IndeksIndeks  FAQFAQ  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [M] Snow White

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Shadow
Edytor Pogrzebowy


Liczba postów : 679
Join date : 11/03/2010
Age : 23
Skąd : Chełm / Warszawa

PisanieTemat: [M] Snow White   Wto Cze 28, 2011 10:41 pm

Tytuł: Snow White
Pairing: Kamijo x Kaya (Versailles/solo)
Rodzaj: Romans
Słów: 4696
Ostrzeżenia: PG13
Beta: Hiroki XD
Komentarz: Tym razem tytuł utworu D w tytule nie był zamierzony 8DD Tak jakoś wyszło, bo ciężko mi było dopasować cokolwiek innego, a już mi się myśleć nie chce, tak szczerze.
Używając określenia pewnego Potwora >D, ten fick to takie nieplanowane dziecko. Spontanicznie wyszło, ale tak samo potrzebuje miłości XDD Trochę się wahałam, czy go w ogóle realizować, bo raz, że z innym jestem już wreszcie w fazie przepisywania, a dwa, że wydawał mi się jakiś prosty i mało sensowny... Ale tak wizja mnie prześladowała i w końcu się zdecydowałam. Oczywiście jak już siadłam to tradycyjnie cały plan się skomplikował i wyszło mi coś zupełnie innego, niż z początku miałam w planach, ale może to i lepiej ^ ^" Ogółem jestem chyba zadowolona X3
~~

- To naprawdę dziwne, spędzać urodziny w ten sposób – stwierdził Kamijo, na co Kaya wzruszył ramionami.
- Dziwne, nie dziwne… Każdy sposób jest dobry, jeśli odpowiada solenizantowi. A ja nie widzę powodów do narzekań.
Leżeli obok siebie na trawie w miejskim parku – czy też może nie tyle na trawie, co na płaszczu Kamijo, który ten rozłożył na ziemi. Rano było jeszcze dosyć chłodno i padał lekki deszcz, ale teraz nie mógł mu się ów płaszcz przydać do innego celu; od paru godzin, jak przystało na środek lipca, słońce świeciło jasno i grzało silnie, czysta pełnia lata roztaczała się wokół nich. Zieleń i śpiew ptaków, lekki wiatr, który gonił po błękitnym niebie już tylko kilka małych, białych chmurek… Nawet inni ludzie, momentami dosyć hałaśliwie (zwłaszcza w przypadku dzieci) przemieszczający się chodnikiem, nie mogli im przeszkadzać. Ułożyli się na górce, po części przysłoniętej drzewami i uwieńczonej na szczycie pomnikiem jakiegoś znanego pisarza, więc przynajmniej nikt nie chodził im nad głowami – i to wystarczało. Wpatrując się w niebo, ze skrzyżowanymi z tyłu głowy rękoma, rozmawiali.
To Kaya zaproponował wybranie się w to miejsce, kiedy Kamijo przyszedł do niego do studia, chcąc osobiście złożyć mu urodzinowe życzenia. ,,Zdecydowanie za dużo ludzi zrobiło się nagle wokół mnie”, stwierdził, pytając, czy ma trochę więcej wolnego czasu. Starszy wokalista z ochotą przystał na propozycję wspólnego spaceru; w gruncie rzeczy liczył na to, że uda mu się dzisiaj trochę dłużej z nim porozmawiać.
- Fajnie jest się tak wyrwać – westchnął Kaya, podrzucając w jednej dłoni swoją wyłączoną komórkę. – To naprawdę miłe, że dostaję tak dużo życzeń, ale po trzydziestym telefonie dziękowanie zaczyna się robić męczące, nie wspominając, że odciąga mnie od wszystkiego, co zacznę robić. W domu czeka na mnie jeszcze dziesięć razy więcej wiadomości od fanów, ale na to odpowiadać nie muszę, więc czyta się o wiele lżej i przyjemniej.
- Spodziewałem się raczej, że będziesz miał nieco inne plany na taki dzień.
Wzruszył ramionami, chowając telefon do kieszeni spodni.
- Może ktoś mnie gdzieś jeszcze porwie wieczorem? Nie zapraszałem nikogo, wolę niespodzianki. – Zaśmiał się lekko. – A ty wymyśliłeś już, jak uczcisz własne urodziny, kochanie? Tylko dwa dni ci zostały.
- Gdyby jeszcze było co świętować… Nie kończę wiecznie dwudziestu lat, tak jak ty.
Zaśmiał się ponownie.
- To kwestia podejścia, rozumiesz… Tak szybko lecą te lata, a w sumie wcale nie czuję się dużo starszy.
- Rok temu miałeś chyba bardziej sprecyzowane plany na wieczór?
Skinął głową. Wyciągnął rękę, urywając rosnącą obok rękawa płaszcza stokrotkę i zaczął obracać nią w palcach, oglądając ją z zamyśleniem.
- Faktycznie, był wtedy ktoś taki. Ale potem bardzo mnie zranił.
- Opowiesz mi o tym? O ile chcesz, oczywiście.
- Nic specjalnie oryginalnego to nie było. Zdradzał mnie z kobietą… Chociaż w sumie potem okazało się, że to ona była raczej tą zdradzaną, a nie ukrywaną kochanką gdzieś na boku. To jedyna rzecz, która może być w tym ciekawsza. Zerwał ze mną, kiedy się zaręczyli.
- Och, Kaya-chan…
Machnął ręką, sięgając po kolejną stokrotkę.
- Pewnie chodziło o seks, jak zawsze – rzekł z pozorną obojętnością. – Nie wiedzieć czemu, zawsze przyciągam tych prawie-heteroseksualnych mężczyzn, którzy szukają przygód, bo ich dziewczyny nie chcą… No wiesz. Głupi byłem, że mnie nie zastanowiło, czemu ma na spotkania mniej czasu niż ja, chociaż mam zdecydowanie bardziej absorbujący zawód… Cóż. Już nigdy go nie zobaczyłem, pewnie jest już po ślubie, może ma nawet dziecko w drodze…
- Nie przejmuj się. Za pięć, może dziesięć lat będzie już nadętym pracoholikiem spędzającym nieliczne weekendy przed telewizorem z puszką piwa, wyłysieje i zapuści brzuch wielkości balonu lotniczego, w związku z czym jego żona także roztyje się i zrobi wredna… Oboje nadal będą mieli na bokach kochanków, a przy sobie będą trzymać ich tylko dzieci, które zresztą także będą wchodzić mu na głowę, wyciągać ciężko zarobione pieniądze i spędzać swoimi wybrykami sen z powiek. A w przyszłości nie będzie miał już przed sobą żadnych perspektyw, może prócz wyboru miejsca, gdzie przy dobrej woli rozsypią po śmierci jego prochy, a i to nie jest całkiem pewne.
Roześmiał się.
- Bardzo tendencyjne myślenie! Nie spodziewałem się tego po kimś z twoim umysłem.
- To tylko bardzo typowy przykład jednego z wielu czarnych scenariuszy. Mogę wymyślić bardziej oryginalny i dramatyczny, w zależności od tego, jak bardzo cię zranił – dodał, spoglądając na niego spod szkieł okularów przeciwsłonecznych.
- Wystarczająco, bym miał ochotę napisać o nim jakiś tekst… Ale potem stwierdziłem, że szkoda mi na niego nawet kartki z notatnika, a co dopiero, żebym miał o nim śpiewać!
- Słusznie. Nie był tego wart.
- Jeden w tę czy w drugą stronę… Czasem myślę, że zbyt łatwo się zakochuję.
- A teraz? Jesteś z kimś, czy może coś ci się szykuje?
- No właśnie, i tutaj mam problem! – Westchnął głośno, unosząc obie stokrotki i rozkładając je w dłoniach w pewnej odległości od siebie. – Jest nawet dwóch i to jest najgorsze. Jednego poznałem niedawno, a drugi to mój były chłopak, tak nam się jakoś nie ułożyło, a teraz chciałby wrócić… I nie wiem. Naopowiadałem im obu coś, że nie jestem w tej chwili gotowy na nowy związek i muszą dać mi trochę czasu, żebym przemyślał, czy tego chcę… A tak naprawdę jestem po prostu kompletnie rozdarty, wiesz? – Opuścił bezradnie ręce na swoją pierś, nie wypuszczając z nich kwiatków. – Obaj są dla mnie jednakowo ważni i tak samo mi bliscy, choć bardzo się różnią. Nie umiem między nimi wybierać, a powinienem już coś postanowić, zwłaszcza, że pewnie obaj będą dzisiaj wyjątkowo mili… Ale nie mam pojęcia, co. Raz mi się wydaje, że wolałbym jednego, ale potem spotykam drugiego i znowu zmieniam zdanie.
- To znaczy, że nie kochasz tak naprawdę żadnego z nich – zawyrokował Kamijo bezlitośnie. – Gdybyś kochał, nie miałbyś wątpliwości. Nie byłoby w ogóle tego drugiego czy trzeciego.
Uśmiechnął się delikatnie, odwracając głowę i spoglądając na niego.
- Wiem, że nie kocham – powiedział bez cienia gniewu. – Nawet się nie łudziłem. Wiesz, teraz jestem jak nastolatka, która przebiera sobie w adorujących ją kolegach… Może dać szanse temu, a może innemu? Ten ma ładniejsze oczy i milszy głos, ale może z drugim zabawa będzie lepsza? Na tej zasadzie… Po prostu skoro jestem sam, równie dobrze mogę być z kimś. Są mi w jakiś sposób bliscy, starają się, więc czemu nie, niech dostaną to, czego chcą.
- To wszystko chyba nie działa w ten sposób.
- Nie powinno – przyznał. – Ale jak mówią, jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Jeśli mam być z tobą szczery, a będę, bo cię lubię… To wszystko jest bez znaczenia. Nie wiem, którego z nich wybiorę, ale wiem, że bez względu na to, jaka będzie decyzja, i tak skończę tak samo. Pierwszy się mną znudzi, kiedy minie pierwsza fascynacja, drugi znowu zostawi przy pierwszej okazji, gdy okaże się, że w cudowny sposób nie zacząłem mieć dla niego więcej czasu niż poprzednim razem, na pewno nie będzie się wahał, skoro wtedy przyszło mu to tak łatwo. A ja… Mogę mieć wielu. To nie jest trudne, póki jestem młody i atrakcyjny. Mogę być jak ta nastolatka, przebierać w nich jak podczas wybierania jabłek w sklepie. Jeśli zechcę, mogę nawet wziąć sobie ich obu i zdradzać jednego z drugim, w zależności od tego, na co przyjdzie mi ochota. Mogę też poczekać, aż mnie rzucą albo ich w tym uprzedzić. Złamię im serca i wyrzucę jak ogryzki. Ta bliskość, ta ważność – to tylko chwilowa iluzja. Nic prócz paru hormonów wydzielających się do mózgu. W gruncie rzeczy przyjemna, więc proszę, niech mają, czego chcą, niech przychodzą z kwiatami, niech klękają przede mną, niech się czołgają. Przyjmę to wszystko, co mają mi do zaoferowania, wszystkie ich pocałunki i słodkie słówka, a potem… Potem zobaczymy tylko, kto kogo pierwszy zrani. Czy zdążę w odpowiednim momencie złamać im serce, czy tym razem zapatrzę się w te ich kłamstwa i przegram. Bo nawet się nie przejmą, kiedy powiem, że tak naprawdę nigdy ich nie kochałem… I miałem pecha, bo jabłko, które wybrałem, znowu było robaczywe.
- Kiedyś zatrujesz się tym jabłkiem i zaśniesz jak Królewna Śnieżka.
Niespodziewanie znowu się uśmiechnął.
- Lubię cię za to – powiedział. – Jako jedyny nie kiwasz głową z udawanym zrozumieniem, tylko jesteś szczery. To dobrze… Ale to już jest sen, wiesz, Kamijo? Bo nie jestem głupią nastolatką… Ile lat dzisiaj skończyłem, trzydzieści jeden? Na pewno nie dwadzieścia ani tym bardziej nie mniej. Nie będę wiecznie wyglądał tak, jak teraz, a nawet teraz… Jestem sam. Wiesz, jak to wszystko wygląda? – Wyprostował dłoń i wycelował palcem w środek jej wewnętrznej strony. – Ja jestem tutaj. A tutaj – od wskazanego punktu zatoczył palcem okrąg – jest granica. Dopiero za nią są inni ludzie. – Zamknął dłoń. – Mogą być tuż na samej granicy, jeśli mi na nich zależy, ale od dłuższego czasu nikt nie może jej przekroczyć i się do mnie bardziej zbliżyć. Możesz nazwać to szklaną trumną, jeśli to odpowiada twojej wizji. Ja, jako Królewna Śnieżka, mogę krzyczeć i tłuc w to szkło do utraty sił, ale żaden książę i tak mnie nie usłyszy. To nie jest tak, że nie chciałbym, żeby usłyszał… Ale ponieważ to się nie stanie, na zawsze zostaje mi tylko romans z zatrutym jabłkiem.
Kamijo nie odpowiedział. Kaya również nic już nie dodał i dłuższą chwilę panowała cisza, mimo ogólnego gwaru parku dosyć głucha. A potem młodszy jakby ocknął się z jakiegoś transu, bo potrząsnął głową i zamachał w powietrzu ręką, jakby odganiał się od czegoś uciążliwego.
- Och, no i widzisz, co narobiłeś? Wpędziłeś mnie w ponury nastrój! A mieliśmy tylko leżeć, patrzeć w niebo i gadać o bzdurach. – Odepchnął się od ziemi i usiadł. – Nazbieram więcej kwiatków, to zrobię sobie wianek. Bez sensu, ale wciąga.
Kamijo znowu nie odpowiedział, tylko usiadł także, zdejmując okulary i obracając nimi w palcach, patrzył na niego przez chwilę. Jego długie ciemnobrązowe włosy opadały już luźno na ramiona, w lekkich falach otaczając jego twarz i nadając mu jeszcze bardziej delikatnego, kobiecego wyglądu. Jasna skóra, blady róż niepomalowanych ust i duże ciemne oczy podkreślone kredką – nie potrzebował wcale tony misternego makijażu, peruk i kostiumów, by mieć w sobie coś z Królewny Śnieżki. Kamijo oparł się ponownie na łokciu, przypatrując się, jak splata wiązkę zebranych stokrotek w wianek.
- Dziwi cię to? – spytał Kaya, dostrzegając kątem oka jego spojrzenie. – Mam dwie starsze siostry. Po całym dzieciństwie wspólnych zabaw pewne umiejętności przejmuje się automatycznie. – Dodał kolejny kwiatek. – Choć pewnie i tak się rozwali, jak wszystko w moich rękach. – Uśmiechnął się kwaśno.
- Myślałem, że lepiej cię znam – powiedział Kamijo. – Po prawie pięciu latach?
- Czterech, jeśli liczyć, odkąd zaczęliśmy być bardziej przyjaciółmi niż znajomymi muzykami – sprecyzował. – Rozczarowałem cię?
- Nie. Dziesiątki razy rozmawialiśmy o takich sprawach i nie wydawało mi się po prostu… Że to może być takie smutne.
Znowu uśmiechnął się lekko.
- Skoro mamy już dzień kłopotliwej szczerości… Żyjemy w trochę innych światach, jeśli o niektóre kwestie chodzi, kochanie. Twoje podejście do miłości i twój romantyzm różnią się znacznie od tego, z czym ja miałem okazję się spotkać. Moja uczuciowa rzeczywistość funkcjonuje na zupełnie innych zasadach. To, co u ciebie jest i trwa, u mnie najwyżej tylko bywa. To, co dla ciebie jest najwyższą wartością, u mnie podporządkowuje się całej masie innych rzeczy. Niedoskonałości i złych cech, które często dominują i zniekształcają wszystko jak krzywe zwierciadło. Miłość wkręca się w trybiki całego wielkiego mechanizmu. Jest raczej grą, nie sensem życia.
- Wiedziałem, że inaczej na to patrzysz. Ale twoje podejście kojarzyło mi się raczej z beztroskim poszukiwaniem… Tego samego, czego wszyscy w głębi serca szukają.
- O tym właśnie mówię, widzisz? – Uśmiechnął się. – Nie zrozumiemy się tak do końca.
- Nie chciałbyś kochać tak, jak ja? Wyrwać się spomiędzy trybików i ze szklanej trumny?
- Wierz mi, że nie zamknąłem się w niej na własne życzenie. Ale do tego, żeby się wyrwać, jest potrzebne o wiele więcej niż sama moja chęć. Przynajmniej dwóch osób, jeśli miałoby to być punktem odniesienia… Kochanie to zbyt duże słowo, żeby przychodziło ot tak.
- Wciąż mnie tak nazywasz.
Kaya zmieszał się i przerwał plecenie wianka, unosząc głowę i spoglądając na niego niepewnie.
- To tylko żarty – powiedział powoli, jakby irracjonalnie liczył, że Kamijo zacznie kiwać głową i go w tym upewni. Dopiero zaraz dodał z większym zdecydowaniem – to akurat tylko tak sobie mówię, wiesz przecież. Masz dziewczynę, prawda?... A ja po prostu zawsze bardzo cię lubiłem, jesteś moim przyjacielem i właściwie… Mogę przestać tak mówić, jeśli czujesz się niezręcznie. Nie chciałem, żebyś się tym przejął.
- Nie mam dziewczyny. Kto ci powiedział, że mam? – zdziwił się Kamijo, siadając prosto. – A nie, czekaj… Chyba przypominam sobie, o co może chodzić. Powiedziałem, że mam, to prawda, zespołowi tak na odczepnego, żeby przestali próbować swatać mnie ze swoimi koleżankami. Potem coś jeszcze powtórzyłem o jakichś randkach, kiedy nie miałem ochoty iść na piwo i chciałem się jakoś uprzejmiej wyłgać. Ale nie sądziłem, ze dotrze to aż do ciebie.
Kaya milczał, patrząc na niego tak, jakby nadal nie rozumiał, o czym mówi.
- Od jakiegoś roku jestem sam – dodał starszy.
- Przykro mi – odpowiedział w końcu niezbyt pewnym tonem. – Myślałem, że jesteś szczęśliwy. W sumie mogłem zapytać, skoro już o tym rozmawialiśmy, ale nie wiedziałem… Nie chciałem…
- O tym słuchać?
- Nie, to nie tak! – zaprotestował gwałtownie. – Miałbym nie chcieć twojego szczęścia tylko dlatego, że ja nie mogę sobie ułożyć… Nie – urwał, potrząsając głową i wypuszczając nadal trzymane w dłoniach (a przez ostatnie minuty raczej nerwowo ściskane) stokrotki, uniósł je w trochę obronnym, a trochę uciszającym geście. – Pogubiłem się – stwierdził, zaciskając oczy, jakby starał się bardzo szybko pozbierać myśli, a zaraz opuścił ręce i odetchnął, mrugając kilkakrotnie. – Chodzi tylko o to, jak się do ciebie zwracam, tak? – spytał spokojniej, spoglądając znów na niego. – Już nie będę, naprawdę wystarczyło powiedzieć, jeśli nie chcesz, ja przecież tak tylko…
- A gdybym chciał? – spytał nagle Kamijo. Przysunął się bliżej niego i dotknął jego ramienia. – Co, gdybym chciał, Kaya-chan?... Żebyś tak do mnie mówił, ale nie ,,tak tylko” i nie w żartach? – mówił szybko. – Gdybym chciał być tą drugą osobą, której potrzebujesz, żeby móc wyrwać się z tego całego mechanizmu, gdybym to właśnie ja?...
Przerwał, widząc wyraz jego twarzy. Malujące się na niej osłupienie z każdym słowem zmieniało się w coraz silniejsze przerażenie, cały zbladł i patrzył na niego szeroko otworzonymi oczami, niemal przestając oddychać. Dopiero, kiedy Kamijo ucichł – skonsternowany i zaintrygowany tym zjawiskiem zarazem – drgnął, wydając z siebie jakiś odgłos między prychnięciem, histerycznym śmiechem a próbą złapania owego oddechu, którego wyraźnie mu zabrakło i nagle zasłonił twarz dłońmi. Tylko na chwilę jednak; kiedy starszy znowu musnął jego ramię, chcąc go uspokoić i ponownie zwrócić na siebie jego uwagę, przyniosło to skutek odwrotny do zamierzonego. Odsunął się gwałtownie, odpychając jego rękę i poderwał się z miejsca, wycofując tak szybko, ze prawie się przy tym potknął.
- Żartujesz sobie?! – wysyczał, patrząc na niego pociemniałymi z gniewu oczami. Wciąż był blady i cały aż dygotał ze złości, nerwów, może zwykłego upokorzenia. – Jak w ogóle śmiesz tak ze mnie…
- Nie żartuję – zaprotestował Kamijo łagodnie, ale zdecydowanie. – Mówię całkiem poważnie. Posłuchaj – zaczął, jednak kiedy drgnął z miejsca, chcąc wyciągnąć do niego rękę i skłonić go, by z powrotem usiadł przy nim, Kaya znowu odskoczył krok w tył.
- Nie – przerwał mu ostro i znieruchomiał w miejscu, zaciskając powieki i dłonie tak, że aż zbielały. Drżały nerwowo i to samo drżenie dało się też wyczuć w jego głosie. – Przestań. Zamilcz.
Kamijo nie śmiał już nic dodać; Kaya wyglądał tak, jakby na sam jego głośniejszy oddech miał wybuchnąć, emocje zdawały się niemal go rozsadzać. A po dwóch, trzech sekundach przepełnionej napięciem ciszy potrząsnął nagle głową i odwrócił się, bez słowa pożegnania czy wyjaśnienia zaczynając zbiegać w dół wzgórza, najbliższą drogą po schodkach. Chyba zasłaniał dłonią twarz, szybko jednak zniknął w dole i tylko jego włosy zdążyły jeszcze mignąć Kamijo w zasięgu wzroku. Nie próbował go zatrzymać, nie ruszył się z miejsca, nie unosząc nawet wzroku, tylko zamykając oczy. Dopiero po chwili westchnął, przecierając je dłonią ze znużeniem i potrząsnął lekko głową z czymś w rodzaju rezygnacji. Nie wyglądając nawet, w którą stronę młodszy uciekł, opadł z powrotem na swój rozłożony płaszcz. Opierając się na jednym ramieniu, drugą rękę wyciągnął po porzucone obok stokrotki. Część z nich była już spleciona – co by nie mówić, dosyć solidnie – a część wisiała smętnie, kilka rozsypało się obok. Dłuższą chwilę oglądał je, przeplatając między palcami i raz za razem zamykając w dłoni.
Minęło jakieś piętnaście minut, nim Kaya wrócił. Nie biegł już, tylko szedł spokojnie tą samą drogą po schodkach, a potem ruszył prosto do miejsca, w którym zostawił Kamijo. Starszy zwrócił wzrok w jego stronę, ale nic nie powiedział, nie podnosząc się z ziemi, kiedy z odrobiną wahania usiadł obok na trawie.
- Spanikowałem – powiedział, spoglądając na niego przepraszająco.
Wyciągnął do niego rękę.
- Chodź. Nie patrz tam – dodał, widząc, że odwraca się, nieco niepewnie oglądając na ludzi, sunących nieco niżej chodnikiem za drzewami. Skinął nieznacznie głową, wracając do niego wzrokiem i chwytając się lekko po drodze jego przedramienia, o wiele ostrożniej niż było to konieczne ułożył się obok, tak jak leżeli na początku – choć niewątpliwie bliżej, z czym dużo wspólnego musiała mieć ręka Kamijo, którą objął go natychmiast, możliwe delikatnie i nienatarczywie. – Jesteśmy tylko my – dodał. – Tylko my i niebo nad nami.
Na to Kaya uśmiechnął się lekko i nieco rozluźnił, opierając głowę na jego ramieniu, choć wciąż spoglądał na niego z wyraźną niepewnością.
- Przepraszam, jeśli cię przestraszyłem – rzekł starszy. – Nie wiedziałem, jak zacząć ten temat.
- Pomyślałem, że ze mnie kpisz – wyznał Kaya szczerze. – A nie mógłbym znieść kpiny z twojej strony.
- Zależy ci na mnie? – Przesunął się niżej, obracając lekko na bok, żeby spojrzeć mu w oczy.
Ich twarze znajdowały się zbyt blisko siebie, by Kaya mógł łatwo skupić wzrok gdzieś indziej, choć niewątpliwie miał taką ochotę. Znowu wyraźnie się spiął, patrząc na niego w napięciu, nim uciekając spojrzeniem gdzieś w bok, wyrzucił z siebie tonem sugerującym zdradzenie jakiejś życiowej tajemnicy:
- Wiesz, że tak, inaczej bym nie wrócił. – Drgnął, kiedy Kamijo pocałował go w policzek.
- A zestresowany jesteś, jakbyś się bał, że zaraz coś mi się odmieni i cię jeszcze uderzę – stwierdził.
- Bo mam pustkę w głowie. Pół godziny temu byłem pewien, że jesteś zajęty i… W ogóle…
- W ogóle sto procent hetero, więc nigdy nie spojrzałbym na ciebie inaczej niż na przyjaciela?
- Musisz kończyć na głos moje myśli? – zdenerwował się Kaya, podnosząc do siadu. – Chociaż niektóre lepiej, gdy zostają niewypowiedziane. I w ogóle nie wiem, po co mam ci jeszcze cokolwiek mówić, skoro jak widać wszystko już wiesz. – Ukrył twarz w dłoniach. – Boże, jestem idiotą.
- Nie jesteś. – Kamijo także usiadł. – I wcale nie wiem. Ostatnio myślałem raczej życzeniowo… Dlatego nie przyszedłem tu dzisiaj z tobą wyłącznie po to, żeby leżeć i gadać o bzdurach.
- W tej chwili powinieneś chyba stracić na to ochotę, po tym, co ci o sobie naopowiadałem – stwierdził, tylko nieznacznie odsuwając dłonie od twarzy.
- A może wręcz przeciwnie, moja Śnieżko? Może poczułem jeszcze silniejsze powołanie, żeby zostać teraz księciem? Ale ze szklanej trumny siłą cię nie wywlokę. Sam musisz do mnie wyjść.
Tym razem opuścił ręce i popatrzył na niego.
- Zaczynam żałować, ze za metaforę wziąłem akurat jabłko – rzekł z niesmakiem. – Zaraz powiesz, że za drzewem schowałeś konia, a ja mam wsiąść na niego z tobą i pojechać…
- Do zamku! Och, chciałbym, ale obawiam się, że wersja współczesna tego nie przewiduje.
Kaya wyglądał, jakby nie wiedział, czy się roześmiać czy rozpłakać.
- Nie ma to wielkiego sensu – stwierdził. – I chyba nadal nie wiem…
- Daj mi rękę – przerwał mu, wyciągając dłoń, a kiedy zamrugał i zrobił to niemal odruchowo, złapał go za nią i przyciągnął bliżej siebie. – Będzie już prosto, szczerze i bez nadmiaru metafor, dobrze? Ja wiem, że to się wszystko dzieje tak szybko i dziwisz się, bo przecież znamy się nie od dzisiaj… Ale ostatnio dużo się zmieniło, przede wszystkim we mnie – zaczął. – Te ostatnie miesiące, odkąd to trzęsienie ziemi w marcu… To jest takie strasznie banalne uczucie, chyba cały świat czuje dokładnie to samo, kiedy patrzy, jak jedno uderzenie fali odbiera komuś dosłownie wszystko i tak głupio sobie uświadamia… Zresztą, może to wcale nie jest głupie, nie wiem. Wszyscy to czują, ale zaraz zapominają, bo ich własne, nienaruszone życie toczy się dalej, ale ja… To już nawet nie chodzi o to, ilu ludzi zginęło i że dramat innych wciąż trwa, przecież wystarczy włączyć telewizor, żeby zobaczyć, wiem, ale jest jeszcze coś poza tym. Tamtego dnia, kiedy zatrzęsła się ziemia, pamiętasz? Wszyscy w panice dzwonili do rodziny i znajomych i chociaż zniszczenia w Tokio nie były duże, ja naprawdę bałem się… o ciebie. Że jednak coś ci się stało, właśnie tobie, wiesz? To takie głupie, taki nagły strach o konkretną osobę, chociaż mogłem dzwonić do dziesiątek znajomych, bliższych i dalszych, być może w gorszym położeniu, ja wybrałem akurat twój numer. Nie odbierałeś chyba z siedem sygnałów i już chciałem do ciebie jechać, nie wiadomo czym i nie wiadomo jak w tym całym chaosie, biegłbym choćby pieszo, gdyby nie było innej drogi… I chyba nie umiem opisać ulgi, jaką poczułem, kiedy w końcu podniosłeś słuchawkę i usłyszałem po drugiej stronie twój głos, kiedy mówiłeś, że nic ci się nie stało. Wspomniałeś tylko, że żyrandol w twoim salonie spadł… Niby nic wielkiego, bo przecież wszędzie spadało wszystko, co nie było na stałe przytwierdzone do ścian, ale i tak nie mogłem przestać sobie wyobrażać, co by się stało, gdyby spadł na ciebie. Przy tych wszystkich okropnych rzeczach, które działy się wokół, mnie prześladowała właśnie ta wizja. Widziałem kiedyś ten żyrandol, to ciężki chandelier. Oczywiście znamy zasady bezpieczeństwa w razie trzęsienia, nikt nie stałby na środku pokoju, ale i tak myśl, że mogła stać ci się krzywda… Że mógłbym stracić cię w ten sposób, a przecież jeszcze tyle chciałem ci powiedzieć… Byłem całkiem rozbity, długo jeszcze to za mną chodziło. Wciąż chciałem cię zobaczyć, a kiedy się rozstawaliśmy, znowu wracał lęk, że coś złego się z tobą stanie i znikniesz… tak jak oni zniknęli pod tamtą falą. Nie wiem… To są takie momenty, kiedy uświadamiasz sobie po prostu, że to, co masz, nie jest ci dane na zawsze. Traktowałem istnienie tylu rzeczy jako całkiem oczywiste, a wtedy… Przecież to wszystko tak łatwo może przepaść. A ja po prostu chcę, żebyś zawsze był jak najbliżej mnie. Od tamtej pory cały czas o tym myślałem, o wielu różnych sprawach, bardzo dużo o przyszłości. Wiesz, ja mam już trzydzieści sześć lat, to nie jest taki wiek, kiedy można… I nawet nie chodzi o to, że przestraszyłem się wizją samotnej czterdziestki. Po prostu doszedłem do wniosku, w tym punkcie mojego życia i względem ostatnich wydarzeń, że tak naprawdę jedyną osobą, z którą mógłbym spędzić drugie tyle, jesteś ty. Że jesteś ostatnią, przy której mógłbym sobie wyobrazić, że za dziesięć, dwadzieścia lat już jej przy mnie nie będzie. Nie mogę pozwolić, żebyś odszedł albo żeby ktoś mi cię odebrał. Nie wiem… Możesz nazwać to, jak chcesz, ale jeśli nie znaczy to, że cię kocham, chyba naprawdę nie mam pojęcia o tym uczuciu.
Umilkł, pochylając głowę, żeby wtulić twarz w jego włosy. Przez cały czas, gdy mówił, Kaya przysuwał się do niego coraz bliżej i przytulał coraz bardziej, nie wypuszczając jego dłoni, za którą nadal go trzymał. Delikatnie muskając drugą jego policzek, Kamijo wyczuł, że się uśmiecha.
- I nawet mimo tego, co ci dzisiaj powiedziałem – zapytał gdzieś z okolicy jego szyi – naprawdę cały czas chcesz ze mną być?
- Bardzo… Ale to musi być związek z mojego świata, nie z twojego. – Odsunął go odrobinę, żeby móc spojrzeć mu w oczy. – Bez żadnej granicy między nami i nie jako kolejna gra. Musisz mi zaufać i być ze mną szczery. Zostaw tamtych mężczyzn… Nie chciałbym też, żebyś myślał o tym jako o czymś, w co wchodzisz, bo trafiła się okazja, a ty akurat jesteś wolny. To poważna sprawa.
- Wiem. Nigdy nie pomyślałbym o tobie tak, jak o nich.
Kamijo chyba nie potrzebował dalszych zapewnień, bo uśmiechnął się i skinął głową.
- Zatem możemy w tej chwili wrócić do naszej bajki. Czego jeszcze nam brakuje, żeby konwencji stało się zadość?
Zaśmiał się, zarzucając mu ręce na szyję. I nie dało się stwierdzić, kto kogo pierwszy pocałował, kiedy odnalazły się ich usta, jakby obaj tylko na to czekali i zaraz wyłącznie na tym byli skupieni. Po chwili z powrotem opadli na trawę, niespecjalnie przejmując się ludźmi przechodzącymi nieopodal chodnikiem; Kamijo czuł, jak całe napięcie uchodzi z ciała młodszego, rozluźnił się całkowicie, kiedy objął go ramieniem w pasie, przyciągając jeszcze bliżej siebie i delikatnie wsuwając język między jego rozchylone zapraszająco wargi. Odwzajemniał pocałunki, jedną dłonią bawiąc się jego włosami, a palce drugiej zaciskając lekko na ramieniu. Jego ubranie i skóra były ciepłe od słońca, pachniał wiatrem… i łzami. Kiedy płakał? Może nie zauważył, skupiony na swoich wyjaśnieniach. Nieważne.
- Spędź ze mną moje urodziny – poprosił Kaya od razu na bezdechu, kiedy po kilku minutach oderwali się od siebie.
- Z przyjemnością – odparł Kamijo, a kiedy młodszy z uśmiechem się do niego przytulił, jeszcze raz pocałował go w czubek głowy. Kątem oka dostrzegł, że ludzie z chodnika przypatrują się im dosyć perfidnie, ale nie wywarło to na nim większego wrażenia. Tylko ułożył się wygodniej, głaszcząc młodszego wokalistę po długich włosach i przepuszczając je między palcami. Właściwie mogli wyglądać jak całkiem zwyczajna para, zwłaszcza z tej odległości, taki był drobny i szczupły… Ale nie miało to rzecz jasna żadnego znaczenia. – Mogłem to trochę lepiej rozplanować – stwierdził po kilku minutach. – Teraz wszystko będziemy mieli naraz… I urodziny i rocznicę.
Kaya zaśmiał się krótko, kładąc dłoń na jego piersi i podpierając na niej policzek.
- Wyznać ci coś, kochanie? – spytał.
- Śmiało.
- Te cztery lata, które zostały ci do czterdziestki… Jak ci się wydaje, to dużo czy mało?
- Chyba niezbyt wiele. – Kamijo wzruszył lekko ramionami. – Versailles tyle ma, a czasem mam wrażenie, ze jeszcze wczoraj dopiero wszyscy planowaliśmy.
- Ach, tak. – Uśmiechnął się blado i pocałował go krótko w policzek. Dopiero po dłuższej chwili, kiedy leżał z głową przy jego szyi, a on w oczekiwaniu nawijał jego włosy na palce, dodał ciszej – dla mnie to było dużo… Bardzo dużo. Nigdy nie chciałem być taki, jak ci opowiadałem… Ale te cztery lata, odkąd cię poznałem, miało naprawdę dużo długich nocy.
Kilkanaście sekund panowało milczenie.
- Zatem to wszystko moja wina – ni to stwierdził ni zapytał Kamijo z przejęciem w głosie, podnosząc się, żeby na niego spojrzeć. W wyniku tego znowu obaj usiedli.
- Nie, to nie tak – zaprotestował Kaya, potrząsając głową. – Nie obwiniaj się, kochanie, naprawdę… Chodziło raczej o to, że nie całkiem zdawałem sobie sprawę… z tej szklanej trumny, bo chyba znowu muszę użyć tej nieszczęsnej metafory. Nie dostrzegałem jej tak wyraźnie, dopóki nie zobaczyłem ciebie, jako tego księcia gdzieś poza moim zasięgiem i nie zderzyłem się z tym szkłem. A potem chyba jeszcze bardziej się w niej zapadłem i w końcu przyjąłem jako jakąś swoją część składową… Mogłeś nie wiedzieć, ale ja od dawna chciałem być właśnie z tobą. I nie każ mi kontynuować, błagam, bo rozpłaczę się publicznie i pomyślą, że to twoja wina, a przed chwilą się całowaliśmy. Nie chcesz wyjść na jakiegoś potwora, prawda?... – Mimo wszystko ten żart wyszedł mu nieco nerwowo, a jedna dłoń niemal mimowolnie zaczęła trzeć oczy.
- Chodźmy stąd. – Kamijo podniósł się, wyciągając do niego rękę. – Porozmawiamy, jak już będziemy sami.
- Dopiero wieczorem, muszę wrócić do studia. – Z jego pomocą Kaya podniósł się z ziemi, choć nieco niechętnie. – I wolałbym, żebyś po prostu zakończył temat czymś w stylu ,,i żyli długo i szczęśliwie, koniec”.
- Nie koniec. – Kamijo zabrał swój płaszcz z ziemi, nie troszcząc się nawet o to, by otrzepać go z trawy, tylko przerzucając przez jedno ramię i odwracając się z powrotem do Kayi. – Może tylko prologu albo to po prostu nowy rozdział. Idziesz?
Nie musiał pytać. Zeszli schodkami na dół i ramię w ramię ruszyli chodnikiem; Kaya jeszcze raz czy dwa pociągnął nosem, ocierając oczy, jakby coś mu do nich wpadło, jednak kiedy starszy wyciągnął rękę, pieszczotliwie przygładzając jego włosy i posyłając mu czułe spojrzenie, natychmiast uśmiechnął się także. Kamijo objął go ramieniem, przyciągając bliżej siebie i w ten sposób szli dalej alejką, w dalszym ciągu zupełnie nie zwracając uwagi na otoczenie, które prawdopodobnie i tak nie byłoby w stanie zrozumieć, co przed sobą widziało. I nic, zupełnie nic poza tym nie miało większego znaczenia. Koniec prologu, nowy rozdział – a właściwie może był to dopiero sam początek.

_________________

Tonight, in the darkness of twilight
I want to fall asleep in your arms
As a shivering, broken marionette

I, broken marionette,
Am laughing with a slight embarrassment
Because if you only wish me
To give up everything else for you, I'll do it

I do not want to know anything more
I do not need anything else
I do not need anything

Kaya - Marionette
.
Powrót do góry Go down
http://www.versailles.jun.pl
Hiroki
Pogo napierdalacz


Liczba postów : 72
Join date : 26/06/2011
Skąd : Kyoto

PisanieTemat: Re: [M] Snow White   Sro Cze 29, 2011 12:13 pm

Nożesz kurde, skasowało mi komentarz ~~

GHAAAAARH, moja żona powraca z nowym tworem, radujmy się i święto narodowe (lubię święta narodowe, więc każde kolejne jest dobre) ~~~~~! *podłazi z transparentem fanklubu* Nie no, ale tutaj już się zwracam do ludu (XD) tego forum: czy Wy wyobrażacie sobie świat bez fików Shadow? *tutaj uśmiech jak z reklamy pasty do zębów*
No ale serio, no ja nie wiem, co by było, jakby tu, o, nie był pokrzywdzony zapłakany Kaya porzucany i w ogóle cierpiący tyle razy, a tutaj przybywa o taka tak zwana "wielka upragniona miłość" w postaci sześć lat starszego narcystycznego wokalisty który na dodatek zaraz zasuwa iście mozilowskimi, momentami, wyznaniami?
Shadow napisał:
Te ostatnie miesiące, odkąd to trzęsienie ziemi w marcu… To jest takie strasznie banalne uczucie, chyba cały świat czuje dokładnie to samo, kiedy patrzy, jak jedno uderzenie fali odbiera komuś dosłownie wszystko i tak głupio sobie uświadamia… Zresztą, może to wcale nie jest głupie, nie wiem. Wszyscy to czują, ale zaraz zapominają, bo ich własne, nienaruszone życie toczy się dalej, ale ja… To już nawet nie chodzi o to, ilu ludzi zginęło i że dramat innych wciąż trwa
I tu mamy podręcznikowy przykład mozilowskiej wypowiedzi, co nie zmienia faktu, iż jest to niesamowicie ładna wypowiedź ~~ *fangirl Mozila, ale to swoją drogą*

Shadow napisał:
Zaśmiał się, zarzucając mu ręce na szyję. I nie dało się stwierdzić, kto kogo pierwszy pocałował
W tym momencie mnie się chce całować i to nie jest śmieszne. Ktoś chętny?

Shadow napisał:
- Chodź. Nie patrz tam – dodał, widząc, że odwraca się, nieco niepewnie oglądając na ludzi, sunących nieco niżej chodnikiem za drzewami
Cofamy się na chwilę. Bo o, tym to mnie ujęłaś. To jest moment piękny cudowny wspaniały, aż się chce... normalnie nie wiem, co się chce... No ale jest bardzo ładny. *Mozil przejęty od Kamijo mode on, tylko że z o wiele mniejszą zdolnością ujęcia swych wrażeń w słowa*

Shadow napisał:
- Zatem to wszystko moja wina – ni to stwierdził ni zapytał Kamijo z przejęciem w głosie
Przejęcie mi się kojarzy z czymś mega pozytywnym, więc trochę nie rozumiem umiejscowienia tutaj tego wyrażenia, ale rozumiem że było tutaj bardziej w znaczeniu przejęciowym niż w znaczeniu podekscytowania.^ ^"

Shadow napisał:
Kamijo objął go ramieniem, przyciągając bliżej siebie i w ten sposób szli dalej alejką, w dalszym ciągu zupełnie nie zwracając uwagi na otoczenie, które prawdopodobnie i tak nie byłoby w stanie zrozumieć, co przed sobą widziało. I nic, zupełnie nic poza tym nie miało większego znaczenia
Przywaliła cudnym i kochanym fikiem, przywaliła i cudnym zakończeniem *pociąga nosem*. No nie, świetne podsumowanie, Ty wiesz, jak ja kocham takie podsumowania?

...Dobra, przeleciało Faith & Decision i się skończy na tym na razie mój komentarz jako bety (ha! XD) i żona (ha! XD [2]) Shadow. Przepraszam za nieskładność mojej wypowiedzi, ale ja dopiero wstałem no i nie mogę dać ujścia swemu zachwytowi ;_; *niemal bezkrytyczna więc idealnie nadająca się na betę*
O, no i ja Ci jeszcze powiem, że Ty bardzo ale to bardzo dobrze zrobiłaś, że to spisałaś! Nawet, jak znowu porzuciłaś tasiemca, to ot, to jest jak taki singiel zapowiadający album albo coś XD I ja już czekam na coś następnego, gdyż lubię betować ~~
Powrót do góry Go down
Rei-chan
J-legenda


Liczba postów : 2010
Join date : 04/01/2011
Age : 20
Skąd : Z piekła...

PisanieTemat: Re: [M] Snow White   Sro Cze 29, 2011 7:53 pm

oczywiście jak zwykle dostałam zaciesza na mordzie, jak zobaczyłam twojego fika, co tam, że nie chce mi się podnieść z ziemi spadniętej kartki nawet, bo temperatura jest stanowczo za wysoka na jakiekolwiek czynności, ale jak zobaczyłam fik autorstwa Shadow, to jakoś od razu mi chęci do życia wróciły. Konstruktywność i jasność myślenia niestety nie, więc wybacz.

Piszesz, że to proste, takie mało sensowne... To jest proste, to jest takie... pojedyncze i niezwiązane z niczym, ale ja muszę przyznać, że to wcale nie znaczy, że jest gorsze i bezsensowne. Czy fik zawsze musi być sensowny? Powinien wzbudzać jakieś emocje, choćby miałby to być takie puchate uniesienie i rozpływanie się nie tylko z gorąca, to przecież to też są emocje i są równie potrzebne jak wzruszenie, czy podekscytowanie^^ Jak cię tylko łapie coś na fik tego rodzaju, to nie zastanawiaj się nad tym, czy go spisać, czy nie i jeszcze najlepiej daj mu się samodzielnie rozwijać, bo jak widać na załączonym obrazku, wychodzą z tego boskie rzeczy. Ten fik jest naprawdę uroczy i jako kolejny trafia do zbioru "Świetne fiki" do podzbioru "Najlepsze" do jedynego podpodzbioru "Shadow"Cute

Cytat :
Shadow napisał:
- Zatem to wszystko moja wina – ni to stwierdził ni zapytał Kamijo z przejęciem w głosie

Przejęcie mi się kojarzy z czymś mega pozytywnym, więc trochę nie rozumiem umiejscowienia tutaj tego wyrażenia, ale rozumiem że było tutaj bardziej w znaczeniu przejęciowym niż w znaczeniu podekscytowania.^ ^"
Ja też zwróciłam na to uwagę, myślę, że sowo "napięcie" będzie tu lepiej pasowało, niż to przejęcie.

No ale to jedyny zgrzyt w całym fiku, ja jestem ja zwykle zachwycona.

Wena ci już chyba nie trzeba życzyć, bo jak widać sam wie, gdzie mu najlepiej i o tobie nie zapomina. Więc ci będę życzyć świeżego powietrza, niższych (odrobinę) temperatur i Energii^^
Rei
Powrót do góry Go down
Shadow
Edytor Pogrzebowy


Liczba postów : 679
Join date : 11/03/2010
Age : 23
Skąd : Chełm / Warszawa

PisanieTemat: Re: [M] Snow White   Czw Cze 30, 2011 11:19 pm

Hiro, żonie mój drogi, Twój komentarz to jest dopiero 100% Mozil! XD Serio, jak to czytam to niemal słyszę jego głos, wypowiedź Kamijo się przy tym chowa XDDD Ale dziękuuję ślicznie, za ten komentarz, za drugi i w ogóle za wszystko <33
Hiroki napisał:
Przejęcie mi się kojarzy z czymś mega pozytywnym, więc trochę nie rozumiem umiejscowienia tutaj tego wyrażenia, ale rozumiem że było tutaj bardziej w znaczeniu przejęciowym niż w znaczeniu podekscytowania.^ ^"
Ale o tym to mogłeś powiedzieć przy betowaniu, wiesz? >DD Że coś nie gra, ja nie wiem, to przejęcie sama rozumiałam raczej jako... nagromadzenie uczuć?" O to mi chodziło przynajmniej, ale rozumiem, że odbiór może być różny i także dlatego mam betę, żeby w razie czego za wczasu informowała, jeśli coś zgrzyta! XD

Rei-chan, dziękuję! <33
Zazdroszczę wyższych temperatur tak w ogóle, u mnie wcale ciepło nie jest i leje _^_ Ale to tak nawiasem XDD Jak zawsze bardzo mi zawsze miło czytać tak miłe słowa, serio już mi się zaczynają kończą pomysły na podziękowania XDD" Rozprasza mnie też Latający Potwór Spaghetti na głowie Ruizy (ja naprawdę kocham D w lateksie, ale teraz mi przyszło do głowy, z czym mi się ta fryzura kojarzy... I cała powaga poszła w cholerę XDDD")... Także po prostu dziękuję bardzo, jak zawsze strasznie mi miło ^///^

_________________

Tonight, in the darkness of twilight
I want to fall asleep in your arms
As a shivering, broken marionette

I, broken marionette,
Am laughing with a slight embarrassment
Because if you only wish me
To give up everything else for you, I'll do it

I do not want to know anything more
I do not need anything else
I do not need anything

Kaya - Marionette
.
Powrót do góry Go down
http://www.versailles.jun.pl
Hiroki
Pogo napierdalacz


Liczba postów : 72
Join date : 26/06/2011
Skąd : Kyoto

PisanieTemat: Re: [M] Snow White   Czw Cze 30, 2011 11:33 pm

Shadow napisał:
Hiro, żonie mój drogi, Twój komentarz to jest dopiero 100% Mozil! XD Serio, jak to czytam to niemal słyszę jego głos, wypowiedź Kamijo się przy tym chowa XDDD
zapewne chodzi Ci między innymi o ten fragment:
Hiroki napisał:
To jest moment piękny cudowny wspaniały, aż się chce... normalnie nie wiem, co się chce... No ale jest bardzo ładny.
tutaj już zaznaczyłem, ale wiesz, ja ogółem składnię wypowiedzi mam bardzo słabą i często się gubię we własnych myślach i słowach 8DD
Shadow napisał:
Ale o tym to mogłeś powiedzieć przy betowaniu, wiesz? >DD
tak, z pewnością! "SHADOOOOOOOOOOW, wyłaź z wanny/spod prysznica i chodź tutaj! JEDEN WYRAZ MI NIE PASI~~~!!!"

Ruiza z Latającym Potworem Spaghetti na głowie... hmm, można już w niego wierzyć~! Znaczy, w potwora! XD
Powrót do góry Go down
Rei-chan
J-legenda


Liczba postów : 2010
Join date : 04/01/2011
Age : 20
Skąd : Z piekła...

PisanieTemat: Re: [M] Snow White   Pią Lip 01, 2011 1:58 pm

Matko, Shadow, ten Latający Potwór Spaghetti uświadomił mi, że mi jego fryzura też się z czymś kojarzyła...xDDDDD

Ty nie masz pomysłów na podziękowania? Ja nie mam już pomysłu, czym cię tu skomplementować i jak ci napisać, że jesteś najcudowniejszą autorką jaką znam!xD Mi już się naprawdę kończą wyrazy! Jak zobaczyłam nowy fik twojego autorstwa, to zaraz po wielkim *kwiiiiiiiik!* pomyślałam 'kurde, znowu będę miała problem z napisaniem czegoś konstruktywnego i najlepiej, żebym się nie powtarzała" xDDDDDDD
Powrót do góry Go down
Akari
W kolejce po bilety


Liczba postów : 10
Join date : 17/11/2011
Age : 26
Skąd : Rzeszów

PisanieTemat: Re: [M] Snow White   Pią Lis 25, 2011 2:27 pm

jejku... urocze to było... i jeszcze Śnieżka i KsiążęCute Aż by się chciało przeczytać ciąg dalszy tych urodzin;> A to maleństwo mi się bardzo podobało, było takie w sam raz na leniwe piątkowe południe:) Uśmiech wywołało, ale i zmusiło do refleksji w tym momencie jak wspominał to trzęsienie... Każdy chce mieć taką jedną jedyną osobę...
Tak więc, podobało mi się i nie obraziłabym się za ciąg dalszy;>
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: [M] Snow White   Today at 4:11 am

Powrót do góry Go down
 
[M] Snow White
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
J-slash :: FanFiction :: PG-12-
Skocz do: