i rozdmuchiwanie dymu, komórka leżąca na stole od poprzedniego wieczora - od razu na myśl przychodzi to, co mogło się tamtego wieczora zdarzyć, tego typu rzeczy. Mam upodobanie do drobiazgów xD Twoi bohaterowie są tacy... żywi, prawdziwi, nie są przerysowanymi postaciami, łatwo sobie wszystko wyobrazić.
Opis wesela przeczytałam co do słowa, chociaż zwykle zdarza mi się opisy pomijać, bo są nudne, ale jak już wspomniałam, Twoje drobiazgi robią swoje i w tym przypadku zrobiły tak, że bardzo przyjemnie mi się to wszystko czytało.
Do części lemonowej też zarzutów nie mam, nie było gryzienia w ramię ani innych takich wkurzających rzeczy xD
W sumie tu nie ma do czego mieć zarzutów, po prostu Twoje ficki mi się podobają i nic na to nie poradzę xD Zobaczymy, jak dalej to pociągniesz, ale coś mi mówi, że mimo że nie lubię dzieci i nie bardzo podchodzi mi połączenie jrockowcy + dzieci, to mi się będzie podobało, a więc czekam na więcej :D
Powrót do góry Go down
http://lastfm.pl/user/pucchans
Shadow
Edytor Pogrzebowy


Liczba postów : 679
Join date : 11/03/2010
Age : 23
Skąd : Chełm / Warszawa

PisanieTemat: Re: [Z] Not so daily day [3/3]   Nie Lut 20, 2011 11:06 pm

Bardzo dziękuję wszystkim za komentarze! <33
Oreiteia napisał:
Złamałam zasadę "od 18 l;at", ale chyba będzie mi to wybaczone, nie mogłam się powstrzymać przed przeczytaniem Twojego tekstu.
Nie przejmuj się, nie znam nikogo, kto by tego przestrzegał XDD Wypada ostrzec, ale tak poza tym, to wiadomo, że każdy jak chce to i tak przeczyta. I nawet nie oczekuję niczego innego XDD
Oreiteia napisał:
Tylko jedno wyraźnie raziło mnie w oczy "Wplatając jedną dłoń w jego włosy i całując go w ustami i całując go w usta, podniósł się zgrabnym ruchem i usiadł mu na biodrach."
Dziękuje za zwrócenie uwagi, nie mam pojęcia, jakim cudem nie zauważyłam tego przy czytaniu x___x To jest właśnie to, czym skutkuje przepisywania ficka w szkolnej bibliotece, jednym uchem słuchając filmu o okultyzmie >>
Oreiteia napisał:
Pierwszy raz czytałam akt miłosny w Twoim wykonianiu i nie zawiodłam się. Wręcz przeciwnie, nadal siedzę cała rumiana i zapewne będę miała "kosmate" sny ^ ^
I czekam z niecierpliwością na kolejną część.
Mówił Ci kiedyś ktoś, że świetnie piszesz?
Bardzo dziękuję! <33 Naprawdę się starałam przy pisaniu tego lemona, bo robię je rzadko, więc proste to nie jest, a chciałam, żeby naprawdę dobrze wyszedł, także bardzo miło mi to słyszeć *^^*
Rei-chan napisał:
Ja.
Pierdolę.
Wpędzasz mnie w kompleksy...
To jest naprawdę niesamowite. Nie jest jakieś wydumane i niemożliwe, ale odbiega od tego ustalonego schematu fików z j-rocka. Naprawdę przyjemnie się to czyta, lemon jest cudowny, taki pełny uczuć, emocji i pasji, że czyta się go z zapartym tchem...
Nie zawiodłam się, to jest nieziemskie.
*blush* Dziękuuuję! <3 Naprawdę się cieszę, jeżeli od tego schematu odeszłam; może faktycznie trochę to niekonwencjonalne, dawać od razu lemona w pierwszej części, podczas gdy na ogół zostawia się takie rzeczy na ostatnią... Ale mi pasowało tak i tak zrobiłam XD
Wskazany błąd też już poprawiłam, dzięki ^^
pucchan napisał:
Bardzo podoba mi się początek, jest taki niby zwyczajny, a pełen drobiazgów, np. to zgaszenie papierosa w doniczce i rozdmuchiwanie dymu, komórka leżąca na stole od poprzedniego wieczora - od razu na myśl przychodzi to, co mogło się tamtego wieczora zdarzyć, tego typu rzeczy. Mam upodobanie do drobiazgów xD Twoi bohaterowie są tacy... żywi, prawdziwi, nie są przerysowanymi postaciami, łatwo sobie wszystko wyobrazić.
I po raz kolejny dziękuję! Za wyczerpujący komentarz i tak miłe słowa ^^ Ja również mam zamiłowanie do drobiazgów i staram się, żeby wszystko było jak najbardziej szczegółowe i łatwe do wyobrażenia sobie, więc naprawdę miło mi, jeśli mi to wychodzi *kłania się*
pucchan napisał:
Zobaczymy, jak dalej to pociągniesz, ale coś mi mówi, że mimo że nie lubię dzieci i nie bardzo podchodzi mi połączenie jrockowcy + dzieci, to mi się będzie podobało, a więc czekam na więcej :D
Ja też nie lubię dzieci, więc rozumiem XD To połączenie wzięło się stąd, że Juka prawdopodobnie naprawdę to dziecko ma - było to dosyć znane info chyba ze dwa lata temu, teraz już nie pamiętam, skąd wyszło... No ale było i nie mogłam się powstrzymać, żeby tego nie wykorzystać i nie poznęcać nad Kamijo XDD


No, to teraz ciąg dalszy!
Część: 2/3
Słów: 5474 w tej części
Ostrzeżenia: Tym razem chyba brak
Komentarz: Znowu autobeta, więc mogłam coś pominąć, jak zwykle będę wdzięczna za wskazanie <3
~~

- No, jesteście nareszcie!
Juka otworzył im drzwi niemal natychmiast, gdy Kaya nacisnął dzwonek. Z szerokim uśmiechem na twarzy, w domowym ubraniu i z okularami na nosie, idealnie wpasowywał się w obrazek przykładnego męża i ojca i tylko jego długie prawie do ramion, srebrne włosy nieco do całości nie pasowały. Zza jego nogi wyglądała za to ku przybyłym para skośnych, ciemnych oczek i kiedy tylko przekroczyli próg, witając się z Juką, malutka czarnowłosa dziewczynka wybiegła zza niego i, nim zdążyli chociaż trochę się jej przyjrzeć, krokiem przywodzącym na myśl kaczuszkę uciekła do pokoju.
- Jest trochę nieśmiała w stosunku do gości – wyjaśnił Juka ze śmiechem, pokazując im, gdzie mają odwiesić płaszcze. – Ale tylko na początku, zaraz jej przejdzie. Napijecie się czegoś? Właśnie wstawiłem wodę.
- Kawę już piliśmy, ale herbata może być – uśmiechnął się Kaya. Kamijo tylko skinął twierdząco głową; minę musiał mieć przy tym dosyć mało szczęśliwą, bo kiedy tylko Juka zniknął w kuchni, ciemnowłosy zdzielił go łokciem, piorunując wzrokiem.
- No co? – syknął starszy, patrząc na niego z wyrzutem.
- Już ty dobrze wiesz, co – odparł i pociągnął go za rękę do salonu.
Pięć minut później Juka podał im herbatę i kiedy zasiedli z filiżankami na kanapie (dyskretnie odsunąwszy wcześniej na bok stos zabawek i książeczek ), wyszedł, żeby po krótkiej chwili wrócić z Chiyu na rękach. Mała trzymała się go kurczowo, przypatrując im swoimi wielkimi oczami z mieszaniną lęku i ciekawości. Była dzieckiem niewątpliwie ładnym, o drobnej buzi i gładkich, czarnych, równo przyciętych włoskach.
- Musi się do was przyzwyczaić - rzekł Juka rzeczowo, siadając naprzeciwko z dziewczynką na kolanach. Nie dało się nie zauważyć, że wpatrywał się w nią z zachwytem, na jaki chyba tylko ojca było stać, rozanielony samą jej obecnością.
Kamijo do rozanielenia było bynajmniej daleko; coraz bardziej czuł się jak na jakimś idiotycznym rodzinnym spotkaniu, a i córkę przyjaciela samą w sobie ciężko było mu uznać za coś godnego jego uwagi – w tym wieku i tak wszystkie dzieci wyglądają przecież praktycznie tak samo. Przysięgając sobie uduszenie Kayi przy najbliższej okazji, z nienaturalnym zainteresowaniem skupił się zatem na swojej herbacie, podczas gdy jego ukochany, prawie własnej nie tknąwszy, przyglądał się dziewczynce i próbował ośmielić ją nieco przyjaznym uśmiechem. Jak przystało na stworzenie z natury urocze i wzbudzające zaufanie (czego słuszność Kamijo mógł w tej chwili podważyć na tysiąc różnych sposobów), nie musiał czekać długo; kiedy po paru minutach mrugnął do niej porozumiewawczo, twarzyczka Chiyu nagle rozjaśniła się, a na jej buzi wykwitł szeroki, prezentujący nie całkiem kompletne uzębienie uśmiech. Zawstydziła się zaraz i z powrotem schowała w ramieniu Juki, ale po krótkiej chwili znowu zaczęła zerkać w jego stronę. Kaya jeszcze raz się do niej uśmiechnął i wkrótce była już ośmielona na tyle, by opuścić kolana taty i zacząć krążyć wokół stołu, przypatrując im z coraz większą radością.
- No, od razu wiedziałem, że szybko was polubi! – ucieszył się Juka.
Kamijo to spojrzenie dziewczynki, teraz utkwione w nim z fascynacją, nie podobało się ani trochę, ale także jakoś zmusił się do czegoś w rodzaju uśmiechu. Na to Chiyu rozpromieniła się nagle i celując w niego paluszkiem, zapiszczała:
- Lala!
Tak bezczelny akt zniewagi sprawił, że Kamijo na chwilę aż mowę odebrało, a obaj pozostali wokaliści jednocześnie ryknęli śmiechem, zginając się w pół i odwracając od niego w kompletnie nieudanej próbie zamaskowania tego wybuchu, tak, że ledwo uniknęli uderzenia głowami o brzeg ławy. Na domiar złego, kiedy się podnieśli i blondyn już otwierał usta, by wyrazić swoje głębokie oburzenie ich reakcją, chichoczący nieprzerwanie Juka wyciągnął zza poduszki i uniósł uroczystym gestem lalkę – miała długie do ramion, jasne, kręcone włosy, łudząco przypominające te Kamijo, po wczorajszej sesji nadal ułożone w lekkie loki. Na to Kaya prawie spadł z sofy ze śmiechu, zasłaniając usta dłonią i wybuchając w nią na nowo za każdym razem, kiedy spoglądał to na nią, to na swojego kochanka, a starszy zacisnął zęby, ze stoickim spokojem podnosząc filiżankę do ust i wyobrażając sobie, jak knebluje go, przykuwa do łóżka i zostawia tak na przynajmniej trzy godziny.
- Jeśli skończyliście się już wydurniać – rzekł zimno, kiedy tylko Kaya i Juka względnie się opanowali i usiedli prosto, potrząsając głowami i ocierając oczy, nadal nadmiernie rozweseleni – to może weźmy się do roboty, bo nie planuję tu siedzieć do wieczora. – Machnął głową na Jukę. – Gdzie masz tę listę?
- Zaraz przyniosę – uśmiechnął się ten, nachylając nad Chiyu, która właśnie podbiegła do niego, wyraźnie także bardzo ucieszona panującą przed chwilą wesołością i próbowała z powrotem wejść mu na kolana. – Może pokażesz wujkom swoje zabawki, kochanie?
W tym momencie Kamijo zakrztusił się gwałtownie resztkę herbaty, z wyraźną grozą przyjmując fakt, że właśnie został nazwany wujkiem dziecka, które drugi czy trzeci raz w życiu widzi i zarazem jasno dając do zrozumienia, co o tym myśli, jednak gdy Juka popatrzył na niego pytająco, udało mu się jakoś zamaskować swoją nagłą reakcję napadem kaszlu. Tylko Kaya nie dał się tak łatwo nabrać i znowu rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie, klepiąc po plecach o wiele mocniej, niż było to konieczne.
- No, idź i przynieś pieska – zachęcił Chiyu Juka i kiedy tylko mała potruchtała posłusznie w stronę swojego pokoju, sam wstał i nie przejmując się zostawionymi na stole filiżankami, ruszył do kuchni. – Zaraz będzie lista!
Korzystając z tego, ze zostali na chwilę sami, Kamijo postanowił zademonstrować Kayi, jak bardzo jest na niego obrażony i nawet nie spojrzał w jego stronę, ostentacyjnie wbijając wzrok w okno. On jednak nie zwrócił na to większej uwagi, skupiony na rozglądaniu się po salonie Juki, trzeba przyznać, całkiem ładnie zresztą urządzonym, nawet mimo panującego w nim bałaganu. Po dwóch minutach wrócili oboje; srebrnowłosy zatrzymał się w progu, żeby z czułym uśmiechem przepuścić przed sobą biegnącą córeczkę. Miała w rączkach dużego, pluszowego pudla, nieco wymiętoszonego i z dziwnie bezwładnie wiszącymi kończynami i łebkiem, co wywołane było wyraźnie miejscowymi ubytkami wypychających go trocin. Skierowała się z nim prosto do Kayi (zupełnie lekceważąc przy tym Kamijo, co ten mimo wszystko sobie odnotował) i wręczyła mu go z dumą, cofając o parę kroków i patrząc na jego reakcję z radosnym wyczekiwaniem.
- Śliczny! – uśmiechnął się Kaya i podołał widocznie zadaniu, bo Chiyu rozpromieniła się jeszcze bardziej, znowu pokazując swoje niepełne uzębienie.
Kamijo skwitował całą scenę przewróceniem oczami.
- Daj mi tę kartkę – skinął na Jukę ze znużeniem. Ten wręczył mu przyniesiony skrawek papieru i usiadł obok, wracając do podziwiania swojego dziecka z niemal szaleńczą radością, podczas gdy blondyn ogarnął wzrokiem listę. Obiad, zakupy, pranie, sprzątanie. Nic nadzwyczajnego. Rzucił jeszcze okiem na drugą stronę, ale ta była całkiem czysta. Opuścił kartkę i spojrzał na przyjaciela groźnie. – Juka.
- Hm?
- PO TO nas tutaj ściągnąłeś? – spytał względnie spokojnie, potrząsając w powietrzu listą. – Tu nie ma NIC, czego twoja biedna żona nie robi codziennie! Sama! Z dzieckiem!
- Jest naprawdę niesamowita, że daje radę! – potwierdził Juka, entuzjastycznie kiwając głową.
Kamijo tylko uderzył własną bezsilnie o oparcie kanapy.
- Brak mi słów, po prostu brak mi słów! Pojęcia nie mam, skąd ty się urwałeś, ale… - nie dokończył, bo w tym momencie Kaya nagle podstawił mu pudla pod nos, wesoło telepiąc na boki jego luźno zwisającym łebkiem, a Chiyu aż zapiszczała z radości, klaszcząc w rączki. Kamijo zamknął oczy i policzył w myślach do pięciu, nim zwrócił się w jego stronę. – Przysięgam, że zrobię ci krzywdę.
- Nie zrobisz – odparł z przekonaniem, przechylając się w jego stronę i z czułością mierzwiąc mu włosy. – Skoro już tutaj jesteśmy – podjął po chwili – to już i tak nie mamy wyjścia. A skoro jest tego mało, to tym lepiej, szybciej skończymy – stwierdził spokojnie, oddając Chiyu pieska, którego ta natychmiast uściskała z radością i zwrócił się ponownie do towarzyszy. – Nie ma co tak dłużej siedzieć, kochani. Bierzemy się do roboty!

Tak też zrobili.
Dziesięć minut później Kamijo siedział na krześle przy kuchenny stole, opierając policzek na dłoni i ze średnim zainteresowaniem patrząc, jak Juka krąży w tę i z powrotem, otwierając i zamykając to szafki, to lodówkę, coś zapisując i znów skreślając na trzymanej karteczce, przygryzając w zamyśleniu usta i drapiąc się po głowie. Dzikie piski dochodzące z przedpokoju skutecznie zagłuszały nawet radio, o jego myślach w ogóle nie wspominając; Kaya wziął na siebie zabawianie Chiyu i właśnie ciągał ją w tę i z powrotem po podłodze, na wycieraczce, na której ta siadała lub kładła się i z której prawie spadała przy każdym mocniejszym pociągnięciu, głośno piszcząc i zanosząc się śmiechem tak, że miało się wrażenie, że zaraz się udusi. Kto by pomyślał, że Kaya ma takie świetne podejście do dzieci! Kamijo niemal prychnął z irytacją, stwierdzając po chwili ironicznie, że w sumie nic dziwnego, kiedy sam zachowywał się czasem jak sześciolatek.
- Większe zakupy to ty lepiej zostaw Ayano – zwrócił się w końcu do Juki, już naprawdę rozdrażniony tym, jak ten zdawał się po raz pierwszy w życiu odkrywać, co ma a czego nie ma we własnej kuchni. – A teraz skup się na tym, co chcesz zrobić na obiad i co ci do tego potrzebne.
- Tak sądzisz? – zamyślił się srebrnowłosy. – W sumie dobry pomysł. Obiad, obiad… Może naleśniki? Mała lubi, na pewno zje.
- Rozsądne, proste, może być – Kamijo skinął głową. – Teraz sprawdź, czego ci potrzeba i zrób nową listę. Ta – tu wskazał na wymięty i pokreślony skrawek papieru w dłoni Juki – na wiele już ci się nie zda.
- Słusznie – zaśmiał się na to, sięgając po czystą kartkę i zaczynając od nowa analizę zawartości lodówki.
Doprawy, stwierdził Kamijo, Juka był czasem gorszym dzieciakiem niż jego własna córka.
Tymczasem w progu kuchni pojawił się Kaya.
- O mój Boże, mam dosyć – jęknął, ale nie bez uśmiechu, siadając ciężko na kolanach blondyna.
- Po prostu Kamijo, wystarczy – skinął uprzejmie głową, obejmując go w pasie i pozwalając, by oparł się na jego ramieniu.
Na te słowa parsknął krótkim śmiechem, kręcąc z dezaprobatą głową, ale chętnie przysuwając się bliżej niego i dając przytulić.
- Zająłem ją na chwilę lalkami i muszę trochę odpocząć – kontynuował. – Naprawdę nie sądziłem, że zabawa z dzieckiem może pochłaniać tyle energii.
- Pochłonęłaby mniej, gdybyś na lalkach skończył – odparł Kamijo.
- Ale to prosta zależność, nie wiedziałeś? Im bardziej zmęczysz dziecko, tym wcześniej pójdzie spać.
- Ale przy okazji zmęczysz też siebie – zauważył, jedną ręką odgarniając mu z twarzy włosy i przysuwając usta do jego ucha, dodał ciszej – a tego, żebyś ty też poszedł dzisiaj wcześniej spać, sobie bynajmniej nie życzę.
Zachichotał w odpowiedzi, chwytając go za dłoń i zatrzymując w swojej, by sięgnąć po pocałunek.
- O to możesz być spokojny – wymruczał w jego trakcie.
- Skończyliście już? – Juka odwrócił się po chwili, patrząc na nich z rozbawieniem. – Mam tę listę, możemy teraz jechać do jakiegoś marketu.
- Jeszcze nawet nie zaczęliśmy... Nie możesz sam tego załatwić? Przypilnujemy ci dziecko.
- Ale ona tak lubi jeździć do sklepu! – w Jukę wstąpiła kolejna fala ojcowskiej miłości. – Pięć minut mi dajcie, tylko ją szybko przebiorę i pojedziemy wszyscy, co? To chyba nie jest duży problem?
- Dobra – Kamijo machnął z rezygnacją dłonią, chyba nie widząc już nawet sensu spierania się z przyjacielem. Potem uśmiechnął się lekko, z powrotem przyciągając Kayę do siebie. – To zrób z nią co masz zrobić i wtedy nas zawołaj.
Srebrnowłosy potrząsnął z rozbawieniem głową, ale przystał na to i ruszył w stronę wyjścia z kuchni. W progu zatrzymał się jednak jeszcze, obracając do nich z ostrzegawczo uniesionym palcem.
- Tylko żadnego seksu na moim stole, pod też nie!
- Dobra, dobra – zaśmiał się Kamijo, zbywając go gestem, po czym dodał nagle, z nieco złośliwym błyskiem w oko – nie wnikam, ile to trwa u ciebie, ale nas pięć minut nie zadowala.
Na to Juka parsknął głośno z wyraźnym zgorszeniem i miał chyba zamiar jakoś się odgryźć, jednak patrząc na nich – uwagę Kamijo Kaya skwitował chichotem, obejmując go ramionami za szyję i obaj nie zwracali już na niego najmniejszej uwagi – ostatecznie zrezygnował i tylko machnął ręką.

Kiedy cała czwórka w końcu znalazła się w sklepie, było już nieco po wpół do pierwszej. Chiyu stanowczo odmówiła podróżowania w wózku (którego załadowanie do bagażnika zajęło Juce ładne parę minut) czy nawet noszenia się przez tatę na rękach i twardo dreptała teraz między nimi wśród sklepowych półek, znacznie wszystko opóźniając nie tylko tempem chodu, ale i przez nadmierne zainteresowanie niektórymi towarami, które natychmiast ściągała z półek jedną rączką, protestując głośno, kiedy Juka próbował jej to wyperswadować. W ten sposób ich wózek zapełniał się całkowicie niepotrzebnymi produktami, których mała nie pozwoliła odstawić z powrotem na miejsce, a wszyscy trzej wokaliści byli coraz bardziej zdenerwowani.
- Trzymaj mnie, bo naprawdę zaraz zrobię coś, czego będę potem żałował – wydusił Kamijo przez zaciśnięte zęby, kiedy razem z Kayą czekali na końcu przejścia między półkami, aż Juka przekona Chiyu, że trzy opakowania bitej śmietany naprawdę nie są im do niczego potrzebne.
- To jest zupełnie bez sensu – westchnął tylko Kaya, również w nieco mniej optymistycznym nastroju niż wcześniej, niecierpliwie przystępując z nogi na nogę. – Wiesz co? – rzekł w końcu. – Może po prostu weźmy od niego tę listę i sami kupmy, co trzeba, a ten wózek jakoś się potem opróżni i odprowadzi.
- Chyba nie mamy wyjścia – mruknął ponuro starszy. Potem skinął zdecydowanie głową i pociągnąwszy Kayę za rękę, razem z nim ruszył z powrotem w stronę trzeciego wokalisty.
Juka przyjął tę propozycję z entuzjazmem.
- Naprawdę moglibyście? – uśmiechnął się, podnosząc głowę znad piszczącej Chiyu, która właśnie próbowała wyrwać mu z ręki opakowanie ogromnych wafli do ciast.
- Po to tu przyszliśmy – Kaya odwzajemnił uśmiech, a Kamijo bez słowa wyciągnął dłoń po listę zakupów. – Także ty sobie nie przeszkadzaj, a za piętnaście minut spotykamy się przy kasie.
W ten sposób rozdzielili się; Juka powoli zaczął przemieszczać się z córeczką w stronę działu z mrożonkami (jako, że z lodówek ciężej było cokolwiek wyciągnąć), a Kaya szybkim krokiem ruszył po nowy wózek, podczas gdy Kamijo zaczął rozglądać się za pierwszymi pozycjami na kartce. Kiedy po chwili młodszy wrócił, zastał go klęczącego przy jednej z półek i porównującego daty przydatności do spożycia na poszczególnych kartonach mleka.
- Co robisz?
- Przyzwyczajenie – odparł krótko. – Byle czego nie biorę.
- Mam się czuć zaszczycony? – spytał Kaya z krzywym uśmiechem, opierając się o brzeg wózka.
Na to Kamijo prychnął głośno, patrząc na niego z rozbawieniem, ale potem tylko potrząsnął głową i nie komentując szerzej tej wypowiedzi, wstał.
- Z przodu dają te ważne najwyżej do października, a z tyłu są nawet do listopada – objaśnił, umieszczając wybrany karton w wózku.
- Jak będziesz każdą rzecz analizował pod tym kątem, nie wyjdziemy stąd do wieczora – zauważył Kaya.
Jeszcze raz pokręcił głową.
- Nie dlatego – rzekł, pokazując mu listę. – Ten kretyn tak to wszystko nabazgrał, że naprawdę nie wiem, czy chodziło mu o olej, rybę czy krzesło ogrodowe. No nie mógł napisać na stole, tylko wszystko na ręce, w powietrzu! Niech go szlag trafi.
- Nie denerwuj się. Poszukajmy najpierw tego, co da się rozszyfrować – podsunął młodszy, przechylając na boki głowę i oglądając listę pod każdym kątem. – A o resztę się go dopyta, najwyżej się zamienimy i ktoś pójdzie z nim.
- Ja – rzekł natychmiast Kamijo. – Z dwojga złego wolę Jukę niż to dziecko.
Kaya skwitował to wzruszeniem ramion.
Pozycji prostych do odczytania nie było na liście Juki dużo i już po najwyżej dziesięciu minutach byli zmuszeni do niego wrócić. Nadal tkwił wraz z Chiyu przy długich, szerokich zamrażalnikach i właśnie przytrzymywał ją nad brzegiem jednego z nich, by mogła dokładnie wymacać – sądząc po jej uśmiechu, bardzo fascynujące – opakowanie mrożonych truskawek. Na ich widok popatrzył pytająco i odstawił małą na podłogę, wraz z jej nową zdobyczą, którą natychmiast (choć z pewnym trudem ) władowała do porządnie już załadowanego wózka.
- Następnym razem, do którego mam nadzieję nigdy nie dojdzie, ty dyktujesz, a ja piszę – rzekł Kamijo, oddając mu kartkę. - Tego się w ogóle nie da przeczytać!
- Serio? – Juka nerwowym gestem zmierzwił sobie włosy. – Nie wiem, ja tam widzę wszystko.
- Dlatego teraz pójdziesz ze mną i sam sobie zakupy zrobisz – poinformował go uprzejmie blondyn. – Byle szybko, już i tak spędziliśmy tu stanowczo zbyt wiele czasu.
Był szczerze ciekawy, jak Kaya miał zamiar odwieść Chiyu od dalszego zapychania wózka wszystkim, co wpadło jej w ręce, jednak zaraz szybko tego pożałował. Młodszy postawił na rozwiązanie, które chodzi po głowie chyba wszystkim, którzy robią zakupy w supermarketach i mają jeszcze w sobie coś z dziecka – postawił dziewczynkę w wózku i zaczął jeździć z nią po sklepie w tę i z powrotem, w na tyle szybkim tempie, na jakie tylko pozwalała im obecność innych ludzi. Chiyu krzyczała z radości, śmiejąc się głośno i podskakując w swoim pojeździe jak piłka, Kaya także wyglądał na wyjątkowo rozbawionego tą sytuacją, z uśmiechem na ustach i radosnym błyskiem w oczach skręcając w kolejne działy. Rzecz jasna zwracali w ten sposób na siebie uwagę całej reszty sklepu i wielu klientów przypatrywało się im z rozbawieniem, zainteresowaniem lub pewną niechęcią, jakby tylko czekając, kiedy na kogoś wpadną lub nie wyhamują przed półką. Kamijo uznał, że do znajomości z tym zjawiskiem lepiej się teraz nie przyznawać i w pełni skupił na popędzaniu Juki, który samodzielnie kompletował teraz skład swej listy. Uporali się z tym względnie szybko, akurat, gdy Kaya dobiegł do nich, już nieco zdyszany, ledwie unikając zderzenia z ich wózkiem.
- Jesce, jesce! – wołała dalej Chiyu, podskakując nieprzerwanie.
- O nie, ze mnie już wystarczy – zaśmiał się ciemnowłosy w odpowiedzi, chwytając ją wpół i przenosząc do wózka Juki. – Zwracam dziecko.
- Dzięki – wyszczerzył się ten radośnie. – Już skończyliśmy, można iść do kasy, ale ktoś musi poroznosić te rzeczy – tu wskazał na drugi wózek – z powrotem na półki.
- Zajmiemy się tym – zaofiarował Kaya i nim Kamijo zdążył jakoś się dyskretnie wycofać i udać głębokie zainteresowanie składem stojących nieopodal płynów do mycia naczyń, złapał go pod rękę i pociągnął za sobą.
- Zastanawiam się, kto w tej chwili bardziej zasługuje na ukaranie – mruknął starszy kilka minut później, kiedy pchając w pojedynkę wózek (Kaya uznał, że namęczył się już z tym wystarczająco), szedł za nim przejściem między półkami, rozglądając się za miejscami, z których Chiyu mogła zdjąć poszczególne produkty.
- Może później dam ci się zrewanżować – rzekł łaskawie, uśmiechając się do niego przez ramię. – Co robisz? – zdziwił się, widząc, że Kamijo nagle zatrzymał się i właśnie ustawia wózek w kolejce utworzonej przez klientów czekających przy stoisku mięsnym.
Starszy uciszył go gestem i wycofując dyskretnie na parę kroków, zaraz chwycił go za ramię i zawrócił w kierunku kas.
- Chyba nie myślałeś, że naprawdę będę biegać po całym sklepie i myśleć, gdzie co odłożyć! – powiedział, kiedy byli już nieco dalej. – Nawet mowy nie ma.
- Jesteś niemożliwy – stwierdził Kaya dla zasady, ale całkiem chętnie ruszył za nim, jeszcze przyspieszając kroku.
Juka czekał już na nich w dosyć sporej kolejce do kasy, razem z nieco znudzoną Chiyu, która huśtała się na wózku, uczepiona jego brzegu, szorując bucikami po podłodze.
- Tak szybko? – zdziwił się na ich widok.
- Nie wszyscy grzebią się zawsze tak, jak ty – odparł Kamijo. – Dłuższej kolejki nie znalazłeś?
Pokręcił głową.
- W sąsiedniej się kasa zepsuła, więc nie było wyboru… Hej, Chiyu! – krzyknął nagle, gdy dziewczynka z nieznanej bliżej przyczyny odwróciła się niespodziewanie i zaczęła biec z powrotem w głąb sklepu, z zaskakującą szybkością przebierając krótkimi nóżkami. – Wracaj tutaj! – Juka przechylił się przez brzeg wózka, jednak ona nie zwróciła na to najmniejszej uwagi, szybko znikając między półkami. – Cholera! – zaklął, oglądając się nerwowo na kolejkę, która zbliżała się do niego już na tyle, że powinien zacząć szykować się do wyłożenia zakupów na taśmę, po czym zwrócił się w stronę Kamijo i Kayi, do tej chwili jednogłośnie przyjmujących postawę ,,nas tu wcale nie ma”. – Złapcie ją, co? Na pewno nie pobiegła daleko!
- No, idź – Kaya szturchnął Kamijo w ramię.
- Ja?!
- No ja już się chyba dosyć nabiegałem!
Starszy skwitował to głośnym przekleństwem, ale odwrócił się i szybkim krokiem ruszył w kierunku miejsca, gdzie zniknęła Chiyu, niezbyt uprzejmie przepychając się między innymi ustawiającymi się za nimi ludźmi. Poważnie rozważał kupienie Juce w dziale dla zwierząt smyczy, jako chyba jedynego dobrego wyjścia z sytuacji, gdy będzie jeszcze kiedyś musiał zabrać swoje dziecko w jakieś miejsce publiczne. Do czego to dochodzi, żeby ON miał po sklepach za jego córką ganiać! Oczywiście, to wszystko wina Kayi; jeszcze raz przysięgając sobie zrewanżowanie się mu wieczorem, wbiegł między półki i zaczął rozglądać się za Chiyu z zamiarem jak najszybszego odstawienia jej na miejsce.
Znalazł ją dosyć szybko – stała przy stoisku z owocami i z wysuniętym w skupieniu językiem właśnie ściągała z niego wyjątkowo dorodnego grejpfruta. Kiedy zawołał ją po imieniu, zapiszczała przenikliwie i rzuciła go gdzieś na podłogę, jednocześnie ruszając pędem w przeciwnym kierunku. Kamijo zawahał się na chwilę, chcąc natychmiast ją dogonić i skończyć ten cyrk, którego częścią niespodziewanie się stał, ale ponieważ owoc toczył się właśnie na sam środek przejścia, między przechodzących ludzi, był zmuszony najpierw nim się zająć. Mnąc w ustach przekleństwa, pobiegł za nim i zatrzymał go butem jak piłkę, by zaraz podnieść i bez namysłu wrzucić do koszyka kobiety ważącej obok ogórki. Nim ta zdążyła się zorientować, co się stało, był już trzydzieści metrów dalej, wracając do pogoni za biegnącą niezmordowanie i piszczącą na cały sklep dziewczynką. Jak na dwuletnie dziecko przemieszczała się z wręcz nadzwyczajną szybkością i była już w połowie hali, w której znajdował się supermarket, po raz kolejny zwracając rzecz jasna na siebie uwagę wszystkich ludzi wokół. Jednak w starciu z dorosłym mężczyzną, któremu sięgała ledwie nieco powyżej kolan, nie miała najmniejszych szans i Kamijo dogonił ją błyskawicznie, tym razem bez ostrzeżenie i dalszych ceregieli chwytając ją w wpół i z mściwym triumfem w oczach podrywając do góry, akurat w chwili, gdy w ich stronę odwróciła się jakaś zdegustowana kobieta w średnim wieku.
- To niedoczekanie, żeby rodzice pozwalali swoim dzieciom tak się zachowywać! – zawołała, z oburzeniem patrząc na wokalistę Versailles.
- W zupełności się z panią zgadzam – odparł ten grobowym tonem, z pewnym trudem przytrzymując nad ziemią protestującą głośnym krzykiem i wierzgająco dziko nóżkami Chiyu. – Całe szczęście, to akurat nie jest moje dziecko.
I nie zwracając uwagi na nagłą zmianę jej wyrazu twarzy, odwrócił się i szybkim krokiem ruszył w stronę kas, pewniej układając sobie po drodze na rękach dziewczynkę, nadal rzucającą się jak ryba wyjęta z wody. Cała poczerwieniała, piszczała przeraźliwie i kilka razy kopnęła go w udo, ale nie wypuścił jej, z zaciętym wyrazem twarzy zmierzając prosto ku Juce i Kayi, obsługiwanych już przez kasjerkę. Tak jak się spodziewał, na jego widok jego kochanek wybuchnął śmiechem, a srebrnowłosy skulił się i tylko popatrzył przepraszająco.
Kamijo pokręcił ze znużeniem głową i bez słowa umieścił Chiyu z powrotem w pustym już wózku. Jej buzia wygięła się w podkówkę i zaszlochała, patrząc na swojego tatę z wyraźną pretensją, jednak gdy ten wręczył jej kupionego przed chwilą i już rozpakowanego lizaka, twarzyczka rozjaśniła jej się natychmiast.
- Gdzie mamusia? – spytała po chwili, gdy w końcu umieściła go sobie w ustach.
- Pyta o to już trzeci raz – westchnął Juka w stronę pary przyjaciół, nim przerywając szukanie portfela zwrócił się do niej z uśmiechem – mamusia pojechała do babci, słoneczko! Wróci do nas wieczorem.
- Czemu babci? – padło kolejne pytanie, w którym znowu zabrzmiała nuta pretensji.
- Bo babcia się rozchorowała, wiesz? – Juka nieuważnie machnął na ladę należną sumę, wciąż z uśmiechem na ustach, nawet na sekundę nie odrywając wzroku od córki. Prawdopodobnie nawet, gdyby kasjerka nagle wskoczyła na taśmę i zaczęła tańczyć na niej nago, i tak nie zwróciłby na to w tej chwili uwagi, tak bardzo był nią pochłonięty. – Dlatego mamusia się nią opiekuje, a z tobą jest tatuś, skarbeńku!
- Skarbeńku – powtórzył Kaya do Kamijo, nadal jeszcze nieco podenerwowanego, opierając się o niego ramieniem i uśmiechając uroczo. – Może skoro już tu jesteśmy, to przy okazji weźmiemy jakieś wino na wieczór?
- Jak sobie życzysz, słoneczko – odparł ten podobnym tonem, odwzajemniając uśmiech, momentalnie w ten sposób udobruchany.
- Żartujecie sobie ze mnie? – Juka popatrzył na nich podejrzliwie, zwijając paragon i wpychając go sobie do kieszeni spodni.
- Skąd! – roześmiał się Kaya, chwytając Kamijo pod rękę i wyciągając go z kolejki (kilka najbliższych osób już szeptało między sobą, patrząc na nich kątem oka, ale z przyzwyczajenia zignorowali to automatycznie). – Spakuj zakupy, zaraz przyjdziemy!
Kiedy po paru minutach zgodnie z zapowiedzią wyszli przez bramkę stoiska alkoholowego, czekały już na nich dwie ułożone w wózku torby zakupów, a sam Juka właśnie opuszczał mieszczący się obok sklepik z ozdobami do włosów. Na ręku trzymał Chiyu, której grzywkę zdobiła nowa, czerwona kokardka.
- Możemy iść? – uśmiechnął się na ich widok.
- Mam nadzieję, że wreszcie możemy – odparł Kamijo, darowując już sobie komentarz odnośnie tego, jakim idiotą trzeba być, by zostawić dwie siatki dopiero co zrobionych zakupów same sobie i spoglądając na zegarek. – Jest wpół do drugiej, w tym tempie ten twój obiad chyba na jutro będzie.
- Zdążymy – zapewnił ich optymistycznie, stawiając córeczkę z powrotem w wózku i odprowadzając go na miejsce. Kamijo i Kaya ruszyli za nim, z zainteresowaniem przypatrując się, jak zastanawia się, w jaki sposób zabrać obie torby tak, by wciąż mieć jedną rękę wolną i móc w razie czego złapać Chiyu, gdyby jakiś nieprzewidziany wybryk znowu przyszedł jej do głowy. W końcu Kamijo zlitował się nad nim i wziął mniejszą torbę, umieszczając jeszcze na spodzie butelkę wina. Mała już dreptała w kierunku wyjścia, z radosnym uśmiechem wyciągając rączki do otwierających się przed nią ruchomych drzwi, więc Kaya dogonił ją i zatrzymał tam na chwilę, czekając, aż obaj pozostali wokaliści do nich dołączą.
- Wiecie, jak musimy teraz wyglądać? – śmiał się, kiedy szli parkingiem do samochodu, jedną dłonią trzymając za rękaw płaszcza idącego obok niego Kamijo, a drugą prowadząc razem z Juką za rączki Chiyu i co parę kroków podnosząc ją lekko do góry, tak, ze odrywała się od podłoża i śmiała głośno, z lizakiem nadal wypychającym jeden policzek. – Nie dość, ze trzech mężczyzn żyjących w trójkącie, to jeszcze z dzieckiem! Nic dziwnego, że wszyscy się za nami oglądają.
W ten sposób nastrój dopisywał im przez całą drogę do domu.

Po powrocie było już natomiast nieco mniej wesoło.
Znowu siedzieli wszyscy w salonie. Juka triumfalnie skreślił na swej liście zakupy i teraz wisiał nad nią i drapał się długopisem po głowie z miną, jak gdyby miał do złamania jakiś skomplikowany szyfr, obserwowany przez zniecierpliwionego już trochę Kamijo. Chiyu obrała sobie chyba za cel przetransportowanie całego swojego pokoju do salonu po jednej zabawce, więc biegała mu przed oczami w tę i z powrotem, jeszcze wzmagając jego irytację. Wszystkie zabawki lądowały rzecz jasna na kolanach Kayi, który przyjmował je, siląc się na uśmiech i zainteresowanie i dyskretnie odkładając na spory już stosik, gdy dziewczynka wybiegała po kolejną.
- Co może się zaliczać do ,,posprzątania mieszkania”? – spytał Juka, a kiedy Kamijo popatrzył na niego z politowaniem, uniósł ręce w obronnym geście. – Jestem żonaty, mam prawo nie wiedzieć!
- Cóż – westchnął blondyn z rezygnacją. – To zależy, ale myślę, że z takich codziennych czynności wystarczy, jak trochę tu wszystko poukładasz i poodkurzasz. Jeśli chcesz się wykazać, możesz jeszcze zmyć naczynia.
- Tak sądzisz? No to dobrze, zrobi się – srebrnowłosy podniósł się z miejsca z entuzjazmem, jak gdyby rzeczywiście wystarczyło tylko klasnąć, by wszystko samo ,,się zrobiło”, jednak zaraz zawahał się znowu. – To ten… Najpierw mam posprzątać, czy zrobić obiad?
Kamijo zdusił w sobie chęć rąbnięcia głową o ścianę i tylko wzruszył lekceważąco ramionami.
- Jesteś głodna, mała żabko? – spytał więc wesoło Juka swoją córkę, chwytając ją w biegu i podrzucając w górę, aż kolejny głośny pisk radości wyrwał się z jej ust. – Będziesz jadła? – ponowił pytanie, podnosząc ją na wysokość twarzy, na co potrząsnęła energicznie główką, pokazując ząbki w uśmiechu. Juka pohuśtał ją chwilę w powietrzu i odstawił na podłogę, gdzie natychmiast znowu ruszyła biegiem w stronę swojego pokoju. – No, to chyba wpierw posprzątam.
- A może po prostu podzielicie się zadaniami? – podsunął Kaya, przerywając oglądanie jednej z lalek, w nadzwyczaj ekstrawagancki sposób ostrzyżonej na krzywego jeża. – Skoro jest nas trzech, nie ma sensu, żeby jeden siedział i nic nie robił.
Te słowa ani trochę nie przypadły Kamijo do gustu i spojrzał na niego wymownie, by zaraz zwrócić się znowu do Juki:
- Nie myśl, że będę mył ci gary, grzebał w twoich ciuchach albo biegał po twoim domu z odkurzaczem.
- Zatem wolisz gotować? – ucieszył się Juka. – Żaden problem, pokażę ci, gdzie co jest!
Kamijo nie do końca o to chodziło i już nabrał powietrza, by z całą stanowczością zaprotestować, jednak w tym momencie Kaya przechylił się w jego stronę i kładąc mu dłoń na kolanie, powiedział z naciskiem:
- Będzie szybciej.
Te dwa słowa, wypowiedziane tak znaczącym tonem, ostatecznie go przekonały. Marzył już tylko o powrocie do domu, a ponieważ jego sytuacja i tak była co najmniej beznadziejna, a to poświęcenie naprawę mogło trochę skrócić jego męki… Westchnął ciężko z rezygnacją i opuszczając bezsilnie ręce, wstał, by ruszyć do kuchni za Juką z miną skazańca prowadzonego na tortury.
- Tu są garnki i patelnia, wszystkie składniki znajdziesz w tej, tej albo tamtej szafce – Juka wymachiwał rękoma, wskazując nieco skonsternowanemu przyjacielowi kolejne miejsca – albo w lodówce. Przepis zaraz dostaniesz. – Otworzył szufladę i wyciągnął z niej średniej wielkości pudełko, by zaraz zacząć przerzucać jego zawartość. – Ayano ma to poukładane alfabetycznie, sam bym chyba na to nie wpadł! O, masz – nie zwracając uwagi na niezadowolenie na twarzy Kamijo, wręczył mu małą, niebieską kartkę, po czym wyszedł z kuchni, rzucając jeszcze przez ramię – powodzenia!
W odpowiedzi wokalista Versailles tylko prychnął głośno.
Potem przez kilka minut chodził po całej kuchni, rozglądając się z ociąganiem po szafkach i nerwowo obracając w dłoni przepis. Wizja Kayi przykutego do łóżka wróciła do niego z całą wyrazistością. Jednak chyba nie będzie go kneblował; ciekawe, jak długo wytrzyma, zostawiony w ten sposób, nim zacznie błagać go o litość.
Zdecydowanie pokrzepiony myślą o tym, w końcu postanowił zająć się tym cholernym obiadem. Odbije to sobie, oj tak… Obrzucając wzrokiem nieco już pognieciony przepis i zabierając do pracy, zaczął obmyślać szczegóły swojego planu. Czy może, skoro nie ma jednak zamiaru Kayi kneblować, nie byłoby dobrze zasłonić mu oczu? Tak, żeby zupełnie nie wiedział, co się dzieje i czego się spodziewać! No i czy kiedy uzna, że jego pożądanie jest już dla niego wystarczająco nieznośne, powinien zostawić go i wyjść z pokoju, czy po prostu położyć się wygodnie obok i patrzeć, jak się męczy? Dobrze będzie go zostawić chociaż na jakiś czas. Niech wie, jak bardzo na to zasłużył.
Pochłoniętymi tymi wizjami, niemal automatycznie wyłożył na stół wszystkie składniki. Mąka, mleko, cukier… A jednak coś wytrąciło go ze skupienia – nigdzie nie mógł znaleźć jajek. Przetrząsnął w ich poszukiwaniu całą lodówkę, bez większego przekonania zajrzał też do szafek. Ani śladu. Westchnął ciężko.
- Juka!
Odpowiedział mu tylko głośny szum odkurzacza. Zawołał jeszcze raz, ale ponieważ nadal nie doczekał się niczego więcej, zrezygnowany wyszedł z kuchni i ruszył w kierunku, z którego szum dochodził.
Odwrócony do niego tyłem, Juka szorował właśnie dywan w sypialni.
- Tępy baranie – Kamijo strzelił go dłonią w plecy, na co on krzyknął, zaskoczony, wyskakując niemal metr w górę i jeszcze w locie odwracając gwałtownie w jego stronę, aż prawie potknął się o odkurzacz.
- O Boże, przestraszyłeś mnie! – Wyłączył maszynę nogą.
- Gdzie masz jajka?
Juka uniósł brew, patrząc na niego nierozumiejącym wzrokiem.
- Kurze! Do naleśników! – zdenerwował się Kamijo.
- Aa! – srebrnowłosy roześmiał się i palnął ręką w czoło. – Daruj. W lodówce nie ma?
Wokalista Versailles pokręcił głową.
Juka milczał przez kilka sekund, skonsternowany. Były to sekundy naprawdę długie i z każdą kolejną Kamijo podobało się to milczenie coraz mniej i mniej.
- Nie mów… - zaczął, siląc się na spokój, jednak dokładnie w tym momencie ten wyrzucił z siebie jednym tchem:
- Chyba zapomniałem!
Blondyn jęknął głucho i przesunął dłonią po twarzy, potrząsając głową z niedowierzaniem.
- Byłem pewny, że jeszcze są! – usprawiedliwiał się Juka. – A na liście i tak miałem dużo rzeczy…
- Dobra, co teraz? – przerwał mu Kamijo, nie podnosząc głowy.
- No… Tu niedaleko jest taki osiedlowy sklepik…
Wokalista Versailles opuścił rękę i popatrzył na niego groźnie.
- Naprawdę niedaleko! – zapewnił Juka żarliwie, składając dłonie w błagalnym geście. – Pięć minut dosłownie, rękę dam sobie uciąć, że nie więcej, nawet go widać między blokami, tam za parkingiem…
- Ciesz się, ze masz dziecko! – warknął Kamijo, odwracając się i w paru krokach dopadając do drzwi wyjściowych, by gwałtownie zerwać z wieszaka swój płaszcz. – Tylko dlatego, że nie chcę z niej robić sieroty, jeszcze cię nie udusiłem!
- Coś się stało? – Kaya wyjrzał z salonu, z ciekawością patrząc to na jednego, to na drugiego. Włosy miał związane różowymi frotkami w dwa wyjątkowo krzywe kucyki, a zza jego nogi wyglądała Chiyu ze szczotką w rączce.
- Nie ma jaj – wyjaśnił Juka, kuląc ramiona i nadal patrząc na starszego z przepraszającym, pełnym poczucia winy uśmiechem.
- Kamijo?
- W domu nie ma! – krzyknął blondyn, tupiąc ze złością dopiero co założonym butem, na co Kaya roześmiał się dźwięcznie, utwierdzając go w przekonaniu, że w przeciwieństwie do Juki, jego uwaga była w pełni celowa. Mała, wredna cholera.
- Kamijo? – spytał Juka tonem ,,tylko mnie nie zabij”, gdy ten już kładł dłoń na klamce.
Blondyn policzył do pięciu i odwrócił się, patrząc na niego pytająco z zaciśniętymi zębami.
- Skoro już idziesz, to może kupiłbyś jeszcze jakieś lody dla małej na deser? Oddam ci pieniądze!
Za najstarszym z wokalistów z hukiem zamknęły się drzwi.

_________________

Tonight, in the darkness of twilight
I want to fall asleep in your arms
As a shivering, broken marionette

I, broken marionette,
Am laughing with a slight embarrassment
Because if you only wish me
To give up everything else for you, I'll do it

I do not want to know anything more
I do not need anything else
I do not need anything

Kaya - Marionette
.


Ostatnio zmieniony przez Shadow dnia Sob Mar 12, 2011 10:28 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
http://www.versailles.jun.pl
Oreiteia
Yuki-chan


Liczba postów : 1262
Join date : 30/01/2011
Age : 22
Skąd : Lidzbark Warmiński

PisanieTemat: Re: [Z] Not so daily day [3/3]   Nie Lut 20, 2011 11:32 pm

No cóż... Jak zwykle nie zawiodłam się i jestem zachwycona!
Jak tylko na mojej poczcie pojawiła się wiadomość, że dodałaś nowy post, jak na skrzydłach otwierałam stronę ^ ^
Juka mimo, że nie ogarnięty jest dobrym ojcem, kocha swoją córkę, a to najważniejsze. Jeju... jestem typem co zawsze płacze, gdy widzi poświęcenie ojca, który dla swojego dziecka zrobi wszystko xD
Dlaczego więcej takich nie ma?
Wizja Kamijo wydaje się ciekawa, nasuwa mi się na myśl zdanie "jak masz jakiś problem, najlepiej się z nim przespać" xD
Chcem dalej i więcej *___*
Fakt, że Kamijo zachowuje się jak nadęty panicz cierpiący na manię wielkości nawet tak bardzo mnie nie irytuje, a wręcz przeciwnie. Ładnie to przedstawiłaś :)
Powrót do góry Go down
Rei-chan
J-legenda


Liczba postów : 2010
Join date : 04/01/2011
Age : 20
Skąd : Z piekła...

PisanieTemat: Re: [Z] Not so daily day [3/3]   Pon Lut 21, 2011 1:45 am

Przy czytaniu opisu sytuacji z lalką, myślałam, że śmiechem zawiadomię rodziców, że mi jednak odbiło. Ale nie wybaczę ci tego, że zaraz po tym rozbudziłaś wizje Kayi lezącego przywiązanego do łóżka!;)
Kiedy wyobraziłam sobie Kayę majtającego Kamijo przed nosem pluszowym psiakiem, to aż mnie rozczuliło. No i czytanie twoich tekstów, kiedy zna się już trochę lepiej bohaterów... Cudo. Kiedy myślę o zdaniach wypowiadanych przez Kayę, łączę to z jego poznanym już głosem i samoczynnie mi się twarz uśmiecha^^

Cytat :
- O mój Boże, mam dosyć – jęknął, ale nie bez uśmiechu, siadając ciężko na kolanach blondyna.
- Po prostu Kamijo, wystarczy – skinął uprzejmie głową, obejmując go w pasie i pozwalając, by oparł się na jego ramieniu.
Na te słowa parsknął krótkim śmiechem, kręcąc z dezaprobatą głową, ale chętnie przysuwając się bliżej niego i dając przytulić.
Z jednaj strony śmieszne, a z drugiej takie słodkie...

Cytat :
po czym dodał nagle, z nieco złośliwym błyskiem w oko – nie wnikam, ile to trwa u ciebie, ale nas pięć minut nie zadowala
Tym mnie zabiłaśxD

(
Cytat :
Kiedy cała czwórka w końcu znalazła się w sklepie, było już nieco wpół do pierwszej.
Nieco PO wpół do pierwszej?)

Cytat :
- Co robisz?
- Przyzwyczajenie – odparł krótko. – Byle czego nie biorę.
- Mam się czuć zaszczycony? – spytał Kaya z krzywym uśmiechem, opierając się o brzeg wózka.
Łłłłłłiiiiii!<3

Cytat :
Wizja Kayi przykutego do łóżka wróciła do niego z całą wyrazistością. Jednak chyba nie będzie go kneblował; ciekawe, jak długo wytrzyma, zostawiony w ten sposób, nim zacznie błagać go o litość.
Yuki, jakby ci się nudziło i jakbyś nie miała co rysować...^^

Cytat :
Kaya wyjrzał z salonu, z ciekawością patrząc to na jednego, to na drugiego. Włosy miał związane różowymi frotkami w dwa wyjątkowo krzywe kucyki, a zza jego nogi wyglądała Chiyu ze szczotką w rączce.
O ja cię pierdolę i Kayę też, jak to słodko w mojej głowie wygląda...!^^

Cytat :
- Nie ma jaj(...)
- Kamijo?
No tym, to mnie ómarłaś...

Jejciu, to jest niesamowite^^ Tak przyjemnie się to czyta, teraz kiedy poznałam już trochę Kamijo i Kayę, to obraz, który przedstawiasz tym fikiem jest jeszcze pełniejszy i ciekawszy! Opisujesz tu tak drobne szczegóły, jednocześnie nie dopuszczając do mnie nawet myśli, że miałoby się to stać nudne.
Masz niesamowity talent do przeplatania różnych wątków i czynienia tekstu niebywale ciekawym
Czekam na więcej!^^
Powrót do góry Go down
Shadow
Edytor Pogrzebowy


Liczba postów : 679
Join date : 11/03/2010
Age : 23
Skąd : Chełm / Warszawa

PisanieTemat: Re: [Z] Not so daily day [3/3]   Sob Mar 12, 2011 10:49 pm

Jeszcze raz bardzo dziękuję <333
Oreiteia napisał:
Fakt, że Kamijo zachowuje się jak nadęty panicz cierpiący na manię wielkości nawet tak bardzo mnie nie irytuje, a wręcz przeciwnie. Ładnie to przedstawiłaś :)
Bo on JEST nadętym paniczem cierpiącym na manię wielkości XDD Tzn. to naprawdę fajny człowiek, ale tutaj postanowiłam postawić nacisk właśnie na tego jego zachowania, wyolbrzymić je i trochę sobie zażartować. Bardzo lubię sobie z niego żartować, a fickach rzadko mam okazję XD
Rei-chan napisał:
No i czytanie twoich tekstów, kiedy zna się już trochę lepiej bohaterów... Cudo. Kiedy myślę o zdaniach wypowiadanych przez Kayę, łączę to z jego poznanym już głosem i samoczynnie mi się twarz uśmiecha^^
Także dlatego zrobiłam tu o nich tematy ^^ Wiem, że wtedy o wiele łatwiej i przyjemniej się czyta i w ogóle to wszystko ma więcej sensu. Miło mi, że też tak uważasz *^^*
Rei-chan napisał:
Nieco PO wpół do pierwszej?
Dziękuję, już idę poprawić ^^"

To teraz część ostatnia X3
Część: 3/3
Słów: 5800 w tej części. W całości 18561... Czyli pobiłam nowy spektakularny rekord! XDD
Ostrzeżenia: Brak
Komentarz: Tego już mi się totalnie nie chce betować x__x W ogóle jestem naprawdę zmęczona po tak długim czasie spędzonym nad jednym fickiem (zaczęłam to w połowie grudnia), a większości błędów już po prostu nie widzę albo szukam ich tam, gdzie raczej ich nie ma, także... Jakby coś ktoś znalazł, to pisać. Z ulgą to wrzucam i zaczynam myśleć nad czymś zupełnie innym i nowym ^^" Miłego czytania X3
~~

Kiedy Kamijo wrócił ze swojej przymusowej wyprawy, na wstępie poczuł się dodatkowo znieważony tym, że nikt nie raczył nawet mu podziękować czy w ogóle w jakikolwiek sposób zwrócić na niego uwagę. Kaya nadal pochłonięty był zabawą z Chiyu, tym razem ,,w Godzillę”, co polegało na tym, że on układał z kostek domina jak najwyższe wieżowce, a mała rozwalała je z dziką radością, rozrzucając klocki po całym dopiero co posprzątanym pokoju. Juka siedział obok, skupiony na wydobywaniu z rury odkurzacza kilku małych zabawek, których Kaya widocznie nie zdążył przerzucić na i tak zawaloną sofę. Kamijo nie odezwał się do nich nawet słowem i ruszył prosto do kuchni, gdzie wśród ostentacyjnego trzaskania garnkami, lodówką i wszystkimi produktami, nadzwyczaj energicznie zabrał się za przygotowywanie obiadu. Tylko jednym uchem nadal uważnie nasłuchiwał; dobiegające go z salonu odgłosy świadczyły o tym, że Juka raczej nie śpieszył się do dalszej pracy i zamiast tego także przyłączył do zabawy z córką. Po kilku minutach słuchania ich śmiechu i przenikliwych pisków dziewczynki, Kamijo jakby od niechcenia przesunął się bardziej w stronę drzwi, by móc od czasu do czasu – rzecz jasna, przypadkiem - rzucić okiem do znajdującego się dokładnie naprzeciw salonu. Parsknął z irytacją, widząc, jak Juka biega na czworaka między fotelami, a Kaya i Chiyu próbują trafić go rzucanymi pluszakami. Co za idiotyzm! Oburzył się na jakieś pięć minut, a kiedy spojrzał kolejny raz, sytuacja znowu uległa zmianie – nową zabawą było huśtanie zanoszącej się ze śmiechu dziewczynki za ręce i nogi nad podłogą. Cała trójka zdawała się być w swoim żywiole, aż ciężko byłoby stwierdzić, kto z nich jest najbardziej ucieszony.
Kamijo dopisał do swojego planu nowy punkt – do samego końca nie zdejmie Kayi kajdanków.
Jeszcze parę minut minęło, nim młodszy w końcu zjawił się w kuchni, pod pretekstem napicia się wody przyglądając swojemu ukochanemu tej dosyć nietypowej roli. Kamijo czuł na sobie jego rozbawiony wzrok, ale nie zaszczycił go spojrzeniem i z jeszcze większą zawziętością skupił się na mieszaniu przygotowanej masy. W końcu Kaya zachichotał cicho i podszedł do niego, stając za jego plecami i obejmując do delikatnie, oparł mu podbródek na ramieniu.
- Nie złość się – powiedział łagodnie, chuchając mu w ucho.
- Nie złoszczę – odparł, przerywając mieszanie i zastygając bez ruchu, z dłońmi na uchwytach garnka. Poczuł, że uśmiecha się, całując go lekko w szyję. – Gdzie Juka?
- Poszedł wstawić pranie.
Kamijo odwrócił się do niego, odwzajemniając uśmiech i pochylając lekko, żeby pocałować go w czoło, po czym… wręczył mu garnek. Kaya zamrugał, zdezorientowany, patrząc to na niego, to na gotową masę.
- Zamiana ról, skarbie – zaśmiał się starszy, z czułością głaszcząc obiema dłońmi jego włosy, nadal związane w dwa kucyki. – Teraz ty możesz się trochę wykazać.
- Ale Chiyu…!
- Na razie ja się nią zajmę. No śmiało, śmiało – machnął głową w stronę kuchenki. – Bierz patelnię i kończ.
I nie zwracając uwagi na jego niezadowolenie, z uśmiechem satysfakcji na ustach opuścił kuchnię.

- Bardzo mało edukacyjne – stwierdził Kaya potępiająco dziesięć minut później, stając na progu salonu i krzyżując ramiona na piersi. Kamijo rozsiadł się wygodnie w fotelu i ze średnim zainteresowaniem przerzucał strony znalezionej na stole gazety, podczas gdy Chiyu siedziała na dywanie pod telewizorem i z fascynacją wbijała wzrok w ekran, bez reszty pochłonięta jakąś kolorową kreskówką.
- Nie mniej niż wasze dzikie zabawy – odparł starszy, przerzucając kolejną stronę. – Jej się podoba.
- Naprawdę ani trochę nie nadajesz się na ojca – Kaya pokręcił głową i odwrócił się, wracając do kuchni. Kamijo nie wyglądał jednak na specjalnie zmartwionego; jego słowa skwitował tylko wzruszeniem ramion i ponownie pochylił nad gazetą.
- I jak idzie…? O, Kaya-chan! – usłyszał chwilę później głos Juki. – Zamieniliście się?
Kaya odpowiedział mu coś na tyle cicho, ze Kamijo nie dosłyszał, co, jednak wybuchający na to śmiech srebrnowłosego ani trochę mu się nie spodobał. Jeszcze tylko tego brakowało, żeby go obgadywali! On tak do nich z dobrymi chęciami, z własnej woli się dzieckiem zajął, a tu proszę! Zdecydowanym ruchem wstał i odrzuciwszy gazetę z powrotem na ławę, również ruszył w stronę kuchni. Lepiej jednak będzie kontrolować sytuację.
Na stole zdążył już urosnąć spory stosik gotowych naleśników, a Juka siedział na krześle, smarując jednego z nich dżemem i krojąc na małe kawałki z taką dokładnością, że aż dziwne było, że nie robi tego od linijki i nie układa w mozaikę. Kiedy Kamijo wszedł, Kaya zlekceważył go zupełnie, opierając się o blat na łokciu i przypatrując zabiegom Juki, jak gdyby naprawdę było w nich coś bardzo intrygującego. Po chwili uśmiechnął się lekko i założył mu za ucho wyraźnie przeszkadzający kosmyk włosów, na co ten podniósł głowę, odwzajemniając uśmiech i patrząc na niego z wdzięcznością. Kamijo poczuł nagłą ochotę dźgnięcia obu widelcem, ale nie dał po sobie poznać irytacji, tak jak wcześniej Kaya jak gdyby nigdy nic sięgając po szklankę z wodą.
- No, skończone! – Juka postawił talerz na wysokim dziecięcym krzesełku obok serwetki i szklanki z sokiem, obrzucając cały zestaw zadowolonym spojrzeniem. – Możesz zawołać Chiyu, Kamijo?
Kamijo zdusił w sobie chęć krzyknięcia ,,do nogi!’’ i z ostentacyjnym znudzeniem oparł się plecami o ścianę, krzyżując ramiona na piersi.
- Chiyu! – zawołał krótko w stronę salonu.
- Myślałem raczej, żebyś po nią poszedł – objaśnił Juka z wrodzoną prostodusznością, po czym wzruszył ramionami i sam wyszedł, by przyprowadzić córeczkę do kuchni.
- Może gdyby to było twoje dziecko, wykazywałbyś więcej instynktu rodzicielskiego – rzekł Kaya dramatycznym tonem, siadając za stołem i opierając się na łokciach.
- Gdyby to było moje dziecko, uciekłbym z kraju.
- Kamijo!
- No co?
Odpowiedzi na to pytanie – być może na szczęście – uniknął; w tym momencie Juka wszedł z powrotem do kuchni, niosąc Chiyu na rękach, więc Kaya tylko popatrzył na kochanka i pokręcił z dezaprobatą głową.
Obaj nie mieli ochoty jeść, więc dłuższą chwilę patrzyli tylko, jak Juka sadza małą na krzesełku i karmi ją naleśnikiem, przemawiając przy tym do niej wesoło o tym, co będzie robiła później. Kamijo był zmuszony przyznać Kayi rację, jeśli o swój brak instynktu rodzicielskiego chodzi; od samego słuchania coś się w nim przewracało. W końcu machnął na to ręką i wrócił do salonu, gdzie z powrotem zapadł się w fotelu i zaczął kontemplować wzrokiem cały pokój. Nuda, nuda, NU-DA. A mógł dzisiaj robić tyle przyjemnych lub przynajmniej pożytecznych rzeczy!
Za to Kaya, jak po chwili z niezadowoleniem stwierdził, nadal wydawał się naprawdę dobrze bawić. Przyłączył się do Juki i rozmawiali głośno, raz za razem wybuchając śmiechem, czemu wtórował nieco przytłumiony przez naleśnika śmiech Chiyu. Do złudzenia brzmieli jak typowa wesoła, szczęśliwa rodzina i Kamijo stwierdził, że jego kochanek dosyć dramatycznie minął się z powołaniem.
Prawie pół godziny spędził, półleżąc w fotelu i sztyletując wzrokiem okno. W końcu w kuchni zaczęły rozlegać się trzaski składanych naczyń, a wkrótce potem Juka opuścił pomieszczenie, zmierzając do łazienki. Blondyn spodziewał się, że teraz Kaya przeniesie się z Chiyu z powrotem do salonu i przynajmniej zastanowi nad tym, dlaczego jego ukochany jest w tak złym humorze, jednak w tym punkcie przeżył kolejny zawód – oboje zostali w kuchni. Melodyjny głos młodszego z wokalistów mieszał się z dziecięcym szczebiotaniem dziewczynki, znowu jasno świadcząc o tym, jak doskonale się dogadali. Potem do chóru dołączyło jeszcze radio, a w połowie pierwszego utworu głos Kayi gładko przeszedł w śpiew. Przerażająco dobrze naśladował barwę i sposób śpiewania poszczególnych wokalistów, nawet w takim miejscu i sytuacji roztaczając wokół aurę swojego talentu. Kamijo przewrócił oczami; czy on naprawdę nie mógł wytrzymać, po prostu muzyki SŁUCHAJĄC?
W końcu uznał, że nie ma sensu dłużej tak siedzieć – czyjejkolwiek uwagi raczej prędko się nie doczeka. Postanowił zrobić zatem coś pożytecznego i znowu trochę popędzić grzebiącego się nad praniem Jukę. Dźwignął się z fotela i ruszył w stronę łazienki, po drodze zaglądając jeszcze do kuchni. Tak jak się spodziewał, Kaya był w swoim żywiole; śpiewał i tańczył w akompaniamencie radia, machając ścierką, a jego jednoosobowa publiczność reagowała nadzwyczaj entuzjastycznie, próbując śpiewać razem z nim, klaszcząc i podskakując na swoim krzesełku. Wszystko wskazywało na to, że właśnie zdobył kolejną fankę.
- Nie przyłączysz się do niego? – spytał Juka, szczerząc radośnie zęby, gdy Kamijo pojawił się w progu łazienki.
Blondyn tylko popukał się znacząco w czoło.
- Ale dobry jest – rzekł z uznaniem srebrnowłosy, zastygając na chwilę bez ruchu z wyciągniętą właśnie z pralki sukieneczką Chiyu w ręce i nasłuchując, jak Kaya naśladuje głos jakiejś jpopowej wokalistki. – Czekam, aż puszczą jakiś metal, to dopiero może być coś!
- No, już całkiem kupił twoją córkę – przyznał Kamijo. – Nie zdziwię się, jak zechce wrócić z nim do domu. Dużo ci tego jeszcze zostało?
Potrząsnął głową.
- Skończę wieszać to pranie, potem jeszcze naczynia.
- I naprawdę jesteśmy ci nadal potrzebni?
- No tak! Przecież jak będę zmywał, a ona mi wtedy gdzieś na meble wejdzie…
- Smycz naprawdę byłaby dobrym rozwiązaniem... Dobra – machnął z irytacją ręką. – Ale jak tylko skończysz z tymi naczyniami, to my się zbieramy. Chyba już dalej poradzisz sobie sam?
- Jasne – uśmiechnął się Juka, wciągając na górę kolejną partię prania. – Już kończę i możemy zrobić sobie przerwę na papierosa. Przyniesiesz? Są w kuchni na parapecie.
Kamijo czuł, że po takim dniu mógłby wypalić całą paczkę za jednym razem, więc skinął krótko głową i ruszył we wskazanym kierunku.
- Ai shitemo ii kai – Kaya tworzył właśnie ulepszoną wersję wielkiego przeboju Gackta i kiedy blondyn wszedł do kuchni, natychmiast podbiegł do niego, uwieszając mu na szyi i próbując wciągnąć go do tańca. Uznawszy, że znając Kayę byłby to jednak o wiele zbyt demoralizujący widok dla obserwującego ich dziecka, Kamijo tylko złapał go za rękę i obrócił w miejscu, by drugą zabrać z parapetu papierosy i unosząc obie dłonie w obronnym geście, wycofać się z kuchni.
- Kaya sprowadza twoją córkę na złą drogę – oznajmił Juce dwie minuty później, kiedy obaj stanęli na balkonie, zapalając papierosy. – Śpiewa jej Gackta. Jak w wieku trzech lat zapyta cię, co to jest erekcja, to się nie zdziw.
- Nie wiem, czy nie wolę tego, niż gdyby miał jej śpiewać swoje własny utwory – zaśmiał się Juka, wypuszczając w powietrze strużkę dymu.
- Dlaczego? W porównaniu z Gacktem, teksty Kayi to szczyt subtelności.
- Ale są jednoznaczne. A Gackt jest bardziej… abstrakcyjny. Jestem pewny, że dwulatka nie zrozumie, o co mu chodzi.
- Zdziwiłbyś się, gdybyś wiedział, jak wiele rozumiejąc dzieci w jej wieku.
Srebrnowłosy tylko wzruszył na to ramionami. Przez dłuższą chwilę obaj palili w milczeniu, bez zbytniego zainteresowania obserwując przechadzających się chodnikiem sąsiadów.
- A co jej powiesz, jak zapyta, skąd się biorą dzieci? – spytał nagle Kamijo, patrząc na towarzysza z zainteresowaniem.
- No… - Juka ze świstem wypuścił powietrze z płuc, znowu wzruszając ramionami i przechylając na boki głowę. – Może spyta o to Ayano?
Blondyn prychnął z niedowierzaniem.
- Jak na ciebie patrzę, to naprawdę zaczynam wierzyć w teorię o bocianach – rzekł ze zgrozą.
- No wiesz co, Kamijo!
- No co? – uśmiechnął się, strącając popiół z papierosa za barierkę i patrząc na niego z politowaniem. – Chyba wiedziałeś, że jak wyszło, że zostaniesz ojcem, to się wszyscy zastanawiali, czy Ayano aby na pewno nie jest jakaś wiatropylna.
Juka tylko jęknął głucho, unosząc i opuszczając ręce w geście rezygnacji, po czym odwrócił się, wracając do pokoju. Kamijo parsknął krótkim śmiechem, wygasił papierosa o parapet i zaraz ruszył za nim.
- Już skończyliście się truć? – przywitał ich Kaya mało uprzejmie, wchodząc do salonu z ciągnącą go w stronę swoich zabawek Chiyu. – Wstydziłbyś się, Juka! Masz dziecko, a zupełnie o siebie nie dbasz.
- Tak myślisz? – stropił się srebrnowłosy. – Może faktycznie powinienem rzucić…
- Nie dawaj się – mruknął Kamijo, szturchając go ramieniem. – Jak go teraz posłuchasz, zrobi ci pranie mózgu, tak jak mi.
Kaya prychnął głośno, patrząc na niego wymownie, więc uśmiechnął się jak gdyby nigdy nic i posłał mu pocałunek, odwracając się i ruszając za Juką do kuchni. Nie wiedział w sumie, po co, ale przynajmniej na chwilę wolał zejść młodszemu z oczu. Ot, tak profilaktycznie.
Obserwowanie, jak Juka zmywa z nienormalną dokładnością naczynia okazało się jednak co najmniej nudne i po wysiedzeniu kilku minut, Kamijo zdecydował się wrócić do pokoju. Wizja rychłego powrotu do domu i wszystkich jego następstw już znacznie poprawiła mu nastrój i widząc, że Kaya leży na brzuchu na dywanie, skupiony na ubieraniu dla Chiyu lalki, podszedł do niego jak najciszej, by zaraz pochylić się, łapiąc go nagle za ramiona. Zgodnie z jego oczekiwaniem, ciemnowłosy krzyknął krótko, wypuszczając lalkę z ręki.
- Rób tak dalej, do zawału mnie doprowadzisz!
- Doprowadziłbym cię do czegoś innego, gdybyś nie wolał bawić się w niańkę – odparł, kładąc się obok. – Juka pozmywa i wracamy, hm?
Skinął głową z lekkim uśmiechem, oddając Chiyu lalkę i przyjmując od niej drugą. Dziewczynka praktycznie nie odrywała od niego wzroku, uparcie zabiegając o więcej uwagi i wydając z siebie kolejne wysokie dźwięki, wciskała mu w ręce następne zabawki. Kaya uśmiechał się i cierpliwie odpowiadał na pytanie z rodzaju ,,a co to?” i ,,dlaczego?”, ale Kamijo widział po nim, że i on był już nieco zmęczony. Z błyskiem satysfakcji w oku postanowił jeszcze trochę mu poprzeszkadzać; przysunął się bliżej, opierając na łokciu i jakby od niechcenia zaczynając wodzić palcami jednej ręki po jego plecach. Z zadowoleniem zarejestrował, że przymyka oczy i wstrzymuje lekko oddech, kiedy przesuwał dłoń niżej.
- Widzisz, kochanie, ile tracisz przez to wszystko? – szepnął po paru minutach, obrysowując palcem jego biodro i zatrzymując dłoń na udzie.
- Zdążymy – odpowiedział krótko, mimo wszystko nieco nerwowo układając obok siebie lalki.
Kamijo zachichotał.
- Skoro tak twierdzisz – cofnął rękę na jego kark i przyciągnął do siebie, całując go w szyję przez włosy.
- Musisz go macać przy moim dziecku? – spytał z rozbawieniem Juka, który akurat w tej chwili pojawił się na progu pokoju.
- Chciałem w zaciszu własnej sypialni, to mi nie pozwoliłeś – odparował starszy natychmiast, nawet nie podnosząc głowy.
Parsknął krótkim śmiechem, kręcąc głową.
- Zaraz będziecie mogli wracać – zapewnił. Potem opadł ciężko na fotel, ocierając czoło dłonią. – Uff, mam dosyć! Obym tylko o niczym nie zapomniał, i tak coś za gładko poszło…
- Jak dla kogo – zaśmiał się Kaya, unosząc do pozycji siedzącej. – Lepiej jeszcze raz się zastanów, czy zrobiłeś wszystko. Tak na wszelki wypadek.
- W tej chwili, bo jak będziemy już w domu, wyłączamy telefony i nie ma, że ktoś coś chce – dodał Kamijo.
- Nie no, najgorsze za mną… - Juka wzruszył ramionami. – Naprawdę jestem wam bardzo wdzięczny za pomoc!
- No ja myślę, że jesteś. – Blondyn wstał z podłogi, ciągnąc kochanka za rękę za sobą. No nareszcie!...
- Ach tak! – roześmiał się nagle Juka, klepiąc dłonią w czoło. Chwilowo pozbawiona uwagi Chiyu właśnie przyniosła mu z przedpokoju swoje buciki i teraz patrzyła na niego wyczekująco. – Zapomnieliśmy o spacerze!
- No na to już chyba możesz iść sam! – zaprotestował Kamijo.
- Spacer po sklepie też powinien się liczyć – dodał Kaya.
- No dobra, dobra… To ja z nią pójdę i po prostu rozejdziemy się pod blokiem. Chcesz iść do parku, ślicznotko? – spytał wesoło Chiyu, która właśnie próbowała wspiąć się na jego kolana. Połaskotał ją jedną ręką, wywołując kolejny głośny pisk i śmiech. – Ojej… Chyba ktoś tu musi zmienić pieluchę!
Na widok miny Kamijo Kaya wybuchnął głośnym śmiechem.
- Oszczędź nam tego widoku!
- No tak, tak! – Juka roześmiał się także, machając uspokajająco ręką. – Pójdę ją przebrać i możemy iść. No, chodź z tatusiem, aniołku.
- Boże, niech ten koszmar wreszcie się skończy – jęknął Kamijo, chowając twarz w dłoniach. Kaya stłumił kolejny chichot i bez słowa pogłaskał go po głowie.

Kiedy w końcu udało im się wyjść z mieszkania Juki, dochodziła już osiemnasta. Srebrnowłosy pchał wózek jedną ręką, drugą znowu zostawiając sobie wolną, by kontrolować Chiyu; już wczuł się w atmosferę spaceru z córeczką i przyjął adekwatne do tego tempo, pozwalając jej w spokoju ,,odkrywać świat", zatrzymywać się i grzebać między płytkami w chodniku albo brodzić bucikami w kałużach. Kamijo wyminął ich po kilkunastu metrach, ciągnąc Kayę za rękaw płaszcza za sobą; z trudem powstrzymywał się, by nie zacząć biec w stronę samochodu, byle tylko jak najszybciej znaleźć się daleko stąd.
- O cholera! - jęknął nagle Juka z ich plecami. Kiedy obaj chcąc nie chcąc zatrzymali się i odwrócili w jego stronę (Kamijo wpierw policzył w myślach do pięciu), stał na środku chodnika, patrząc na nich ze wstrzymanym oddechem. - Zapomniałem... Całkiem zapomniałem o rachunkach! - wyrzucił z siebie w końcu.
Kamijo w ostatniej chwili powstrzymał się, by nie paść na chodnik i nie zacząć tłuc weń głową. Zamiast tego jęknął tylko ,,Boże!" i odszedł na parę kroków, chowając twarz w dłoniach. Kaya podjął desperacką próbę powstrzymania się od śmiechu, ale nie wyszło mu to zbyt dobrze i wybuchnął, zasłaniając usta ręką.
- Do dzisiaj był termin! - panikował tymczasem Juka. - Niech to szlag... Muszę to zrobić teraz! - Uniósł dłonie w błagalnym geście. - Naprawdę strasznie was przepraszam, ale...
Kamijo odwrócił się i uciszył go gestem. Miał w tym momencie dosyć dosłownie wszystkiego, a jęki Juki były na samym szczycie tej listy.
- Dobra - warknął. - Ale jak powiesz, że Chiyu tak kocha jeździć na pocztę, że musimy jechać wszyscy, to...
- Nie, nie! - Juka zaśmiał się krótko, nerwowo machając rękoma. - Zostawiłbym ją z wami... Tam za blokiem jest plac zabaw... Tylko niech nie wchodzi do piasku, będę z powrotem dosłownie za dwadzieścia minut!
- Idź! W ogóle zejdź mi z oczu!
- Dziękuję! - srebrnowłosy aż podskoczył w miejscu, po czym obrócił sie i biegiem ruszył z powrotem w stronę klatki schodowej.
- Kwiatuszek! - Chiyu, która przez chwilę była zostawiona sama sobie, właśnie podniosła się z trawnika, uśmiechając szeroko i wyciągając ku nim rączkę ze stokrotką.
- Jaki ładny! - Kaya przyklęknął przy niej z uśmiechem. - Daj, włożę ci go we włoski. - Dziewczynka posłusznie podała mu kwiatka i czekała spokojnie, gdy wplatał go we frotkę przytrzymującą jednego z jej kucyków. Potem młodszy z wokalistów wyjął z torby lusterko i pokazał jej, jak wygląda, na co Chiyu rozpromieniła się jeszcze bardziej, przechylając na boki główkę i wygładzając rączkami grzywkę. - No, ślicznie! A teraz chodź, pójdziemy na karuzelę. - Podniósł się, prowadząc ją przed sobą. - Kamijo?
Blondyn, który do tej pory stał, opierając się o wózek i z wyraźnym zmęczeniem przecierając dłonią oczy, tylko skinął krótko głową i ruszył za nimi. Chiyu musiała dobrze znać drogę, bo szła parę kroków przed Kayą, przy okazji wskazując im kierunek. Po kilkunastu metrach zza ściany bloku było już widać fragment placu.
- Wytrzymaj - Kaya zrównał się z Kamijo, pchającym wózek z ponurą miną i szturchnął go lekko ramieniem, uśmiechając się pokrzepiająco, ale ten tylko pokręcił ze rezygnacją głową. - Naprawdę nie sądziłem, że to może tyle potrwać.
- Jasne.
Młodszy miał chyba zamiar dodać coś jeszcze, ale w tej chwili Chiyu dostrzegła plac zabaw i wyrwała w tamtym kierunku, biegnąc przez trawnik, więc tylko machnął ręką i chcąc nie chcąc ruszył za nią.
Kamijo biec bynajmniej nie zamierzał. Nadal pchał wózek w jednostajnym tempie i na miejsce dotarł parę minut po nich, gdy Kaya zdążył już umieścić Chiyu na karuzeli. Wokalista Versailles odstawił wózek pod drzewem i opadł ciężko na ławkę obok. Słońce chyliło się już ku zachodowi i oprócz nich na placu nie było już wielu osób; tylko parę matek lub babć z podobnymi do córki Juki potworami oraz kilkoro starszych dzieci obojga płci. Od gwaru dźwięcznych głosików, śmiechów i pokrzykiwań zaczynała go boleć głowa, skrzywił się, gdy półtora metra przed nim świsnęła czyjaś piłka. Zaczynał tęsknić nawet za tym momentem, kiedy w końcu wróci do studia i pracy; jego zespół miewał co prawda różne idiotyczne wybryki, ale przynajmniej nie przemawiał do niego monosylabami i nie wymagał ciągłej opieki.
Jeszcze większą grozę wzbudzał w nim fakt, że Kaya - o losie! - nadal wydawał się całkiem nieźle bawić. Właśnie sam usiadł na karuzeli i kręcił razem z Chiyu, odpychając od ziemi nogami, ucieszony tym chyba nie mniej niż ona. Kamijo oparł się łokciami o kolana i splótł dłonie, opierając na nich czoło.
Tak po paru minutach zastał go młodszy.
- Co robisz? - spytał podejrzliwie, podchodząc do niego z ciągnącą go w stronę huśtawek dziewczynką.
- Dziękuję Bogu, że nie możemy mieć dzieci - odparł Kamijo, nie podnosząc głowy.
Prychnął.
- I planujesz cały czas tak siedzieć?
- A co mam robić?
- Wstawaj i chodź! - złapał go za rękę i pociągnął za sobą, zmuszając, by podniósł się z ławki i zwracając przy tym do Chiyu - już, już, skarbie, zaraz wujek cię pohuśta.
- Że ja?!
- No chyba nie ja!
Dotknięty tak straszną niesprawiedliwością, Kamijo zamilknął, z niezadowoleniem na twarzy dając się zaciągnąć pod huśtawki. Kaya usiadł na jednej z nich, pomagając dziewczynce wspiąć się na swoje kolana i oboje (dwa diabły wcielone) patrzyli na niego wyczekująco.
- Nie możesz się odepchnąć nogami? Jeszcze przed chwilą dobrze ci szło.
Uśmiechnął się krzywo i pokręcił głową.
- Bolą mnie już.
- Boleć to cię będzie wieczorem dopiero - mruknął Kamijo po chwili ciszy, chwytając za łańcuch huśtawki. Kaya zaśmiał się z satysfakcją.
Jednostajne kołysanie znudziło się Chiyu po kilku minutach. Młodszy z wokalistów pozwolił jej zsunąć się ze swoich kolan i podreptać w kierunku bawiących się w piaskownicy niewiele od niej starszych dzieci, nie wyglądało jednak na to, by sam miał zamiar wstać. Zamiast tego tylko jeszcze wygodniej rozparł się na swoim siedzeniu, zakładając nogę na nogę i patrząc na Kamijo spod przymkniętym powiek.
- A mnie już nie pohuśtasz?
- Nie chcesz, żebym to zrobił - zapewnił go starszy z przekonaniem. Oparł się obiema dłońmi o łańcuchy huśtawki i pochylił nad nim. - I nie dam się po powrocie ukarać – oznajmił dobitnie, patrząc mu w oczy. - Karzesz mnie od rana. Przemocą i torturami. Za jednego papierosa! Na więcej już się nie zgadzam.
- Sprzeciwisz mi się? - Kaya spojrzał na niego z zainteresowaniem.
- Będę zmuszony – potwierdził, skinąwszy krótko głową. - Już i tak znacznie nadużywasz mojej cierpliwości. Może teraz ja wypróbuję twoją?
Uśmiechnął się lekko.
- Mam jej dużo.
- Zobaczymy.
Doprawdy, ten wieczór zapowiadał się coraz ciekawiej.
- Juka powinien już być - zauważył Kaya po chwili. - Miał być za dwadzieścia... O nie, Chiyu! - Nagle poderwał się z miejsca i wymijając Kamijo, pobiegł w stronę piaskownicy. - Tatuś nie pozwolił ci wchodzić do piasku!
Zakaz ten okazał się być całkiem uzasadniony - w trakcie ich rozmowy Chiyu zdążyła niemal zakopać się w piaskownicy. Siedziała wygodnie na jej środku i z braku wiaderka i łopatki w skupieniu drążyła rączkami dołek, ugrzebana już po same łokcie i przy okazji rzucając niedbale cały wydobyty materiał na swoją błękitną sukienkę. Bez zbędnych ceregieli Kaya złapał ją wpół i wyciągnął stamtąd, potrząsając nią w powietrzu, by strącić jak najwięcej piasku, na co ona zaniosła się śmiechem, wisząc bezwładnie na jego rękach, jak gdyby było to częścią jakiejś zabawy.
- No i zobacz, jak teraz wyglądasz! - Kaya postawił ją na trawniku i zaczął nieco chaotycznie otrzepywać. - Bardzo nieładnie!
- Czemu nieładnie? - spytała, patrząc na niego wielkimi niewinnymi oczami i biernie pozwalając, by wytarł jej rączki chusteczką. - Ładna Chiyu! - dodała z wyraźną pretensją.
- Śliczna. Tatuś będzie dumny. - Kamijo podszedł do nich, z rozbawieniem obserwując całą sytuację.
- Lepiej byś mi pomógł ją wyczyścić. – Młodszy z nieco marnym skutkiem próbował usunąć mokry piasek z sukienki małej, podczas gdy ta chwilowo skupiła się na oglądaniu swoich rączek. Między palcami nadal miała trochę piachu.
- Brudne! - stwierdziła, rozkładając je przed Kayą.
- W wózku była woda, przyniosę - zaofiarował Kamijo, tłumiąc śmiech i przelotnie głaszcząc zrezygnowanego kochanka po włosach.
Z pomocą butelki wody mineralnej i paczki chusteczek, po paru minutach jakoś udało im się przywrócić Chiyu do stanu względnej czystości; tylko jej rajstopki nie były już tak białe jak poprzednio, ale z tym już nie dało się zbyt wiele zrobić. W międzyczasie znudzona dziewczynka próbowała wyślizgnąć się im i uciec w stronę zjeżdżalni, więc uspokajali ją na zmianę (Kamijo starał się nie używać argumentów w rodzaju ,,nie ruszaj się albo zakopię cię pod tamtym drzewem"), dopóki nie udało im się skończyć. Dopiero wtedy pozwolili jej pobiec w wybranym kierunku, a sami usiedli ciężko na brzegu piaskownicy.
- Gdzie on na tę pocztę pojechał? – irytował się znowu Kamijo. – Już pół godziny minęło.
- Może się zgubił – mruknął Kaya ponuro, opierając policzek na jego ramieniu. Westchnął ciężko, na co starszy wyciągnął rękę, bez słowa głaszcząc go po włosach. Przez chwilę obaj siedzieli tak nieruchomo, obaj zmęczeni i zniechęceni. – O nie, znowu! – jęknął nagle ciemnowłosy, podrywając głowę, gdy zobaczył, że Chiyu – jako jedyna nadal pełna energii - zaczyna wspinać się na szczebelki zjeżdżalni. Wstał z trudem i ruszył szybko w jej stronę. – Ostrożnie, bo spadniesz!
Po kilku asekurowanych przez Kayę zjazdach przyszła kolej na spacer po drabinkach, a następnie powrót na huśtawkę. W międzyczasie słońce zaszło, zrobiło się nieco chłodniej, a plac zabaw powoli pustoszał. Kamijo nadal siedział na brzegu piaskownicy; dla sportu zabił jeszcze wzrokiem jakieś dziecko, które za jego plecami machało łopatką, rozsypując na wszystkie strony piasek, po czym, coraz bardziej znudzony i zirytowany, postanowił spróbować dodzwonić się do Juki. Jednak ten – jak można było się zresztą spodziewać – najwidoczniej nie planował odebrać. Klnąc na czym świat stoi i planując, jakimi słowami zwymyśla srebrnowłosego, gdy tylko go zobaczy, blondyn przez kolejne kilka minut siedział, z podbródkiem opartym na dłoniach obserwując starania swojego kochanka. Tknięty ludzkim odruchem chciał nawet wstać i iść mu pomóc, jednak wtedy oboje z Chiyu ruszyli już z powrotem w jego stronę. Dziewczynka znudziła się widocznie atrakcjami placu i jej uwaga skupiła się teraz na dużej kałuży koło piaskownicy, do której zaczęła wrzucać trawę, liście i inne podobne znaleziska, a Kaya znowu usiadł obok Kamijo w tej samej pozycji co wcześniej, pozwalając objąć się ramieniem.
- Uduszę Jukę – nawet on tracił już cierpliwość.
- Powinniśmy byli zrobić to dawno – rzekł Kamijo grobowym tonem. – Naprawdę współczuję jego żonie. Nic dziwnego, że wyjechała.
- Robimy zupę! – zawołała radośnie Chiyu, wpadając między nich i rzucając się z patykiem do kałuży, po czym zaczęła machać nim w wodzie na tyle dynamicznie, by natychmiast zaowocowało to malowniczymi plamami na jej i tak niezbyt czystych rajstopkach i spodniach obu wokalistów.
- Hej, nie tak! – roześmiał się Kaya (zagłuszając przy okazji głośne przekleństwo ze strony Kamijo) i przyklęknął przy niej, biorąc patyk i zaczynając powoli mieszać nim w kałuży. – Trzeba spokojnie, inaczej wszystko się rozleje.
- Ojej! – Chiyu także zaczęła się śmiać, łapiąc rączkami za głowę. Patrząc na Kayę z radością, zaraz kucnęła przy nim i zaczęła dodawać do kałuży kolejne porcje trawy. Kamijo bezmyślnie dorzucił od siebie garść piasku.
- Oo, zaczynasz się wczuwać! – zaśmiał się znowu młodszy.
- Na mózg mi już padło, słowo daję…
- TATUŚ! – krzyknęła nagle Chiyu, podrywając się z miejsca i przeskakując kałużę, zaczęła pędzić przed siebie. W rzeczy samej, z przeciwnej strony biegł ku nim Juka; był zdyszany i potargany, ale śmiał się, zginając wpół i wyciągając ręce do córeczki, by zaraz złapać ją i podrzucić do góry – tak, że osoba postronna mogłaby pomyśleć, że nie widzieli się co najmniej miesiąc. Dopiero po tym powitaniu zdawał się w ogóle zwrócić uwagę na Kamijo i Kayę, nadal siedzących na swoich miejscach i obserwujących tę scenkę z krzywymi uśmiechami. Z Chiyu na rękach, szybko ruszył w ich stronę.
- Naprawdę strasznie was przepraszam, że tyle to trwało, zamknęli mi pocztę prawie przed nosem, musiałem jechać do innej, po prostu koszmar, to naprawdę nie moja wina! O Boże, ale się zmachałem…
Obaj wokaliści nie odpowiedzieli na to ani słowem, tylko obaj wstali, podeszli do niego i z obu stron jednocześnie strzelili mu po głowie.
- Aua!... O nie, tylko nie przemoc przy dziecku! – Juka uniósł wolną rękę, machając nią w uspokajającym geście. Chiyu nie wyglądała jednak na przestraszoną czy jakkolwiek tym dotkniętą, a wręcz przeciwnie, scena ta musiała się jej spodobać, bo roześmiała się i próbowała dołożyć Juce też od siebie.
- No, nawet ona widzi, że ci się należy! – Kamijo musiał powiedzieć chociaż parę słów. – Jest prawie dziewiętnasta, od godziny sterczymy tu z twoim dzieckiem jak ostatni idioci, a ty…
- Wiem, wiem, przepraszam! – powtórzył Juka żarliwie, zaczynając pchać wózek wolną ręką w stronę chodnika. Chiyu wyraźnie i tym razem nie zamierzała dać się w nim umieścić, bo tylko mocniej objęła go za szyję. – Ale już, po wszystkim, teraz naprawdę nie mogłem o niczym zapomnieć! Jeśli mogę się wam jakoś odwdzięczyć…
- Oczywiście, że możesz – powiedział blondyn dobitnie, ruszając za nim razem z Kayą. – Wystarczy, że nie będziesz niczego od nas chciał przynajmniej przez najbliższy miesiąc.
- Obiecuję, że nie będę – uśmiechnął się szeroko, odwracając w ich stronę. – Ayano wróci chyba jakoś za godzinę…Ale dobrze mieć już to wszystko za sobą!
Kaya i Kamijo skwitowali to krótkim prychnięciem; na dłuższy komentarz odnośnie tego, jak między ich trójką powinno się rozkładać zmęczenie, nawet nie mieli już siły. Szli obok Juki, niemal odliczając metry dzielące ich od samochodu i było to w tej chwili jedyną rzeczą, jaka naprawdę ich interesowała.
- Gdzie chcesz jechać? – spytał Kamijo Kayę.
- Do ciebie. – Wsunął się pod jego ramię i przytulając lekko do jego boku, uśmiechnął uroczo. – Masz większą wannę.
- Byłaś grzeczna, perełko? – Tymczasem srebrnowłosy nadal nie dostrzegał niczego oprócz swojej córki. Chiyu pokiwała z przekonaniem głową. – To takie spokojne, samodzielne dziecko! – Zachwycił się po raz kolejny. – Myślę, ze już powinniśmy z Ayano postarać się dla niej o braciszka albo siostrzyczkę!
…I naprawdę do końca dnia nie mógł zrozumieć, dlaczego jego przyjaciele zareagowali na to głośnym ,,NIE!”.

- Epilog -
- Ale chyba nie było aż tak źle, prawda? – spytał Kaya kilka godzin później.
Kamijo westchnął z rezygnacją, jak gdyby tylko na to pytanie czekał, przeciągając się i nieco niechętnie otwierając oczy.
- Prawda – przyznał, uśmiechając się krzywo. – Zdarzają się większe tragedie.
Młodszy prychnął krótko, wygodniej układając się na jego ramieniu.
- Myślałem, że mimo wszystko fajnie się bawiliśmy.
- Ty z pewnością – stwierdził, wplatając dłoń w jego włosy i zaczynając nawijać je na palce, na co Kaya zamruczał z zadowolenia, unosząc głowę i przytulając policzek do jego szyi. – Mi jednak zdecydowanie bardziej przypadł do gustu wieczór. Boli cię jeszcze? – dodał z troską, drugą ręką delikatnie rozcierając jego nadgarstki.
- Nie, to nic – uśmiechnął się, obracając na bok i ocierając lekko nosem o jego obojczyk. – I naprawdę nie chciałeś nigdy tak jak oni? – podjął po chwili, nieruchomiejąc w tej pozycji. – Ożenić się, założyć rodzinę?
Kamijo zaśmiał się i pokręcił głową.
- Sam mówiłeś, że się nie nadaję. Poza tym… Ty mi starczasz za żonę, kochankę i trójkę dzieci, serio.
- No nie! – roześmiał się także.
- Tak, tak. A co ciekawe, w każdej roli sprawdzasz się równie dobrze. A ty? – dodał po chwili z zainteresowaniem, patrząc na niego. – Nie chciałbyś tak?
- Żartujesz sobie?
- Nie, tak z Juką i tą małą… Naprawdę ładna by z was była rodzina.
- Było zabawnie – przyznał, obracając się na brzuch i unosząc na łokciu, by sięgnąć po stojący na szafce do połowy pusty kieliszek wina. – Ale gdybym miał tak codziennie, zwariowałbym po tygodniu.
Kamijo nie odpowiedział, z urzeczeniem wpatrując się w jego profil, odznaczający się w ciemności na tle okna, gdy podnosił kieliszek do ust. Potem przysunął się bliżej, wsuwając ręce pod kołdrę, żeby objąć go w pasie i przytulając do jego gładkich pleców, pocałował go nad łopatką. Kaya odstawił kieliszek na brzeg szafki i opadł na poduszę, wyciągając rękę do tyłu i z aprobatą głaszcząc jego włosy.
- Dlaczego akurat ja? – spytał blondyn, przesuwając usta wyżej wzdłuż jego kręgosłupa na kark, by pod koniec chuchnąć mu lekko w szyję. Opuszkami palców jednej dłoni głaskał go po brzuchu, drugą układając na jego udzie. – Tylu miałeś do wyboru…
- Cóż – westchnął Kaya, uśmiechając się lekko i z przymkniętymi oczami patrząc na księżyc za oknem. Jednym palcem od niechcenia wodził po jego przedramieniu. – Akurat wtedy pracowałem głównie z wami i nie miałem wcale tak dużego wyboru. Bo, rozumiesz, Juka już był z Ayano, Hizaki jest jednak dla mnie trochę za kobiecy, Jasmine tak samo. Teru to jeszcze prawie dziecko, a Yukiego, niestety, interesuje tylko to, co da się wypić. Masashi jest w prawdzie niczego sobie, ale jego jeszcze wtedy z wami nie było. No i tak, metodą selekcji…
Nie dokończył; w tym momencie Kamijo, który słuchał tych wyjaśnień w ciszy i bez ruchu, nagle prychnął ze złością i przewrócił się z powrotem na plecy, odsuwając od niego, wyraźnie urażony. Kaya roześmiał się głośno, obracając znowu na brzuch i unosząc na łokciach, żeby na niego spojrzeć.
- Przecież żartuję! – Przysunął się z powrotem do starszego, zarzucając na niego jedną rękę i całując go pod linią szczęki. – Pytasz mnie, jakbyś nie wiedział.
- Zepsułeś miłą atmosferę – stwierdził z żalem Kamijo, mimo wszystko pozwalając mu na powrót ułożyć się w swoich ramionach.
- Przepraszam, kochanie. – Pogładził go lekko po policzku. – Przecież wiesz… To tylko twoje ego chyba potrzebuje reanimacji po takim dniu i dlatego znowu o to pytasz. – Zaśmiał się ponownie na jego kolejne oburzone parsknięcie, obejmując go mocniej i wtulając twarz w jego szyję. – Kocham cię.
- Związałem się z potworem – stwierdził Kamijo ze zgrozą, otaczając go ramionami w talii i przetaczając razem z nim na drugi bok.
- Mógłbym powiedzieć to samo – odparł z krzywym uśmiechem, poprawiając na nich kołdrę. – Może to wszystko właśnie dlatego… - zamyślił się po chwili, kiedy już ułożyli się wygodnie. - Kto inny by z tobą wytrzymał i kto inny wytrzymałby ze mną?
- Mało romantyczne tłumaczenie.
- Po mało romantycznym dniu. Może jutro wymyślę ci inne…
Zamiast odpowiedzi, Kamijo pocałował go w czubek głowy.
- Myślisz, że skończyli dzisiaj nagrywać? – spytał Kaya po paru minutach milczenia, machinalnie głaszcząc go jedną dłonią po ramieniu.
- Myślę, że nie. Nie sami. Ale ty pewnie masz coś w planach?
- Nic, czego nie da się przełożyć – oznajmił pogodnie po chwili namysłu. – Powiem, że jestem chory. Ostra grypa jednodniowa.
- Cudownie. Kiedyś możemy zachorować razem, ale na coś dłuższego i bardzo zaraźliwego.
- Jesień to okres epidemii.
- Nie wydaje ci się, że oszukiwanie idzie nam jednak trochę zbyt łatwo? – spytał nagle Kamijo z rozbawieniem, unosząc się lekko, żeby na niego spojrzeć.
- Skądże znowu… My tylko trochę mijamy się z prawdą. I tak i tak spędzilibyśmy ten tydzień w łóżku.
Roześmiał się.
- To fakt. Ale mimo wszystko… Mógłbym stwierdzić, że to źle wróży, wiesz. Chociaż po trzech latach…
- Nie miałbym po co cię zdradzać. Może i masz wredny charakter, ale w innych kwestiach…
Kamijo nie dał mu dokończyć; nagle złapał go za podbródek, unosząc jego głowę i uciszył go mocnym, choć krótkim pocałunkiem.
- Idź spać, zanim zacznę dusić cię poduszką – powiedział, nie odrywając warg od jego ust. Potem ponownie oplótł go rękoma w pasie i przyciągnął do siebie, wzdychając z rezygnacją. – A jutro będziesz mi mówił co innego.
- Zależy, jak się o to postarasz – odparł Kaya z niewinnym uśmiechem, posłusznie układając głowę na jego ramieniu. Otarł się nosem o jego szyję, zamykając oczy, po czym dodał ciszej - miłych snów, skarbie. Może przyśni ci się, że adoptowaliśmy Chiyu.
- Milcz.
Zachichotał krótko, ale nie powiedział już nic więcej, tylko całując go jeszcze lekko nad obojczykiem. Chwilę później już spał; Kamijo leżał jeszcze przez parę minut, a potem - odpychając od siebie wspomnienia z minionego dnia i skupiając tylko na równych oddechu kochanka na swojej szyi - i on zapadł w spokojny, pozbawiony koszmarów sen.

_________________

Tonight, in the darkness of twilight
I want to fall asleep in your arms
As a shivering, broken marionette

I, broken marionette,
Am laughing with a slight embarrassment
Because if you only wish me
To give up everything else for you, I'll do it

I do not want to know anything more
I do not need anything else
I do not need anything

Kaya - Marionette
.


Ostatnio zmieniony przez Shadow dnia Nie Mar 13, 2011 12:15 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
http://www.versailles.jun.pl
Rei-chan
J-legenda


Liczba postów : 2010
Join date : 04/01/2011
Age : 20
Skąd : Z piekła...

PisanieTemat: Re: [Z] Not so daily day [3/3]   Sob Mar 12, 2011 11:59 pm

Yay!
Kolejna część! Od razu mi się humor poprawił^^

Komentuję w trakcie czytania, co by niczego nie pominąć, ten tekst jest na to zbyt cudowny^^

Cytat :
Cała trójka zdawała się być w swoim żywiole, aż ciężko byłoby stwierdzić, kto z nich jest najbardziej ucieszony.
Wyobrażam sobie Jukę i Kayę cieszących się z zabawy jak małe dzieci xD Słodkie^^

Cytat :
do samego końca nie zdejmie Kayi kajdanków.
Wizja cudowna, ale czy tu nie powinno być "kajdanek"? Chociaż teraz to już straciłam co do tego pewność...:/
Cytat :

- Bardzo mało edukacyjne – stwierdził Kaya potępiająco dziesięć minut później, stając na progu salonu i krzyżując ramiona na piersi. Kamijo rozsiadł się wygodnie w fotelu i ze średnim zainteresowaniem przerzucał strony znalezionej na stole gazety, podczas gdy Chiyu siedziała na dywanie pod telewizorem i z fascynacją wbijała wzrok w ekran, bez reszty pochłonięta jakąś kolorową kreskówką.
Ja to wiedziałam! Kamijo nie byłby sobą, gdyby znalazł jakiś bardziej angażujący sposób zajęcia małego dziecka xD

Cytat :
opierając o blat na łokciu
opierając SIĘ o blat na łokciu?

Cytat :
Kamijo zdusił w sobie chęć krzyknięcia ,,do nogi!’’
Biedny Kamijo, co ty tu z niego za tyrana robisz xDD Myślałam, że zabiję kota śmiechem^^

Cytat :
Za to Kaya, jak po chwili z niezadowolenie stwierdził
Literówka, z niezadowolenieM.

Cytat :
Tak jak się spodziewał, Kaya był w swoim żywiole; śpiewał i tańczył w akompaniamencie radia, machając ścierką, a jego jednoosobowa publiczność reagowała nadzwyczaj entuzjastycznie, próbując śpiewać razem z nim, klaszcząc i podskakując na swoim krzesełku. Wszystko wskazywało na to, że właśnie zdobył kolejną fankę.
Shadow, kurde, skąd ty bierzesz tak genialne pomysły na tak piękne i epickie sceny!?

Cytat :
Czekam, aż puszczą jakiś metal, to dopiero może być coś!
Ja. Pierdolę.
To by było po prostu warte miliony. Myślałaś nad wysłaniem do Kayi jakiegoś maila z prośbą o nagranie się w takim repertuarze? Ja bym tego bardzo chętnie posłuchała...

Cytat :
- Kaya sprowadza twoją córkę na złą drogę – oznajmił Juce dwie minuty później, kiedy obaj stanęli na balkonie, zapalając papierosy. – Śpiewa jej Gackta. Jak w wieku trzech lat zapyta cię, co to jest erekcja, to się nie zdziw.
Ja chyba będę do czytania twoich tekstów przygotowywać sobie maskę tlenową, bo umrę przed monitorem przed zakończeniem!!! Po prostu brak mi słów na to, myślisz, że stworzenie nowego epitetu "Shadowowe", będzie czymś bardzo dziwnym?

Cytat :
Kamijo w ostatniej chwili powstrzymał się, by nie paść na chodnik i nie zacząć tłuc weń głową. Zamiast tego jęknął tylko ,,Boże!" i odszedł na parę kroków, chowając twarz w dłoniach. Kaya podjął desperacką próbę powstrzymania się od śmiechu, ale nie wyszło mu to zbyt dobrze i wybuchnął, zasłaniając usta ręką.
Matko, zaczynam poważnie współczuć Kamijo...

Cytat :
Podniósł się, prowadząc ją przed sobą, Kamijo?
Tam powinien być myślnik zamiast przecinka..?

Cytat :
Kamijo nadal siedział na brzegu piaskownicy; dla sportu zabił jeszcze wzrokiem jakieś dziecko, które za jego plecami machało łopatką, rozsypując na wszystkie strony piasek
Ja tez bardzo lubię ten sport^^

Cytat :
Może przyśni ci się, że adoptowaliśmy Chiyu.
- Milcz.
Krótkie, treściwe i bardzo wymowne xD

Cały epilog to tak strasznie słodka scena, że można by próchnicy dostać, ale ja ostatnio wprost uwielbiam wszystko co słodkie, więc bardzo mi się podoba^^
Cały twój tekst, Shadow, nie tylko ta ostatnia część, to chyba jeden z najlepszych fików, jaki czytałam kiedykolwiek, wliczając w to czasy czytania do fandomu hp, a jak być może wiesz, jest naprawdę mnóstwo dobrych autorek tych fików. Masz tak lekki, przyjemny styl, że czytanie to czysta przyjemność. W zadziwiająco gładki i naturalny sposób łączysz elementy komediowe(które swoją drogą jak już są, to zawsze na maksymalnym poziomie), fluffowe i erotyczne, co jest dosyć rzadko spotykane.
Jeju, co ja ci jeszcze mogę pisać, wiedz, że kocham cię za te teksty i mogę o nich tylko słodzić^^
Powrót do góry Go down
Aemillie
Członek zespołu


Liczba postów : 535
Join date : 27/02/2011
Age : 21
Skąd : Lubin

PisanieTemat: Re: [Z] Not so daily day [3/3]   Nie Mar 13, 2011 11:34 am

Strzelę sobie w łeb... ale mniejsza
Fick jest genialny, miło mi się go czytało, w niektórych momentach nie mogłam przestać się śmiać, a czasami aż współczułam biednemu Kamijo... Wiesz co? jest w nim kilka podobieństw do mnie. Na przykład ja też nienawidzę dzieci i uderzam głową w ścianę xD
Ale nie o tym mowa. Jednym z bardziej powalających mnie fragmentów był:
Cytat :
- Kaya sprowadza twoją córkę na złą drogę – oznajmił Juce dwie minuty później, kiedy obaj stanęli na balkonie, zapalając papierosy. – Śpiewa jej Gackta. Jak w wieku trzech lat zapyta cię, co to jest erekcja, to się nie zdziw.
Po prostu padłam i wstać ze śmiechu nie mogłam ;>
Uwielbiam pairing KayaxKamijo, ale niewiele z ficów, które czytałam z nim mogłabym uznać za świetne, albo co najmniej dobre... Twój fick natomiast stanowczo zalicza się do szufladki "ZAJEBISTE"! ;>
Szkoda, że to koniec, chcę więęcej...!

Aemi
Powrót do góry Go down
http://yenneferr.deviantart.com otaku-world-site.webnode.com
Panna Ironia
Członek zespołu


Liczba postów : 562
Join date : 11/12/2010
Age : 18
Skąd : Ok. Warszawy

PisanieTemat: Re: [Z] Not so daily day [3/3]   Sro Sie 31, 2011 10:53 pm

Ekhm. Jako siostra dwuletniego brata z ADHD (ja to wiem, ale lekarze nie do końca Cute), który jest bardziej wygadany od dziesięciolatka... Musiałam skomentować. Biedny, biedny Kamijo! I tak miał szczęście, że nie trafił na takiego despotę jak to moje maleństwo.
Ja nie miałam siły na szukanie błędów między napadami śmiechu i współczucia.

Cytat :
Może przyśni ci się, że adoptowaliśmy Chiyu.
- Milcz.
Ze zgrozą stwierdzam, że bardzo się zaczęłam w twojego Kamijo wczuwać. Pomyślałam "milcz", zanim przeczytałam O.o I nie wiem, czy masz uznać to za komplement, czy powinnam się leczyć. Ale to dobre, bo tworzysz rzeczywiste postacie, które rozumiem i lubię. Mimo długości tekstu nie ma się ochoty na przelecenie po nim pobieżnie wzrokiem. Brawo!

Przez ciebie ich polubiłam. Tylko nadal muzyki Kayi nie zdzierżę za nic.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: [Z] Not so daily day [3/3]   Today at 4:55 am

Powrót do góry Go down
 
[Z] Not so daily day [3/3]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
J-slash :: FanFiction :: NC-18-
Skocz do: