IndeksIndeks  FAQFAQ  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [M] Nieistotni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Noipirit
W kolejce po bilety


Liczba postów : 4
Join date : 23/12/2010

PisanieTemat: [M] Nieistotni   Pią Mar 25, 2011 10:47 am

Tytuł: Nieistotni
Autor: noipirit
Beta: pucchan94
Fandom: Dir en grey
Pairing: Die/Shinya
Ostrzeżenia: zaburzenia odżywiania, monotonnia


Die obserwował.

Cienie rzucane przez wystające obojczyki, tak pięknie odznaczające się na transparentnej skórze. Wystające żebra i te zachwycające przerwy między nimi, gdzie ciało zapadało się nieznacznie, uwydatniając ich kształty. Stercząca kość promieniowa i te ostre rysy twarzy. Uda, które mógł objąć rękami i wąska talia. Odznaczające się kości biodrowe, wystający kręgosłup, idealnie widoczne wszystkie kości nadgarstka i to smukła szyja, którą tak kochał. Die codziennie patrzył godzinami na to, jak z każdą chwilą pięknieje.

*

Jest mu słabo, tak słabo i Die to kocha. Wreszcie ma dowód, że to działa. Jeżeli jego ciało nie może tego dłużej znieść, to musi być oznaką, że jego dieta w końcu przynosi pożądane efekty. Może dostrzeże rezultaty za kilka dni. Waży mało i coraz trudniej jest schudnąć. Na pewno wymaga to dużej ilości pracy. Więc Die każdego ranka budzi się o szóstej rano, nigdy nie zasypiając (to byłoby katastrofalne w swoich skutkach) i bierze prysznic (który w żadnym stopniu nie jest zwyczajny). Przeczytał kiedyś w jednym z tych różowych, kobiecych magazynów, że ustawianie gorącej wody i szybkie zmienianie jej na lodowatą, może sprawić, że jego organizm spali nawet sto dwadzieścia kalorii. Za każdym razem jest bliski zawału, ale nie przeszkadza mu to. Szybko wyciera się i zakłada strój do ćwiczeń. Wychodzi pobiegać i nie zatrzymuje się, gdy wydaje się, że serce bije mu w gardle – nie może przestać, to zrujnowałoby cały trening. Raz to zrobił dzięki uroczej pani i jej psu, dlatego musiał zaczynać od początku, spóźnił się na próbę i nie mógł się nawet skoncentrować na graniu – ciągle przeliczał w głowie, ile spalił kalorii. To było o wiele ważniejsze.
Gdy wraca z codziennego joggingu, kolejny raz bierze prysznic, powtarzając te same czynności co wcześniej, szorując swoje ciało do czerwoności. To kolejna rzecz, której nauczył się z kobiecych magazynów – na ludzkim ciele może znajdować się do kilograma martwego naskórka. Gdy wreszcie jest czysty zakłada na siebie ubranie i powoli wypija szklankę zimnej wody. Czuje, jak ciecz spływa mu w gardle, napełniając jego brzuch i to jest tak odrażające, że zawsze żałuje przełknięcia. Wie, że tego potrzebuje – jego ciało musi uzupełnić ilość płynów ustrojowych, nawet jeśli to nie jest zbyt wiele. Poza tym, słyszał jak Toshiya mówił Kyo jak szklanka wody wypita każdego ranka może przyspieszyć metabolizm.

Nigdy nie siada podczas jazdy na próbę, bo stojąc może spalić więcej tłuszczu zlokalizowanego na jego łydkach. Spina też mięśnie brzucha, czując się o wiele lepiej, gdy znajduje się już w budynku. Wchodzi po schodach i ignoruje zawroty głowy i mdłości, które go opanowują. Opiera się o ścianę obok drzwi do sali prób i bierze głęboki wdech. Gdy w końcu jest gotowy, by spotkać kolegów z zespołu, otwiera drzwi i uśmiecha się szeroko, witając wszystkich znajdujących się w pokoju. Stara się nie zauważyć czarnych plam przysłaniających mu obraz, gdy sięga po swoją gitarę. Jest zmęczony i obolały, ale musi to teraz zignorować. Nie mogą się o tym dowiedzieć. Próbuje ze wszystkich sił powstrzymać panikę, która powoli go opanowuje, bo nie chce nawet myśleć o tym, co się stanie, jeśli oni się dowiedzą. Ustawia się na swoim miejscu przed Shinyą i odmawia z uśmiechem, gdy Kaoru pyta go, czy ma ochotę na kubek kawy. Zerka na siedzących na kanapie Kyo i Toshiyę, wokalista opiera głowę na ramieniu basisty; widząc to natychmiast spuszcza wzrok. Zazdrości im szczęścia, ale z drugiej strony wie przecież, że niedługo będzie idealny, a gdy to się stanie, Shinya wreszcie spojrzy na niego z czymś innym niż niesmakiem. Zamyka na chwilę oczy, bierze głęboki wdech i uśmiecha się. Będzie szczęśliwy i to już niedługo. Czuje już delikatny smak zwycięstwa i nie może się doczekać, kiedy zatopi w tym wspaniałym smaku zęby.
Cztery godziny i trzysta spalonych kalorii później, Die idzie z resztą zespołu na tak zwaną kolację. W rzeczywistości idą na długi spacer, by wreszcie wejść do jakiegoś pubu. Zamawiają trochę jedzenia, które nigdy nie dostaje się do jego ust. Gitarzysta przesuwa je po talerzu i chowa małe kawałki do torby, gdy nikt nie patrzy. Czuje się jak oszust, jak prawdziwa szuja przez okłamywanie swoich przyjaciół, ale nie potrafi tego powstrzymać. Stara się zachowywać swobodnie, ale zupełnie mu się to nie udaje. Jest zmęczony, głodny, zmarznięty i obolały. Pociera swoje ręce, mając nadzieję, że to pomoże w rozgrzaniu ich, gdy jego spojrzenie bezwiednie wędruje w stronę Shinyi. Perkusista rozmawia z Kaoru z szerokim uśmiechem na twarzy i Die nie może nie zauważyć jak bardzo widoczne są kości jego nadgarstka, jak wąska jest talia i jak wyraźne ma obojczyki. Uświadamia sobie, że się gapi i szybko spuszcza wzrok na swój talerz. Przesuwa jedzeniem jeszcze trochę i pozwala, by opanował go smutek. Czuje się tak wybrakowanie, głupio i niepotrzebnie. Przeprasza na chwilę i idzie do łazienki. Niespodziewanie opuszczają go wszystkie siły i musi usiąść na podłodze, obejmując swoje nogi. Nie zauważa nawet, gdy zaczyna płakać a potem nie może już przestać, pozwala wszystkiemu wypłynąć z głowy. Myśli tylko o swoim tłuszczu, tłuszczu, tłuszczu, wszędzie, gdzie tylko spojrzy jest tłuszcz i Die chce się go pozbyć natychmiast. Wie, że to zajmuje czas, ale chciałby, by to sadło zwyczajnie zniknęło. Nawet jego palce są obrzydliwie duże a on nie może tego znieść. Wstaje po jakimś czasie, przemywa twarz i wraca do ich stolika. Zauważa, że jedzenie już zniknęło a teraz czeka na niego kieliszek wódki. Od razu wymyśla w głowie wymówkę i siada na swoim miejscu z beznamiętnym wyrazem twarzy.
- Zajęło ci to dużo czasu. Jesteś chory? – pyta Kaoru z ledwo wyczuwalną nutą zmartwienia. Zawsze matkował im wszystkim. To, że się przejmuje sprawia, że Die’owi robi się ciepło w środku.
- Od jedzenia robi mi się niedobrze, więc raczej nie będę towarzyszył wam dziś w piciu – odpowiada Die, uśmiechając się przepraszająco.
Jest w pewien sposób uwięziony, bo wszędzie wokół jest tylko jedzenie i alkohol a to oznacza zdradzieckie kalorie. Obserwuje zespół, gdy ten wypija jednego drinka za drugim i nagle zaczyna burczeć mu w brzuchu. Siedzący obok niego Shinya posyła mu dziwne spojrzenie, ale Die to ignoruje, zamiast tego skupiając się na odczuwanym głodzie. W pewien sposób czuje się od nich lepszy, bo potrafi się kontrolować i jest z tego dumny. Zamawia szklankę zimnej wody (organizm spala dziesięć kalorii tylko na jej ogrzanie) i powoli ją wypija. Chce jedynie wrócić do domu.

*

Po powrocie z łazienki Die zastaje jedynie pijanego Kaoru; reszta wyszła i on wcale im się nie dziwi. Chwyta lidera pod ramię i łapie taksówkę; martwi się trochę, że brunet zdecyduje, iż właśnie ta chwila jest idealna na zwymiotowanie, ale całe szczęście tak się nie dzieje i młodszy jest z tego powodu wdzięczny.
- Die, pospiesz się – mamrocze gitarzysta, gdy ten drugi otwiera drzwi do jego mieszkania. Czerwonowłosy nie cieszy się zbytnio z roli niańki, lecz w końcu lider jest jego przyjacielem i nie może go zostawić samemu sobie. Usadza Kaoru na kanapie i znika w kuchni, by wrócić po chwili ze szklanką wody.
- Proszę, wypij to – oferuje.
Gitarzysta bierze szklankę i wypija całość za jednym haustem, podczas gdy Die wraca do kuchni i powoli otwiera lodówkę czując się jak złodziej. W środku jest samotny ogórek, główka sałaty, dwa pomidory i beztłuszczowy jogurt. Bierze większego z pomidorów, by po chwili go zamienić. Nie może przestać zerkać za siebie, bojąc się, że Kaoru go zobaczy, będzie patrzył jak je. Kroi warzywo i kładzie je na talerzu, zmierzając do stołu z widelcem w dłoni i powoli unosi jeden z kawałków do ust. Poczucie winy ogarnia go jeszcze zanim jedzenie dotyka jego języka (bo spójrz która jest godzina!) i on wie, że przez to uda staną się większe. Stara się zignorować ten uciążliwy głos i wkłada pokarm do ust. Przeżuwanie jest bardzo ważne w konsumowaniu, więc Die przykłada do tego wielką wagę, najpierw żując dwanaście razy z prawej strony, potem powtarzając to samo z lewej. Gdy resztki pomidora zaczynają smakować naprawdę podle, czerwonowłosy wreszcie je połyka. Czuje jak miazga przesuwa się w jego przełyku i niżej i niżej, aż wreszcie dociera do jego żołądka. Po piętnastu minutach posiłek znajduje się już w jego brzuchu. Jedzenie jest brudne.

*


- Co zajęło ci tyle czasu? – mruczy Kaoru. Rozgościł się na kanapie i teraz leży na niej z nogami położonymi na oparciu.
- Musiałem trochę posprzątać i zrobić listę zakupów; nie ma tu zbyt wiele do jedzenia – Die mówi z szerokim uśmiechem. Nie boi się mu tego powiedzieć: z całego zespołu tylko Shinya ma pełną lodówkę. – Powinieneś chyba iść spać. Przyniosę ci kilka poduszek i koc.
Kaoru mruczy coś w odpowiedzi, ale czerwonowłosy decyduje się to zignorować. Szybko wyjmuje potrzebne rzeczy z szafy w korytarzu i gdy wraca do salonu odkrywa, że lider już śpi. Zdejmuje mu buty i dżinsy, przykrywając go następnie kocem. Nie czuje się swobodnie mając w domu towarzystwo, nawet jeśli to jest nieprzytomne.

*

Po wzięciu swoich wymiarów Die może wreszcie iść spać. Jest wykończony i leży w łóżku czekając, aż zapadnie w sen. Jest dzisiaj wyjątkowo zimno, ale gitarzysta wmawia sobie, że tak jest lepiej i po chwili jego kołdra ląduje na podłodze. Zwija się w kłębek i stara się zignorować dyskomfort, które powodują wciskające się w materac kości. Wgłębi duszy wie, że nie będzie w stanie zasnąć, więc pogrąża się w myślach. To właśnie wtedy ten cichy głos w jego głowie przejmuje dowodzenie i szepcze okropne rzeczy. Die wyłania się ze świata „odrażających kalorii” jak to nazywa jego życie ten intruz i słucha go tylko przez chwilę, gdy ten mówi mu, że ma przestać. „Ty umierasz” raz po raz, i ciągle, i bez przerwy, aż nie może znieść i musi zrobić coś, cokolwiek, by powstrzymać ten głos. Nie może umierać, to niedopuszczalne. Nie dotarł nawet jeszcze do swojego celu a bez tego nie może żyć. Poza tym, odchudzanie jest tylko pewnym okresem w jego życiu i przestanie, gdy stanie się już chudy. Na razie jednak chce tylko karmić się sylwetkami tych wszystkich otaczających go idealnych ludzi.
Powoli wstaje, ignorując zawroty głowy i rozgląda się po pokoju. Nie ma tu niczego, co mogłoby odwrócić jego uwagę i Die zaczyna panikować. Musi jednak być cicho, bo chce uniknąć przypadkowego obudzenia Kaoru. Decyduje się na brzuszki i nie zauważa nawet, że jego twarz jest mokra od łez.

*

Gdy nadchodzi ranek, Die przestrzega swojej rutyny i idzie pobiegać, biorąc ze sobą trochę pieniędzy. Postanawia iść najpierw na zakupy (będzie miał dodatkowe obciążenie). Starannie wybiera produkty i kupuje wystarczająco jedzenia na śniadanie. Bierze też butelkę wody i po zapłaceniu za produkty wkłada je do plecaka. Robi się późno według jego standardów i jest tym trochę zirytowany. Rutyna zatrzymuje go od kompletnego rozpadnięcia się, bo Die jest kruchy choć nie chce tego przyznać. Postanawia dać z siebie jeszcze więcej, niż zwykle i biegnie dwa razy szybciej, biegnie tak szybko, że nie może oddychać, tak szybko, że nie może skupić na niczym spojrzenia, tak szybko, że sądzi, że może rzeczywiście umrzeć, co nie jest przyjemną myślą.

*

Jeden ogórek i dwie herbaty później, Kaoru już nie ma w jego domu. Die czuje się zdecydowanie swobodniej, wyprowadzając lidera ze swojego mieszkania. Wyobraża sobie, jak będzie wyglądało jego życie, gdy wreszcie dotrze do swojego celu. Widzi uśmiechające się twarze członków swojego zespołu jak i te przypadkowych ludzi. Może nawet zobrazować swoją twarz wykrzywiającą się w coś przyjemnego i nie może poradzić, że chciałby być chudy już teraz. Widzi siebie na spacerze z psami Shinyi, nie nawiedzanego przez myśli o jedzeniu.
Shinya… Wyobraża sobie ich pocałunki, ciepło, które rozprzestrzeniłoby się po jego ciele, ich śmiejące się oczy, ich szczęście, wszystko. Niemal słyszy głos perkusisty, gdy ten mówi mu, że Die jest piękny, zwyczajnie idealny, że jest wszystkim, czego ten potrzebuje. Widzi, jak jedzą razem lody, odkrywając na nowo ich smak i… Dlaczego jego policzki są tak mokre? Dlaczego w ogóle o tym pomyślał? Nie może pozwolić sobie na myśli o jedzeniu, to zepsułoby wszystko, na co pracował od tak dawna.
Na razie jego świat będzie ograniczony do liczenia kalorii i ćwiczeń. Lepiej niech zacznie już teraz; bycie leniwym jest najgorszą rzeczą, którą może sobie wyobrazić.

*

Znów jest noc; dzisiaj jego umysł raz po raz pokazuje mu uśmiech Shinyi i Die nagle pragnie wrócić do czasów, w których faktycznie żył.
Powrót do góry Go down
Shadow
Edytor Pogrzebowy


Liczba postów : 679
Join date : 11/03/2010
Age : 23
Skąd : Chełm / Warszawa

PisanieTemat: Re: [M] Nieistotni   Sob Mar 26, 2011 9:25 pm

To jest wspaniałe! Naprawdę jeden z lepszych ficków, jakie ostatnio czytałam, bardzo dobrze napisany i bardzo, bardzo poruszający. Duże wrażenie wywarły na mnie wszystkie szczegóły, zwłaszcza te związane ze spalaniem kalorii poprzez picie zimnej wody, zmienianie temperatury wody pod prysznicem itp. Bardzo dobitnie świadczą o tym, jaką obsesją stało się dla Die'a odchudzanie... No i ostatnie zdanie jest wręcz idealnym podsumowaniem, naprawdę uderzającym w czytelnika.
Ogółem bardzo mi się podobało i na pewno jeszcze nie raz chętnie do tego ficka wrócę. Weny życzę!

_________________

Tonight, in the darkness of twilight
I want to fall asleep in your arms
As a shivering, broken marionette

I, broken marionette,
Am laughing with a slight embarrassment
Because if you only wish me
To give up everything else for you, I'll do it

I do not want to know anything more
I do not need anything else
I do not need anything

Kaya - Marionette
.
Powrót do góry Go down
http://www.versailles.jun.pl
Mun
Siła Wyższa


Liczba postów : 2903
Join date : 08/01/2010
Age : 23
Skąd : Wrocław/Poznań

PisanieTemat: Re: [M] Nieistotni   Wto Maj 03, 2011 7:11 pm

Błędy mi się do oczu nie rzuciły...
Za to tyrpnęło mną stwierdzenie:
Cytat :
Jedzenie jest brudne.
Perełka. Oddaje te wszystkie myśli.
Momentami całość wydawała mi się przejaskrawiona. Chwilami trochę brakowało mi uczuć.
Nie wiem, może to przez tematykę, która sprawia, iż do całości podchodzę szalenie personalnie.
Właściwie klimat całemu tekstowi nadaje ostatnie zdanie. Jeśli mam być szczera, jest to zdanie, które boję się zaakceptować...
I to chyba powinno wystarczyć.

Wena!
Mun

_________________

Powrót do góry Go down
http://polishpri.ubf.pl/
Sponsored content




PisanieTemat: Re: [M] Nieistotni   Today at 12:33 pm

Powrót do góry Go down
 
[M] Nieistotni
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
J-slash :: FanFiction :: PG-15-
Skocz do: