IndeksIndeks  FAQFAQ  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [NZ][1/?] Kocie drogi, drogi Kocie!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mun
Siła Wyższa


Liczba postów : 2903
Join date : 08/01/2010
Age : 23
Skąd : Wrocław/Poznań

PisanieTemat: [NZ][1/?] Kocie drogi, drogi Kocie!   Pon Sie 22, 2011 8:40 pm

Tytuł: Kocie drogi, drogi Kocie!
Autor: Mun
Fandom: Dir en Grey
Pairing: Die/Shinya
Ostrzeżenia: No... to jest PG-15. Co prawda do końca nie pojawi się tu słowo PENIS, ale KUTAS już może. No i... w jakimś stopniu to AU... Choć właściwie... kto wie czy kiedyś nie (będzie) miało miejsca. ;)

A/N: Tak, jest to dalszy ciąg długu dla Any, tak, będę ją namawiać, żeby za wieloczęściowość pozwoliła mi nie pisać następnej części, tak, MOŻECIE pożyczyć mi pieniądze, ale NIE, nie oddam ich w formie tekstu. Wcale ich nie oddam...
Polecam czekać i czytać do końca, bo być może ucieszy Was wiadomość opublikowana w A/N na samym końcu. Nie, nie powiem teraz, bo decyzje nie zostały jeszcze podjęte. Musicie poczekać do wklejenia tej drugiej czy tam trzeciej części. ;)
Myślę, że kilka osób nie będzie żałowało (ja niestety będę w drugiej grupie).
Chwilowo już nie męczę... Pozwólcie jednak, że na koniec mojego wywodu podziękuję Yuki, której Lustrzany świat zainspirował mnie do tego (s)twora.


Kocie drogi, drogi Kocie!

1.

Beta: Any


— Znowu się czepiasz, Kaoru! — Die wrzasnął, zirytowany, odstawiając gitarę. — Nie da się pracować w takich warunkach!
— Gubisz rytm przez pół próby, a ja mam się nie czepiać? — Lider wydawał się być równie wkurzony.
— Boli mnie głowa!
— Bo chlałeś przez trzy dni bez przerwy! Mam ci współczuć, bo masz kaca? To twoja wina!
Korzystając z okazji, Toshiya złapał za telefon i przyczaił się w kącie, dzwoniąc do nowej dziewczyny, Kyo mruknął coś, co brzmiało jak „wyjebane na was wszystkich” i zmył się z sali prób, a Shinya siedział za perkusją, niepewnie przyglądając się kłótni dwóch gitarzystów.
— Moglibyście... przestać? — poprosił cicho.
Wściekła dwójka zwróciła się w jego stronę.
— Coś ci nie odpowiada, Terachi? Mógłbyś może nie wtrącać się w cudze sprawy, skoro nikt cię nie prosił? Powiedz, zachowujesz się jak stara, wścibska ciotka, bo ciągle nie masz własnego życia?
— Die! — Kaoru usiłował przywrócić drugiego gitarzystę do pionu. Nie do końca wiedział, czy Shinya jest bardziej zszokowany, czy słowa Andou aż tak go zabolały. Już miał zapytać, czy wszystko z nim dobrze, gdy przyjaciel wstał zza perkusji i stanął między nimi, patrząc w całkiem innym kierunku.
— Wolałbym, żebyś teraz przeprosił i powiedział, że tak nie myślisz — powiedział nadzwyczaj chłodno.
— Nie oczekuj niemożliwego — warknął Die.
Zanim wszyscy obecni zdążyli się zorientować, pięść Shinyi wylądowała na twarzy Daisuke, a sam perkusista, nie zważając na nic, z szorstkim "Nie masz pojęcia jak cię nienawidzę" opuścił salę.
W nienaturalnej ciszy, jaka nastała, rozległ się głos Toshiyi:
— Przepraszam, kochanie, ale muszę już kończyć. Shin-chan przed chwilą chyba po raz pierwszy w życiu kogoś uderzył.

***

Die kopnął leżącą na chodniku puszkę po piwie i skręcił w ciemną, boczną uliczkę, będącą skrótem do domu. Przygryzł wargę w zamyśleniu i syknął z bólu, przypominając sobie o pęknięciu, powstałym przez uderzenie perkusisty. Swoją drogą, jak na takie chuchro, Shinya miał niezły sierpowy...
— Kogo my tu mamy? Bogaty kąsek! Pewnie chętnie się z nami podzielisz zawartością portfela, co? — Dobiegł go głos zza pleców.
Przystanął, otaczała go pięcioosobowa gromadka niezbyt trzeźwych typów, z różnego rodzaju bronią w rękach. Jeden z nich, prawdopodobnie przywódca, pogroził mu kijem baseballowym i uśmiechnął się obleśnie.
— Przykro mi, ale źle trafiliście. Nie mam przy sobie pieniędzy.
Pewnym krokiem ruszył do przodu, prosto na najniższego z całej piątki.
Błąd — powiedział do ciebie w myślach, gdy ten rzucił się w jego kierunku z nożem.
Zamknął oczy, spodziewając się nadejścia bólu, jednak, zdziwiony, zauważył, że nic nie czuje. Otworzył powieki i zobaczył swoje bezwładne ciało, upadające na uliczny bruk.
Tylko, że jego samego w tym ciele nie było.
Siedział obok w mroku i przyglądał się całej sytuacji.
Nie mógł sobie pomóc...
Był kotem.

***

Kyo, Kaoru, Shinya i Toshiya stali nad nieprzytomnym Daisuke z minami mówiącymi, że nie bardzo wiedzą, co powiedzieć.
— Co to za kot? — odezwał się w końcu Kyo.
— Lekarz mówi, że nie dało się go odciągnąć od Daia. Myśleli, że to jego i że weźmie go ktoś z rodziny, więc w drodze wyjątku go zabrali — wyjaśnił Kaoru.
— Die nie miał kota...
Na chwilę znów zapadło milczenie.
— Ktoś się musi zaopiekować tym biednym zwierzęciem. — Shinya podszedł bliżej i pogłaskał delikatnie czarne futerko. W odpowiedzi kot popatrzył na niego z dezaprobatą.
— Polubił cię, to... My się będziemy zwijać. — Toshiya niemal natychmiast zaczął się wycofywać do drzwi. Reszta zespołu poszła za jego przykładem i Terachi został w sali sam.
No... Może nie do końca sam. Miał jako towarzystwo nieprzytomnego faceta i kota.
Westchnął, biorąc niezadowolone zwierzę na ręce.
— Chyba nie mamy wyboru... — mruknął. — Na razie Die.

***

Die siedział na blacie kuchennym i w majestatycznej pozie przyglądał się poczynaniom Shinyi.
Że też z całego zespołu musiał wylądować akurat u niego!
Perkusista krzątał się pewien czas po kuchni, najwyraźniej szukając czegoś do jedzenia, w końcu z westchnieniem nalał trochę mleka sojowego do miseczki i podsunął kotu.
Chyba nie wyobrażasz sobie, że tknę to świństwo? — Kot-gitarzysta nawet nie drgnął.
— Nie mam nic innego, jutro pójdziemy na zakupy i zmotamy ci coś do jedzenia, dobrze? — Shinya uśmiechnął się łagodnie.
Kretynie, jesteś wychudzony, powinieneś jeść, a nie żyć o wodzie i mleku sojowym!
— Nie jem zbyt dużo, wiesz? Nieszczególnie mam głowę do posiłków... — Pogłaskał kota za uchem.
Idiota.
— Die nigdy o tobie nie mówił. Nie wiem nawet, jak masz na imię, więc muszę chwilowo nadać ci jakieś zastępcze...
Rób co chcesz, tylko trzymaj łapy przy sobie...
Mężczyzna zamyślił się, delikatnie wodząc palcami po futrze zwierzaka.
Chociaż właściwie, skoro uszczęśliwia cię głaskanie, to... O taaaak, jeszcze z lewej strony!
— Czarny kot, o ciemnych oczach... To pewnie przez te oczy cię wybrał, są dość nietypowe... Może... Akuma?
Akuma?! Czy to jest jakieś jebane anime, czy co? Akuma! AKUMA! Może będziesz do mnie mówił Cloud? Albo Desmond? A ty co? Pieprzony Seba-cian?
— Tak, będę cię nazywał Akuma. — Perkusista posłał kotu blady uśmiech.
Sam tego chciałeś. Będziesz Shin-cianem.
— Postanowione.
Stoi.

***

Nie do końca rozumiał, co Shin-cian miał na myśli, gdy wychodząc mruknął "miłej zabawy", ale był pewien, że uciekanie po całym domu przed jakimś przerośniętym, merdającym ogonem wyciorem do fajki NIE JEST jego ulubioną formą rozrywki.
W końcu udało mu się wdrapać na regał z książkami i resztę nieobecności perkusisty przesiedział, gapiąc się z niedowierzaniem na szczekające w jego stronę stworzenie.
Powrót Shinyi był dodatkowo o tyle przyjazny, że niósł ze sobą perspektywę rychłego posiłku. Żołądek Andou, mimo, że koci, zaczynał powoli przyrastać do kręgosłupa. Tym bardziej, że nie zamierzał pchać się do miski z tą pseudomleczną, śmierdzącą fasolą.

— Nie miałem pojęcia, co ci kupić do jedzenia, więc wziąłem kilka rzeczy na spróbowanie... — tłumaczył mu blondyn, rozpakowując torby z zakupami.
Po drodze do kuchni zgarnął go z regału, a wycior, widząc pana, przestał się wydzierać, więc Die siedział teraz na blacie i ze spokojem przyglądał się kupionym przez mężczyznę produktom.
— Może na początek trochę kociego żarełka? — Shinya podsunął mu miseczkę z dziwnie wyglądającym, brązowawym czymś.
No chyba nie!
— Nie chcesz? Ani troszkę? Mogłem się domyślić, że ta leniwa dupa nie przyzwyczaiła cię do kociego jedzenia... Pewnie dostawałeś to samo co on? Cóż, nie zdziwiłbym się, gdybyś zamiast mleka popijał sake...
Bingo! Czekaj, czekaj! Kogo nazywasz leniwą dupą, draniu?!
Już miał go podrapać w akcie zemsty, ale następna miseczka, tym razem pełna jeszcze ciepłego ryżu z warzywami (zapewne z pobliskiego baru na wynos) trochę go ułaskawiła.
Z zadowoleniem wziął się za jedzenie, przy okazji stwierdzając, że anatomia kota idealnie go uzbroiła do jedzenia bez pałeczek.
Perkusista chwilę mu się przyglądał, po czym dziwnie smutnym głosem zaczął:
— Wiesz, Akuma-chan, byłem go odwiedzić w szpitalu... Trochę dziwnie się czuję, lekarze mówią, że jest małe prawdopodobieństwo na to, że się obudzi. Nie chciałbym, żeby umierał, myśląc, że naprawdę go nienawidzę.
Sprawa załatwiona, przyjąłem. Nie nienawidzisz mnie. Spoko.
— Nigdy mu tak naprawdę nie powiedziałem wielu rzeczy...
Jakoś to wytrzymam? Doprawdy, ależ ty marudzisz, znalazłbyś sobie jakąś babę, przynajmniej by ci coś ugotowała czasami.
— Z drugiej strony, skoro tu jesteś, to chyba mogę to wszystko opowiedzieć tobie.
Koci pysk uniósł się znad miski i z powątpiewaniem popatrzył na siedzącego obok mężczyznę.
No, dawaj, zaskocz mnie.
— Hm... Może zacznijmy od tego, że jestem gejem...
Dobra, wygrałeś.

***

Po dwóch godzinach monologu swojego obecnego właściciela, Die wiedział już, że Shinya nie jest, jak mówiono w zespole, jakąś tam ciotą. No dobra, był ciotą, ale nie ciotowatą ciotą. Jasne?
Po pierwsze, Shin-cian miał wielu kochanków, ale z żadnym nie umiał sobie ułożyć życia, lub chociaż tygodniowego związku. Miał za to Fukusaburu, którego pieszczotliwie nazywał Fuku, i który był, ni mniej ni więcej, chłopcem na telefon. Fukusaburu przychodził do Shinyi zawsze, kiedy ten miał na to ochotę i, z tego co Die zdążył zrozumieć, miał wpaść też dziś wieczorem.
Po drugie, Shin-cian nigdy nie przyznał się do swojej orientacji przed zespołem, bo bał się die'owej reakcji, a ponieważ zawsze miał przez to wyrzuty sumienia, to zachowanie cnotliwej panienki przy przyjaciołach weszło mu w krew.
Po trzecie, Shin-cian wcale nie chciał uderzyć go tak mocno i przy wszystkich, ale już nie mógł się powstrzymać, bo w końcu to co powiedział Die było nadzwyczaj niemiłe i nieeleganckie, a poza tym "należało się już skurwielowi, po tych wszystkich latach".
Na koniec dowiedział się jeszcze o pewnej historii z liceum, która miała jakiś pokrętny związek z pierwszą miłością perkusisty, ale Die obawiał się, że całość tego co produkowali w garażu osiemdziesięcioletniego sąsiada była silnie nielegalna, a nie "niosąca pokój, miłość i dobrobyt". Choć w to ostatnie dało się jeszcze uwierzyć.
Gdy opowieść się skończyła, gitarzysta z zaskoczeniem przyznał przed sobą, że faktycznie go to wszystko wciągnęło, a słuchanie Shinyi było całkiem przyjemne. Szczególnie od momentu, w którym wziął go na kolana i zaczął głaskać.

***

— Masz ciekawego kotka, nowy nabytek? — Wielki, umięśniony facet wyciągnął rękę w stronę Andou, na co ten syknął, zniesmaczony i odsunął się kilka kroków do tyłu.
— Akuma? To kot przyjaciela, tylko chwilowo się nim zajmuję. Miyu wystarcza mi jako zwierzątko domowe.
Mężczyzna popatrzył na niego z powątpiewaniem.
— Ktoś ważny? Normalnie byś się nie zgodził.
— Doszukujesz się czegoś, czego nie ma, Fuku-kun! Zamiast zająć się tym, co czeka na twoją uwagę. — Shinya wskazał na wypukłość w swoich spodniach.
Fuku uśmiechnął się i już po chwili dobierał się w sypialni perkusisty do "zasługujących na uwagę miejsc".
Przynajmniej drzwi byście zamknęli!
Zniesmaczony Die wskoczył na fotel, na którym spał zeszłej nocy z zamiarem drzemki, jednak nie było mu to dane. Po wmówieniu sobie, że skrzypienie łóżka i jęki są jedynym powodem, dla którego nie może w spokoju zasnąć, udał się do sypialni i z wysoko uniesioną głową wskoczył na poduszkę.
Chyba mnie mdli... Jak on może sypiać z kimś takim.
Wpatrywanie się nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Nawet nie zauważyli jego obecności. Należało podjąć bardziej drastyczne środki.
Nie będziesz się pieprzył z jakimś gnojkiem, kiedy ja jestem w tym domu! Nawet jeśli jestem kotem, a ty nie masz o niczym pojęcia!
Wziął najgłębszy wdech, na jaki pozwalały mu jego kocie płucka i... miauknął.
Z zadowoleniem oglądał reakcję, jaką wywołało to u Terachiego. Perkusista najpierw otworzył szeroko oczy, następnie zamarł, a jako trzeci krok (najbardziej cieszący gitarzystę) wykonał spektakularne odepchnięcie od siebie napalonego drwala.
Nawet, jeśli Fuku nie był drwalem, to w oczach Die'a musiał być jakimś kowalem lub innym robolem, bo przecież... Bo tak.
— Shinya-kun? Coś się stało?
— On nie miauczy! — Wskazał na kota niemal ze strachem. — Prawie wcale nie wydaje z siebie dźwięków, a teraz... To pierwszy raz.
— To kot, koty miauczą raz na jakiś czas. Nawet, jeśli przez dłuższy czas tego nie robił. — Fukusaburu wyglądał na zniecierpliwionego. — To tylko zwykły kot.
— Nie. To kot Die'a.
— To coś zmienia?
— Die nie jest ani trochę zwykły. Nic, co go dotyczy także.
Fuku uśmiechnął się.
— Rozumiem. W takim razie do zobaczenia... kiedyśtam, Shinya-kun. — Drwal pozbierał swoje rzeczy i wyszedł, zostawiając drugiego mężczyznę, w zamyśleniu gapiącego się gdzieś w przestrzeń.
Po chwili Shinya z westchnieniem opadł na poduszkę.
— Już tu nie wróci, wiesz?
Nie martw się, Shin-cian, przecież ty też nie jesteś zwykły.
Czarny kot ułożył się na nagim brzuchu swojego przyjaciela i obaj zapadli w sen.

_________________



Ostatnio zmieniony przez Mun dnia Pon Sie 22, 2011 11:19 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
http://polishpri.ubf.pl/
Shadow
Edytor Pogrzebowy


Liczba postów : 679
Join date : 11/03/2010
Age : 23
Skąd : Chełm / Warszawa

PisanieTemat: Re: [NZ][1/?] Kocie drogi, drogi Kocie!   Pon Sie 22, 2011 10:10 pm

Ja może zacznę apelem do wszystkich, którzy takową możliwość mają - pożyczajcie Mun kasę! Nawet na siłę wciskajcie, bez możliwości zwrotu w jakikolwiek inny sposób niż w tekstach, no bo chyba każdy widzi, że metoda skuteczna i jakże efektywna... Nie wiem, co Ty masz we łbie, Mun, że rzuciłaś pisanie, tworząc takie rzeczy, ale zasługujesz na zdrowego kopa w dupę, bo chyba coś Ci się tam jednak poprzestawiało.
To. Jest. Świetne. Naprawdę świetne, chciałoby się rzec, że genialne. Miałam robić zupełnie inne rzeczy teraz, ale jak już zaczęłam czytać, to nie było mowy, żebym nie skończyła. Od pierwszego akapitu miałam radochę, a im dalej w tekst tym większą. Co za pomysł! W pierwszym fragmencie (tzn. na początku czwartego akapitu) ciężko było mi się z początku połapać, o co chodzi, ale jak już udało mi się nadążyć, to mogę Ci tylko pogratulować wyobraźni. I nie tylko wyobraźni! I stylu, i humoru (komentarza Die'a-kota są rozkładające) i w ogóle wszystkiego, na co się ten tekst składa. Jest taki świeży, ciekawy, wciągający, taki Twój, no po prostu jedyne, co mi w tej chwili na myśl przychodzi to WIĘCEJ! Chcę część drugą, trzecią, czwartą i piętnastą, jak najszybciej. Odmowy nie przyjmuję.
Życzę Ci, żeby wen dręczył Cię tak bardzo, o każdej porze dnia i nocy, żebyś po prostu NIE MOGŁA nie pisać. Rzucam na Ciebie klątwę, o XD Po prostu pisz, publikuj i nie myśl za dużo o tych głupotach, które musiałaś mieć w głowie, kiedy to rzuciłaś. Tyle z mojej strony, czekam na ciąg dalszy >D

_________________

Tonight, in the darkness of twilight
I want to fall asleep in your arms
As a shivering, broken marionette

I, broken marionette,
Am laughing with a slight embarrassment
Because if you only wish me
To give up everything else for you, I'll do it

I do not want to know anything more
I do not need anything else
I do not need anything

Kaya - Marionette
.
Powrót do góry Go down
http://www.versailles.jun.pl
Vespergold
Królowa Paparazzich


Liczba postów : 2630
Join date : 09/01/2010
Age : 21
Skąd : Wrocuaff.

PisanieTemat: Re: [NZ][1/?] Kocie drogi, drogi Kocie!   Pon Sie 22, 2011 10:30 pm

Niezakończone.
Nie lubię niezakończonych rzeczy.
Nie lubię czekać ;____;
Ale skoro zabrałam się za przeczytanie... i czytam, tooooooooooooooo wypadałoby napisać komentarz, jakkolwiek chcąc nie chcąc i tak bym go napisała. Ale na bieżąco będę pisać. Wiarygodność, te sprawy xD

Polecę od gwiazdek do gwiazdek, w sensie, no, będzie ładniej xDXDXDXD

One. Omo. Jak powszechnie wiadomo, lobuję realizm. I omo, UWIELBIAM bijatyki, a najbardziej lubię, jak biją się ludzie do tychże bijatyk raczej nieskłonni. A Shin-chan się do nich zalicza. Chyba. Wyładowuje się na perkusji. I omo, Daia musiało boleć, Shin może jest chuderlakiem, ale skoro tak napierdala w bębny... nie, nie chciałabym nigdy dostać łomotu od perkusisty. Ale tak pomijając co ja bym chciała albo i nie, to to dosyć przygnębiający początek. Przygnębiająco-rozbrajający konkretniej. Jakkolwiek rozbrajająca była reakcja członków zespołu i końcowy komentarz Tosi, to cała reszta była przygnębiająca.

Two.
Cytat :
Swoją drogą, jak na takie chuchro, Shinya miał niezły sierpowy...
Och, ach, czuję więź z Daiem xD Jakkolwiek, ja jakoś rozgryzłam dlaczego to musiało boleć >D
Ale, ale, ale. Od tej części też wionie przygnębieniem. Chociaż to nie jest najlepsze słowo, jakie mogłam wybrać do opisania. Ale chwilowo nie przychodzi mi do głowy żadne lepsze... Obrazowo rzecz ujmując, to, co czuję czytając można by przyrównać dooooo... do wilgotnej, zatęchłej sali więziennej w trakcie pełni księżyca (niewidocznej, bo księżyc zakrywają chmury), w której mimo wszytko nie jest zimno. Czuć lekki chłód w kątach. I kamienne ściany też są chłodne. A powietrze jest ciężkie i ciepłe, takie jakie to zazwyczaj jest w wypchanych ludźmi autobusach jak pada deszcz. Tak bym to opisała.

Three. Znowu to uczucie. Ale teraz do swojej wizji dodałabym księżyc wyłaniający się zza chmur i subtelnie oświetlający wnętrze sali. Mistycznie.

Four. Ciągnąc moje jakże barwne obrazowanie swoich uczuć za pomocą sali więziennej... tym razem księżyc wyłonił się całkowicie. I gwiazdy też widać. Jakkolwiek chmury nie zniknęły całkowicie, jedynie się delikatnie zdematerializowały. Bardzo delikatnie.
Lobuję teoretyczny monolog Shin-chana do Die i mentalnie odpowiedzi Die. Omo <3
Tak się rozwija czytanie w myślach drugiej osoby, ne?
To takie urocze.
I romantyczne *serducha w oczach*
Ale naprawdę, mogłabyś chociaż dodać Shinowi jakiś bogatszy asortyment do lodówki. Albo szafki. Chociaż płatki. O jakimś kurczaku nie wspomnę (zjebałam, wspomniałam). Ale noooo, cokolwiek, dlaczego tylko wodę i mleko sojowe?! Nic Cię to nie kosztuje, nie musisz mu tego kupować za własną kasę! xDDD

Five.
Cytat :
Powrót Shinyi był dodatkowo o tyle przyjazny, że niósł ze sobą perspektywę rychłego posiłku.
Łooohoooo, może poczucie obowiązku karmienia kota rozwinie u Shina poczucie obowiązku karmienia siebie?
Wracając do mojego obrazka - jasno świecący księżyc wydobywa z mroku sali dość niezgrabny pęd jakiejś roślinki. Nieco wątły. Ale bez wątpienia rosnący. I niezwiędły.
... omooo, dlaczego sposób, w jaki mówi Shin sprawia, że chcę go przytulić?
... omooo, dlaczego sposób, w jaki kwituje wszystko Die sprawia, że kąciki ust mi się unoszą?

Six.
Cytat :
bo bał się die'owej rekcji
Literówka. Reakcji.
Omo, Daiuś zaczyna rozumieć Shin-chana <3 W sumie, trochę smutne, że pod postacią kota, ale jednak zawsze. Zawsze to jakiś krok naprzód.
Coraz jaśniej świecący księżyc oświetlił także kolejną roślinkę, która rośnie bezpośrednio za tą pierwszą. Bez wątpienia kwiatek. Polny. Został jeden płatek.

Seven. Dai jest zazdrosny, Dai jest zazdrosny!
Cytat :
Nawet, jeśli Fuku nie był drwalem, to w oczach Die'a musiał być jakimś kowalem lub innym robolem, bo przecież... Bo tak.
No bo heloł, jakkolwiek by na to nie spojrzeć, od Daia MUSI być gorszy. Co najmniej o kilka klas.
Cytat :
— To tylko zwykły kot.
— Nie. To kot Die'a.
— To coś zmienia?
— Die nie jest ani trochę zwykły. Nic, co go dotyczy także.
Kurwa. Jak ja cholernie chcę, żeby ktoś tak chociaż o mnie myślał i najlepiej, żeby ten ktoś był dodatkowo szaleńczo we mnie zakochany. I żeby zawsze tak było.
Cytat :
Nie martw się, Shin-cian, przecież ty też nie jesteś zwykły.
Aiyooooo *wzdych* *w* Znalazłam swoją ulubioną perełkę ♥ Razem z tym wyżej. Omo ♥
A z okienka mojej sali więziennej widać było spadającą gwiazdę. Chmury prawie całkowicie zniknęły.

Prosto z mostu waląc PODOBA MI SIĘ I CHCĘ WIĘCEJ. Chcę więcej nierealistycznej realistyczności, chcę moment, w którym Dai przyzna się, że kocha Shinyę, chcę wiedzieć czy Dai się obudzi, co się stanie jak się obudzi, albo co się stanie, jak się nie obudzi.
Jakkolwiek ten tekst stylem trochę różni się od Wariata, to nadal w jakiś pokręcony sposób jest podobny.
I omo, nie wiem co więcej napisać. Autentycznie.
Napiszę więcej przy następnej części, kekeke >DDD

A tak na koniec..
Zdajesz sobie sprawę z tego, że będę Cię molestować o dalsze części/część?
I prawda, że to będzie historia z happy endem? Prawda, prawda, prawda? ... ja nie chcę płakać.

_________________

I still can’t forget you,
I still can’t trust everything.
Even today I can’t send you away like this...


Powrót do góry Go down
http://vespergold.fbl.pl
Mun
Siła Wyższa


Liczba postów : 2903
Join date : 08/01/2010
Age : 23
Skąd : Wrocław/Poznań

PisanieTemat: Re: [NZ][1/?] Kocie drogi, drogi Kocie!   Pon Sie 22, 2011 11:03 pm

Shadow napisał:
Nie wiem, co Ty masz we łbie, Mun, że rzuciłaś pisanie, tworząc takie rzeczy, ale zasługujesz na zdrowego kopa w dupę, bo chyba coś Ci się tam jednak poprzestawiało.
Otóż sprawa wygląda następująco:
Zawartość mojej czaszki nie jest do końca znana. Jak na chwilę obecną wiadomo jednak, iż nie znajduje się w niej mózg. Dowód jest następujący: BOLI MNIE TO CO TAM MAM. Mózg, jak wiadomo, boleć nie może, ponieważ nie posiada połączeń nerwowych z samym sobą. Ergo, ZNAJDUJE SIĘ TAM COŚ INNEGO. Dodatkowo, położenie mózgu jest wszem i wobec znane, znajduje się on w okolicach pęcherza (i gdy ten jest pełen, w wyniku nacisku, nie pracuje prawidłowo). Zdecydowanie ośrodek mojego myślenia jest położony między nogami, co ma strategiczne znaczenie w doborze myśl i skojarzeń...

Shadow napisał:
Chcę część drugą, trzecią, czwartą i piętnastą, jak najszybciej. Odmowy nie przyjmuję.
Zasadniczo... w planach są dwie lub trzy części i wątpię czy starczy mi fabuły na piętnaście, soł... muszę odmówić?
Smile
Shadow napisał:
Życzę Ci, żeby wen dręczył Cię tak bardzo, o każdej porze dnia i nocy, żebyś po prostu NIE MOGŁA nie pisać. Rzucam na Ciebie klątwę, o XD Po prostu pisz, publikuj i nie myśl za dużo o tych głupotach, które musiałaś mieć w głowie, kiedy to rzuciłaś.
Klątwa? Maria (munowe alter-ego) będzie niezadowolona... tak myślę. Muszę to z nią omówić.
Shocked
Jeszcze przy okazji, chciałabym Ci podziękować, Shadow, bo jesteś jedną z tych osób w fandomie, której zdanie liczy się najbardziej. I choć każdy komentarz ma dla mnie ogromną wartość, to Twoje czytam zestresowana i na wdechu...


Pora na Ves, której komentarze zawsze wywołują u mnie banana na kniapie. <3

Vespergold napisał:
jakkolwiek chcąc nie chcąc i tak bym go napisała.
Sugerujesz, że zostałaś zmuszona? *mina niewiniątka*
Cytat :

Och, ach, czuję więź z Daiem xD
Biorąc pod uwagę, że jest poobijany, to chyba nie jest zbyt przyjemne? ;D

Vespergold napisał:
Obrazowo rzecz ujmując, to, co czuję czytając można by przyrównać dooooo... do wilgotnej, zatęchłej sali więziennej w trakcie pełni księżyca (niewidocznej, bo księżyc zakrywają chmury), w której mimo wszytko nie jest zimno. Czuć lekki chłód w kątach. I kamienne ściany też są chłodne. A powietrze jest ciężkie i ciepłe, takie jakie to zazwyczaj jest w wypchanych ludźmi autobusach jak pada deszcz. Tak bym to opisała.
*siedzi, gapi się, myśli* Ves? Czemu ty sama nic nie piszesz? Twoje opisy są bardzo... obrazowe.
Drink
Vespergold napisał:
Lobuję teoretyczny monolog Shin-chana do Die i mentalnie odpowiedzi Die. Omo <3
Tak się rozwija czytanie w myślach drugiej osoby, ne?
To takie urocze.
Jeśli porównasz ich do Edłorda i Belli, to... WIEM GDZIE MIESZKASZ~!

Vespergold napisał:
Ale naprawdę, mogłabyś chociaż dodać Shinowi jakiś bogatszy asortyment do lodówki. Albo szafki. Chociaż płatki. O jakimś kurczaku nie wspomnę (zjebałam, wspomniałam). Ale noooo, cokolwiek, dlaczego tylko wodę i mleko sojowe?! Nic Cię to nie kosztuje, nie musisz mu tego kupować za własną kasę! xDDD
Popracuję nad tym... Taki jest plan.

Vespergold napisał:
Łooohoooo, może poczucie obowiązku karmienia kota rozwinie u Shina poczucie obowiązku karmienia siebie?
Nie, nie szczególnie... To znaczy... Szczerze wątpię. No, wiesz.
Ramen
Vespergold napisał:
Literówka. Reakcji.
Ari! Już poprawiam. ;)

Vespergold napisał:
Omo, Daiuś zaczyna rozumieć Shin-chana <3 W sumie, trochę smutne, że pod postacią kota, ale jednak zawsze. Zawsze to jakiś krok naprzód.
Ponoć koty mają dziewięć żyć, to zawsze jakiś plus, prawda?

Vespergold napisał:
Seven. Dai jest zazdrosny, Dai jest zazdrosny!
Jesteś pewna, że Cię to cieszy? Fuku-kun też jest miły. Myślę, że powinnam zrobić coś, żeby czytelnicy bardziej go polubili...
Happy
Vespergold napisał:
Kurwa. Jak ja cholernie chcę, żeby ktoś tak chociaż o mnie myślał i najlepiej, żeby ten ktoś był dodatkowo szaleńczo we mnie zakochany. I żeby zawsze tak było.
Oh taaaaaaaak. *frustracja*

Vespergold napisał:
Chcę więcej nierealistycznej realistyczności, chcę moment, w którym Dai przyzna się, że kocha Shinyę, chcę wiedzieć czy Dai się obudzi, co się stanie jak się obudzi, albo co się stanie, jak się nie obudzi.
No, więc będzie tak:
Spoiler:
 
Dancing
Vespergold napisał:
I prawda, że to będzie historia z happy endem? Prawda, prawda, prawda? ... ja nie chcę płakać.
NIE POWIEM~!
Fiesta

_________________

Powrót do góry Go down
http://polishpri.ubf.pl/
Jeanne
Stały gość na afterparty


Liczba postów : 111
Join date : 17/01/2010
Age : 27
Skąd : Warsaw

PisanieTemat: Re: [NZ][1/?] Kocie drogi, drogi Kocie!   Pon Sie 22, 2011 11:16 pm

Błędów nie widziałam, co chwała becie i Tobie!
A teraz do treści - pomijając fakt, że nie podoba mi się przemiana Daisuke w kota [takie coś tylko w fandomach magicznych xD] to tekst całkiem przyjemny. Na tamto przymykam oko i czytam dalej:
Shinya się wkurzył i przywalił Die'owi ;) Wpierw myślałam, że to będzie po prostu plaskacz, ale pięść wyszła o wiele... bardziej męsko.
Dalej - średnio podobał mi się fragment z bójką, taki nijaki, ale rozumiem, że był on katalizatorem pomiędzy kłótnią, a przemianą Happy
Cytat :
No, dawaj, zaskocz mnie.
— Hm... Może zacznijmy od tego, że jestem gejem...
Dobra, wygrałeś.
To zdecydowanie mój faworyt xD Wiesz jak zaczęłam się śmiać przy tym?Very Happy Wyobrażam sobie to wciąż i wciąż, i wciąż xD
Cytat :
No dobra, był ciotą, ale nie ciotowatą ciotą. Jasne?
Tutaj wydaje mi się, że kropka jest nie potrzebna, a przecinek spisałby się idealnie. Ewentualnie średnik Happy
Czy to co produkował Shin w LO w garażu sąsiada to był spirytus?:P Bo tego fragmentu ni psa nie rozumiem, nawet czytając go trzykrotnie Happy
Cytat :
o chwili Shinya z westchnieniem opadł na poduszkę.
— Już tu nie wróci, wiesz?
Podoba mi się to, że Shinya wcale nie jest taki grzeczny, a ma sex-buddy czy jak zwał tak zwał. Oraz to, że jest rozczarowany iż go stracił - widać był do niego przywiązany.
Cytat :
Nie martw się, Shin-cian, przecież ty też nie jesteś zwykły.
To miało pewnie jakiś głębszy sens, ale nie zrozumiałam go. Albo zrozumiałam, ale mi się nie podoba. Die nie jest zwykły dla Shinyi, ponieważ ten go kocha. I czytając czuje się to w tekście. Ale odwrotnie? Nie jest nawet słowem napomknięte, że Die może w ogóle coś czuć do faceta Happy

Czekam na więcej, bo zaczyna mi się coraz bardziej podobać ;P
Jeanne

Miałam coś jeszcze napisać lecz zapomniałam. Btw - chcesz pożyczyć kasę?xD
Powrót do góry Go down
http://jeanne8917.livejournal.com
Mun
Siła Wyższa


Liczba postów : 2903
Join date : 08/01/2010
Age : 23
Skąd : Wrocław/Poznań

PisanieTemat: Re: [NZ][1/?] Kocie drogi, drogi Kocie!   Pon Sie 22, 2011 11:39 pm

Jeanne napisał:
Cytat :
No dobra, był ciotą, ale nie ciotowatą ciotą. Jasne?
Tutaj wydaje mi się, że kropka jest nie potrzebna, a przecinek spisałby się idealnie. Ewentualnie średnik
Jednak zostanę przy kropce. Wydaje mi się to bardziej przejrzyste w ten sposób...

Jeanne napisał:
Czy to co produkował Shin w LO w garażu sąsiada to był spirytus?:P Bo tego fragmentu ni psa nie rozumiem, nawet czytając go trzykrotnie
Co produkował? To zostanie jedynie w sferze domyślań. Choć może kiedyś postanowi to jeszcze komuś opowiedzieć. ;)

Jeanne napisał:
To miało pewnie jakiś głębszy sens, ale nie zrozumiałam go. Albo zrozumiałam, ale mi się nie podoba. Die nie jest zwykły dla Shinyi, ponieważ ten go kocha. I czytając czuje się to w tekście. Ale odwrotnie? Nie jest nawet słowem napomknięte, że Die może w ogóle coś czuć do faceta
Die nie wie, a raczej nie ogarnia, że Shinya go kocha. Sam homoseksualizm perkusisty jest dla niego nowością i nie bierze go jeszcze pod uwagę oceniając ich wzajemne relacje. Jak na chwilę obecną podejrzewa jednak, że stanowi ważną część życia Shin-ciana, że jest ważnym przyjacielem. Traktuje słowa Shinyi jako deklarację przyjaźni (i vice versa). Mówi, to co mówi, ponieważ mimo częstym przytykom, Shin także jest dla niego ważnym przyjacielem. Dzięki temu może spać na jego brzuchu. Nie widzi w tym nic zdrożnego. Nic erotycznego. Shin-cian to przyjaciel. I jest wyjątkowy, co potwierdził swoją dzisiejszą opowieścią.
Nie wiem na jakim przykładzie to wyjaśnić. Maria jest wyjątkowa, jako przyjaciółka, nie jako obiekt westchnień, rozumiesz? ;D
+ Orientacja gitarzysty chyba trochę mu w tym pomaga, ale o tym później. ;D
Mam nadzieję, że rozumiesz co chciałam przez to powiedzieć...
Cute

_________________

Powrót do góry Go down
http://polishpri.ubf.pl/
Vespergold
Królowa Paparazzich


Liczba postów : 2630
Join date : 09/01/2010
Age : 21
Skąd : Wrocuaff.

PisanieTemat: Re: [NZ][1/?] Kocie drogi, drogi Kocie!   Pon Sie 22, 2011 11:44 pm

Cytat :
Sugerujesz, że zostałaś zmuszona? *mina niewiniątka*
Sama to napisałaś >D

Cytat :
Biorąc pod uwagę, że jest poobijany, to chyba nie jest zbyt przyjemne? ;D
Ból podzielony na dwie osoby generalnie jest o połowę mniejszy, ale owszem, czułabym się lepiej bez niego. I gdyby ten Dai nie był ze słów >D

Cytat :
Ves? Czemu ty sama nic nie piszesz? Twoje opisy są bardzo... obrazowe.
Trolololol, znajdź mi chociaż 3 osoby, które będą chciały czytać porównania uczuć do sali więziennej w ficku, to zacznę >D

Cytat :
Jeśli porównasz ich do Edłorda i Belli, to... WIEM GDZIE MIESZKASZ~!
NEVER. Ja, zmierzch, Edłord, Bella, Dai, Shin, NOPE, inna liga! D:

Cytat :
Popracuję nad tym... Taki jest plan.
Wsadź mu do lodówki kubełek z kurczakami z KFC! *dopinguje*

Cytat :
Ponoć koty mają dziewięć żyć, to zawsze jakiś plus, prawda?
Mhm. Może zrobić dużo kroków.

Cytat :
Jesteś pewna, że Cię to cieszy? Fuku-kun też jest miły. Myślę, że powinnam zrobić coś, żeby czytelnicy bardziej go polubili...
Jestem tego niesamowicie pewna. Jak już wspomniałam, czuję się związana z Daiem...
ale polubiłabym Fuku, gdyby przyniósł Shinowi jedzenie *w*

I WAL SIĘ Z TYM SPOJLEREM, TO NIE PO BOŻEMU TAK SOBIE ŻARCIOSZKOWAĆ Z MŁODSZYCH DZIECI! Crying *ryczy*

_________________

I still can’t forget you,
I still can’t trust everything.
Even today I can’t send you away like this...


Powrót do góry Go down
http://vespergold.fbl.pl
Jeanne
Stały gość na afterparty


Liczba postów : 111
Join date : 17/01/2010
Age : 27
Skąd : Warsaw

PisanieTemat: Re: [NZ][1/?] Kocie drogi, drogi Kocie!   Pon Sie 22, 2011 11:47 pm

Mun - teraz rozumiem!xD Dzięki za wyjaśnienia ;p) I zdradź mi na PW co produkowali, no! A teraz wynocha pisać dalej!xD
Powrót do góry Go down
http://jeanne8917.livejournal.com
Shadow
Edytor Pogrzebowy


Liczba postów : 679
Join date : 11/03/2010
Age : 23
Skąd : Chełm / Warszawa

PisanieTemat: Re: [NZ][1/?] Kocie drogi, drogi Kocie!   Wto Sie 23, 2011 5:17 pm

Mun napisał:
Zawartość mojej czaszki nie jest do końca znana. Jak na chwilę obecną wiadomo jednak, iż nie znajduje się w niej mózg. Dowód jest następujący: BOLI MNIE TO CO TAM MAM. Mózg, jak wiadomo, boleć nie może, ponieważ nie posiada połączeń nerwowych z samym sobą. Ergo, ZNAJDUJE SIĘ TAM COŚ INNEGO. Dodatkowo, położenie mózgu jest wszem i wobec znane, znajduje się on w okolicach pęcherza (i gdy ten jest pełen, w wyniku nacisku, nie pracuje prawidłowo). Zdecydowanie ośrodek mojego myślenia jest położony między nogami, co ma strategiczne znaczenie w doborze myśl i skojarzeń...
Myślę, że to jeszcze wzmacnia skuteczność kopa w dupę, skoro mózg jest tak blisko celu owego kopniaka XD Jeśli natomiast chodzi o zwartość Twojej czaszki, to ja stawiam na jakąś obcą formę życia, która jest nam wroga i próbuje nas pozbawić Twoich ficków, podsuwając Ci myśl o skończeniu pisania... A Ty jej ulegasz! Może Cię gryzie i dlatego Cię boli. A Ty ją hodujesz i dokarmiasz, zamiast wyrzucić. Nieładnie.
Mun napisał:
Zasadniczo... w planach są dwie lub trzy części i wątpię czy starczy mi fabuły na piętnaście, soł... muszę odmówić?
Ewentualnie mogę się zgodzić na inne ficki. Będziemy podliczać części, aż wyjdzie piętnaście >D
Mun napisał:
Klątwa? Maria (munowe alter-ego) będzie niezadowolona... tak myślę. Muszę to z nią omówić.
Omów bardzo dokładnie, albo przeklnę Cię tak, że wena będzie Cię dopadać zawsze na lekcjach/próbach kucia do matury, tak, że za nic się nie skoncentrujesz! I nie zdasz matury razem ze mną do towarzystwa, bo się nawet nie łudzę, że rzucę pisanie na rzecz nauki, hahaha!
Mun napisał:
Jeszcze przy okazji, chciałabym Ci podziękować, Shadow, bo jesteś jedną z tych osób w fandomie, której zdanie liczy się najbardziej. I choć każdy komentarz ma dla mnie ogromną wartość, to Twoje czytam zestresowana i na wdechu...
*blush* Teraz to ja się zestresuję o/////o Bo niby co jest we mnie takiego stresującego? Chyba nawet nigdy nikogo w komentarzu nie zjechałam czy jakoś specjalnie skrytykowałam, na ogół miły człowiek ze mnie XD Ale skoro uważasz, że moje zdanie się liczy, to może uwzględnisz też to, że ja absolutnie się nie zgadzam, żebyś więcej nie pisała? >DD

A, jeszcze jedno!
Shadow napisał:
W pierwszym fragmencie (tzn. na początku czwartego akapitu) ciężko było mi się z początku połapać, o co chodzi
To cofam, sama rozwiązałam zagadkę, czemu tak było... Po prostu ominęłam jeden fragment *headdesk* Debil ze mnie, przepraszam, nawet nie umiem wytłumaczyć, jak mi się udało to zrobić, chyba te gwiazdki oddzielające akapity mi się pomieszały przed oczami X"DDD No, także oficjalnie zaświadczam, że wszystko jest jasne i gra, same pozytywy zostają 8DD

_________________

Tonight, in the darkness of twilight
I want to fall asleep in your arms
As a shivering, broken marionette

I, broken marionette,
Am laughing with a slight embarrassment
Because if you only wish me
To give up everything else for you, I'll do it

I do not want to know anything more
I do not need anything else
I do not need anything

Kaya - Marionette
.
Powrót do góry Go down
http://www.versailles.jun.pl
Tsubuku
Organizator J-rock Festival


Liczba postów : 300
Join date : 27/07/2011
Age : 19
Skąd : Warszawa.

PisanieTemat: Re: [NZ][1/?] Kocie drogi, drogi Kocie!   Czw Sie 25, 2011 10:42 pm

Musisz napisać dalsze części! MUSISZ, MUSISZ, MUSISZ! I nie muszę chyba pisać, że mi się podobało? Nie spodziewałam się tego, że Shin przypierdoli Die'owi, ale to pasowało, przecież nie da sobie cały czas w kaszę dmuchać! Dalej, dalej, Shin-chan. >D

Cytat :
Nie do końca rozumiał, co Shin-cian miał na myśli, gdy wychodząc mruknął "miłej zabawy", ale był pewien, że uciekanie po całym domu przed jakimś przerośniętym, merdającym ogonem wyciorem do fajki NIE JEST jego ulubioną formą rozrywki.

Haha, przerośnięty, merdający ogonem wycior do fajki mnie zwalił z nóg. XD Biedny Die-kiciuś, jakie on stresy musiał wtedy przeżywać!

Podobały mi się te dialogi Shina i Die'a, które były trochę jak monologi, bo przecież Shin kota nie mógł usłyszeć. W ogóle, wszyscy byli tacy swoi, znaczy, że charakter mieli taki pasujący, jeśli wiesz o czym mówię. XD;

Trochę mnie ten.. *niepamiętamimieniawybacz* Drwal zaskoczył. To trochę jak pairing Pudzian/Hiroto Shocked

Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: [NZ][1/?] Kocie drogi, drogi Kocie!   Today at 4:10 am

Powrót do góry Go down
 
[NZ][1/?] Kocie drogi, drogi Kocie!
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
J-slash :: FanFiction :: PG-15-
Skocz do: