IndeksIndeks  FAQFAQ  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [M] Święta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Jeanne
Stały gość na afterparty


Liczba postów : 111
Join date : 17/01/2010
Age : 27
Skąd : Warsaw

PisanieTemat: [M] Święta   Pon Lut 28, 2011 9:45 pm


by Arashi-kun :*

TYTUŁ: Święta
AUTOR: Jeanne
BETA: Wielkie podziękowania dla niezastąpionej Puć :* oraz dla Lonley Happy
FANDOM&PAIRING: the GazettE; Kai/Uruha
GATUNEK: obyczaj, romans, one-shot
OSTRZEŻENIA: malexmale; wspomnienia o działaniach seksualnych, dyskryminacja, fluff, hurt/comfort
NA: Tekst pisałam rok. Miał być na zeszłoroczne wyzwanie, które sama dałam dla Puć ;P Powstało wtedy też Alone, ponieważ wiedziałam, że ten tekst zajmie mi wiele czasu. Jak na razie, z powodu choroby, nie mam sił po raz kolejny go czytać. Ale pragnęłam dodać go na święta jako prezent dla Was.
Dla Puć, za cierpliwość, Ironii i Gruszki - bo wreszcie coś nowego z the GazettE ode mnie.

Enjoy!


- Tak mamo, na pewno jutro przyjadę. Tak, nie będę tym razem sam. Masz rację. Poznasz na pewno! No, to widzimy się o dziesiątej. Też cię kocham, pa!
Kai z głębokim westchnieniem rozłączył się z matką. Od tygodnia dzwoniła z tą samą sprawą - czy syn pojawi się na święta? Tym razem odważyła się zapytać, czy znalazł kogoś, z kim mógłby je spędzić oprócz niej. Zerknął kątem oka na rozleniwionego, pogrążonego w drzemce kochanka. Delikatnym ruchem ręki pogładził go po nagich plecach, na co ten, odwróciwszy się, przytulił ją.
- Co mówiła twoja mama? - zapytał cicho Uruha.
- To, co zwykle i pytała, kiedy będziemy.
- Czyli dzisiaj musimy się spakować? Nie chce mi się - jęknął, już nieco głośniej, gitarzysta. - Kochaanie…! - zawołał, przeciągając sylaby. Kai, kiedy tylko usłyszał ten ton oraz modulację głosu, już wiedział, o co mu chodziło.
- Nie, nie ma mowy, Kouyou! Trzeba było spakować się wczoraj, tak, jak ja to zrobiłem. Teraz pospiesz się, bo za… - urwał, by zerknąć szybko na zegar wiszący na ścianie, po czym dodał: - Za pół godziny będzie obiad. Śniadania nie ma sensu już jeść. A za dwie godziny mamy ostatnią w tym roku próbę!
W tej chwili Yutaka nie był już słodkim i wesołym młodym mężczyzną. Wcielał się w energicznego oraz stanowczego lidera. Czego jak czego, ale tej próby nie zamierzał odpuścić! Umówił się z resztą zespołu na szesnastą, planując pograć ze trzy godziny. Widząc brak zainteresowania ze strony Uruhy, wyszarpnął mu gwałtownym ruchem poduszkę, do której tulił się gitarzysta. - Wstawaj, leniu!
- Nie chcę… Tyłek mnie boli! - zaczął narzekać jasnowłosy, licząc na zrozumienie. Pomylił się jednak, bo perkusista tylko cicho zachichotał.
- Zrobię spaghetti, co ty na to? Z sosem czy serem? Chcesz do tego trochę przypraw? A może lepiej ugotować ryż? Z jabłkiem i cynamonem tym razem? No, co wolisz?
- Wróć i jeszcze raz.
Gitarzysta był naprawdę jedną z nielicznych osób, które prawie zawsze rozumiały szatyna, kiedy ten się czymś ekscytował - w końcu zdarzało się to niebywale często. Jednakże bywały wyjątki, dokładnie takie, jak ten.
- Już nic, nic. - Perkusista odpowiedział mu ze śmiechem, kręcąc przy tym z pobłażaniem głową. Po chwili wyszedł z sypialni z zamiarem przygotowania jedzenia. Był naprawdę głodny.

***

Na próbę przybyli odrobinę wcześniej, co Uruha postanowił wykorzystać na sprawdzenie nut. Położył się na brzuchu na sofie i wymachiwał wesoło nogami, nucąc pod nosem znane melodie. Z minitransu został wytrącony przez Reitę, który, zepchnąwszy go dość brutalnie z kanapy, samemu usiadł na niej z zadowolonym wyrazem twarzy.
- Kai! - krzyknął oburzony gitarzysta, na co wołany, bardzo zdziwiony, odparł odruchowo już obronnym tonem:
- Ja nic nie zrobiłem!
- Właśnie o to chodzi! - Reszta roześmiała się z tego, że znowu niesprawiedliwie oberwało się liderowi.
- No chodź, siadaj, zmieścimy się we dwójkę.
Gitarzysta spojrzał na Reitę i pokręcił głową. Od czasu do czasu uwielbiał ostry, dziki seks z Yutaką, a że na właśnie taki mieli ochotę rano, teraz cierpiał.
- Dzięki, postoję.
Basista nic nie powiedział, tylko wzruszył ramionami. Nie czekając już na nikogo, mogli zacząć próbę. Perkusista co jakiś czas posyłał zmartwione spojrzenia w stronę Uruhy, na co ten odpowiadał delikatnym uśmiechem. Czasami krzywił się lekko, co zaczęło irytować Aoi’ego, ponieważ Kouyou mylił wtedy chwyty i popełniał drobne błędy, a lider na to nie reagował. W końcu drugi gitarzysta wybuchnął:
- Uru, stójże w miejscu lub usiądź! Skupić się nie dajesz!
No tak, reszta mężczyzn nie wiedziała, że dwójkę ich przyjaciół łączą intymne stosunki. Ba, oni nawet nie wiedzieli, że ci dwaj ze sobą mieszkają. Perkusista, przeczuwając zbliżającą się kłótnię, zarządził koniec próby. Po złożeniu sobie nawzajem życzeń wyszedł szybko i, czekając przy samochodzie na gitarzystę, zapalił. Obserwował lekko dymiącego papierosa, starając się o niczym nie myśleć, jednakże mu to nie wyszło - zastanawiał się, jak jego matka zareaguje na Uruhę. Przecież ona nawet nie podejrzewała, że jej jedyny syn przyprowadzi ze sobą mężczyznę, bardzo chciała mieć kiedyś wnuki, a następnego dnia miała dowiedzieć się, że Yutaka nigdy nie będzie posiadał swoich dzieci. Przecież pary homoseksualne nie mogą być rodzinami adopcyjnymi, poza tym, przy ich stylu życia raczej nie mieli czasu na opiekę choćby i nad nastolatkiem. On sam czasami dumał nad tym, jak potrafi przypilnować tych dużych dzieciaków będących jego przyjaciółmi. Zauważył zbliżającego się blondyna, więc wszedł do samochodu. Kiedy tylko Kouyou usiadł na siedzeniu dla pasażera, trochę się przy tym krzywiąc, Kai pocałował go lekko w policzek. Sądził, że nikt tego nie widział, jednakże nie zauważył Reity, który właśnie szedł w stronę postoju taksówek. Basista aż przystanął na ten widok i z oniemiałym wyrazem twarzy wpatrywał się w odjeżdżających znajomych. Błyskawicznie zawrócił w stronę studia, modląc się, by Aoi i Ruki jeszcze nie wyszli. Musiał im wyjaśnić, dlaczego Uruha dziś się tak dziwnie zachowywał.

***

- No chodźże wreszcie, Yutaka! - krzyknął zniecierpliwiony Kouyou.
- Już, już. Muszę jeszcze tylko sprawdzić, czy wodę wyłączyliśmy. Dopiero byśmy mieli ciekawie, jakby zalało sąsiadów.
- Aghr! Weź nasze rzeczy do samochodu, a ja obejdę mieszkanie.
Widząc, że jego kochanek chce protestować, wypchnął go za drzwi, mówiąc jeszcze:
- Zapal sobie i zaczekaj na mnie, dobrze?
Wiedział, dlaczego Kai się denerwuje, ale w sumie tego nie rozumiał. Przecież jego matka go kochała, prawda? Nie powinna mieć nic przeciwko. Rozejrzawszy się, westchnął głośno. Założył obszytą białym futerkiem czarną kurtkę, która sięgała mu do bioder. Nie było aż tak zimno, by musiał zakładać płaszcz. Przejechał jeszcze po wargach bezbarwnym błyszczykiem, ponieważ nie chciał mieć popękanych ust. Zakluczył wszystkie cztery zamki, po czym sprawdził, czy dokładnie zamknął drzwi. W mieszkaniu mieli w końcu dość drogie sprzęty. Same gitary i części perkusji kosztowały majątek.
Droga dłużyła im się niemiłosiernie, dlatego blondyn postanowił się przespać. Miał prawo jazdy, ale wiedział, że Kai uwielbiał prowadzić, dlatego odstępował mu rolę kierowcy bez kłótni, w duchu się w sumie z tego ciesząc. Mógł rozkoszować się monotonią wynikającą z podróżowania pustą drogą oraz leśnego krajobrazu i po prostu się zdrzemnąć. Zdecydowanie brakowało mu trzech godzin snu.
Na miejsce dotarli z małym poślizgiem, ponieważ żaden z nich nie pamiętał o wcześniejszym zatankowaniu do pełna, także w połowie drogi musieli wstąpić na stację benzynową. Na podjeździe pod domem zaparkowali dokładnie o 10:17.
- No to jesteśmy - westchnął perkusista, zaciskając mocniej dłonie na kierownicy. Nie puścił jej, odkąd wyłączył silnik. Gitarzysta uspokajająco pogładził jedną z dłoni i pocieszająco stwierdził, że wszystko będzie dobrze. Starsza, niska szatynka uśmiechnęła się, kiedy tylko otworzyła drzwi. Taak, tych dołków w policzkach nie można było pomylić - od razu widoczne było podobieństwo miedzy nią, a jej synem.
- Jesteście już! - krzyknęła, rzucając się Kai’owi na szyję. - Witaj w domu, kochanie.
- Cześć mamo. Może wejdziemy do środka, bo chłodno? - Tak, jak wcześniej Uruha czuł tylko lekkie podenerwowanie, w tej chwili mógłby uciec, gdzie pieprz rośnie. Zgodziłby się nawet na codzienne, siedmiogodzinne próby, byle tylko się stąd wydostać. Z drugiej strony wiedział, jakie to ważne dla jego kochanka.
- Jasne! Wchodźcie, wchodźcie. - Już po chwili rodzicielka perkusisty witała gości w dużym, jasnym korytarzu. Nie czekając, aż zdejmą płaszcze, zapytała syna:
- Przedstawisz mi swoją dziewczynę?
Mężczyźni zamarli na te słowa. Chociaż już po chwili Uruha się trochę rozluźnił, stwierdzając, że w wyprostowanych włosach, lekkim makijażu oraz w tej kurtce, rzeczywiście nietrudno było pomylić jego płeć. W momentach takich, jak ten, przeklinał swoją androgyniczność.
- Mamo, wybacz, że ci nie powiedziałem wcześniej, ale… - zawahał się. - Dobra, nieważne, dlaczego. Mamo, poznaj Kouyou, mojego partnera. Kouyou, to jest właśnie moja mama. - Odsłaniając gitarzystę, Kai dokonał małej prezentacji. - Pewnie kojarzysz go jako Uruhę, jest gitarzystą w naszym zespole. - Z każdym kolejnym słowem mówił coraz ciszej, widząc wyraz twarzy swojej matki. Stała z szeroko otwartymi oczami i po chwili przełknęła ślinę, zakładając na twarz maskę uśmiechniętej kobiety.
- Miło mi, jestem Uke Ashtiko*
- Takashima Kouyou - Gitarzysta przedstawił się, kłaniając lekko.
- Przepraszam za moją gafę… Nie wiedziałam…
- Nic nie szkodzi. - Uruha przerwał, by uniknąć jeszcze bardziej niezręcznej sytuacji. Wiedział, że postąpił niegrzecznie, ale zauważył również zrozpaczony wyraz twarzy swojego kochanka. Nie chciał, by ten jeszcze bardziej się wstydził.
- Kouyou, mogę się tak do ciebie zwracać, prawda? - Blondyn skrzywił się lekko, modląc się, by kobieta tego nie zauważyła. Pozwalał tak na siebie mówić tylko Kai’owi, nawet jego własna matka nie wołała go prawdziwym imieniem, tylko pseudonimem artystycznym. Jednakże nie chciał bardziej urazić kobiety, więc postanowił to przemilczeć. - Rozgość się proszę, a ciebie, Yutaka, poproszę na chwilę. Musisz mi pomóc w kuchni - powiedziała stanowczo. Perkusista przytaknął niepewnie, wysyłając partnerowi przepraszające spojrzenie.

***

- Dlaczego mi nie powiedziałeś? - Można było usłyszeć zmęczone westchnienie kobiety. Siedziała przy stole, a jej prawie trzydziestoletni syn stał przed nią jak jakiś uczniak.
- Nie chciałem cię martwić.
- Od jak dawna?
- Od jak dawna jestem z Kouyou, czy od jak dawna podobają mi się faceci?
- I to i to - odparła matka perkusisty. Już miała nadzieję, że jej syn jest chociaż biseksualny i po pewnym czasie przejdzie mu kolejny głupi wymysł. Tak jak było z dredami; jak dobrze, że wrócił do poprzedniej fryzury! Jednakże słysząc kolejne słowa, rozczarowała się.
- Uświadomiłem sobie, że podobają mi się mężczyźni, gdy miałem siedemnaście lat. Pamiętasz, dopytywałaś się wtedy, dlaczego nie przyprowadzam żadnej dziewczyny, a ja bałem ci się po prostu przyznać.
- A od kiedy… chodzicie ze sobą?- zapytała, czując na plecach nieprzyjemny dreszcz.
- Od… czterech lat, a od dwóch mieszkamy - odpowiedział, jąkając się lekko. Uklęknął przed nią i, widząc jak chowa twarz w dłoniach, przytulił mocno.
- Powiedz mi, gdzie popełniłam błąd? - Kai nie chciał tego pytania. Uważał, że jego orientacja jest normalna i nie powinien się wcale leczyć. Wiedział jednak, że to nie czas, by się oburzał czy wykłócał. Przydała mu się teraz cierpliwość, którą nabywał w czasie koncertów przy reszcie zespołu.
- Nigdzie, mamo. Po prostu nie interesują mnie kobiety. Nie w ten sposób - westchnął, przytulając mocniej matkę.
- Idź już do niego i pokaż mu pokój, w którym będzie spał. Ten na parterze. - Po chwili, widząc, że jej jedynak chce coś dodać, stanowczo powiedziała:
- Nie, nie będziecie spać w jednym łóżku pod moim dachem. - Kai nic już nie mówił, tylko wychodząc, pokręcił z dezaprobatą głową.

***

- Przepraszam cię, Kouyou. Nie wiedziałem, że tak zareaguje. Nie spodziewałem się, zwłaszcza tego, że nazwie cię kobietą. Przecież z daleka widać, że nią nie jesteś! - oburzył się perkusista, na co jego partner tylko lekko się uśmiechnął i, podszedłszy bliżej, objął go w pasie, wtulając głowę w zagłębienie jego szyi.
- Nic się nie stało, w sumie to trochę też i moja wina. Mogłem ubrać się bardziej męsko, no i nie musiałem się malować.
- Ale ja lubię, gdy masz taki makijaż. Zawsze chciałem mieć takie oczy jak twoje. To w nich się zakochałem. - Kąciki jego warg uniosły się ku górze, gdy to mówił. W międzyczasie jedną dłonią obejmował kochanka na wysokości klatki piersiowej, a drugą przeczesywał mu delikatnie włosy. Na ten gest gitarzysta zamruczał jak mały kociak. Uwielbiał, gdy perkusista tak robił.
Mężczyźni rozmawiali jeszcze chwilkę szeptem, tak, że matka Kai’a nie słyszała nic z konwersacji. Mimo to obserwowała ich. Starała się zrozumieć zachowanie jej syna oraz to, co takiego widział w drugim chłopaku. Kiedy zauważyła, że ich twarze zbliżają się do siebie, odeszła kawałek, po czym wróciła, robiąc trochę hałasu. Zapukała i już po chwili drzwi otworzyły szerzej, ukazując radosną twarz szatyna, w duszy przeklinającego, że matka im przeszkodziła. W głębi siedział blondyn, rozpakowując ich torby.
- Yutaka, pomożesz mi w kuchni? Kouyou, może pooglądasz telewizję? Myślałam, że partnerka syna też by nam pomogła, ale w tym przypadku… - nie dokończyła, robiąc efektowną pauzę. Uruha nie obraził się, tak jak podejrzewał Kai, tylko z uprzejmym uśmiechem zwrócił się do kobiety:
- Ja również mogę pomóc. Pani syn jest świetnym kucharzem, a gotując razem z nim nauczyłem się co nie co.
- Um… W takim razie… No to chodźcie. - Gitarzysta doskonale zdawał sobie sprawę, że rodzicielka jego kochanka starała się spowodować, by wybuchnął. Jednakże nie wzięła pod uwagę jednego faktu - mianowicie, był on jeszcze bardziej cierpliwy od Kai’a, więc… dość trudno było to zrobić. Z radością zauważył, że tak jak prawie zawsze, perkusista założył bezrękawnik, co tylko uwidaczniało jego mięśnie. Wychodząc z pokoju, Uruha delikatnie przejechał opuszkami palców po nagim ramieniu przyjaciela, nie mogąc się powstrzymać. W ten sposób chciał go uspokoić oraz zapewnić, że wszystko jest w porządku, jednocześnie ucieszył się, gdy zadrżał pod wpływem jego dotyku. Kochał jego ramiona oraz siłę, z jaką go nimi obejmował, gdy osiągał szczyt rozkoszy.
Następnego dnia miała być już Wigilia, a oni jeszcze nie mieli upieczonego ciasta, dlatego też do pracy zabrali się nad wyraz ochoczo. Powinni się sprężać, ponieważ czekało ich jeszcze ubieranie choinki. Tym razem nie bawili się w kuchni tak, jak zawsze w swoim mieszkaniu, ale fachowo i sprawnie podeszli do pieczenia. Nie minęła nawet godzina, a mieli już przygotowane ciasto, które teraz czekało tylko, aż nagrzeje się piekarnik, by można było je do niego włożyć.

***

- Kai, no! Najpierw muszą być lampki, później dopiero łańcuchy!
- Ale dlaczego? Przecież to w sumie na jedno wyjdzie. - Na taką odpowiedź gitarzysta załamał teatralnie ręce. Na fotelu niedaleko kominka siedziała matka perkusisty, z uśmiechem przyglądając się pogrążonym w kłótni mężczyznom. Od pokoleń tradycją było to, że drzewko świąteczne przystrajały dzieci. Nieważne, czy były dorosłe i czy miały już własne rodziny - w przeddzień Wigilii rodzice siadali i odpoczywali, a ich pociechy zajmowały się bombkami oraz resztą ozdób.
- Boże! Przecież później wszystko się poplącze. Daj to. - Uruha w końcu się zdenerwował i zabrał z rąk partnera lampki, które już po chwili układał na zielonym drzewku. Zerknął na naburmuszonego lidera, po czym zmierzwił mu w czułym geście włosy - postanowił przekonać do siebie rodzicielkę Kai’a. Musiał pokazać, że jest wart jej syna i że bardzo mu na nim zależy.
- Ale to ja zakładam gwiazdę na szczycie! - Perkusista poddał się z lampkami, ale czego jak czego, tego nie odpuścić nie zamierzał. Zdziwił się, gdy już po chwili do gitarzysty dołączył śmiech jego matki. Oni w czymś się zgadzają! Musiał to gdzieś zapisać.
- Ale ja jestem wyższy! - przekomarzał się blondyn. Było dobrze! Powinien teraz iść dalej…
- Odrobinę. Najwyżej wejdę na ciebie. - Lider pokazał mu język. Czuł, jakby na nowo był dzieckiem i nie musiał się niczym przejmować, myśleć o problemach z wydawnictwem, o terminie nagrań do nowego albumu, o tym, że powinien kupić już nowe naciągi… Po prostu zaczął cieszyć się świętami, a zauważywszy, że za oknem pada śnieg postanowił to wykorzystać.
- A założysz się, że w przeciągu dziesięciu minut dokończymy? - Już on doskonale wiedział, jak podejść Kouyou tak, by ten zrobił to, na co on miał ochotę.
- Czy to wyzwanie? - Uruha zabawnie zmrużył oczy, zbliżając się powoli w stronę bombek.
- A jak! Podejmujesz?
- Jeszcze pytasz? - Długo nie trwało, a oni już jeden przez drugiego zawieszali na choince granatowe i złote ozdoby. - Wygrałem! - krzyknął uradowany blondyn, na co perkusista tylko się roześmiał.
- Chodź na zewnątrz, muszę ci coś pokazać.
I już ich nie było. W swoim towarzystwie zapominali o wszystkim, nawet o kobiecie, która stała teraz przy drzewku, dotykając delikatnych bombek przy ledwie widocznym uśmiechu.

*

Mężczyźni wrócili do domu dość późno, cali przemoczeni. Bitwa na śnieżki zakończyła się remisem, powodując tym samym, że już zapowiadali rewanż, kiedy tylko wrócą do siebie. Po szybkiej kolacji poszli spać do swoich pokoi, rankiem zaś matka Kai’a udawała, że nie widziała syna chyłkiem uciekającego z gościnnej sypialni. Oj, nie była konsekwentna. Miała strasznie ambiwalentne uczucia.

Wigilia minęła w przyjemnej atmosferze. Rozmawiali i śmiali się, wspominając wpadki podczas koncertów lub nawet ich codzienne, podczas prób. Uruha usłyszał chyba wszystkie historie z dzieciństwa perkusisty oraz obejrzał każdy album ze zdjęciami.
Gdy wieczór dobiegł końca, zmęczona dwójka ulokowała się w salonie. Mężczyźni myśleli, że rodzicielka młodszego z nich już od dawna śpi, nie wiedzieli jednak, że ona po cichu powędrowała do kuchni po szklankę wody. Wracając, zatrzymała się w drzwiach do salonu, obserwując ich w ciemności. Jedyne światło dawały zapalone lampki na choince, a tuż przed nią, na podłodze siedział Kai wraz z Uruhą. Obok nich stała butelka czerwonego wina. Perkusista opierał się plecami o sofę, w jednej ręce trzymając w połowie opróżniony już kieliszek, a drugą obejmując w pasie kochanka. Kouyou wolno gładził palcami wierzch dłoni szatyna, od czasu do czasu maczając usta w winie. Nagle gitarzysta odchylił głowę w tył szepcąc ciche Kocham Cię , by po chwili połączyć swoje wargi z ustami partnera w leniwym pocałunku. Yutaka ostrożnie odstawił swój kieliszek, po czym odebrał drugi blondynowi i władczo podniósł go tak, iż ten siedział mu na kolanach. Perkusista wtulił twarz we włosy Uruhy, pozwalając mu bawić się swoimi. Lider, myśląc, że są sami, dość wyraźnie wyznał:
- Ja ciebie też kocham, K’you. Cieszę się, że ciebie mam, wiesz? Że jesteś tutaj razem ze mną. Teraz, jak tutaj tak siedzimy, czuję się w pełni szczęśliwy.
Matka Kai’a była już pewna, że jest i nie powinna więcej ingerować, a tylko zaakceptować wybór jedynaka, jednak… Właśnie. Wycofała się powoli z korytarza czując, że przeszkadza. Udając się do pokoju, usłyszała jeszcze tylko przyspieszone, ciężkie oddechy dobiegające z salonu, a po chwili szybkie kroki kierujące się do jednego z pokoi, tego, w którym spał gitarzysta.

***

Następnego dnia śniadanie mijało im w spokojnej atmosferze. Do czasu.
- Chłopcy, zapomniałam wam wczoraj powiedzieć, że na obiad przyjadą moje siostry z rodzinami. - Po tych słowach można było usłyszeć głuchy jęk, który opuścił usta perkusisty.
- O której będą? - zapytał tylko. Uruha, przeczuwając napiętą atmosferę, wolał przezornie milczeć.
- Za jakieś dwie godziny. Mają pomóc mi w przygotowaniach.
- Ale przecież nikt nigdy do nas nie przyjeżdżał!
- No tak - zgodziła się jego matka. - Powiedziałam, że nie będziesz sam, więc wszyscy chcieli poznać twoją… partnerkę.
- Dobrze, to idziemy się przygotować. - To powiedziawszy, wstał od stołu, ciągnąc za rękę gitarzystę. Nie komentował więcej tego, co oznajmiła mu rodzicielka.
- Jadłem jeszcze - mruknął oburzony Uruha. Kai, nie przejmując się zbytnio jego narzekaniami, wepchnął mężczyznę do swojej sypialni.
- Rany, przepraszam cię. Dasz radę zmierzyć się z resztą mojej rodzinki czy wolisz wracać? - Na to pytanie blondyn pokręcił tylko głową i ze śmiechem odparł:
- Jasne, że zostanę, ale tym razem ubiorę się jak mężczyzna - Zaakcentował ostatnie słowo, przypominając sobie reakcję matki na jego ubiór.
- Nie! - Gitarzysta aż podskoczył na ton głosu Kai’a, ale zrelaksował się, słysząc jego dalsze słowa. - Chcę cię takim, jakim jesteś naprawdę. Zrobisz makijaż, a jak nie, to zwiążę cię i sam wymaluję, jasne?
- Kotku… - mruknął blondyn, zbliżając się do niego. - Możesz mnie związać… Ale później obowiązkowo wykorzystać.
Kai jęknął, czując jak Uruha ściska lekko jego krocze, kładąc jednocześnie jego dłonie na swoich pośladkach.
- Kurwa, że też nie mamy teraz tyle czasu - westchnął, wtulając się w kochanka i ściskając trochę obie półkule. - Poczekaj tylko, aż wrócimy do domu. Cały dzień cię z łóżka nie wypuszczę. - Na potwierdzenie tych słów zassał dodatkowo skórę tuż pod jego jabłkiem Adama, zostawiając zaczerwieniony fragment.
- Yutaka… - jęknął gardłowo. - Zauważą - ostrzegał.
- Chcę, by zobaczyli - powiedział, nie odrywając za bardzo ust od miejsca, które całował. Na taką prowokację oraz pewność w głosie kochanka, Uruha nie mógł być bierny. Odchylił się nieznacznie, tak, by móc dotknąć swoimi wargami ust Kai’a i pocałować go z pasją. Zdziwił się, kiedy perkusista odsunął się.
- Kouyou, przygotujmy się. Zróbmy wielkie wejście! - wykrzyknął, zabawnie podskakując w miejscu. Gitarzysta przytaknął, mrużąc niepewnie oczy. On coś knuje, pomyślał.

- Matko, Yutaka! - Jego matka aż krzyknęła, kiedy go zobaczyła. - Co ty masz na oczach?! Natychmiast to zmyj!
- To są czarne cienie do powiek i nie zmyję. Mamo, nie możesz mi już rozkazywać. - Kai zaprzeczył, widząc, że rodzicielka chce coś dodać. Miał już prawie trzydzieści lat i, cholera, ta nadopiekuńczość go denerwowała! Mimo to odpowiadał jej spokojnie.
- Masz to zrobić natychmiast!
- Mamo… - jego głos niebezpiecznie zadrżał, kiedy to usłyszał cichy szept tuż koło swojego ucha i poczuł na ramieniu dłoń Uruhy.
- Uspokój się. - Dalszą dyskusję przerwał dzwonek do drzwi. Cóż, goście już przybyli. Ashtiko poszła otworzyć, zostawiając mężczyzn samych. Kai wykorzystał to, by błyskawicznie się odwrócić i opleść ramionami talię gitarzysty. Oczy mu błyszczały, gdy obserwował swojego kochanka. Uruha założył obcisłe czarne jeansy oraz zwykłą białą satynową koszulę. Czerwony krawat ładnie współgrał z resztą. Całości dopełniał lekki makijaż - czarną kredkę rozjaśnił białym cieniem, co dodatkowo podkreślało głębię jego oczu.
- Wyglądasz niesamowicie - powiedział perkusista tuż przed pocałowaniem partnera.
Nie zdążyli zatopić się w pocałunku, ponieważ intymną chwilę przerwał nagły, donośny głos jednej z sióstr Ashtiko.
- Yutaka! Jak ja dawno ciebie nie widziałam!
- Zaczyna się - westchnął cicho i, przybierając na twarz sztuczny uśmiech, który nie sięgnął oczu, odwrócił się do kobiety.
- Ciociu, miło cię widzieć. Może wrócisz do salonu, do reszty, bo chciałbym wam kogoś przedstawić.
Kobieta jakby dopiero teraz zauważyła, że ktoś stoi za jej siostrzeńcem. Nie mówiąc nic więcej odwróciła się i udała w stronę reszty rodziny.
- Gotowy?
- Zawsze i wszędzie - wyszczerzył się gitarzysta.

- Cześć wszystkim - Kai wszedł do salonu, czym zwrócił na siebie oczy pozostałych. W sumie to patrzyli oni na splecione ze sobą dłonie mężczyzn. Lider uśmiechnął się, widząc ich lekko zszokowane twarze. Sądzili, że przyprowadzi kobietę, a tutaj taka niespodzianka. Chcąc wywołać jeszcze większe zdziwienie, objął ramieniem kochanka, kładąc rękę na jego biodrze. Kąciki ust Uruhy uniosły się lekko ku górze. Jak szaleć, to szaleć.
- Poznajcie mojego partnera. Zapewne znacie mój zespół, prawda? To jest jeden z gitarzystów, Uruha.
- Miło mi państwa poznać - mówiąc to, Kouyou ukłonił się nisko, tak, jak nakazywała etykieta. Cóż, tak na prawdę pragnął ukryć pogłębiający się uśmiech. Nie stresował się tak jak podczas spotkania z matką. Teraz, czując pewność siebie, jaka wręcz emanowała z jego kochanka, sam poczuł się lepiej. Kątem oka dostrzegł, jak część osób już otrząsnęła się ze zdziwienia i po kolei się przedstawia. Odprężył się nieznacznie, kiedy nie usłyszał żadnego komentarza na swój temat, a spodziewał się, że skrytykują jego wygląd. Nagle poczuł, że ktoś wiesza się na jego nogach i pociąga jeszcze bardzie jeszcze w dół.
- Wujku, wujku, kim jest ten pan? - Dwójka dzieci krzyczała w stronę Kai’a, nie puszczając gitarzysty. W policzkach perkusisty ukazały się słodkie dołeczki. Mimo wszystko był trochę zakłopotany, ponieważ co innego przedstawić swojego partnera dorosłym, a co innego dzieciom. Nie wiedział, jak jego kuzynka uświadamia swoje dzieci, jednakże już po chwili zrelaksował się słysząc jej głos:
- To jest chłopak wujka Kai’a - wyjaśniła spokojnym głosem.
- Ale wujek też jest chłopcem. Nie może mieć chłopca przecież! - No tak, zapomnieli, że dzieci nie miały wcześniej kontaktu z homoseksualistami i patrzą na wszystko przez pryzmat swoich rodziców.
- Może. To jest tak jak ja z mamą, wiecie? Pan Uruha jest kimś ważnym dla wujka, tak jak wasza mama dla mnie. - Gitarzysta podniósł zszokowany głowę i spojrzał na mówiącego mężczyznę. Nie sądził, że zostanie aż tak dobrze przyjęty.
- Wystarczy Uruha - Powiedział lekko się uśmiechając. Podejrzewał, że z tym młodym małżeństwem najlepiej się dogada. Mężczyzna skinął głową z zadowoleniem przechodząc na „ty”.
- Pomożecie mi? - Matka Kai’a zwróciła się do swoich sióstr. W jej głosie można było usłyszeć nutkę złości. Lider doskonale sobie zdawał sprawę, że liczyła na inną reakcję i w chwili obecnej stwierdził, że uwielbia swoją dalszą rodzinę. Usiadł na krześle, biorąc na kolanach jedną z dziewczynek. Druga, nie czekając na nic, usadowiła się na Urusze. Mężczyzna roześmiał się na to krótko. Uwielbiał dzieci, a nie wiedział, że Kai jest również wujkiem. Cóż, perkusista rzadko chciał rozmawiać o swojej rodzinie, więc on nie wypytywał go o to.
- Też grasz na tym czymś wielkim, co wujek?
- Na perkusji? Nie, dla mnie to czarna magia. Nie potrafię się tak ruszać jak Yutaka, a tym bardziej nie mam takiej podzielności uwagi - powiedział miękko. - Ja gram na gitarze, jest o wiele łatwiejsza.
- Podzielności czego?
- Uwagi, nie potrafię robić wielu rzeczy na raz.
- Wujku, a zagrasz nam coś? - Pisnęła druga dziewczynka, zeskakując z nóg Kai’a co ten przyjął krótkim westchnieniem ulgi.
- Tylko, że nie mam gitary.
- Tata ma! - Klasnęło w ręce młodsze z dzieci.
- Nie wiem, czy mi pozwoli - Uruha puścił im oczko i pogonił, by porozmawiały z rodzicem.
- Widzę, że się dogadujesz z nimi lepiej niż ja. Podbierasz mi pozycję ulubionego wujka! - perkusista nie przejmując się ludźmi zgromadzonymi przy stole zaczął podszczypywać swojego kochanka. Doskonale wiedział, że ma on łaskotki wiec uśmiechnął się diabelsko, widząc zbliżające się dzieci.
- Wiesz, cały czas byłem sam, wiec stałem się maskotką rodziny. Takim dużym dzieckiem!
- Kochanie, ty nadal jesteś dużym dzieckiem, mimo że to ja noszę w tym związku spódnicę - szepnął Uruha. Co jak co, ale nie chciał innym zdradzać sekretów ich życia seksualnego. Na to stwierdzenie Kai westchnął teatralnie i krzyknął:
- Dzieci, wiecie, że ten pan tutaj ma bardzo duże łaskotki?
- Gilgoczemy wujka Uruhę! - krzyknęły zgodnie dziewczynki. Dorośli widząc, jak dobry kontakt mają z ich skarbami, stwierdzili zgodnie, że oboje byliby świetnymi ojcami. Skoro Uruha podbił serca dzieci, to nie mają nic przeciwko niemu. Jeżeli jedynak Ashtiko jest z nim szczęśliwy, to dlaczego mieliby go nie zaakceptować?
Szaloną zabawę przerwał ojciec dzieci, wręczając gitarzyście instrument
- Dajcie mi złapać oddech, małe diablice! - Ze śmiechem powiedział Kouyou. - To ja pogram, a wy zaśpiewacie, dobrze?
- Jasne, wujku! Jingle Bells?
- Znacie angielski?
- Tak, mama każe nam się go uczyć, ale tak naprawdę my go nienawidzimy - konspiracyjnym szeptem powiedziała starsza dziewczynka. Taak, cała rodzina usłyszała to i roześmiała się serdecznie.
- Uczcie się, uczcie. Ja żałuję, że nie potrafię mówić dobrze w tym języku, wiecie, jak wyglądają moje wywiady? – stwierdził Kai.
- Ale jesteś i tak lepszy od Reity! Pamiętam wasz wywiad w radiu, nie mogłem powstrzymać się od śmiechu.
- Taak, wypominałeś nam go przez całe dwa tygodnie – perkusista jęknął, przypominając sobie tę sytuację.
- No już, nie bocz się tak na mnie. Zagramy specjalnie dla ciebie, co nie, dziewczyny? – Dzieci przytaknęły zgodnie i czekały na pierwsze dźwięki. Gitara była doskonale nastrojona – widać, że właściciel często jej używa. Rodzina umilkła, wsłuchując się w krótki, instrumentalny wstęp i już po chwili można było usłyszeć śpiew dziewczynek. Długo nie trwało, a dołączyli do nich pozostali. Kai uśmiechnął się w duchu do siebie. Był dumny z kochanka, że w tak krótkim czasie potrafił zaskarbić sobie przychylność nie tylko dzieci, ale całej rodziny. Wesołymi oczami obserwował ruchy palców Uruhy i wsłuchiwał się w graną przez niego melodię.

Sielankę przerwał nagły dzwonek do drzwi.
- Ach, Yutaka możesz otworzyć? To pewnie Yumi – Matka Kai’a uśmiechnęła się do niego niewinnie. Perkusista jęknął, wcale się z tym nie kryjąc.
- Dlaczego to zrobiłaś? Nie widziałem się z nią z pięć lat.
- No jak to dlaczego?! Przecież to twoja koleżanka z dzieciństwa. – Lider nie zdążył już nic więcej dodać, ponieważ został pociągnięty przez Uruhę w stronę przedpokoju. Prychnął tylko pod nosem „Koleżanka?”
- Chodź i się nie przejmuj – mruknął do ucha szatynowi. – Nie może być tak źle, prawda?
- Wierz mi, może być jeszcze gorzej. To jest jedyna dziewczyna z którą spałem, by upewnić się co do swojej seksualności. W sumie ona nie wie, że jestem gejem. – Perkusista wyszeptał to, nie spoglądając nawet na swojego kochanka, jakby wstydząc się tego, że potrzebował dowodu.
- Miałeś wtedy naście lat, prawda? A teraz puść to w niepamięć i otwórz. Ja doniosę twojego soku jabłkowego. – Wychodząc, zdołał usłyszeć, jak Kai odpowiada mu dość cicho:
- Wiesz, że ona zrobiła to specjalnie? – Gitarzysta wiedział, że chodzi o matkę młodszego. Doskonale zdawał sobie sprawę, że to, co powiedział, jest prawdą, dlatego też przytaknął. Uruha całą siłą woli powstrzymywał się, by nie odwrócić się i zobaczyć całej tej Yumi. Wiedział, że Kai go kocha, ale zawsze pozostaje to dziwne uczucie oraz zaniepokojenie, czy czasem ta druga osoba nie będzie próbowała uwieść kogoś, z kim jesteś. Zazdrość. W sumie to perkusista częściej ją pokazywał, tak samo jak zaborczość, ale to, że blondyn tłumił ją w sobie nie znaczyło, że również jej nie czuł. Gdzieś tam w głębi serca wiedział, że już nie polubi tej kobiety, chociażby przez sam fakt, że spała z jego kochankiem. Uśmiechnął się ponuro do swoich myśli i po napełnieniu szklanki sokiem, wrócił do salonu.
- Proszę, Yutaka – uśmiechnął się promiennie do perkusisty, po czym usiadł na swoim miejscu, koło niego. Zamiast słów podziękowania otrzymał głębokie dołeczki, które ukazały się, gdy szatyn odwzajemnił gest.
- Yutaka, nie przeds… - Kobieta siedząca naprzeciwko nie zdążyła dokończyć mówić, ponieważ lider natychmiast jej przerwał.
- Kai.
- Co?
- Już dawniej prosiłem cię, byś się do mnie zwracała „Kai” – wyjaśnił jej ze stoickim spokojem. Gitarzysta wiedział, że zachowanie uprzejmości w stosunku do tej blondynki, która było nie było, jest ładna oraz delikatna, wymagało od jego przyjaciela sporego samozaparcia.
- Ale przecież on… - I znowu nie dokończyła.
- Kouyou może. - Perkusista odparł jej na to krótko.
- Cześć, jestem Uruha. Jak mniemam, ty musisz być Yumi? – Uruha ukłonił się lekko, nadal siedząc.
- Ekhm… Tak, miło mi. Jestem dziewczyną… Kai’a. – Jej chwilowe zmieszanie całkowicie zakryła dalsza wypowiedź przesiąknięta pewnością siebie oraz jakby lekką dumą.
- Chyba byłą, zgadza się? Bym zauważył. – Gitarzysta uniósł lekko prawą brew, nie dopuszczając kochanka do słowa. Nie chciał, by się wykłócał, a znał jego temperament.
- No tak – zgodziła się, nie tracąc rezonu. Uruha, widząc jej upór, uśmiechnął się lekko i puścił oczko perkusiście. Rozmowę przerwały dziewczynki.
- Wujku Uruha, tata powiedział, że już jedziemy. Zagrasz nam kiedyś jeszcze?
- Jasne dziewczyny! Pewnie jeszcze nie raz się spotkamy – mówiąc to, zerknął kątem oka na minę blondynki, jednocześnie oceniając ją. No tak, jak każda Japonka chciała być oryginalna, więc... przefarbowała włosy zupełnie jak miliony innych.
- Wujku, a weźmiecie nas kiedyś na koncert? – Tym razem starsza z nich zwróciła się do Kai’a.
- Oj, zobaczymy. Uciekajcie już. Do następnego razu. – Perkusista szybko je przytulił po czym widział jak biegły do swojej matki.
- Wątpię, czy by przeżyły to, co wyczyniacie z Rukim na scenie – Kai powiedział to normalnym tonem. Nie był zły, wiedział doskonale, dlaczego to robią, a skoro on musi siedzieć, nie ruszając się? W salonie panował niemały gwar, więc sądził, że nikt go nie usłyszał poza Uruhą. Jednakże pomylił się, słysząc słowa Yumi.
- A… Już wiem skąd cię kojarzę. Grasz razem z Kai’em i to ty jesteś tym pedałem, który lizał się z drugim gitarzystą, Aoim, prawda? – powiedziała, uśmiechając się słodko. Jeżeli perkusista chwilę temu był zdenerwowany, to teraz był po prostu wściekły.
- Kouyou nie jest żadnym pedałem. Yumi, powinnaś przeprosić.- Warknął przez zaciśnięte zęby.
- Spokojnie, Yutaka. Olej. – Szepnął mu Uruha, delikatnie gładząc jego dłoń pod stołem.
- Ale przecież to prawda! – Broniła się kobieta. – Przecież całował drugiego faceta, więc jest peda…
- Nie kończ nawet – Kai nie lubił przerywać ludziom, ale wiedział, że czasami był do tego zmuszony. – Wiesz, że w tym momencie obrażasz również mnie?
- Jak to?
- Kouyou jest moim partnerem. Od czterech lat.
- No tak, gracie przecież w jednym zespole. – Gitarzysta na te słowa przewrócił oczami, ale nie wtrącał się już w rozmowę. Cóż, schlebiało mu, gdy perkusista go bronił.
- Partnerem życiowym. Przyjacielem, drugą połówką, kochankiem… Nazwij to jak chcesz i tak każde to określenie pasuje. – Kobieta oniemiała na to wyznanie. Czego jak czego, ale tego się nie spodziewała. Jej Kai… Zastanawiając się dostrzegła dziwny błysk w oczach Uruhy. Jakby samozadowolenia. Mściwie się uśmiechnęła, po czym stwierdziła:
- Kochanie, nie martw się. Wiem, że masz swoje humory, ale tak naprawdę kochasz tylko mnie.
- Kurwa, kocham Kouyou! Zrozum to wreszcie, kobieto! – Uruha jakby dopiero teraz dostrzegając, że wymianie zdań pomiędzy Yumi a Kai’em przygląda się cała rodzina, postanowił coś z tym zrobić. Wstał gwałtownie, nachylając się nad kobietą i szepnął, tak by tylko ona mogła to dosłyszeć:
- Wiesz, jak dobrze całuje? A jaki jest teraz niesamowity w łóżku? – mruknął rozmarzony, po czym dodał już z lekkim, drwiącym śmiechem – Żałuj kochana, żałuj… bo jest czego. Ale ja ci go nie oddam. Nawet o tym nie myśl. – To mówiąc, pociągnął perkusistę za nadgarstek w stronę schodów. Długo nie trwało, a role się odwróciły i to on był ciągnięty za rękę po schodach. Po chwili poczuł, jak uderza plecami o drzwi, a na ustach składany był mu gwałtowny pocałunek. Nie zastanawiając się nawet uchylił wargi, pozwalając by język perkusisty wślizgnął się do jego ust, nie każąc mu czekać. Uwielbiał smakować Kai’a, czuł się przy nim tak dobrze. Zapominał o całym świecie oraz problemach. Z każdą sekundą pocałunek przeradzał się w coś gorącego i namiętnego. Co chwila kąsali swoje wargi. Długo nie trwało, a Kai delikatnie zaczął ssać dolną wargę swojego kochanka. Robił to z wyczuciem i już mniejszą gwałtownością niż minutę temu. Uruha doskonale wiedział, jak uspokoić jego rozszalałe zmysły oraz tym bardziej rozchwiane emocje. Wystarczył jeden jego pocałunek, a cała złość oraz zaciętość, jaką czuł do świata lider wyparowywała z niego jak za dotknięciem jakiejś magicznej różczki. Kai nie wiedział, jak on to robił, że tak szybko potrafił go uspokoić. Nagle z tej błogiej nieświadomości został wyrwany właśnie przez głos gitarzysty.
- Nie tutaj – zdołał tylko szepnąć blondyn.
- Chodźmy do mnie – odparł mu na to Kai, który jednak nie ruszył się w kierunku swojego pokoju. Położył za to dłonie pod pośladki Kouyou, dając mu jasno do zrozumienia co chce, by ten zrobił.
- Yutaka, przecież… Twoja rodzina nadal na nas patrzy. Widzą nas…
- Mam to w dupie. Daję sobie radę z PS Company, to i z nimi dam.
Gitarzysta już nic na to nie mówił, wiedząc doskonale, że z upartością ciemnowłosego nie wygra. Westchnął niby ze zrezygnowaniem, ale całkowity efekt popsuł psotny uśmieszek, który błąkał mu się na wargach. Aby ukryć go, tak samo jak swoje rumieńce, postanowił dłużej nie myśleć nad tym, co robił i potulnie owinął nogi dookoła talii perkusisty, lekko przy tym podskakując, oraz schował głowę w zagłębienie jego szyi. Nie musiał się bać, że upadnie - wiedział doskonale, że Kai jest dość silny, by bez problemu go podnieść. Myślał, że dłonie perkusisty przeniosą się na jego plecy, ale pomylił się co do tego – Yutaka wcale nie zamierzał zabierać ich z jego pośladków. Taak, Kouyou uwielbiał taką zaborczość kochanka, jednakże doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jest ona teraz nie na miejscu, podobnie jak takie pieszczoty oraz zachowanie. Owiał delikatnym oddechem płatek ucha perkusisty, wywołując tym u niego przyjemny dreszcz i powodując, iż nie czekając na nic więcej, Kai zaniósł go do swojej tymczasowej sypialni. Nie trwało długo, a już leżeli na jego łóżku zatapiając się w powolnym pocałunku. Leniwie smakowali swoje wargi, nigdzie się nie spiesząc. Robili to zupełnie odwrotnie niż niespełna pięć minut temu na korytarzu. Cieszyli się sobą, nie myśląc zupełnie o burzy, jaką wywołali. Ich dłonie, równie powoli jak usta, nawzajem poznawały od nowa ciała mężczyzn. Za każdym razem odkrywali coraz więcej szczegółów. Mimo czterech lat, jakie spędzili razem, cały czas byli sobą zafascynowani. Kiedy tylko koszulka gitarzysty wylądowała gdzieś na podłodze w rogu pokoju, Uruha poczuł usta błądzące po jego klatce piersiowej. Pocałunki były raz delikatne, ledwie muśnięcie warg, by po chwili przeistoczyć się w perwersyjne liźnięcia. Kai, usłyszawszy, jak z ust blondyna wydobywa się gardłowy jęk, poczuł jakby opuściły go wszystkie siły. Cała pewność siebie wyparowała z niego, powodując, że opadł na gitarzystę, dysząc ciężko.
- Boże, mam na ciebie taką ochotę, a na dole siedzi cała ferajna… - westchnął rozpaczliwie. Zacisnął mocno oczy i wtulił się w ciepłe ciało Kouyou, starając się zrelaksować, gdy ten wolno gładził dłońmi jego plecy.
- Wiem… Wracajmy do nich lepiej, dobrze? W domu sobie odbijemy.

Długo nie trwało, a już po chwili obaj żegnali gości. Zeszli akurat, by porozmawiać chwilkę z ludźmi, ponieważ wszyscy wracali do domów. Nagle poczuli, jak ktoś rzuca im się na plecy. Była to osiemnastoletnia kuzynka perkusisty.
- Rany, nawet nie zdążyłam dziś z wami porozmawiać! Kai, wpadnijcie kiedyś do nas. Uruha, szkoda, że nie poznaliśmy się bliżej! Następnym razem koniecznie musimy pogawędzić! Poza tym, to, co pokazaliście na korytarzu, było gorące! A, no i Uruha, zapnij się do końca, bo widać malinki, które mój kuzyn ci zrobił. – Prawie krzyknęła mu do ucha, śmiejąc się przy tym radośnie. Już po chwili jej nie było. Na szczęście dla nich, w całym tym szumie mało kto ją słyszał.
- Co to było? – Zdołał wyjąkać tylko zarumieniony gitarzysta.
- Nie mam zielonego pojęcia – odparł równie zszokowany brunet. Sam mówił szybko, ale ona?! Zrozumiał tylko co drugie słowo, reszty musiał się domyślić. Pokiwał ze zrezygnowaniem głową, chichocząc pod nosem, jednakże mina zrzedła mu, gdy zobaczył, kto przed nimi stanął. Trwało to jednak tylko z sekundę, ponieważ zauważywszy, jak wzrok Yumi błądzi po czerwonych śladach znajdujących się na szyi Kouyou, uśmiechnął się z satysfakcją. Był z siebie dziwnie dumny, za to kobieta stała bardzo sztywno, nawet nie zerkając w jego stronę. Kai spodziewał się przeprosin, zwłaszcza wobec gitarzysty, mimo to nie doczekał się żadnych słów. W ciągu kilku sekund pożegnała się z nimi oficjalnym tonem i zniknęła w tłumie, jaki znajdował się teraz na korytarzu, chcąc porozmawiać chwilę z matką Kai’a, dziękując jednocześnie za gościnę.
Kiedy wszyscy wyszli, mężczyźni udali się do salonu, chcąc pomóc sprzątać. W mieszkaniu panowała napięta atmosfera, z powodu przedstawienia, jakie odegrali. Perkusista zauważył, że jego matka jest wściekła, mimo że to oni powinni być na nią, ponieważ, było nie było, zaprosiła dawną dziewczynę syna. Yutaka westchnął zrezygnowany, zastanawiając się nad pogmatwaną logiką kobiet. Nie zamienił z rodzicielką ani jednego słowa, poza pustym „dobranoc”, gdy znikała w korytarzu. Uruha, nie chcąc pogłębiać konfliktu, wolał przezornie milczeć. Dzisiejsze zajście go zmęczyło, poza tym był cholernie napalony. Wcześniejsze pieszczoty kochanka doprowadziły go do ciężkiego stanu, ale widząc, że Kai nie czuje się na siłach, a już na pewno nie ma nastroju – wolał pocierpieć. Bardziej liczyło się dla niego dobro partnera, dlatego też po skończonej pracy poszedł się wykąpać. Na Yutakę czekał pół godziny, a kiedy tylko przyszedł, Uruha ułożył się wygodnie, pozwalając, by drugi mężczyzna przerzucił mu ramię przez talię. Zasnęli niemal natychmiast.

***

- Mamo, my już będziemy się zbierali. Muszę jeszcze popracować, a Kouyou układa nową melodię… - Kai nie zamierzał zdradzić matce prawdziwego powodu, dla którego postanowił tak szybko wyjechać. Nie chciał zranić jej mówiąc, że nie czuje się zbyt dobrze w domu. Wiedział, że jej nie przekona.
- Ale... jest dopiero drugi dzień świąt!
- Tak. – zgodził się z nią krótko syn.
- Nie wierzę, że będziecie pracować w święta, Yutaka, aż takim pracoholikiem to nie jesteś. – Słysząc to, mężczyzna westchnął przeciągle, po czym delikatnie spróbował wyjaśnić, o co mu chodzi.
- Mamo… Nie mogę dłużej pozwalać, byś traktowała tak Kouyou. Zrozum, sabotujesz mój związek z człowiekiem, którego kocham, powodując tym samym, że zmuszasz mnie do… - wyboru między wami. Mężczyzna w porę ugryzł się w język. Teraz liczył się tylko jego partner – bez niego nie byłby pełen. To właśnie dzięki niemu miał siłę, by użerać się z krwiopijczymi sponsorami. Nie mogli sobie pozwolić na stratę tak dobrej wytwórni, ale z drugiej strony nie potrafił swobodnie patrzeć, gdy jego przyjaciele byli u kresu wytrzymałości. Nie dałby im się wypalić, znienawidzić to, co kochają. Dlatego starał się zgrabnie manewrować między zespołem a władzami. To Uruha rozmawiał z resztą, aby zajęli się pozostałymi rzeczami, odciążając lidera. Dzięki niemu Kai nie musiał się martwić o nowe teksty czy muzykę, wiedział, że przyjaciele go nie zawiodą. Nie chciał zrezygnować z niczego; Kouyou, gry, the GazettE - ze swojego życia; tylko dlatego, że matce nie podoba się iż jest gejem. Z drugiej strony, nie chciał być pokłócony z rodzicielką, pragnął tylko, by zaakceptowała ona jego wybór.
- Ja… - Ashtiko nie wiedziała, co powiedzieć. Nie chciała się wprost przyznać, ale zaprzeczać też nie było sensu.
- Nic nie mów, mamo. Kouyou już nas pakuje, także najpóźniej po obiedzie wyjedziemy, dobrze? – Mówiąc to, Kai wstał ze swojego miejsca i, nie czekając na odpowiedź matki, wyszedł z pomieszczenia. Kiedy był już w swoim pokoju, oparł się o zamknięte drzwi, przymykając oczy. To wcale nie było takie łatwe, jakim się wydawało. Miał niecałe trzydzieści lat, a bał się powiedzieć matce prawdę. Bał się, że ją straci… Gdy tylko się trochę uspokoił, podszedł do tablicy korkowej, na której miał poprzypinane stare, pamiątkowe zdjęcia. Zerknął na jedno z jego dzieciństwa i przejechał palcem po twarzy mężczyzny, który przytulał małego chłopca.
- Ty pewnie byś mnie zrozumiał, prawda? Nigdy nie kwestionowałeś moich wyborów, nawet jeśli były najbardziej absurdalne. Wiem, że mama też mnie kocha i stara chronić, ale... potrafię już sam o siebie zadbać. Wiesz tato, żałuję, że nie poznałeś Kou-chana, jest niesamowity. Już nie muszę sam chodzić do kina ani po prostu na spacer, kiedy tylko mam ochotę. Mam jego i jestem naprawdę szczęśliwy. Dlaczego ona tego nie rozumie! – Kai prowadził wewnętrzny monolog, będąc pewnym, że mężczyzna, którego przedstawiało zdjęcie, słyszy go gdzieś tam daleko. Zgrabnym ruchem odpiął zdjęcie i schował do portfela, uśmiechając się przy tym delikatnie. Ta chwila pozwoliła nabrać mu sił oraz pewności, co do tego, że dobrze zrobił. Wiedział, że gdyby tylko jego ojciec żył, to miałby podobne zdanie, jak on. Poparł by syna.
*
Kai nie zdążył nawet wyjść na zewnątrz, gdy przybiegł zdyszany blondyn. Uruha postanowił wyjść dziesięć minut przed czasem odjazdu, by nagrzać w aucie. Na zewnątrz było przeraźliwie zimno, więc nie chcieli jechać w mrozie.
- Nie żartuj, że samochód nie chce zapalić!
- Kai, ciszej, bo brzmisz, jakbyś był strasznie zdesperowany. – Gestem ręki uciszył go gitarzysta, po czym dodał już spokojniejszym tonem: - To prawda, nie chce. Musiało coś przymarznąć, poza tym, chyba olej nam wyciekł, będziemy musieli sprawdzić, w którym dokładnie miejscu. Masz jakieś ciepłe rzeczy, które można pobrudzić?
- Jasne, chodź. Przebierzmy się i naprawimy co trzeba. – Mówiąc to, perkusista pociągnął kochanka za dłoń w stronę swojego pokoju. Długo nie trwało, a wygrzebał dwie pary jakichś starych spodni oraz jeden sweter i bluzę. Wyglądali trochę śmiesznie, ponieważ rzeczy były dla nich już przykrótkie. Mimo wszystko jednak Kai nie zraził się, pragnąc jak najszybciej wyjechać ze swojego rodzinnego miasta. Miał już dość ciągłych sprzeczek z matką, jak i jej zachowania.
Jego rozmyślania przerwał głośny stukot, który okazał się być spowodowany przez Uruhę. Mężczyzna klęczał przy samochodzie, sprawdzając, czy czasem nie urwał się tłumik lub nie odpadła inna część. Kai nie wiedział, czy jego partner specjalnie przyjął taką pozę, by go prowokować, czy też zrobił to nieumyślnie. Nie zastanawiając się długo, podszedł do niego, po czym pogładził jego wypięte, krągłe pośladki z szelmowskim uśmiechem. Klęczący mężczyzna uśmiechnął się do siebie i pokręcił delikatnie biodrami, pokazując, że podobało mu się to, co robił Kai.
- Nie przeszkadzaj sobie - zaśmiał się cicho perkusista, nie przejmując się, czy ktoś ich rozpozna czy też nie. Mogła to być równie dobrze sąsiadka z naprzeciwka lub jakiś fan, który nie miał by nic lepszego do roboty w święta, niż śledzić członków the GazettE.
- Ależ nie przeszkadzam - odparł słodkim głosem Uruha. - Tylko, że mógłbyś mi pomóc, a dopiero później zacząć się do mnie dobierać.
Kai chwilę udawał, że się zastanawia, jednocześnie przejeżdżając palcem pomiędzy pośladkami partnera. Drugą dłonią delikatnie dotknął twardniejącej już męskości.
- Um... Nie! - odparł z zadowoleniem.
- Yutaka! - Mężczyzna natychmiast zastygł, usłyszawszy przerażony wręcz głos swojej matki. Uruha również napiął swoje mięśnie, a erekcja, której dostał, powoli zanikała. Mimo wszystko nie śmiał odwrócić się, by zobaczyć chociażby wyraz twarzy pani Uke. Taki wstyd!
- Ekhm - Kai imitował atak kaszlu, pragnąc, by rumieńce zniknęły. – Witam, panie Leeteako.
Cholera! - Uruha jęknął mentalnie, oddychając i zbierając się w sobie. Powoli wyprostował się i ukrył delikatnie za Kai'em. Skłonił się nieznanemu mężczyźnie, krążąc wzrokiem wszędzie, nie zerknął jedynie na dwójkę stojącą przed nimi.
- Porozmawiamy w do...
- Nie mamy o czym, mamo - spokojnie odparł perkusista, podchodząc teraz do mężczyzny. Nie zdążył jednak powiedzieć chociażby słowa w stronę sąsiada, kiedy kobieta ponownie się odezwała.
- Nie mamy o czym?! Yutaka Uke! Obmacywaliście się na ulicy! Z mężczyzną!
- Przestań już! - Lider pierwszy raz od dawna podniósł głos na swoją matkę. Miał dosyć jej ciągłego krytykowania i wytykania, że jest gejem. Z westchnieniem złapał dłoń swojego chłopaka i powiedział do sąsiada: - Panie Leeteako, może pan to naprawić w ciągu dwóch, trzech godzin? Sporo zapłacę za jak najkrótszy czas.
- Aż tak ci się spieszy, młody Yuk-kun?
- Tak - zimno odparł perkusista. Poczuł się źle, widząc ból wymalowany na twarzy matki, był jednak świadom tego, że to właśnie ona, jej czyny, jak i słowa, doprowadziły go do takiej a nie innej decyzji. - Wrócimy za trzy godziny. Jeżeli nie uda się panu naprawić samochodu, weźmiemy taksówkę na stację i wrócimy pociągiem.
- Z torbami? - mruknął cicho Uruha. Nie ośmielił się zrobić tego głośniej. Po co pogarszać, i tak już złą, sytuację?
- Dam wam znać później, chłopcy - odparł starszy mężczyzna z zadowoleniem. On sam nie miał problemów z homoseksualizmem, więc w sumie nie rozumiał, dlaczego jego przyjaciółka, zamiast cieszyć się szczęściem jedynego syna, woli obciążać go i obrażać. Według niego, powinna go wspierać.
- Dziękujemy – odparł cicho Kai, kłaniając się nisko. Nie czekając na reakcję matki, pociągnął swojego partnera w stronę domu. Był zdenerwowany, zirytowany i zraniony. Rozumiał, że nie powinni się obmacywać na ulicy w biały dzień, ale matka mogłaby przestać zwracać uwagę na płeć jego miłości. Przecież to, kogo się kocha, nie jest od niczego zależne. Nie wybrał sobie, że chce lubić akurat mężczyzn. To się stało i już. Kai nie czuł, że to jego wina, nie czuł się z tym źle. Wręcz przeciwnie – był zadowolony, że miał przy sobie Uruhę, który mu pomagał, wspierał i przede wszystkim wytrzymywał jego humory, zapominalstwo, czasami i bezsensowne narzekania. No bo kto inny mógłby przytakiwać mu, kiedy psioczył na pogodę czy inne czynniki niezależne od kogokolwiek?
Kiedy tylko weszli, Kai skierował się do kuchni. Był spragniony, więc nalał sobie do szklanki zimnej wody z krany i wypił duszkiem. Po chwili przeniósł wzrok na swojego kochanka, odwzajemniając uśmiech, który posłał mu Uruha.
- Też jesteś spragniony? - zagadnął go perkusista.
- Nie, ale z chęcią się wykąpię. Czuję się cały oblepiony potem - odparł mu gitarzysta, zdejmując jedną z bluz. Pokiwał głową i udał się w stronę łazienki. Przed wejściem jednak zabrał ze spakowanej już torby rzeczy na zmianę. Pomachał dla zabawy dłonią i zniknął za drzwiami toalety.
Kai uśmiechnął się smutno, pragnąc jak najszybciej się stąd wyrwać. Właśnie zdjął koszulkę, chcąc się przebrać, kiedy do kuchni weszła jego rodzicielka. Widząc zaczerwienienia na szyi syna jak i zadrapania na jego plecach, skrzywiła się. Kai zauważył jej minę i z ironicznym uśmiechem mruknął:
- Jest bestią w łóżku.
Te słowa spowodowały, że kobieta zaniemówiła. Nie wiedziała, co odpowiedzieć na taką impertynencję ze strony swojego syna. Jak on śmiał tak się do niej odezwać!
- Pakuj walizki i wróć, kiedy przemyślisz swoje zachowanie! - odpowiedziała zimnym głosem. W jej oczach czaiła się złość oraz pewna rezygnacja. Kai spokojnie założył gruby, czarny obcisły golf i zaczął powoli przemieszczać torby pod drzwi.
- Przykro mi, że widzisz to jako rozczarowanie, mamo... - dodał cicho, słysząc, jak woda w łazience przestaje lecieć. Wrócił ponownie do kuchni, by przygotować ich dwójce jakieś kanapki na drogę. Nie przejmował się wzrokiem, który, w mniemaniu jego matki, miał spowodować, iż nawróciłby się na ”normalną, zdrową i porządną drogę”.
Gitarzysta wyszedł z łazienki, nadal mając wilgotne włosy. Przeczesał je dłońmi, powodując, że mokre kosmyki delikatnie się skręcały i falowały. Brudne ubrania wyrzucił do kosza na śmieci, tak, jak wcześniej przykazał mu Kai. Starał się, by słowa matki jego partnera nie dotknęły go, ale to wcale nie było takie proste. Wiedział, że kobieta nie toleruje go, i chociaż niewiadomo, jak by się starał, pokazywała mu ambiwalentne uczucia, jednakże mężczyzna, nie chcąc robić przykrości partnerowi – po prostu się uśmiechał. Czasami wychodziło to sztucznie, ale cóż... po prostu musiał...
- Chodź już, K'you, co? Kupimy coś po drodze - ze zrezygnowaniem odparł Kai. Już nawet nie miał siły, by odpowiedzieć i kłócić się z matką. Po prostu... Wiedział, że to mogły być ich ostatnie święta wspólnie spędzone. Żałował tego, strasznie żałował, jednakże nie mógł - nie chciał - rezygnować z miłości, szczęścia oraz dobra, które spotkało go w postaci gitarzysty, tylko ze względu jego matkę.


Droga do domu przebyta została w ciszy.





Epilog:

Wieczorem leżeli przytuleni, obserwując ich własną, mała choinkę, która oświetlała pokój blaskiem wiszących na niej lampeczek. Uruha opierał się na nagim torsie partnera, kręcąc na spoconej skórze różne, nieznane nawet jemu samemu wzorki, od czasu do czasu zahaczając o jeden z sutków mężczyzny. Po ciele Kai'a przebiegł przyjemny dreszcz. Perkusista westchnął cicho i, odgarniając jedną dłonią zbłąkane włosy z oczu kochanka, drugą skierował jego podbródek ku sobie.
- Kouyou... - zaczął cicho. - To były koszmarne święta. Nie gniewaj się na mnie, co?
Gitarzysta, słysząc nieśmiały, niepewny głos partnera uśmiechnął się tylko z pobłażaniem. Wolną dłonią złapał rękę Kai'a, by po chwili pocałować jego kostki.
- Nie gniewam, głupku. O co miałbym? Cieszę się, że spędziłem je z tobą. No i miałem szansę poznać twoją matkę.
Mężczyzna nie zdążył mu już odpowiedzieć, ponieważ przerwało im otwarcie drzwi. Kai okrył Uruhę kołdrą, samemu przygotowując się na konfrontacje ze złodziejem. Raczej nie wyglądał zbyt groźnie umazany spermą swoją jak i kochanka, do tego poczochrany, spocony, wymęczony. Uruha wcale nie wyglądał lepiej.
Obaj krzyknęli zaskoczeni, kiedy zauważyli swoich przyjaciół.
- Ha! A nie mówiłem?! – krzyknął triumfalnie Reita, wskazując na leżącą parę.
- Że co?!
- Pochwalcie się! Tsk, tsk, i nic nie powiedzieliście swoim najlepszym przyjaciołom? Nieładnie! - pogroził im przed oczami Ruki, idealnie udając naburmuszone dziecko. Wlazł na ich łóżko, zupełnie nic sobie nie robiąc z tego, iż tamci zastygli. Uruha wtulił się w kochanka cały czerwony, pragnąc, by ich znajomi wyszli. Nakrył głowę kołdrą, co spotkało się z gromkim śmiechem. Nawet on sam zachichotał. Nie chciał jednak, by przyjaciele tak go widzieli! Nagiego, spełnionego, jeszcze nieobmytego po długiej sesji seksu...
Aoi tylko się uśmiechnął i puścił im oczko, w sumie od dawna podejrzewał, ze coś miedzy nimi było. Uruha nie spóźniał się na próby od jakichś dwóch lat i zdawałoby się, że tylko on zdołał zauważyć, iż jego motto „Rób wszystko w swoim czasie” powoli stawało się zdaniem „Rób wszystko w swoim czasie, ale tak, by zdążyć” - innymi słowy: „Rób wszystko w czasie Kai'a”.
Kai schował twarz w rozrzucone włosy partnera, próbując ukryć zdradziecki, wesoły, ale jednocześnie gorzko-słodki, uśmiech. Dlaczego jego matka nie mogła postąpić i zachowywać się jak Ru... no dobrze, jak Reita lub Aoi? Wystarczyła chociażby cicha, milcząca akceptacja.
Kocie... - szepnął Uruha, drapiąc pod kołdrą bok kochanka, pragnąc zwrócić na siebie jego uwagę.
Mhm?
Wiesz... mamy ich. Naszą zwariowaną rodzinę pełną przyjaciół. - Cicho powiedział blondwłosy gitarzysta, mając nadzieję, iż nie zranił perkusisty.
Kai jednak tylko się uśmiechnął rozpamiętując w głowie jego słowa, w dali gdzieś słysząc jak Reita wypycha pozostała dwójkę do kuchni, z zapowiedzią iż zrobi coś do picia. Oni teraz będą mieli swoje własne, radosne, przyjemne święta. Z akceptacją.

Dla nich nie liczyło się, że nie Kai nie będzie mógł mieć dzieci, wnuków, że kocha mężczyznę. Cieszyli się tylko, że z wzajemnością. Oni wiedzieli, że miłość nie wybiera.
Nawet płci.



*wymyślone imię matki Kai’a, niestety nie znam prawdziwego.
Powrót do góry Go down
http://jeanne8917.livejournal.com
Rei-chan
J-legenda


Liczba postów : 2010
Join date : 04/01/2011
Age : 20
Skąd : Z piekła...

PisanieTemat: Re: [M] Święta   Pon Lut 28, 2011 10:07 pm

To też już czytałam, ale to jest jeden z fików, w których jestem zakochana^^
Już sam pairing daje tekstowi dużo punktów na starcie, a sposób, w jaki przedstawiłaś relacje Kai'a i Uruhy jest przeuroczy, taki pełny i dokładny, nie zostawia czytelnika z wrażeniem, że coś jest niedokończone, czy nieprzemyślane.
Pomysł bardzo mi się podoba, aczkolwiek bardzo nie lubię wyobrażać sobie matki Kai'a(tej kobiety z przecudnym uśmiechem^^) jako "tej złej" xD Ale koncepcja jest bardzo fajna.
Życzę dużo Wena trzymającego za rączkę Chęć i Motywację^^
Powrót do góry Go down
 
[M] Święta
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
J-slash :: FanFiction :: PG-15-
Skocz do: