IndeksIndeks  FAQFAQ  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [M] Moje maleństwo

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 

Powinnam rzucić pisanie w cholerę i nie zbliżać do Worda?
Tak, zdecydowanie, daj se spokój
0%
 0% [ 0 ]
Tak, dopóki nie nauczysz się klecić sensownych zdań
0%
 0% [ 0 ]
Nie, nie jest źle, ale czeka cię mnóstwo roboty
0%
 0% [ 0 ]
Nie, da się czytać
0%
 0% [ 0 ]
Dlaczego?! Naprawdę mi się podobało!
100%
 100% [ 5 ]
Wszystkich Głosów : 5
 

AutorWiadomość
Rei-chan
J-legenda


Liczba postów : 2010
Join date : 04/01/2011
Age : 20
Skąd : Z piekła...

PisanieTemat: [M] Moje maleństwo   Sro Kwi 13, 2011 7:52 pm

To jest mój pierwszy skończony fik z fandomu jrockowego, pierwszy skończony w ogóle, wcześniej dokończyłam jedynie własny tekst.
Nie jestem z siebei szczególnie dumna, całość nie jest najwyższych lotów, ale przyznam, że z niektórych fragmentów jestem bardzo zadowolona. Liczę na szczerą, konstruktywną krytykę z waszej strony, bardzo zależy mi na tym, by pisać coraz lepiej.

To jest słodkie, melodramatyczne, słodkie, zawiera moją pierwszą w życiu scenę erotyczną, przesłodzone i jeszcze w dodatku słodkie. Więc uwaga>.<

No, i oczywiście jeszcze dedykacja dla światełka w moim tunelu, A. <333

Nie bijcie, nie gryźcie, to już się nie powtórzy xD


Tytuł: Moje Maleństwo
Autor: Rei-chan
Beta: autobeta, konsultacja z A., moim kochanym "orłem" z polskiego oraz z Yuki^^
Fandom: the GazettE
Pairing: Reita/Ruki
Gatunek tekstu: fluff, hentai, komedia(?), romans
Ostrzeżenia: Ja nie żartowałam odnośnie melodramatyczności i zawartości cukru...




To, co wtedy zobaczyłem, wstrząsnęło mną jak nic i nigdy wcześniej. Zdałem sobie sprawę, że to, że jesteśmy razem wcale nie jest takie oczywiste i pewne. Uświadomiłem sobie, że mimo nazwania naszego związku oficjalnym, nadal muszę się o ciebie starać i zabiegać. Że musze cię pilnować i chronić przed innymi. O ile, oczywiście, nadal chcę, byś był tylko mój.
Stałeś przyciśnięty do ściany przez zgrabne ciało tej małej kurwy, Sagi. Teraz wiem, że bezczelnie miażdżył twoje usta wbrew twojej woli, ale wtedy widziałem tylko to, że całujesz się z innym. Twoje ręce w moich oczach wcale go nie odpychały, wręcz przeciwnie – byłem święcie przekonany, że go do siebie przyciągasz. A twoje oczy, i to mnie chyba zabolało najbardziej, wcale nie były zaciśnięte w wyrazie obrzydzenia, tylko zmrużone z przyjemności. Teraz doskonale wiem, że było zupełnie inaczej, niż moje oczy, zaślepione mgłą dzikiej, pierwotnej zazdrości, widziały. Bo jedyne co docierało do mojego mózgu, to to, że mnie zdradziłeś.
Dlatego przeszedłem obok ciebie jak tajfun i trzasnąłem drzwiami tak mocno, że prawie wypadły z futryny. Dosłownie sekundę później wpadłeś do studia z przerażoną miną i otwartymi ustami, gotowymi, by wszystko mi wyjaśnić. Ale ja spojrzałem na ciebie zranionym i wściekłym wzrokiem, który powstrzymał jakiekolwiek wyjaśnienia i , nie bacząc na łzy pojawiające się w twoich oczach, odwróciłem się idąc w stronę basu. Nie potrafiłem rozpoznać uczuć jakie się we mnie kłębiły. Może dlatego, że nigdy nie byłem w nich za dobry. To ty radziłeś sobie z emocjami, nie ja.
Aoi i Uruha siedzieli na kanapie, ale byli tak zajęci swoimi gitarami i niepatrzeniem na siebie, że nawet nas nie zauważyli. Kiedy Kai przyszedł z kawą i kilkoma kartkami, mogliśmy zacząć próbę. Jednak nawet głuchy przyznałby, że była ona beznadziejna. Ja myliłem chwyty i nie trzymałem tempa, ty miałeś ściśnięte gardło, wilgotny głos, zapominałeś tekstu. Starałem się na ciebie nie patrzeć, ale kiedy w pewnym momencie zerknąłem na twoją twarz, zobaczyłem świetlisty, mokry ślad na twoim policzku. Płaczesz? To nie ja ciebie skrzywdziłem i to nie ja potraktowałem cię jak zabawkę. To, że miałeś czelność płakać zdenerwowało mnie jeszcze bardziej, więc całkowicie nie mogąc skupić się na choćby pozorowaniu gry, wściekłym ruchem zdjąłem z ramienia pasek od gitary i odłożyłem bas na stojak.
Zdałem sobie sprawę, że żaden z pozostałych członków zespołu nie zareagował na naszą potworną grę. Może dlatego, że i Aoi i Uruha byli dzisiaj wyjątkowo niezgrani, a Kai również nie mógł się skoncentrować na muzyce. Czyżby gitarzyści znów się pokłócili? Znów o taką błahostkę jak „zostawiasz odkręconą tubkę z pastą do zębów”, „nie pozmywałeś talerzy” czy „zgubiłeś mój lakier do paznokci!”? Czyżby Kai raz za dużo usłyszał od Miyaviego prośbę, żeby kupił mu kolejkę albo zdalnie sterowany helikopterek, kiedy miał akurat nawał roboty i w końcu się zdenerwował? Nie wiedziałem jakie są konkretne powody parszywego samopoczucia całego zespołu. Wiedziałem tylko jedno. Żaden z nas nie był w stanie dzisiaj grać.
- Kai, i tak widzisz, że nic z tego nie będzie – zwróciłem się do lidera. – Ja spadam. –Dodałem beznamiętnym tonem, nawet nie patrząc na ciebie. Wziąłem swoją kurtkę i tym razem, wychodząc, zbiłem szybkę w zatrzaśniętych głośno drzwiach. Naprawdę byłem wściekły. Chociaż sam nie wiem na kogo. Na Sagę, na ciebie, czy może na siebie...?



Idąc ulicą, wpatrywałem się pod nogi. Musiałem się przejść, mógłbym spowodować jakiś wypadek, prowadząc samochód w tym stanie. Wyciągnąłem z kieszeni papierosa i zapaliłem go, kiedy zdałem sobie sprawę, że mam mokre policzki. Płakałem. Pierwszy raz, od kilku dobrych lat płakałem. Czyżby twoja zdrada aż tak mnie zraniła? Czyżbyś był dla mnie naprawdę aż taki ważny? Najwidoczniej. Spuściłem głowę i pozwoliłem łzom płynąć dalej. Nie skupiałem się na tym, gdzie idę, dlatego byłem lekko zaskoczony, gdy nagle otwierałem drzwi do klatki schodowej. Apatycznie pokonałem schody, rezygnując z windy, w której kiedyś przecież uprawialiśmy seks...
Po wejściu do mieszkania, bez udziału woli skierowałem się do barku. Wyciągnąłem pierwszą lepsza butelkę, miałem zamiar po prostu się spić. Ale kiedy spojrzałem na trzymany alkohol, zrezygnowałem i odłożyłem go z powrotem do szafki. Moje ulubione wino, dostałem je od ciebie na ostatnie imieniny. Gdy usiadłem na fotelu, mimowolnie spojrzałem na poduszkę, którą wspólnie wybieraliśmy w IKEI. Nie podobała mi się, ale podobała się tobie, więc była moją ulubioną.
Moim ciałem wstrząsnął szloch. Powiodłem spojrzeniem po mieszkaniu, wszędzie zauważając związane z tobą przedmioty. W końcu praktycznie tutaj mieszkałeś. Każda rzecz mi o tobie przypominała. Prezent, ulubiona książka, gazeta, która prenumerowałeś, dywan, na którym jeszcze wczoraj leżało twoje rozpalone ciało. Wpatrywałem się w miejsce, w którym ostatnio to robiliśmy i z twarzą mokra od łez, które nie chciały przestać płynąć, zsunąłem się na podłogę. Czułem twoje usta na mojej szyi, twój ciepły oddech muskający skórę na udzie, twoje dłonie na moim brzuchu... Ale przed moje oczy przedostał się obraz ciebie i Sagi w korytarzu wytwórni.
Nie! Nie chciałem o tym myśleć już nigdy więcej, nie chciałem sobie przypominać. Chciałbym, by każda chwila spędzona w moim mieszkaniu przypominała mi ciebie, ale nie mogłem sobie pozwolić, na to, by przypominała ciebie z Sagą. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo żałowałem, że nie da się tego rozdzielić...
Podjąłem decyzję nadzwyczaj szybko, ale w końcu z jakichś powodów to ja byłem tym zdecydowanym w naszym już prawie skończonym związku. Twoja niewinność, nieporadność i delikatność zmusiła mnie do wyrobienia w sobie stanowczego, bezwzględnego Akiry, który nigdy nie ma wątpliwości. Chciałem być dla ciebie podporą, oparciem. Więc się nią stałem i teraz byłem w stanie to zrobić.
Złapałem za telefon i stukając w klawisze, napisałem do ciebie wiadomość.
„Masz 15 minut, by pojawić się przed drzwiami mojego mieszkania. Kiedy czas upłynie, a ciebie nie będzie, masz kolejne pół godziny na przyjazd i zabranie swoich rzeczy. Potem wyrzucę je prze okno”
Kliknąłem „wyślij” i wstałem tylko po to, by usiąść ciężko na parapecie. Wpatrywałem się w krople deszczu uderzające cicho w szybę i modliłem się, by czas płynął wolniej...



Po raz kolejny w ciągu ostatnich dwudziestu sekund spojrzałem na zegarek i westchnąłem. Najbardziej bałem się tego, że wejdziesz do mnie dosłownie kilka sekund po upłynięciu piętnastu minut i ze złośliwym uśmieszkiem na ustach zaczniesz pakować swoje rzeczy, mówiąc mi, że byłem tylko nic nie znaczącym chłopcem od pieprzenia. Od, bo w końcu to ja pieprzyłem ciebie.
Kolejne spojrzenie na wskazówkę na zegarku. Wstrzymałem oddech i wpatrywałem się, jak powoli, acz nieubłaganie zbliża się do dwunastki. Zostało pół minuty do końca naszego związku. Właśnie obserwowałem jego powolną agonię, czując łzy zamazujące mi obraz. To było jednocześnie najkrótsze i najtrudniejsze pół minuty mojego życia.
Dziesięć sekund. Dalej, Ruki, błagam, powiedz, że źle to zrozumiałem. Proszę!
Pięć sekund. Takanori, proszę nie rób mi tego...
Już.
Minęło.
Spodziewałem się czegoś wielkiego, przełomowego, końca świata, może wybuchu. Ale nic takiego się nie stało. Zdałem sobie sprawę, że cały świat nadal jest taki sam, tylko moje serce jest złamane. To była taka drobna, nic nie znacząca dla Ziemi, moja własna Apokalipsa.
Z piersi wyrwał mi się szloch, a ja właśnie w tej chwili zacząłem żałować, że nie pozwoliłem ci się wytłumaczyć, że nie uznałem tego incydentu za nic ważnego, o czym nawet nie warto wspominać. Żałowałem, że wysłałem tego smsa, że nie dałem ci na powrót wielu lat, przez które i tak nadal bym cię kochał.
Usłyszałem walenie w drzwi i zaśmiałem się gorzko. Dokładnie minuta po czasie. Masz wyczucie, Ruki, nie ma co. Otarłem łzy i podniosłem się. Przybrałem obojętny wyraz twarzy i zdołałem go utrzymać, mimo że było to tak strasznie trudne. Podszedłem do drzwi i otworzyłem je. I prawie upadłbym na ciebie, bo zrobiło mi się słabo. Klęczałeś na mojej wycieraczce, trzymając w zmokniętej dłoni zmoknięty bukiet róż i patrzyłeś na mnie spod zmokniętej grzywki swoimi pięknymi, smutnymi i przepraszającymi oczami. One również były mokre, chociaż nie od deszczu. Były za to pełne łez.
- Błagam, Rei-chan, błagam, powiedz, że zdążyłem... – wyszeptałeś drżącym głosem.
- Na spakowanie rzeczy...? – Zapytałem zimno. Ruki, jak ty możesz kochać takiego skurwysyna?
Szloch wstrząsnął twoim ciałem, a w oczach pojawił się taki ból i takie przerażenie, ze miałem ochotę uderzyć się w twarz.
- A na co chciałeś zdążyć? – Zapytałem już ciszej i spokojniej.
- Na ciebie, Reita. Na ciebie, na twoją miłość i na twoje przebaczenie – wyszeptałeś żarliwie, wpatrując się we mnie tak błagalnie, że poczułem się jak ostatnia szmata, pozwalając ci dalej klęczeć u moich stóp. Ale to nie zmieniało faktu, że to ty zawiniłeś i to ty skrzywdziłeś mnie. Odwróciłem się więc i idąc już w stronę salonu, rzuciłem przez ramię obojętne „Wejdź”. Usłyszałem jak ściągasz buty od razu po przekroczeniu progu. Nigdy tego nie robiłeś, chociaż prosiłem cię o to wielokrotnie, nie lubiłem mieć błota na panelach. Dogoniłeś mnie i podałeś kwiaty ze spuszczonym wzrokiem, starając się wyglądać na jak najmniejszego. Wziąłem od ciebie bukiet i rzuciłem go na stolik do kawy.
- Nie lubię róż – burknąłem.
- Kłamiesz – powiedziałeś drżącym głosem. – Uwielbiasz róże, mimo że się do tego nie przyznajesz, bo nie chcesz wyjść na romantyka. – Spojrzałeś mi w oczy pierwszy raz od momentu wejścia do mieszkania. – Znam cię, Akira, wiem, że lubisz róże.
Nie odezwałem się i odwróciłem do ciebie plecami. Wpatrzyłem się w widok za oknem, ciągle padało, ale jakby mniej. Dlaczego mam wrażenie, że wpłynęła na to twoja obecność w pokoju...?
- Reirei, powiedz coś... – poprosiłeś słabo.
- To chyba ty powinieneś coś powiedzieć – mruknąłem, nie odwracając się. Och, błagam, powiedz, że mi się to przywidziało i nie zdradzasz mnie z tą ździrą. Zawsze lubiłem Sagę, teraz też lubię, ale w tamtym momencie był najbardziej znienawidzoną przeze mnie osobą pod słońcem. Całował Mojego Rukiego...
- Dobrze – wyszeptałeś – Wszystko ci wyjaśnię, ale, proszę, nie przerywaj mi.
- Nie mam zamiaru – odparłem. Chciałem, by jak najszybciej się to skończyło, bym mógł znowu spokojnie zanurzyć nos w twojej szyi, dłoń w twoich miękkich włosach, język w twoich ustach...
- To Saga mnie pocałował. Nie miałem zamiaru tego robić. On... rozmawiałem z nim, a wiesz jak wyglądają rozmowy z Sagą. Nie wiesz, czy tylko udaje, że cię podrywa, czy robi to naprawdę i czy on w ogóle jest taki, czy tylko się na takiego robi. No i chyba tym razem to było na poważnie, bo w pewnym momencie mnie pocałował. Gdybym tylko wiedział, że naprawdę chce to zrobić, zareagowałbym wcześniej, przysięgam! Ale myślałem, że się droczy i nie zrobiłem nic, by dać mu do zrozumienia, że nie chcę. Przyparł mnie do ściany i zaczął całować, a ja... – zaciął się. Widziałem już całą sytuację w innym świetle, ale ten fragment miał być decydującym. Co zrobiłeś, kiedy całował cię ktoś inny niż ja...? – Kiedy tylko zorientowałem się co robi, zacząłem go odpychać, ale zanim zdążyłem to zrobić, usłyszałem trzaśnięcie drzwi. Saga się ode mnie oderwał i popatrzył na mnie trochę przestraszony. – No tak, pomyślałem wtedy. Pewnie każdy byłby przerażony, widząc mnie w takim stanie... – Odepchnąłem go i wbiegłem do studia. Gdy zobaczyłem, że to ty przed chwilą byłeś tego świadkiem... – głos całkowicie ci się załamał, a ty zaszlochałeś. Patrzyłeś na mnie swoimi ciepłymi oczyma barwy mlecznej czekolady, a kłębiące się w nich emocje sprawiły, że wstrzymałem oddech. Miłość. Przeprosiny. Prośba. Żal. Poczucie winy. Bezbronność.
Sam nie wiem, jak to zrobiłem, ale znalazłem się przy tobie w trzech szybkich krokach, dopadłem twoich ust i popchnąłem na ścianę. Przyparłem cię do niej i miażdżyłem twoje wargi w namiętnym pocałunku. Jak mogłem pomyśleć, że mnie zdradzasz? Ty, człowiek, z którym spędziłem najszczęśliwsze chwile mojego życia. Który chrapał mi nad uchem i zabierał całą kołdrę. Który jak dziecko wtulał się we mnie po seksie. Który przynosił mi aspirynę i wodę, kiedy nie mogłem wrócić do życia po imprezie. Który przypalał jajecznicę i potrafił się popłakać z tego powodu, bo przez to nie miałem co zjeść na śniadanie. Który za to z chęcią i uśmiechem na ustach jadł mój przesolony ryż i niedogotowane warzywa. Który każdym gestem, słowem, spojrzeniem wyznawał i okazywał mi miłość. Och, dlaczego zwątpiłem w ciebie i dlaczego do cholery to ty wydajesz się być winny?
Oderwałem swoje usta od pocałunku, który nieznanym mi sposobem zmienił się w absolutnie łagodne, czułe i pełne miłości muśnięcie warg. Spojrzałem w twoje oczy i powiedziałem słowo, którego wymowy prawie zapomniałem.
- Przepraszam – wyszeptałem. Popatrzyłeś na mnie zdziwiony.
- Ty mnie? Za co? Przecież ty w niczym nie zawiniłeś – powiedziałeś łagodnym głosem.
- Ruki, przepraszam za to, że w ciebie zwątpiłem. Przepraszam, że nie dałem ci się wytłumaczyć. I przepraszam za to, że tak na to zareagowałem.
- Rei-chan, ja... – Jak to możliwe, że twoje oczy wyrażają tak wiele, Ruki? – Kocham cię, Akira – wyszeptałeś chowając twarz w zagłębieniu mojej szyi. Poczułem, jak się uśmiechasz. Nie mogłem nie zrobić tego samego. Przytuliłem cię, a w sercu poczułem tak wielkie ciepło, jak jeszcze nigdy w całym moim życiu. Och, dlaczego musiało stać się coś takiego, żebym zrozumiał, że kocham cię mocniej niż własne życie, że potrzebuję cię bardziej niż powietrza, że zależy mi na tobie bardziej, niż na czymkolwiek na świecie? Nawet mój ukochany bas nie mógł się z tobą mierzyć... Uśmiechnąłem się szerzej, czując ulgę i radość, że w końcu to wiem.
- Ja też cię kocham, Takanori.
I najbardziej cieszyłem się z tego, że powiedziałem to tak pewnie i z takim przekonaniem, jak jeszcze nigdy.


Siedziałem na kanapie, a twoja głowa spoczywała na moich kolanach. Wzrok miałeś pozornie skupiony na włączonym telewizorze jednak widziałem, że kątem oka starasz się dojrzeć moją twarz. Tak, wiem, nie często się tak uśmiecham i mogłeś chcieć zapamiętać ten niecodzienny widok, ale wyglądałeś głupio z zezem...
- Ruki, kotku, przestań się na mnie gapić – powiedziałem przesłodzonym głosem. Zmarszczyłeś zabawnie nos i odwróciłeś głowę w moją stronę.
- Ale ja lubię się na ciebie gapić – powiedziałeś tak niewinnie, że uśmiechnąłem się mimowolnie. Jak ty to robisz?
- Nie przeszkadza mi, że się na mnie gapisz, dopóki nie robisz przy tym zeza – powiedziałem złośliwie. Obrażona mina, duma urażona na całego, słodko wyglądałeś. Ale nie przestawałeś się we mnie wpatrywać. Ja z kolei zacząłem patrzeć na ciebie. Wymacałem dłonią pilota i wyłączyłem telewizor, jedyne źródło światła w pokoju. Za oknami było niesamowicie ponuro i ciemno, więc mrugaliśmy oboje przez chwilę, próbując przyzwyczaić oczy do mroku. Przez chwilę nie widziałem twojej miny. To było dosłownie kilka sekund, ale przez ten czas wyraz twojej twarzy zdążył diametralnie się zmienić. Usta wygięły się w podkówkę, oczy zaszły łzami, czaiło się w nich poczucie winy.
- Ruki? – Szepnąłem, bojąc się twojej niezrozumiałej reakcji. Moje obawy zwiększało dodatkowo to, że nie wiedziałem na co to jest reakcja. – Taka-chan, co się stało?
- Przepraszam Reita – wyszeptałeś głosem przepełnionym skruchą. Zanim zdążyłem ci przerwać, kontynuowałeś – Mogłem go odepchnąć, jakoś powstrzymać...
Nie skończyłeś, bo zamknąłem ci usta pocałunkiem. Zaborczym, gwałtownym, niemal brutalnym. Miażdżyłem ci wargi, a gdy się odsunąłem, zauważyłem że są całe opuchnięte. Spojrzałem w twoje oczy stanowczo.
- Nic złego nie zrobiłeś, to nie twoja wina, jasne? – wysyczałem. Złapałem cię za włosy i odciągnąłem głowę do tyłu. Przyłożyłem usta do twojej szyi, co chwila ssąc i przygryzając jedno miejsce. Kiedy odsunąłem się po jakimś czasie, mogłem podziwiać dużą czerwona malinkę tuż pod twoim jabłkiem Adama. Spojrzałem na swoje dzieło z satysfakcją i poczułem jak drżysz.
- Ale to nie zmienia faktu, że pozwoliłem ruszyć twoją własność, Rei-sama – wyszeptałeś tak pociągającym głosem, że momentalnie zrobiłem się twardy. – Byłem niegrzeczny, powinieneś mnie ukarać...
W życiu bym nie pomyślał, że kiedyś sam zaczniesz jedną z naszych gier. Zawsze to ja musiałem być inicjatorem takich rzeczy i choć wiedziałem, że to lubisz, zdawałem sobie sprawę, że jesteś zbyt nieśmiały, by to zaproponować. Dlatego moją pierwsza reakcją był lekki szok, ale opamiętałem się w jednej chwili. Moje wargi wykrzywił uśmieszek.
- Powiedz mi... jak bardzo byłeś niegrzeczny? – Zapytałem cicho, z ustami tuż przy twoim uchu. Przeszedł cię dreszcz, a ja uśmiechnąłem się z zadowoleniem. Uwielbiałem obserwować, słuchać, czuć twoje reakcje na moje zabiegi. Nigdy się nie hamowałeś, wiesz, że lubię, kiedy jesteś tak pełen pasji.
Wziąłem płatek twojego ucha w usta i usłyszałem przeciągły jęk.
- Bardzo niegrzeczny, Rei-sama... proszę ukarz mnie... Zachowałem się jak dziwka, potraktuj mnie tak... Proszę... – Wiedziałem, że już same takie słowa wypowiedziane przez ciebie tym tonem mogą doprowadzić mnie na szczyt, więc nie zwlekając dłużej, wstałem, zostawiając cię na kanapie półleżącego, z rumieńcami na policzkach, opuchniętymi wargami i przyspieszonym oddechem. Bogowie, byłeś w tym momencie taki seksowny...
- Wstań i rozbierz się – byłem z siebie dumny, kiedy słowa przeze mnie wypowiedziane brzmiały pewnie, a głos nie drżał. Czułem na sobie twoje gorące, uległe spojrzenie, sam wpatrywałem się w twoje dłonie, rozpinające szybko guziki twojej koszuli. – Wolniej – powiedziałem spokojnie, obserwując z rozbawieniem niecierpliwość pojawiająca się na twojej twarzy. Kiedy w końcu stałeś przede mną nagi, z czerwonymi policzkami i pulsującym członkiem, doskonale wiedziałem co chcę zrobić i jak będzie wyglądał dzisiejszy wieczór.
Rozpiąłem pasek od spodni, klamra szczęknęła cicho, sprawiając, że drgnąłeś nieznacznie. Wysunąłem go ze szlufek i podszedłem cicho, ciesząc oczy widokiem twojego nagiego ciała. Obszedłem cię dookoła, a twoja głowa nawet nie drgnęła, by skontrolować moje ruchy. Cieszyłem się, że wiesz czego od ciebie oczekuję i że potrafiłeś mi zaufać nawet w chwilach, w których drżałeś ze strachu i niepewności.
Stanąłem za tobą i nachyliłem nad twoim uchem.
- Ręce, Ruki – poleciłem szorstkim szeptem. Chciałeś dominacji, to ci ją dam. Złapałem mocno twoje nadgarstki i związałem na plecach, boleśnie wykręcając ci ramiona. Krzyknąłeś cicho, czując jak pasek wrzyna się w twoje ciało. Odrzuciłeś głowę do tyłu i westchnąłeś, czując moje palce przejeżdżające po plecach, kreślące linię kręgosłupa. Jęknąłeś krótko, kiedy moja dłoń zsunęła się gwałtownie na pośladek i mocno go ścisnęła. Twój przyspieszony oddech był jedynym dźwiękiem w otaczającej nas, pełnej napięcia i pożądania ciszy.
Stanąłem przed tobą i spojrzałem ci w oczy. Widziałem w nich taki ogień, jak chyba jeszcze nigdy, przez całe trzy lata bycia razem. Sięgnąłem ręką do tyłu głowy i odwiązałem swoją chustkę na nos. Spojrzałeś na mnie niepewnie, a ja tylko uśmiechnąłem się chłodno i powoli poszedłem z powrotem za twoje plecy. Przełożyłem ręce nad twoja głową i zakryłem chustą twoje oczy. Chciałem, byś skupił się tylko na dotyku moich dłoni, by nic innego cię nie rozpraszało. Zawiązałem mocno supeł, by opaska nie spadła w trakcie zabawy i przejechałem dłonią po twoim karku. Westchnąłeś cicho drżąc na całym ciele.
- Na kolana, dziwko – warknąłem cicho z ustami tuż przy twojej szyi. Wykonałeś moje polecenie, zanim zdążyłem rozpiąć rozporek spodni, czy choćby pomyśleć o zdjęciu koszulki. Zaśmiałem się cicho.
- Aż tak ci spieszno? Uwierz mi, dzisiaj to trochę potrwa... – skończyłem szeptem, stając przed tobą.
Przeciągnąłem t-shirt przez głowę, rzucając go w miejsce bliżej nieokreślone. Zsunąłem z siebie spodnie razem z bokserkami i stanąłem przed tobą nagi, z członkiem twardym i błagającym o dotyk. Złapałem cię za włosy i wszedłem w twoje otwarte i chętne usta prawie do samego końca. Dławiłeś się, nie mogłeś oddychać, ale pozwalałeś mi się pieprzyć bez żadnego, najmniejszego nawet sprzeciwu. Moje pchnięcia były szybkie, głębokie i brutalne, nie byłem już w stanie nad sobą zapanować, ale nie przeszkadzało ci to, jęczałeś, zaciskając wokół mnie swoje wargi i doprowadzając mnie do szaleństwa. Kiedy doszedłem, połknąłeś wszystko i oblizałeś usta, och, nawet nie wiesz, jak seksownie to wyglądało...
Klęczałeś przede mną, ze spuszczona głową łapiąc oddech i chwiejąc się na kolanach, związane ręce i zasłonięte oczy niczego ci nie ułatwiały.
- Powiedz mi, Ruki – zacząłem nagle, zaskakując tym odrobinę nawet samego siebie. – Jak chcesz, żebym cię zerżnął? Jak tanią dziwkę, tutaj, na podłodze, od tyłu? Czy może w łóżku, patrząc ci w oczy? – Podszedłem do ciebie i szybkim ruchem zerwałem z twarzy opaskę. Nadal klęczałeś w tym samym miejscu, wbijając we mnie niepewne spojrzenie. Widząc, że czekam na twoją odpowiedź, spuściłeś wzrok, ale zdążyłem zauważyć, że jesteś speszony. Potwierdził to róż pojawiający się na twoich policzkach. Złapałem mocno twoja brodę i podniosłem twoja głowę, zmuszając cię tym samym do spojrzenia mi w oczy. Zobaczyłem delikatny strach bijący się o pierwsze miejsce z pożądaniem. – Do jakiego stopnia chcesz być moją dziwką, Ruki, co?
Pociągnąłem cię za włosy, wstałeś posłusznie. Widziałem, że się bałeś, nie wiedziałeś co postanowiłem zrobić. Podnieca cię to, prawda? Strach, niepewność, uległość...
Po raz kolejny tego wieczoru złączyłem nasze wargi w brutalnym pocałunku, jednocześnie kierując się w stronę sypialni. Wyraźnie poczułem, że się rozluźniasz. Upewniłeś mnie tylko w przekonaniu, że dobrze wybrałem...
Kiedy staliśmy już przy łóżku, oderwałem się od ciebie i patrzyłem, jak wchodzisz na nie, układając się na plecach. Widziałem, że sprawia ci to ból, jednak doskonale zdawałem sobie sprawę jak wielką czerpiesz z niego przyjemność.
Jęknąłeś, kiedy przesunąłem opuszkami palców po twojej łydce, udach. Rozłożyłem szerzej je szerzej, a ty pozwoliłeś moim dłoniom błądzić po swoim ciele, odkrywać je na nowo. Wyrwał ci się cichy krzyk, kiedy mój palec musnął twoje wejście.
- Mam cię przygotować, Ruki? – Zapytałem poważnie. Nie miałem pojęcia jak ostro chcesz się tym razem zabawić, nie chciałem zrobić ci krzywdy.
- Nie, Rei-sama – wyjęczałeś, bo nie przestawałem gładzić twoich napiętych z oczekiwania mięśni.
- Jesteś pewien...? – zapytałem, pochylając się nad jego udem i liżąc powoli jego wewnętrzna część.
- Taa...och! Tak! – krzyknąłeś, kiedy delikatnie przygryzłem twoją skórę. – Och, Reita-sama, błagam weź mnie wreszcie!
Miałem zamiar przeciągnąć to dzisiaj dłużej, ale patrząc na twoje wygięte w łuk ciało, nie byłem w stanie zwlekać. Sięgnąłem do nocnej szafki po buteleczkę lubrykantu i powoli rozprowadziłem go na swoim ponownie twardym członku, starając się jak najbardziej odsunąć w czasie przyjemność. Patrzyłem ci w oczy, jak zwykle odnajdując tam całego ciebie, otwartego specjalnie dla mnie.
Ułożyłem się między twoimi rozsuniętymi szeroko udami i schyliłem głowę, by przesunąć językiem dookoła twojego sutka. Zamknąłem na nim usta i zacząłem ssać i przygryzać na przemian, drugiego pocierając dłonią. Na każdy mój zabieg reagowałeś głośnym jękiem. Przejechałem językiem po twojej klatce piersiowej, by zatrzymać się koło pępka. Pieściłem go, zataczając wokół niego kółka i muskając zębami wrażliwą skórę dookoła. Zszedłem niżej, całując twoje podbrzusze, doprowadzając cię do szaleństwa. Westchnąłeś rozczarowany kiedy specjalnie ominąłem strategiczne miejsce i kontynuując wędrówkę, zsunąłem usta na wewnętrzną stronę twoich ud. Jęczałeś i wiłeś się pode mną w ekstazie, kiedy pieściłem gorącym oddechem wrażliwa skórę.
- Reirei, onegai...! – krzyknąłeś po kilku minutach tych słodkich tortur.
Wszedłem w ciebie szybko, do końca, wyrywając z twoich ust głośny krzyk, który uciszyłem, namiętnym pocałunkiem. Jęczałeś cicho w moje usta, kiedy poruszałem się w tobie brutalnie. Po kilku ruchach przyjemność całkowicie zastąpiła ból i sam nabijałeś się na mojego członka. Nie doszliśmy jednocześnie, ale za to mogłem widzieć cię kiedy szczytowałeś wykrzykując moje imię i nie oddałbym tego widoku za nic na świecie.
Opadłem zmęczony na ciebie łapiąc oddech i uspokajając rozdygotane po spełnieniu ciało. Podniosłem się na łokciach i wysunąłem z twojego wnętrza, kładąc się obok. Rozwiązałem ci ręce, rozmasowując delikatnie obtarte nadgarstki. Wtuliłeś się we mnie ufnie, jak dziecko i wsłuchiwałeś w uspokajający się rytm mojego serca. Ja słuchałem twojego nadal trochę przyspieszonego oddechu.
Zanim zasnąłeś, wyszeptałeś ciche „Kocham cię, Akira”. Uśmiechnąłem się i odczekałem parę minut, po czym odpowiedziałem ci tym samym. Uśmiech rozjaśniający twoją twarz był dowodem na to, że nie spałeś. Spodziewałeś się, że wyczerpałem swoja dawkę szczerego i otwartego wyrażania uczuć na ten dzień i postanowiłeś mnie przechytrzyć, czyż nie? Nieważne. Kocham cię, Ruki.



Obudziły mnie głośne dźwięki „Break down” dobiegające z mojej komórki. Ten Satoshi to potrafi się wydrzeć... Mruknąłeś z niezadowoleniem wtulając się mocniej w moją klatkę piersiową. Zmarszczyłeś nosek i starałeś się zignorować dźwięki budzika. Mieliśmy dokładnie godzinę na to, by dostać się do studia na próbę, o ile nie chcieliśmy oberwać od naszego kochanego lider-samy. Chciałem uciszyć wokalistę zespołu Girugämesh, ale zlokalizowanie telefonu z tobą trzymającym mnie w żelaznym uścisku było dosyć trudne. Swoją drogą zdziwiłem się, bo zazwyczaj sam jak najszybciej chciałeś zakończyć słuchanie utworów jakiegokolwiek innego zespołu. Nigdy nie zapomnę, jak nazwałeś Shou „wiewiórką z głupim głosem”, albo Kyo „wyjącym szympansem”, oczywiście za każdym razem udając, że wcale nie jesteś zazdrosny.
- Ruki... – Mruknąłem z wyrzutem – Musimy wstać. Kai będzie nam suszył głowę...
- Jeszcze pięć minut.. – Jęknąłeś. To była naprawdę kusząca propozycja, ale przypomniałem sobie ostatnią taką sytuację. Spóźniliśmy się wtedy na próbę ponad 3 godziny a następne dwie spędziliśmy na wysłuchiwaniu pretensji i krzyków Yutaki... Średnio miałem na to dzisiaj ochotę...
- Minęło, wstajemy – powiedziałem stanowczo. Przed oczami miałem coraz wyraźniejszy obraz wkurzonego Kai’a.
- Wiesz co, Reirei? – zapytałeś cicho, ale słyszałem w twoim głosie irytację. – Nam się tutaj wczoraj o mało co związek nie rozleciał, a ty myślisz o tym, żeby się na próbę nie spóźnić. Mam w dupie Kai’a i resztę zespołu, dzisiaj nic mnie nie obchodzi.
- Ale Ruki... Kochanie... Wiesz, że za tydzień mamy nagranie, prawda? – próbowałem przemówić ci do rozsądku. Wiedzieliśmy oboje, że nasz lider potrafił być nieobliczalny przed terminami, ale ty najwidoczniej o tym zapomniałeś.
- Wiem, Reita. I mam to w dupie. Bo nawiązując do dupy... Tyłek mnie boli – jęknąłeś rozdzierająco z miną skrzywdzonej niewinności.
- Sam się o to prosiłeś! – broniłem się.
- Zdaję sobie z tego sprawę, ale to nie znaczy, że teraz chcę wracać do pracy...
- Masz pecha, Ruki. Byłeś niegrzeczny, teraz musisz cierpieć – uśmiechnąłem się złośliwie i wstałem, nie zważając na twoje protesty. Podszedłem do szafy i wyciągnąłem z niej bokserki i pierwsze lepsze spodnie. Założyłem to na siebie i wyszedłem z pokoju, zostawiając twoje zwłoki na łóżku. Skierowałem swe kroki do kuchni i zabrałem się za robienie dwóch mocnych kaw. Zdawałem sobie sprawę, że ten napój jest ci potrzebny do powrotu do życia. Nastawiłem wodę i poszedłem do salonu, musiałem ocenić jak duże pobojowisko zrobiliśmy wczoraj wieczorem. Nie było tak źle, nasze ubrania rozrzucone po pokoju, moja opaska leżąca na kanapie, dwie książki zrzucone na podłogę i przekrzywiony obrazek na ścianie. I mokra plama po kwiatach na stoliku. Zebrałem ciuchy, uprzednio wycierając stolik swoją koszulką, i wrzuciłem je do kosza na pranie, chustkę po krótkiej inspekcji też. Książki odłożyłem na miejsce, poprawiłem obrazek i jeszcze raz obrzuciłem wszystko taksującym spojrzeniem. Wróciłem do kuchni i zalałem dwa kubki z kawą, po czym zaniosłem je do sypialni. Leżałeś w łóżku i przeciągałeś się właśnie, prezentując swoje napięte ciało prawie w całej okazałości, kołdra praktycznie zsunęła się z twoich bioder. Stłumiłem jęk i usiadłem koło ciebie, podając ci kubek. Kiedy go brałeś, zauważyłem twoje nadal czerwone nadgarstki. Odstawiłem swoją kawę na szafkę i sięgnąłem po twoją wolną rękę. Zmarszczyłem brwi, widząc podrażnioną skórę.
- Rei, nic mi nie jest – mruknąłeś zawstydzony moją troską. Nic nie robiąc sobie z twoich protestów, zbliżyłem usta do obtartego miejsca i złożyłem na nim delikatny pocałunek. Westchnąłeś cicho, kiedy wysunąłem język i zacząłem nim pieścić twoją skórę. Wyciągnąłeś z mojego uchwytu swoją dłoń i zbliżyłeś się do mnie, muskając moje wargi swoimi. Wplotłem dłoń w twoje włosy, drugą układając na karku. Odstawiłeś ostrożnie kubek z kawą i pociągnąłeś mnie w dół, tak, że ułożyłem się na tobie. Całowałeś mnie coraz zachłanniej. Moje dłonie błądziły po twoim ciele, pod palcami czułem nagą skórę i drżące mięśnie. Oderwałem się od ciebie, kiedy zabrakło mi powietrza, spojrzałem w twoje oczy. Potem zerknąłem na zegarek. Zostało nam pół godziny, przy czym dojazd trwał dwadzieścia minut. Westchnąłem ciężko i wstałem, pociągając cię za sobą. Usiadłeś na łóżku i spojrzałeś na mnie niezadowolony. Podszedłem do szafy i rzuciłem w ciebie ubraniami, wiedziałem, że sam nie ruszysz się w celu znalezienia sobie na dzisiaj stroju.
Dwie minuty później siedziałeś przy stole w kuchni i obserwowałeś jak robię na szybko jakieś kanapki. Czułem na sobie twoje spojrzenie, było niemal jak dotyk i bardzo próbowało mnie rozproszyć. Udało mi się jednak dokończyć śniadanie i postawić przed tobą talerz. Zabrałeś się za jedzenie szybko, nie miałeś widać ochoty na irytowanie mnie jeszcze bardziej i zmuszanie do poganiania ciebie. Sam złapałem jedną z kanapek i poszedłem do łazienki, doprowadzić do porządku moje włosy. Zanim skończyłem, dołączyłeś do mnie, chwytając szczoteczkę do zębów w jedną i grzebień w drugą rękę.
Byliśmy gotowi do wyjścia dwadzieścia minut przed rozpoczęciem próby. Znając życie, zdawałem sobie sprawę, że nie zdążymy na czas... Zbiegłem po schodach, ciągnąc cię za rękę, biłeś rekord w długości odzyskiwania przytomności po przebudzeniu. Dopadłem stojący przed blokiem motor, wyciągając wcześniej z bagażnika samochodu dwa kaski. Usiadłem na mojej maszynie i odpaliłem silnik, kiedy zdałem sobie sprawę, że nie siedzisz za mną. Spojrzałem na ciebie wyczekująco.
- Reita, nie wsiądę na to. – Spojrzałeś na motor, jakby wybił ci połowę rodziny.
- Co? Dlaczego? – Zdziwiłem się – Nigdy nie bałeś się jeździć ze mną motorem.
- Akira, tyłek mnie boli! – Jęknąłeś z rozpaczą. Popatrzyłem na ciebie zirytowany.
- Gdybyś się tak nie guzdrał, to by nie było problemu. Autem nie zdążymy. Wsiadaj.
Spojrzałeś na mnie wielkimi oczami szczeniaczka, a ja musiałem odwrócić wzrok, bo ten widok działał na mnie niepokojąco mocno. Usiadłeś za mną z jękiem i założyłeś kask na głowę, po czym wtuliłeś się we mnie mocno.
- Nie lubię cię – burknąłeś pod nosem. Zaśmiałem się głośno i odwróciłem na tyle, na ile pozwalała mi nasza pozycja.
- Też cię kocham...
Przekręciłem kluczyk w stacyjce i dodałem gazu, ruszając w stronę wkurzonego na nas Kai’a.

- Mogę wiedzieć, gdzieście byli? – Lider zmierzył nas lekko poirytowanym spojrzeniem, kiedy tylko wpadliśmy zziajani do studia. Już chciałeś cos odwarknąć, ale zasłoniłem ci dłonią usta.
- Korki, nie spodziewałem się aż takich dużych – wysapałem, licząc na to, że Yutaka się na to nabierze. Zmrużył tylko oczy i wyraźnie dał mi do zrozumienia, że mi nie wierzy.
- Skoro wszyscy raczyli się już stawić na próbie, to zaczynamy... – westchnął zrezygnowany i chwycił w dłoń pałeczki. Widocznie miał dobry humor. Zanotowałem, by potem wyciągnąć z Miyavi’ego pikantne szczegóły.
Podszedłem do mojego basu i chwyciłem go, przebiegając palcami po jego gryfie w niemal erotycznym geście. Poczułem na sobie twoje spojrzenie i odwróciłem się do ciebie. Wzrok miałeś skupiony na moich palcach, ale zaraz przeniosłeś go na moją twarz. Popatrzyłeś mi w oczy i przełknąłeś ciężko ślinę, znajdując w nich cichą obietnicę. Chwyciłeś mikrofon i zacisnąłeś na nim palce, odwracając się ode mnie. Zaśmiałem się cicho, widząc twoje zachowanie, ale nie skomentowałem tego i zająłem się strojeniem instrumentu.
Próba szła gładko, dopracowywaliśmy niektóre kawałki, ćwiczyliśmy trudniejsze partie i nanosiliśmy poprawki na arkusze z nutami do nowych piosenek. Nie byłeś zdenerwowany, twój głos nie drżał tak bardzo, jak na ostatniej próbie. A chłopaki nie zadawali pytań co do naszego zachowania. Mieliśmy żelazne zasady dotyczące nieinteresowania się sprawami prywatnymi innych. Oczywiście w godzinach pracy…
Po skończeniu ostatniego utworu odłożyliśmy instrumenty na ich miejsca i zaczęliśmy zbierać porozrzucane po studiu rzeczy. Złapałem swoją paczkę papierosów i włożyłem do kieszeni kurtki. Zobaczyłem, że szukasz czegoś wśród porozwalanych kartek z tekstami. Miałem idealny pretekst do zostania z tobą dłużej w studiu.
- Chłopaki, idziecie z nami na piwo? – Zapytał nas Aoi.
- Tak, jasne, ale dołączymy do was później. Ruki musi coś chyba jeszcze znaleźć, a potem chciałbym jeszcze załatwić pewną rzecz. – Na pytające spojrzenie przyjaciela odparłem tylko: Później.
Podszedłem i pochyliłem się nad tobą. Objąłem cię ramionami w pasie i położyłem głowę na twoim barku.
- Czego szukasz? – zapytałem cicho.
- Tekstu... – mruknąłeś tylko nie przerywając kopania w papierach. – Miałem go dokończyć.
Zobaczyłem leżący pod stołem zapisaną do połowy twoim drobnym pismem kartkę. Oderwałem się od ciebie i sięgnąłem po nią. Podniosłem ja na wysokość twojego wzroku.
- To to, kochanie? – zapytałem z uśmiechem. Spojrzałeś na mnie lekko nieprzytomnym wzrokiem, po czym przeniosłeś go na trzymany przeze mnie papier. Chwyciłeś go szybko, czytając pobieżnie tekst, a na twoją twarz wpływał zadowolony uśmiech. Już wiedziałem, że to dokładnie to, czego szukałeś.
- Tak, to to. – odpowiedziałeś rozpromieniony.
- W takim razie chodź, musimy jeszcze z kimś pogadać – powiedziałem poważnie.
- Z kim? – zapytałeś nieco podejrzliwie. Wbiłeś we mnie pytające spojrzenie.
- Z Sagą – odparłem cichym i śmiertelnie poważnym głosem. Zbladłeś nieznacznie i zacisnąłeś usta.
- Reita, nie ma o czym rozmawiać, nie… - Zacząłeś niepewnie, cichnąc coraz bardziej pod moim spojrzeniem.
- Jest o czym rozmawiać i zaraz o tym właśnie porozmawiamy – powiedziałem stanowczo. – Saga ma jeszcze szanse jakoś się z tego wytłumaczyć, zanim rozwalę mu nos i stanie się moim wrogiem numer jeden. – Dokończyłem tonem nie znoszącym sprzeciwu. Spuściłeś wzrok i pozwoliłeś, by grzywka zasłoniła ci twarz. Złapałem palcami twój podbródek i uniosłem twoją głowę, zmuszając cię od spojrzenia mi w oczy. – Przestaniesz się tym w końcu dręczyć, cholero jedna?
- Nie wiem… - zamilkłeś, gdy złączyłem nasze wargi w namiętnym pocałunku.
- Idziemy – sapnąłem, gdy się od ciebie oderwałem i pociągnąłem cię za rękę w stronę wyjścia ze studia.
- A oni nie skończyli już przypadkiem próby? – Zapytałeś powątpiewająco.
- Nao miał ich dzisiaj trzymać do późna, niedługo ruszają w trasę. – odpowiedziałem przypominając sobie ostatnie narzekania Hiroto.
Zatrzymałem się przed drzwiami prowadzącymi do studia Arisu. Nie słyszałem zza nich dźwięków żadnych instrumentów, więc zapukałem i nie czekając na odpowiedź, wszedłem, ciągnąć cię za sobą. Zastaliśmy członków Alice nine siedzących w różnych miejscach studio, pijących kawę, lub rozmawiających. Najwidoczniej mieli przerwę.
- Cześć Rei-san, Ruki-san! – zawołał Hiroto, wiecznie pełne energii dziecko szczęścia. – Wpadliście w jakimś konkretnym celu, czy na przyjacielską pogawędkę? – kontynuował, niezrażony naszym milczeniem.
- Można powiedzieć, że na jedno i drugie. – Parsknąłem. – Chociaż pogawędki nie nazwałbym „przyjacielską”… – Zaszydziłem, wbijając wzrok w kulącego się na kanapie Sagę. – Możemy pogadać? – Zwróciłem się do niego.
- Jasne – odparł słabym głosem wysoki chłopak i wstał. Ruszył w kierunku wyjścia, mijając nas. Wyszliśmy za nim, rzucając reszcie zespołu ciche „do zobaczenia”, po czym zamknąłem drzwi studio. Podszedłem do Sagi, sprawiając, że wszedł na ścianę i skulił, gdy zdał sobie sprawę, że nie ma dokąd uciec.
- Miło mi cię widzieć, Saga – wysyczałem złośliwie. – Bardzo jednak chciałbym wiedzieć, czemu wczoraj pchałeś język do ust mojego chłopaka. – Warknąłem, opierając zwiniętą w pięść dłoń o ścianę koło jego głowy.
- Reita-san, uspokój się, daj mi wszystko wytłumaczyć – wyszeptał blondyn pobladłymi ze strachu wargami.
- Tylko się sprężaj, zanim stracę cierpliwość i jednak zrobię ci krzywdę – przyzwoliłem pozornie opanowanym głosem.
- Reita! – zduszony okrzyk dobiegł mnie od twojej strony.
- Siedź cicho, Ruki – powiedziałem karcąco. – Czekam – wróciłem do nieprzyjemnego tonu, zwracając się z powrotem do Sagi.
- Reita-san, po pierwsze, nie miałem zielonego pojęcia, że Ruki-san ma kogoś. Nigdy bym tego nie zrobił, gdybym wiedział, że Ruki-san nie jest wolny. – Blondyn odetchnął trochę głębiej, widząc, że jego słowa odrobinę mnie uspokoiły, ale nie przerwał, widząc moje nadal wściekłe spojrzenie. – Po drugie, Ruki-san nie sprawiał wrażenia, jakby przeszkadzała mu nasza rozmowa, a nie rozmawialiśmy o efekcie cieplarnianym…
- Doskonale wiem, jak wyglądają rozmowy z tobą, Saga – westchnąłem, przerywając jego tłumaczenia. – Opierają się na czystym flircie.
- Eh… – Saga zarumienił się delikatnie, ale nie spuścił wzroku – T-tak, można tak powiedzieć. No i po prostu nie odniosłem wrażenia, jakby mu to jakoś specjalnie przeszkadzało… - skulił się pod moim morderczym spojrzeniem. – Po trzecie, to nie było nic poważnego, nie powiem, Ruki-san jest naprawdę przystojny, ale jest moim kumplem i nie myślałem wtedy w takich kategoriach… - zamilkł, kiedy na moją twarz wkradło się zrezygnowanie, a moja ręka opadła bezwładnie wzdłuż mojego ciała. Odszedłem od niego na krok i westchnąłem. – Przepraszam – powiedział jeszcze cicho Saga.
- Nigdy więcej nawet o tym nie myśl – powiedziałem cicho, rozmasowując skronie, czułem zbliżający się powoli ból głowy.
- Oczywiście. Masz mnie za samobójcę? - Zapewnił mnie basista. Objąłeś mnie w pasie. Spojrzałem na członka Alice nine ugodowym wzrokiem.
- Będziemy się już chyba zbierać… - powiedziałem cicho, łapiąc cię za dłoń i ciągnąć w kierunku wyjścia z budynku.
- Tak, do zobaczenia – równie cicho odparł Saga.
Wyszliśmy na dwór i skierowaliśmy nasze kroki do mojego motoru. Założyłem ci na głowę kask, po czym ubrałem swój. Usiadłem na maszynie i odpaliłem silnik, kiedy poczułem za sobą ciepło twojego ciała i twoje ręce oplatające mój brzuch. Uśmiechnąłem się w duchu, zastanawiając się, jak mogłem pomyśleć, że Saga zrobił to specjalnie… Jednak zaraz skrzywiłem się, przypominając sobie, że teraz Aoi i reszta będą chcieli z nas wyciągnąć co się działo. No trudno, i tak dzieliliśmy się praktycznie wszystkim.
Zanotowałem sobie w głowie, by zabrać cię na jakąś romantyczną kolację, w końcu przez te wydarzenia zdałem sobie sprawę, że nadal muszę się o ciebie starać, moje Maleństwo.


Ostatnio zmieniony przez Rei-chan dnia Czw Kwi 14, 2011 9:36 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Mun
Siła Wyższa


Liczba postów : 2903
Join date : 08/01/2010
Age : 23
Skąd : Wrocław/Poznań

PisanieTemat: Re: [M] Moje maleństwo   Czw Kwi 14, 2011 3:23 pm

Brakuje mi opcji: Naprawdę mi się podobało, ale czeka cię mnóstwo roboty. ^^

Ujmę to tak... NIE TRAWĘ kiedy ktoś publikuje tekst i prosi, żeby go nie jechać. Jeśli udostępniasz pracę musisz być gotowa na każdy komentarz, dlatego nigdy więcej nie pisz, że ktoś ma Cię nie bić. Dodatkowo jeśli chcesz pisać coraz lepiej, to co mają znaczyć słowa "więcej nie będę"? Tyłek ratuje Ci to, że prosisz o konstruktywna krytykę. To też dostaniesz (przynajmniej się postaram aby tak było).

Znalazłam jeden błąd. Wybacz, że Ci go teraz nie wytknę, ale tekst czytałam rano, przed wyjściem do szkoły, a teraz nie chce mi się go szukać. Gdzieś było o jedno "na" za dużo, czy coś w ten deseń... ^^

Nie jestem też pewna co do zdania:
Cytat :
- Oczywiście, uważasz mnie za samobójcę?
Może to wina tego, że było dla mojej głowy za wcześnie, ale musiałam przeczytać to trzy razy, żeby dotarł do mnie sens. Dla większej przejrzystości po "oczywiście" postawiłabym kropkę (wykrzyknik nawet), a ciąg dalszy jako osobne pytanie,
wielką literą.
Ostatecznie, to Twój tekst, jeśli jesteś bardziej przekonana do tego zapisu, to niech zostaje...
Ogólnie czasem nie grały mi pewne zadania, ich szyk, ale to wina odmiennego podejścia do pisania, a nie poprawności. ;)

Przejdźmy do treści. Strasznie spodobały mi się dwa fragmenty:
Cytat :
- Wiem, Reita. I mam to w dupie. Bo nawiązując do dupy... Tyłek mnie boli – jęknąłeś rozdzierająco z miną skrzywdzonej niewinności.
To takie jakby perełki. ^^

Cytat :
Ruki-san nie sprawiał wrażenia, jakby przeszkadzała mu nasza rozmowa, a nie rozmawialiśmy o efekcie cieplarnianym…

Mimo wszystko scena erotyczna... jestem na nie. Co prawda, to okropna hipokryzja z mojej strony, bo ja się kompletnie nie nadaję do opisywania seksu i nigdy mi to nie wychodziło, ale mimo wszystko to tez nie było do końca dobre. Nie czułam się komfortowo czytając jak uprawiają seks. Nie mówiąc już o tym, że całkiem mnie to nie podnieciło... Myślę, że powinnaś nad tym popracować (tylko nie bierz przykładu ze mnie i nie dawaj sobie spokoju, lol).

Nie podobało mi się też, że zrobiłaś z nich wszystkich homo. Świat nie składa się z gejów! Tylko 37% społeczeństwa wykazuje skłonności do zachowań nieheteronormatywnych!

Mimo wszystko, cała fabuła miała jakiś sens (niezbyt odkrywczy, ale też nie oklepany). Trzymało się jakiejś kupy. W ogóle spoko. ^^

Ogólnie, to miło byłoby przeczytać coś jeszcze. Masz potencjał. Umiesz pisać długie opisówki, nie gubisz się przy tym... Chciałabym zobaczyć jak się rozwijasz literacko.

Wena życzę!
Mun

_________________

Powrót do góry Go down
http://polishpri.ubf.pl/
Rei-chan
J-legenda


Liczba postów : 2010
Join date : 04/01/2011
Age : 20
Skąd : Z piekła...

PisanieTemat: Re: [M] Moje maleństwo   Czw Kwi 14, 2011 9:35 pm

Dziękuję, Mun, cieszę się, że było coś, co się podobało, a chyba jeszcze bardziej z tego, że będę mogła w przyszłości poprawić to, co się nie podobało^^'
Jutro postaram się przejrzeć tekst i znaleźć te literówkę, dzisiaj mnie już za bardzo bolą oczy^^

Hej, "nie bijcie", a "nie krytykujcie", to dwie różne prośby xD
Ja mam nadzieję, że więcej nie umieszczę takiego tekstu, następne mają być lepsze, a co! ^^'

Zdanie Sagi o samobójcy mi też nie pasowało do końca, zaraz to poprawię, nie miałam pomysłu, jak to zmienić, a gorączka niczego nie ułatwia xD

Scena erotyczna... Przyznam, że mi też się nie podoba, napisałam ją za namową A., ale sama czułam się głupio, czytając ją potem.
Na pewno tego nie porzucę, sprawia mi radość patrzenie na skończone dzieło, więc będę się starała pisać coraz lepiej^^

Wiem, Mun, wiem!
Robienie ze wszystkich naokoło homoseksualistów jest wręcz komiczne w niekoniecznie pozytywnym sensie, ale... Pisałam to, mając najpierw w głowie obraz, scenę, historię. Mój mózg jest po części samodzielny, więc wymyślił to tak. A z racji pierwszego dzieła... Nie chciałam tego zmieniać, to jest całkowicie moje ._.

Dziękuję, Mun, za komentarz, za krytykę i możliwość poprawy^^
Mam nadzieję, że po moim kolejnym "dziele" nie zmienisz zdania co do mojego potencjału 8D
Powrót do góry Go down
Mun
Siła Wyższa


Liczba postów : 2903
Join date : 08/01/2010
Age : 23
Skąd : Wrocław/Poznań

PisanieTemat: Re: [M] Moje maleństwo   Czw Kwi 14, 2011 10:48 pm

Cytat :
Hej, "nie bijcie", a "nie krytykujcie", to dwie różne prośby xD
Z punktu widzenia czytelnika, niestety nie bardzo (zdarza mi się o tym rozmawiać z ludźmi, serio).

+ Każdy ma swoją wizję, nawet jeśli nie do końca dobrą, to i tak należy się plus za jakąkolwiek. ;D

No, i mam nadzieję, że będę mogła ten Twój potencjał w dalszym ciągu oceniać w najbliższej przyszłości. ^^

_________________

Powrót do góry Go down
http://polishpri.ubf.pl/
Shadow
Edytor Pogrzebowy


Liczba postów : 679
Join date : 11/03/2010
Age : 23
Skąd : Chełm / Warszawa

PisanieTemat: Re: [M] Moje maleństwo   Pią Kwi 15, 2011 10:55 pm

Mi się podobało! Nawet jeśli pomysł nie jest odkrywczy, to przedstawiony został całkiem ładnie, zwłaszcza jak na fakt, że dopiero zaczynasz. Lemon wcale nie był najgorszy, chociaż wolę te sceny w trochę innym klimacie (beznadziejnie romantycznym i tak dalej... XD), no ale to nie zmienia faktu, że niektóre momenty w nim naprawdę mi się w nim podobały i czytanie nie bolało XD (Nie wiem, czy coś mnie jeszcze boli po przeczytaniu ficka, gdzie zrobili to na olej do smażenia, no ale to tak nawiasem...). Jeśli chodzi o perełki, to szczególnie podobał mi się fragment, jak Reita tak uparcie patrzy na zegarek i scena z różami, tzn. to:
Cytat :
- Nie lubię róż – burknąłem.
- Kłamiesz – powiedziałeś drżącym głosem. – Uwielbiasz róże, mimo że się do tego nie przyznajesz, bo nie chcesz wyjść na romantyka. – Spojrzałeś mi w oczy pierwszy raz od momentu wejścia do mieszkania. – Znam cię, Akira, wiem, że lubisz róże.
Chyba zapadnie mi to w pamięć ^^

Widziałam jedno powtórzenie, ale teraz nie mogę sobie przypomnieć, gdzie, w każdym razie nie było to 'na', tylko jakieś dłuższe słowo. Ogółem też niektóre zdania napisałabym inaczej, ale jak już Mun mówiła, to raczej kwestia indywidualnego gustu twórcy. Raczej nie było niczego takiego, co by mnie raziło na tyle, żebym to zapamiętała ^^ Jest nieźle, naprawdę nieźle.
Także ogólnie zgadzam się z Mun, że masz potencjał, a reszta to już kwestia ćwiczeń - pisz jak najwięcej i dużo weny życzę ^^

_________________

Tonight, in the darkness of twilight
I want to fall asleep in your arms
As a shivering, broken marionette

I, broken marionette,
Am laughing with a slight embarrassment
Because if you only wish me
To give up everything else for you, I'll do it

I do not want to know anything more
I do not need anything else
I do not need anything

Kaya - Marionette
.
Powrót do góry Go down
http://www.versailles.jun.pl
Rei-chan
J-legenda


Liczba postów : 2010
Join date : 04/01/2011
Age : 20
Skąd : Z piekła...

PisanieTemat: Re: [M] Moje maleństwo   Pią Kwi 15, 2011 11:20 pm

Jeju, Shadow, dziękuję!
Bardzo się cieszę, że ci się podobało, zobaczyć te słowa w komentarzu od ciebie to naprawdę powód do dumy^^

Niektóre zdania mi również trochę zgrzytały, ale nie byłam w stanie nic z nimi zrobić, więc zostały i straszą :P Mam nadzieję, że z każdym następnym razem będzie lepiej^^

To niesamowicie miłe zobaczyć, że w moim tekście ktoś znalazł jakieś perełki, naprawdę miłe^^

Cieszę się, że obie uważacie, że coś w sobie tam mam, teraz na pewno będę się starała to pielęgnować :)
Powrót do góry Go down
Ldorotka
W kolejce po bilety


Liczba postów : 2
Join date : 02/03/2011
Age : 32
Skąd : Zabierzów

PisanieTemat: Re: [M] Moje maleństwo   Pią Maj 06, 2011 1:24 am

Oddałam głos, a patrząc na wyniki ankiety, chyba już nie muszę nic pisać Smile Widać, że posiadasz wrażliwą duszę romantyka, ale o swoje umiesz walczyć!
Spodobała mi się postać Rei-sama - prawdziwy mężczyzna Very Happy Z reszta pozostałe postacie także przypadły mi do gustu, wiec moim skromnym zdaniem pisz, pisz więcej, niech Cię wena nie opuszcza, ponieważ jest tu taka jedna, która chcę jeszcze Confetti
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: [M] Moje maleństwo   Today at 11:48 am

Powrót do góry Go down
 
[M] Moje maleństwo
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
J-slash :: FanFiction :: NC-18-
Skocz do: