IndeksIndeks  FAQFAQ  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Z miłości egoizmu.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
mayuta
Drugi sektor


Liczba postów : 36
Join date : 15/03/2011

PisanieTemat: Z miłości egoizmu.   Wto Mar 15, 2011 9:06 pm

Choć błędy nie poprawiane, to już widziałam, że są. Powtórzenia i literówki. No ale... nie chce mi się znowu tego czytać i poprawiać.
Wrzucilam tak z ciekawości. Jak by to wyglądało tutaj.



Patrzyłem na ciebie jak przez brudną szklankę, zakurzoną, niedomytą, z odciskami palców i ust. Ból w sercu sprawiał, że nie mogłem jej wsadzić pod wodę. Nie mogłem nic zrobić, by była czysta. Nienawidziłem cię. Z całego serca. Nienawidziłem twoich długich dłoni, zadbanych i czystych jak wiosenne kwiaty, o idealnie równych łodyżkach. Nienawidziłem tego szerokiego uśmiechu, robiącego za ramkę białym, błyszczącym zębom. Skromnie uczesane włosy sprawiały, że moje ręce łapały wszystko co na swojej drodze, chcąc pozbawić cię tych polakierowanych kosmyków. Miałem ochotę połamać ci długie nogi pozbawione wszystkich włosków. Nienawidziłem twojego dźwięcznego głosu, a każde wypowiadane słowa dochodziły do mnie jak przez sitko. Oczy mógłbym ci wydłubać, by tylko przestały tak radośnie na mnie patrzeć.

Bo ja cię kochałem. Kochałem tak bardzo egoistycznie, że chciałem zabić twoje szczęście. Byś tylko przestał się uśmiechać. By twój wzrok był pozbawiony wszelkich uczuć. By widzieć w nich ból i nieszczęście. By widzieć to, co czuję w środku. Zemścić się.

Ale czy dałoby mi to cień ulgi?

Nie, wciąż czułbym taki sam ból. Taki sam, gdybyś cierpiał. Taki sam, gdy jesteś szczęśliwy.

Jestem straszny. Wstrętny, nienawidzę sam siebie. Za moje uczucia, za okrutny egoizm. Za to, jaki w mojej głowie ci ból zadaję, jak torturuję i niszczę. Za wyobraźnię, która przekracza wszelkie granice przyzwoitości i człowieczeństwa.

Za to, że stałeś się moją miłością. Nienawidzę siebie.



Próbowałem. Próbowałem się pozbyć. Wszystkiego, co z tobą związane. Wspomnień, wspólnych idei, gestów, nabytych pamiątek. Wyrzuciłem wszystko, co od ciebie dostałem. Lecz nie wszystko, co w najmniejszym stopniu mogłoby przypominać mi ciebie. Bo zostałbym z niczym. Z zupełną pustką, byłbym jak roślina bez pączków, liści i korzeni. Właściwie nawet nie mógłbym się nazwać taką rośliną. Cały mój umysł przesiąknięty jest twoimi myślami, osobą. Każda moja rzecz ma w sobie większy czy mniejszy pierwiastek ciebie. Nawet głupi wazon przypomina mi twoją zaciekłą walkę szukania idealnych kwiatków dla mamy, bo dzień kobiet dobiegał końca. Łóżko… choć nigdy w nim nie spałeś, nigdy nawet go nie dotknąłeś, byłeś tam w mojej podświadomości. Gdy nocami leżałem samotnie w ciemności i doprowadzałem się do stanu błogości, przed oczami miałem tylko twoje słodkie ciałko. Każda cząstka mnie była podporządkowana tobie. Nic nie miało być moje.



Stałem, wpatrując się w twoje plecy. Starałem się być silny, byłem silny. Przynajmniej na zewnątrz. W środku panował kompletny bałagan, jak gdyby świat obrócił się kilka razy, zostawiając po sobie niewyobrażalny chaos. Jakby świat doznał kompletnego spustoszenia i całe pragnienia, marzenia wygasły, pozbawiając mnie sensu i przysłaniając słońce. Nie potrafiłem tego posprzątać. Wszystko było pęknięte, połamane, poprzewracane do góry dnem, przewrócone na drugą stronę, zupełnie nie na swoim miejscu. Pewne drgania, wibracje ciągnęły mnie do samozniszczenia. Chciałem się zabić, myślałem nad tym. Długo rozważałem wszelkie opcje i możliwości. Nigdy jednak nie powiedziałem ani nawet nie przeszło mi przez namyśl ‘to dobra opcja’. Nie, wolałem w głowie pozbawiać życia ciebie niż siebie. Lecz gdybyś ty umarł, ja też uciekłbym w zaświaty, fizycznie pozostając w swoim odległym, nieznaczącym ciele. Po prostu nie umiałbym się zabić. Nie byłbym też zdolny zabić kogoś. To tylko moja chora wyobraźnia, która stała się taka, gdy poznałeś Shusei’a. Wtedy zwariowałem.

Tak, zwariowałem. Powinienem wylądować na oddziale zamkniętym.

- Koniec na dzisiaj? – Usłyszałem donośny, ciut zachrypnięty głos. – Nie czuję się dziś najlepiej.

Pokiwałem głową, nawet nie patrząc w twoją stronę. Nie chciałem tego. Miałem wrażenie, że gdy tylko znikniesz z oczu, rozpłaczę się jak dziecko.

Chłopaki z zespołu też mnie denerwowali, ale nie mogłem im nic zarzucić. Tego byłem pewien. Oni tylko z początku nabijali się z twojego nowego związku. Bo nikt nie wierzył, że to tyle potrwa. Ja też nie wierzyłem. Myślałem, że to tylko przelotne zauroczenie, że zaraz się sobą znudzicie i wszystko znowu wróci na dawne tory, razem z moją nadzieją, że mógłbym być dla ciebie kimś ważnym.

Ale… ciebie też nie powinienem winić o to, że jesteś szczęśliwy. Każdy na to zasługuje, nawet jeśli to ma być spowodowane bólem drugiej osoby. Lecz ty nie wiesz, jak ja cierpię.



To trwało. Kolejne godziny, dni, miesiące. Popłakiwałem w poduszkę, gdy doprowadzałem się do orgazmów. Łzy leciały, gdy rano wstawałem z myślą, że znowu będę musiał wpatrywać się w twoje plecy przez kilka godzin. Ale poza tymi momentami, żyłem jak w próżni. Totalnej pustce, kompletnej dziurze bez dna. A jedynymi oknami były momenty gdy w łóżku uparcie ryczałem jak bóbr. To miało się nie zmienić.



- No już dwadzieścia minut się spóźnia. Zadzwoń do niego. – Powiedział Hiko, który dzisiaj wyjątkowo był nie w humorze.

JayKay posłusznie wyjął komórkę, lecz wzruszył przed tym ramionami. Chwilę klikał w klawisze komórki, jakby szukał odpowiedniego numeru. Siedziałem na fotelu i milczałem, chciałem być uniwersalny, nie rzucać się w oczy. Starałem się wyglądać normalnie, choć wstrętne myśli znowu przepływały mi przez głowę. Wyzywałem cię, kląłem na ciebie, zastanawiając się przy tym, co robisz z tą pieprzoną świnią, że zapomniałeś o nagraniu. Lecz mniejsza część mojego mózgu pytała ‘a może coś ci się stało i moje ohydne myśli stały się rzeczywistością?’ Ale tego nie chciałem! To była tylko wyobraźnia, która sprawiała mi okropnie dużo kłopotów. Bo mimo wszystko kochałem cię. Kochałem cię… Chciałem cię kochać normalną, nieszczęśliwą miłością. Bez okropieństw, jakie nasuwało mi własne cierpienie.

- Nie odbiera.

Zdałem sobie sprawę, że odpłynąłem. Szybko udałem, że nic się nie stało, oczyściłem głowę. Wzruszyłem ramionami.

- Może przyjdzie. – Zrobiłem pauzę. – Może zacznijmy bez niego. Nagrajmy melodię chociaż.

Wszyscy się w milczeniu zgodzili, siadając za swoimi sprzętami. Podniosłem gitarę i sprawdziłem, czy jest dobrze nastrojona. Zaczęliśmy grać wcześniej ustalone nuty. I pierwszy raz, zupełnie, całkowicie zatopiłem się w muzyce. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów potrafiłem za chwilę o tobie zapomnieć. Może powinienem opuścić zespół. Może tak byłoby lepiej dla mnie? Może zdołałbym pozbyć się ciebie z głowy i cieszyć się muzyką choć przez krótkie momenty? Moje życie i tak było pewne końca, czy to ważne czy skończę z Lm.C czy gdzie indziej? Postanowiłem to zrobić. Postanowiłem na następnej próbie poinformować cię, że odchodzę. To było już pewne. Już podjąłem decyzję, właśnie w tej chwili. To będzie najlepsze wyjście. I tak zmierzam do nikąd.



Ale wychodząc ze studia, uznałem, że nie wytrzymam, nie zniosę tego czekania i wzroku chłopaków. Mogę to zrobić bez świadków, załatwić z tobą w cztery oczy. Bo to ty byłeś zespołem, chłopaki to tylko nasza pomoc, choć traktowałem ich jak członków ekipy. Chciałem to załatwić teraz, już.

Doskonale wiedziałem, gdzie mieszkałeś. Byłem tam nie raz, gdy jeszcze moja nadzieja była prawdziwa. Póki nie poznałeś Shusei’a. Kiedy jeszcze byłeś mi przyjacielem, nie podświadomym wrogiem, którego kochałem całym sercem.

Już z daleka zobaczyłem nieduży, biało szary blok. Przeciętnie wyglądający, zupełnie niepozorny. Wciąż się dziwiłem, że osoba z twoją mentalnością, z pieniędzmi wybierze sobie coś dużego, rzucającego się w oczy. Tak lubiłeś oryginalność, myślałem, że kupisz duży domek z wypasioną kuchnią i sypialnią, a ty kupiłeś proste, małe mieszkanie. Zawsze mnie zaskakiwałeś. Wchodziłem powoli schodami, układając w myślach argumenty mojej decyzji. Wciąż rzucało mi się tylko ‘bo nie chcę już na ciebie patrzeć’. Nie mogłem ci tego zrobić.

Stanąłem przed mosiężnymi, drewnianymi drzwiami. Zapukałem. Już wiedziałem, jakimi słowami cię powitam, miałem w myślach całą scenę przygotowaną. To jak w filmie, muszę jedynie dobrze zagrać i nie pozwolić, by głos mi się złamał. Zapukałem drugi raz, ale znowu odpowiedziała mi głucha cisza. Nastawiłem kciuki i jeszcze raz nimi uderzyłem w drewno. Cisza.

Moja podświadomość znowu zaczęła się nakręcać. Układała mi czarne scenariusze. Pomyślałem, że może uciekłeś z Shusei’em, bo cię poprosił, żebyście razem wyjechali, sami, tylko we dwoje, nie mówiąc nikomu. Po prostu uciekli, by mieć się tylko dla siebie. Jeszcze bardziej od siebie i od ciebie nienawidziłem jego. Był moją kosą, śmiercią, która nawiedzała mnie każdego dnia. Która zabierała mi część mojego serca, tę dobrą część. Pozostawiała mi jedynie bezsens i czystkę. Nieposprzątaną dziurę.

Nacisnąłem na klamkę. Puściła. Drzwi były otwarte. Znowu zacząłem kląć w myślach, stwierdzając jak bardzo cię nie cierpię. Wszedłem do pustego przedpokoju, w którym od razu uderzył mnie zapach powietrza. Musiałeś mocno wietrzyć, bo przeciąg wyrywał mi klamkę z rąk. Zamknąłem za sobą drzwi, które z łoskotem uderzyły o framugi. Idealna cisza wdzierała mi się przez uszy, doprowadzała do szału moje bębenki. Rozejrzałem się, nasłuchiwałem, ale żaden dźwięk nie dobiegł mnie z domu. Nie chciałem krzyczeć. Nie potrafiłem wymówić na głos twojego imienia. Sprawiało mi to za wiele bólu.

Zrobiłem krok i stanąłem w progu twojego pokoju. Wtedy coś się zmieniło, zmyło się, zatarło. Przelało się. Wywróciło, zmieniło bieg czasu. Zobaczyłem twoje plecy i odwróconą do mnie tyłem głowę. Zobaczyłem jak niemal bezwładnie trzymasz dłońmi ramy okna. Nie widziałem nóg, zwisały po drugiej stronie, smagane przez wiatr. Widziałem twoje drgania. Widziałem, jak rozluźniasz mięśnie, pozwalając skórze zsuwać się z parapetu. Milimetry twojej bladej skóry coraz bardziej wysuwały się na zewnątrz. To wyglądało, jakby jakiś duch ciągnął cię za nogi w dół. Coś we mnie pękło, jak szkło. Łzy leciały bezwiednie, jak strumienie górskiego potoku. Były tak gęste, że przestałem widzieć kształty. Rzuciłem się do przodu, szepcząc twoje imię. Nie myślałem, że uda mi się wyrwać cię objęciom śmierci.

- Masahito.. Masahito… - Słyszałem to, ale głos jakby nie należał do mnie. Poczułem się, jakby moje własne życie leciało razem z tobą. Słyszałem kołatanie własnego serca.

Złapałem twoje ramię. Udało mi się objąć twoją pierś i ustać.

- Masahito… Maya, proszę cię. Pomóż mi, nie rób tego. Kocham cię. Kocham cię, słyszysz? Kocham. Nie rób tego, nie możesz umrzeć, nie wolno ci! Bo kocham cię, Maya. – Rozpaczliwe szepty co i raz zmieniały się w lament i histerię. Prosiłem i błagałem. – Jak mnie puścisz, zlecę z tobą, rozumiesz?! Masahito! Proszę..

Zebrałem w sobie wszystkie siły i pociągnąłem cię w górę. Opadliśmy na podłogę. Trzymałem cię kurczowo, bojąc się, że zaraz znowu spróbujesz skoczyć. Płakałem i płakałem z czołem przytkniętym do twojej szyi.

- Nie rozumiesz… - szeptałem przez łzy. – Nie rób mi tego, proszę, żyj… kocham cię, Maya…

Wpatrywałeś się w sufit niemymi oczami, jakby moje słowa zupełnie nie zrobiły na tobie wrażenia. Wiedziałem, że to przez Shusei’a. Wiedziałem, jak bardzo go kochałeś. Widziałem, że te uczucia dorównywały moim. Kierowanym do ciebie. Czy to nie ironia losu? Że kocham kogoś, kto tak samo kocha inną osobę?

A jednak wciąż powtarzałem słowa mojej miłości. Wciąż i wciąż, aż w końcu na mnie spojrzałeś. Głęboko, a twój wzrok był taki mętny i odległy. Z miną pozbawioną wszelkich emocji, przytknąłeś swoje usta do moich. Nie opierałem się. Wręcz pogłębiałem tą zażyłość. Nie myślałem, co będzie dalej. Obchodziło mnie to, co tu i teraz, nawet jeśli przyszłość nie miałaby mi dać już nigdy szczęścia. Całowałem cię zachłannie, wręcz brutalnie. Czułem, jak twoja dłoń powoli odpina mi koszulę. Byłeś jakby obojętny, jakby nie obchodziło cię, co się z tobą stanie. Nie opierałeś się, gdy pozbawiałem cię ubrań. Nawet nie jęknąłeś, gdy mocno, nie przestrzegając granic, wbiłem się w ciebie od razu do samego końca. Odwróciłeś wtedy na mnie wzrok, a w twoich oczach widziałem łzy. Nie wiem, czy były spowodowane moją nieostrożnością czy tym, co działo się w twojej głowie i sercu. Przytuliłeś się do mnie, jak dziecko do matki. Zdałem sobie sprawę, jaki byłem brutalny i zachłanny. Zwolniłem ruchy. Napawałem się zapachem zupełnie obcej mi skóry. Kochałem cię na nowo, inaczej. To co pękło, to mój nieludzki egoizm. Zacząłem płakać. Chciałem być przy tobie, chciałem, byś czuł się bezpiecznie. Chciałem już tylko twojego szczęścia, choćby nawet nie ze mną. Z każdym ruchem, wypowiadałem ciche ‘kocham’. Twoje milczenie uświadamiało mi, jaki byłem zaślepiony swoją nieszczęśliwą miłością. A teraz mam cię. Mam cię w sobie.

Znieruchomiałem, głośno oddychając. Łapiąc świeże powietrze, starałem się uspokoić. Wciąż trzymałem cię w objęciach. Głaskałem włosy.

- Przepraszam, Masahito. – Szepnąłem i wyszedłem z ciebie. Wziąłem na ręce. Ułożyłem na niezasłanym łóżku i przykryłem białą kołdrą. Twoja dłoń złapała mnie za nadgarstek. Z rozpaczliwym spojrzeniem, pociągnąłeś tak delikatnie, że prawie tego nie poczułem. Zapiąłem rozporek i położyłem się obok. Od razu wtuliłeś głowę w moją skórę. Objąłem cię, jakby chcąc ochronić.

Wtedy wszystko się zmieniło. Nie wiem, jaka czekała nas przyszłość. Twoje uczucia są niepewne, ale to mi wystarczy. Wystarczy mi trochę twojej bliskości, twojego ciepła i dotyku rąk. Starczy mi twój wzrok, który z każdym dniem wydaje się być żywszy. Oraz to, że się zaczynasz uśmiechać. Że mogę na ten uśmiech patrzeć i cię objąć. Że mogę trzymać cię za rękę, idąc przed siebie ulicą.
Powrót do góry Go down
http://mayatan-aiji.blog.onet.pl
Shadow
Edytor Pogrzebowy


Liczba postów : 679
Join date : 11/03/2010
Age : 23
Skąd : Chełm / Warszawa

PisanieTemat: Re: Z miłości egoizmu.   Sob Mar 19, 2011 11:48 pm

To najpierw błędy XD
Cytat :
moje ręce łapały wszystko co na swojej drodze
Bez 'co'.
Cytat :
By twój wzrok był pozbawiony wszelkich uczuć. By widzieć w nich ból i nieszczęście.
'W nich' to znaczy? Widzieć w oczach, ew. wcześniej 'by twoje oczy' i dopiero 'widzieć w NICH'.
Cytat :
Za to, jaki w mojej głowie ci ból zadaję
Dziwnie brzmi to zdanie w takiej konstrukcji, lepiej byłoby 'jaki ból zadaję ci w mojej głowie' czy coś w tym stylu.
Cytat :
Próbowałem. Próbowałem się pozbyć. Wszystkiego, co z tobą związane.
Tu też wychodzi trochę kulawo; lepiej byłoby połączyć dwa ostatnie zdania w jedno, ew. jak już mają być krótkie, to 'Próbowałem się pozbyć wszystkiego. Wszystkiego, co z tobą związane'. Jakoś tak.
Cytat :
Cały mój umysł przesiąknięty jest twoimi myślami, osobą
To brzmi, jakby mu w myślach czytał XD Chyba lepiej byłoby 'myślami o tobie, twoją osobą'.
Cytat :
Miałem wrażenie, że gdy tylko znikniesz z oczu, rozpłaczę się jak dziecko.
Brakuje zaimka; 'znikniesz MI z oczu'.
Cytat :
Siedziałem na fotelu i milczałem, chciałem być uniwersalny, nie rzucać się w oczy.
''uniwersalny
1. obejmujący całość, dotyczący wszystkiego lub wszystkich
2. mający wszechstronne zastosowanie
3. mający różne umiejętności''
Złe słowo? ^^" Przynajmniej mi się tam trochę gryzie z resztą zdania.
Cytat :
Chciałem cię kochać normalną, nieszczęśliwą miłością
Chyba 'normalną, szczęśliwą miłością'...?
Cytat :
Pierwszy raz od niepamiętnych czasów potrafiłem za chwilę o tobie zapomnieć.
Literówka; 'na chwilę'.
Cytat :
Już z daleka zobaczyłem nieduży, biało szary blok
Biało-szary; takie połączenie zawsze zapisuje się z myślnikiem, chyba że masz na myśli jeden kolor, wtedy bez myślnika i spacji.
Cytat :
Wciąż się dziwiłem, że osoba z twoją mentalnością, z pieniędzmi wybierze sobie coś dużego, rzucającego się w oczy.
W tym kontekście powinno być 'wciąż się dziwiłem, że osoba z twoją mentalnością, z pieniędzmi, NIE WYBRAŁA sobie czegoś dużego, rzucającego się w oczy'.
Cytat :
Stanąłem przed mosiężnymi, drewnianymi drzwiami.
Drzwi nie mogą być jednocześnie mosiężne i drewniane XD Mosiężny znaczy wykonany z mosiądzu - stopu miedzi i cynku.
Cytat :
Wpatrywałeś się w sufit niemymi oczami
Oczy chyba z natury są nieme... W tym sensie lepiej brzmiałoby np. puste.

Poza tym, źle zapisujesz dialogi. Jeśli po myślniku występuje słowo, które opisuje czynność mówienia (powiedział, zapytał, zawołał itd), zapisuje się je z małej litery i bez kropki przed myślnikiem. Kropka i duża litera występują tylko w przypadku innych czasowników. A zatem, nie:
Cytat :
- No już dwadzieścia minut się spóźnia. Zadzwoń do niego. – Powiedział Hiko, który dzisiaj wyjątkowo był nie w humorze.
A:
'- No już dwadzieścia minut się spóźnia. Zadzwoń do niego - powiedział Hiko, który dzisiaj wyjątkowo był nie w humorze'.

Poza tym było jeszcze kilka innych dziwnych wyrażeń i konstrukcji, które trochę rzucały mi się w oczy, ale już mniejsza ^^" W ogóle wybacz, że tak się czepiam, ale mam fioła na punkcie stylistyki i błędy zawsze mnie gryzą, musiałam XD
Ale pomijając to i skupiając na treści, jest całkiem okej. Sam pomysł jest ciekawy, było też kilka naprawdę dobrych momentów. Niektóre bardziej bym rozwinęła, no ale to zależy od woli autora, także pomińmy to XD Mimo błędów, czytało mi się całkiem przyjemnie ^^

_________________

Tonight, in the darkness of twilight
I want to fall asleep in your arms
As a shivering, broken marionette

I, broken marionette,
Am laughing with a slight embarrassment
Because if you only wish me
To give up everything else for you, I'll do it

I do not want to know anything more
I do not need anything else
I do not need anything

Kaya - Marionette
.
Powrót do góry Go down
http://www.versailles.jun.pl
 
Z miłości egoizmu.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
J-slash :: FanFiction :: NC-18-
Skocz do: