IndeksIndeks  FAQFAQ  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Król zamieszania

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Kanako
Stały gość na afterparty


Liczba postów : 101
Join date : 26/10/2011
Age : 23
Skąd : Kioto

PisanieTemat: Król zamieszania   Sro Paź 26, 2011 8:58 pm

Title: Król zamieszania
Fandom: Alice Nine/PSCopmany
Paring: Saga/Hiroto
Ogata Hiroto - Hiroto
Sakamoto Takashi – Saga
Amano Shinji - Tora
Kahara Kazamata – Shou
Murai Naoyuki - Nao
Beta: Hachii
Paliwo napędowe: Shunkashuutou


Dedykacja dla niepowtarzalnej Hentai-sama ;*


Wiodąc spokojny żywot uczniów w prywatnym liceum, jakich wiele w Tokio, cała czwórka była mieszanką dosyć ciekawych i specyficznych charakterów.
Nao chętnie poszerzał swoją wiedzę i zawsze pilnie słuchał nauczycieli podczas lekcji. Za grosz było w nim empatii.
Shou na każdym kroku bujał w obłokach i lubił pograć w kosza, ale nie szło mu to jakoś rewelacyjnie. Po prostu takie hobby.
Tora był lekkoduchem, uwielbiającym czytać różnego rodzaju pisemka na lekcjach i zamykać się w własnym świecie, ze słuchawkami w uszach.
Saga zaś rzadko kiedy był przytomny po nocnych hulankach, a gdy był, podrywał każdą dziewczynę, która podwinęła mu się pod rękę. Właściwie to od nie dawna dziewczyny zaczęły się wdzięczyć same bez żadnego wysiłku.
Hiroto pojawił się w ich życiu tak nagle, jak nagle wstaje brzask. A właściwie w drugim semestrze drugiej klasy, niedługo po tym jak przyszedł pierwszy dzwonek. Więc gdyby tylko cała czwórka nauczyła się słuchać, wszystko byłoby do przewidzenia.
Lekcja zapowiadała się tak długo i nudno jak setka innych przed nią. Nauczyciel wszedł do klasy i od niechcenia zaczął czytać listę obecności. Nikt nie wykazywał większego zainteresowania i nawet Murai, siedzący w trzeciej ławce w pierwszym rzędzie, opierał się obydwoma łokciami o blat, żyjąc jeszcze słonecznymi wakacjami.
- Amano Shinji – Tora mruknął tylko coś niezrozumiałego, ziewając do kolorowego, muzycznego czasopisma. Jakiekolwiek słowa dziś wyjątkowo trudno przechodziły mu przez gardło i wolał czytać niżeli cokolwiek gadać.
Rozejrzał się leniwym wzrokiem po klasie znad czasopisma. Uśmiechnął się złośliwie pod nosem, widząc rozłożonego ławkę dalej Sagę, którego całkowicie zmorzył sen. Szczerze mu ulżyło, że przyjaciel bardziej niż on był położony na łopatki i niezdolny do jakiegokolwiek użytku.
- Kahara Kazamata – westchnął nauczyciel, spoglądając znad dziennika, gdy nie doczekał się na odpowiedź albo chociażby zwykłego pomrukiwania. – Kahara, żyjesz jeszcze? – zapytał, wlepiając swoje przeszywające na wskroś spojrzenie w chłopaku, pochłoniętym bez reszty wpatrywaniem się w okno.
- Ale że co? – zapytał nieprzytomnym głosem Shou, patrząc na nauczyciela jak jakieś nowe naukowe odkrycie.
- Rób tak dalej – mruknął mężczyzna z niezadowoleniem, kręcącą głową z niedowierzania. Ten uczeń i jeszcze kilku innych było zmorą tej szkoły.
- Skoro sensei prosi – Shou wzruszył ramionami, opierając policzek o zimną szybę. Tora prychnął w otwartą gazetę, starając się nie wybuchnąć niekontrolowanym śmiechem. Uratowało go głośne otwieranie drzwi.
Na progu stał chłopak, którego widział pierwszy raz na oczy jako, że ich szkoła nie była wielka. Znał tu wszystkich. Chłopak zmierzwił włosy jedną ręką, w drugiej zaś trzymał białą kopertę. Na ramieniu miał zarzucany futerał na gitarę. Wyglądał jakby dopiero co wstał. Ziewając, rozejrzał się po klasie. Jak gdyby nigdy nic, jakby dwadzieścia par oczu wpatrujących się w niego jak człowieka-ufo było mu całkowicie obojętne. A może było? Nawet Shou przestał się skupiać na pięknie otaczającej go przyrodzie. W klasie zapanowała całkowita cisza, przerywana przez równy oddech śpiącego Sagi.
- Tu trwa lekcja – upomniał go zniecierpliwiony nauczyciel.
- Nie przeszkadzajcie sobie – powiedział nieznajomy specyficzną barwą głosu, zwracając wzrok na nauczyciela, który naprawdę nienawidził bezczelności.
- Ty przeszkadzasz – upomniał go po raz kolejny, nieco rozzłoszczonym tonem, który Tora znał tak bardzo dobrze. – Najpierw trzeba zapukać i czekać na zaproszenie, a dopiero później wchodzić – pouczył jak małe dziecko.- To nie stajnia, a szkoła dla pilnej młodzieży – przypomniał, a chłopak w tym momencie przewrócił oczyma.
- Wyjątkowo trudnej – mruknął do siebie.
- Mówiłeś coś? – zagrzmiał. Mimo, że był stary to słuch wyjątkowo dobry jak na swój wiek.
- Tak. To jest sobie wyjdę i zapukam – odparł. I faktycznie to zrobił. Wyszedł, zamknął drzwi, zapukał i wszedł z powrotem. Tora szczerzący się jak głupi, po prostu musiał to zrobić. Zdzielił czasopismem Sagę po głowie. W końcu ktoś miał odwagę sprzeciwić się, i to tak dotkliwie, temu staremu prychowi, że Amano był w siódmym niebie.
- Czego? – Saga był niezadowolony z tej pobudki. Szturchnął łokciem piórnik, leżący na krawędzi ławki. Spadł, rozsypując całą zawartości. Tym razem to on zwrócił na siebie uwagę. W końcu rozładował napiętą atmosferę.
- Omija cię najciekawsze – oznajmił Tora, puszczając oko do Shou, który uśmiechnął się do niego, podając do Nao liścik.
- Eh, nie widzę w tym nic ciekawego – westchnął cichutko, na co Tora wskazał mu palcem nowego, który w tym momencie kładł na biurku nauczyciela białą kopertę.
- To wszystko wyjaśni – powiedział tylko, ignorując wszystko inne.
- Doigra się – skwitował krótko Saga, zdając sobie sprawę co się święci. A właściwie czerwona od złości twarz nauczyciela mówiła sama za siebie.
- Biedka nie wie w co się pakuje – skwitował krótko Tora.
Nikt o zdrowych zmysłach nie naraża się ich wychowawcy, chyba, że naprawdę szybko chce się pożegnać ze swoją szkolną ławką. Chociaż właściwie robili to nagminnie, zawsze potrafili jakoś wykaraskać się z dosyć napiętych sytuacji. Nowy, niedoświadczony jest na całkowicie przegranej pozycji i nie ważne jak bardzo ma niewyparzony język. Im bardziej tym gorzej.
- Ale chętnie się dowie. – Jakby znikąd i tak nagle pojawił się przy nich, uśmiechając się z wymuszoną uprzejmością. – To należy od Ciebie – włożył w dłoń Sagi piórnik, który w tym właśnie momencie nie mógł wykrztusić nic błyskotliwego.
Czuł jak nagle serce przyśpieszyło tak szybko, że nawet temperatura jego ciała podskoczyła o klika stopni. Siedział i patrzył na nowego ucznia jak spektakl stulecia, nie zdając sobie sprawy, że usta rozwarły mu się lekko. Nim mruknął nowego już nie było przy nim. Oparł opiekuńczo gitarę o ścianę, zajmując wolne miejsce.


Tora, opierając się plecami o ścianę, wyciągnął z pomiętej paczki papierosa i włożył go sobie do ust. To było jedyne jego małe uzależnienie. Uśmiechnął się delikatnie, zaciągając się nim. Dym nakreślił kółeczka w powietrzu.
Wiatr delikatnie pieścił zarumienione policzki Sagi, który siedział na murku, pogrążony w delikatnym letargu. Tej dziwnej sytuacji do której dopuściło się jego serce i ciało nie był w żaden sposób pojąć.
Byli tylko we dwójkę. Nao pod pretekstem nawału prac domowych przesiadywał w szkolnej bibliotece, zaś Shou tylko z sobie znanych powodów, został zaproszony do pokoju nauczycielskiego. Saga i Tora jako przyjaciele zawsze dobrej wiary już obstawili zakłady czy wyjdzie z tego cało czy też nie.
Ich błogi spokój został nagle tak bardzo brutalnie przerwany i wyjątkowo nie przez szkolny dzwonek, a ciężkie tony gitary elektrycznej, które były w stanie wywiercić w ich głowach trwałe uszkodzenia. Obydwaj jak na komendę, zwrócili swoje spojrzenia w stronę hałasu. Nowy, a któżby inny, bez opamiętania błądził palcami po strunach, robiąc takiego zamętu wokół siebie, że głowa mała.
- Ej, ciszej! – krzyknął Tora, rzucając dogasającego papierosa na podłogę i przygniatając go butem. – Nie powinno nas tu być – dopominał, szturchając w ramię Sagę, który stanął jak oparzony.
- Chyba sobie pójdę – wymamrotał speszony, nie chcąc robić powtórki z rozrywki. Po kilku sekundach zniknął z oczu Torze, który westchnął. Czując, że jak zwykle wszystko zostawiają mu na głowię.
- Hej - machnął do niego ręką. Nowy nic, tylko patrzył na niego wielkimi oczyma, jak na kogoś, kto odwołał święta. - Amano Shinji, dla przyjaciół Tora – uśmiechnął się, poddając mu swoją dłoń.
- Ogata Hiroto, dla przyjaciół po prostu Hiroto – westchnął ciężko jakby nie chcąc zawierać nowych znajomości. Jak gdyby był pod presją rówieśnika. – A teraz skoro już się znamy, Amano-kun możesz sobie iść, ne? – zagadnął, nie dbając o uprzejmość. – Muszę poćwiczyć – dodał, wskazując na gitarę. Odwrócił się do niego plecami i znów zaczął grać, zostawiając zniesmaczonego Torę z tyłu.


Było grubo w południe. Lekcje dawno się skończyły, a szkoła świeciła pustkami. Jednak Hiroto miał świadomość, że powinien nadrobić swoje zaległości albo chociaż ich część. Za radą wychowawcy postanowił zwrócić się o pomoc do Nao, który na całe szczęście należał do koła naukowego i wedlug obliczenia powinien być jeszcze w szkole. Dlatego też Ogata przemierzał lewe skrzydło licealnego gmachu, zerkając do każdego napotkanego pomieszczenia. Ucieszył się nagle na widok perkusji, która jakby nie na miejscu zajmowała połowę pustej klasy, ostatniej na tym korytarzu. Wyglądała jakby ją tam włożył, bo nie wiedział za bardzo co z nią zrobić i jak wykorzystać. Hiroto to wiedział i to naprawdę doskonale. Prowadzony przez własne nogi, wlazł do klasy bez zaproszenia, nawet nie bacząc czy ktoś jest, czy nikogo nie ma w środku. Poszedł zauroczony do instrumentu, nie mogąc się na niego napatrzeć.
Hiroto był człowiekiem, który na pierwszym miejscu zawsze stawiał muzykę, niż nawet dobro własne, niż cokolwiek innego. Już dawno uświadomił sobie, że żyje dla muzyki, ona stała się całym jego światem, w którym żył. Celem, który pragnął i do którego dążył w każdej minucie swojego siedemnastoletniego jestestwa.
Wziął do ręki dwie pałeczki o identycznym wyglądzie i rozmiarze. Nie potrafił grać tak dobrze na perkusji jak na gitarze, na której grał od dobrych trzynastu lat. Odetchnął głęboko uderzając pierwsze nieregularne dźwięki. Muzyka grana przez niego nie była jakaś górnolotna, miała w sobie bardzo dużo niedociągnięć i niedoskonałości, ale Hiroto mało to obchodziło. Liczyło się tu i teraz.
Mógł stać tak naprawdę do samego ranka, calutką noc, wybijając te niezgrabne rytmy. Gdyby nie fakt, że ktoś go od samego wejścia obserwował. Po niecałych trzech minutach, które dla Hiroto były jak cała, wspaniała wieczność, przypomniał o swojej obecności, bijąc mu głośne brawa. Ogatę rozbudziło to spod ciężaru melodii i pierwszy raz odkąd przekroczył progi tej szkoły, był tak speszony.
- Naprawdę nieźle jak na kogoś kto rzadko ma styczność z perkusją – pochwalił go z głębokim uśmiechem brunet, zeskakując z parapetu, na którym siedział.
- Grasz – odgadnął Hiroto, odwzajemniając uśmiech.
- Mhm – przytaknął cicho. – Ale zachowaj to dla siebie, ok.? – zagadnął po chwili niezręcznego myślenia. Wyobrażał sobie, co by się działo, gdyby jego sekret, tak mały, wyszedł na światło dzienne.
- Dlaczego? – zdziwił się Ogata, tak prawdziwie, wbijając spojrzenie w plecy swojego rówieśnika. – Myślę, że to dobrze mieć swoje indywidualne pasje, chwalić się nimi i dzielić z innymi.
- Chyba, że wszyscy uważają cię za mola książkowego – westchnął cicho, odgarniając włosy z oczu.
- Nao, prawda? – zapytał po chwili. To zdecydowanie musiał być on. Niestety nie miał tak dobrej pamięci do twarzy i nie skojarzył go w pierwszym momencie, chociaż może powinien. Zwłaszcza, że dzielili ze sobą klasę.
- Hai – przytaknął. – Ogata Hiroto? – zapytał. Kto inny mógł to być? Zresztą rano zrobił takie show, że trudno było go pomylić z kimś całkowicie innym.
- Zgadza się – przytaknął. – Mógłbyś mi wyjaśnić to i owo z matmy?
- Jasne – zgodził się bez mrugnięcia. – Ale wiesz, nie tu i nie dziś. Jest już naprawdę późno – zerknął na zegarek. – I powinienem być już w drodze do domu – uśmiechnął się przepraszająco. Zawsze chętnie służył pomocą, a zwłaszcza tej trójce leniuchów.
- Więc do jutra – Hiroto uśmiechnął się, pokazując swój cały wiewiórczy zgryz. Pomachał mu i wesołym korkiem ruszył korytarzem do wyjścia, pogwizdując tylko w sobie znanym rytmie. Był naprawdę szczęśliwy ze swojego odkrycia.
- Do jutra.
Nao mógł się tylko domyślić, że Hiroto może namieszać naprawdę mocno.


Zapadł zmrok. Za oknami głębiła się ciemność. Wieczór był chłodny i pozbawiony gwiazd na granatowym, pochmurnym niebie. Zapowiadało się na deszcz, a może i nawet burzę. Hiroto nie znał się na takich rzeczach i nie oglądał porannej a nawet wieczornej pogody. Nie wiedział i nie zamierzał się nad tym zastanawiać. Wracał do domu w objęciach zimnej bryzy powietrza, starannie narzucił na swój szkolny mundurek ciepłą bluzę. Swoją jasną czuprynę, ułożoną w całkowitym nieładzie, zakrył kapturem. Zapomniał się, zresztą jak zwykle, grając do późna w parku, ale nie śpieszył się do pustych, czterech ścian. Zaciskając zamarzniętą dłoń na futerale, wszedł w ulicę, na której stały w równym rzędzie w kupie identyczne bloki mieszkalne. Wszedł do budynku ozdobionego dziewiątką, popychając ciężki drzwi. Nie były zamknięte. Ulżyło mu, bowiem zapomniał klucza.
Wspinał się po wysokich, stromych i licznych schodach. Na jego nieszczęście zamieszkiwał mieszkanie na piątym, ostatnim piętrze. Z lekką zadyszką był prawie u krańca swej podróży, gdy z delikatnie uchylonych drzwi sąsiedztwa usłyszał coś co przekroczyło jego najśmielsze oczekiwania.
Ostre rytmy basowej gitary tłumnie zapisującej się melodii, która miała w sobie tyle dzikości i agresji, wywołujące u Hiroto uczucia, których do końca sam nie był pewien. Coś na wzór cichego i krytego pożądania, a nawet przyjemności. Czysta ciekawość i chęć poznania swoich najskrytszych słabości, a czuł, że ta muzyka je odkryje, popchnęła go do tych wszystkich desperackich czynów. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że ich piętno zaowocuje w przyszłości.
Niesiony przez dziwne, zwierzęce instynkty, które nagle się w nim rozbudziły z tego niesamowitą siłą, której sam nie mógł wytłumaczyć racjonalnie i w sposób logiczny, kolejny raz wdarł się do całkowicie sobie nieznanego mieszkania, wiedziony dzikim rytmem, jakby najbardziej urodziwą przewodniczką na ziemi. Nie zdawał sobie sprawy, że wchodzi do jaskini lwa, że kładzie na swoje barki taką olbrzymią odpowiedzialność. Nie dbał o to. Szedł, słuchając i wyciskając z tej muzyki każdą najmniejszą nutkę. Ominął jeden pokój, wszedł do następnego, starając się nie wpaść na porozrzucane rzeczy na podłodze.
Jego oczom całe metr siedemdziesiąt pięć wzrostu. Był to widok, który skruszył jego serce i niewytłumaczalnie pociągał jakimś niezdrowymi, całkowicie odmiennymi uczuciami. Po sylwetce poznał, że to na pewno mężczyzna. Wiek nie miał najmniejszego znaczenia. Jego włosy w nieładzie opadały na smukłe ramiona. Grał tak pięknie, wykonując przy tym tyle obscenicznych ruchów Tyłek miał zgrabny jak mało, która dziewczyna, którą Hiroto poznał. Za tą myśl starał się skarcić samego siebie w myślach, ale uczucia, które nim zawładnęły były silniejsze od niego. Nie znając samego siebie od tej strony, chciałoby się rzec co ta muzyka robi z ludźmi, po cichu, delikatnie oplótł go ramionami, błądząc dłońmi do długich palców, które z dzieciną łatwością i precyzją pociągały za struny. Teraz i on był częścią tej niesamowitej melodii, wspomagając silne palce mężczyzny. Grali tak razem przed naprawdę dłuższą chwilę, a mężczyzna wydawał się nawet nie zauważyć jego osoby, zakłócającej mu spokój. Poruszali się w jednym, zawiłym tańcu dwóch ciał. I żaden nie chciał przerywać. Wręcz przeciwnie. Hiroto dużo niższy, stanął na palcach, kładąc podbródek na ramieniu mężczyzny. Zamknął oczy, oddając mu się całkowicie. To on prowadził w tym momencie i Ogata nie miał zamiaru się przed tym bronić.
- Grasz na basie? – zapytał po chwili basista, przerywając grę. Zaplatał palce swojej prawej dłoni, w palce prawej dłoni Hiroto, który poczuł jak przez jego całe ciało przechodzi niewytłumaczalny, podnoszący ciśnienie dreszcz.
- Ani trochę – wyszeptał prawie do jego ucha, głos miał nieco piskliwy.
- To widać – przyznał, odkładając gitarę na podłogę. Czuł delikatny oddech na swoim karku i walące serce w piersi. Znów to samo uczucie, które nim zawładnęło bez reszty. Na pełnych ustach Sagi pojawił się delikatny uśmiech. Byli sam na sam. Tylko oni, we dwoje. Mógł to wykorzystać i nikt się nie dowie.
Odwrócił do siebie chłopaka jak szmacianą lalkę. Nie dość, że był mniejszy, to wydawał się jeszcze taki kruchy i delikatny. Saga poczuł mimo wszystko przewagę i władzę, a lubił przewagę. Poznał go niemal od razu po zapachu, głosie, a teraz i wyglądzie. Jego sylwetka byłą oświetlona przez jasny księżyc, który wyszedł zza ciężkich, ołowianych chmur. Saga potrafił wykorzystywać sytuację. Był w tym naprawdę dobry.
Hiroto po chwili również go rozpoznał. Wydawał się być kimś innym niż wówczas, gdy zobaczył go po raz pierwszy czy nawet drugi. Jakby piękniejszy, doskonalszy jak wszystkie siedem cudów świata razem wziętych. Ogata zapomniał o całym świecie. Ten chłopak przyćmił wszystko. Jego powściągliwa twarz emanowała niesamowitym blaskiem, jak gdyby był osobą nie z tej ziemi. Piękną, ale i tak okrutną. Nie widząc czemu, mimo wszystko, bał się tego uczucia.
Ich twarze były tak blisko. Stykali się nosami. Wpatrywali się w swoje oczy tak intensywnie, jakby cały świat się dla nich nie liczył, z niespotykanym zaciekawieniem. Jakby byli ostatnimi ludźmi na ziemi. Z nieukrywaną fascynacją badali każdy zakamarek swoich twarzy. Czuli swoje ciepłe oddechy tak doskonale jak ten niedoskonały świat.
Saga wykonał pierwszy ruch, który zdecydował o całej nocy. Przysunął się jeszcze bardziej jeśli to w ogóle możliwe, ale jak widać dla chcącego nic trudnego. Dłonią założył zabłąkany kosmyk włosów za ucho Hiroto i delikatnie przejechał ustami po jego zimnym policzku, który zapiekł i zaczerwienił się do tego ciepła. Ogata nie mógł powstrzymać cichutkiego, głuchego jęku, który niekontrolowanie wydał się z jego ust. Saga nie rezygnował, jeszcze bardziej zachęcony. Zdjął jego bluzę, wyrzucając ją gdzieś w kąt. Delikatnie i dokładnie badając ustami jego szyję. Hiroto wygiął się lekko, pozwalając mu na to wszystko. Rozluźnił mu krawat szkolnego mundurka i sam delikatnie zaczął przesuwać dłońmi po jego zgrabnie wyrzeźbionej sylwetce, zjeżdżając oraz niżej. Nie był nowicjuszem, znał tą zabawę.
Saga nie będąc dłużnym, drżącymi dłońmi rozpiął mu pasek w spodniach i następnie rozporek. Hiroto rozpinał guziki jego koszuli szybko i zwinnie, całując delikatnie jego obojczyk. To był fetysz Sakamoto i był pod wrażeniem, że Hiroto znalazł jego słaby punkt tak szybko. Zmusił go, aby zarzucił mu ręce na szyję i bezpiecznie położył go na dwuosobowym łóżku, w końcu jak pijawka, wpił się w jego usta. Obydwaj przestali myśleć o konsekwencjach swoich igraszek. Przecież żaden nie zajdzie w ciążę, chyba. Hiroto zaczął ssać jego dolną wargę, zdejmując górną część garderoby. Każdy najmniejszy dotyk Sagi rozpalał go tak namacalnie, niemal do czerwoności. Nie czuł już zimna, a ciepło ciała swojego kochanka na jedną noc.
- Niech to będzie nasza mała tajemnica.
Szepnął Saga, rozgrzewając ciało Hiroto ustami. Czuł ciepło i delikatność jego skóry pod swoimi palcami. Hiroto zaśmiał się cichutko. Ni to pod wpływem jego dotyku, który łaskotał jak cholera, ni to pod wpływem jego słów. Sam nie chciał, aby ktoś się dowiedział, że został rozdziewiczony w stosunku z innym mężczyzną, a był pewny, że tak będzie. Nie miał zamiaru przerywać. Nie dziś, nie tej chwili. Czuł się tak nagi po ciężarem ciała Sagi. Nie wiedział nawet, kiedy chłopak pozbył się wszystkich jego ubrań. Byli całkowicie nadzy, rozgrzani.
Saga przyjął to nie tylko jako potwierdzenie, ale zachęta na jeszcze więcej. Wszedł w niego delikatnie, w akompaniamencie jego jęków. Był naprawdę bardzo spięty, a Saga jak mógł najlepiej, starał się rozładować to napięcie. Ich ciała ugięły się pod ciężarem rokoszy, a oddechy ucichły przez dźwięk fizycznego spełnienia. Była to najdłuższa noc w ich życiu.
Nazajutrz Hiroto, odzyskał świadomość jako pierwszy. Czując zapach ich ciał, uwolnił się jakimś cudem od żarnego uścisku Sagi i wyślizgnął się z łóżka. Myślał, aby wziąć prysznic i zmyć z siebie piętno stosunku, ale to mogło trwać trochę za długo. Nie chciał obudzić kochanka na jedną noc, nie chciał z nim zostać i pobyć na trochę dużej. Emocje z nocy zdecydowanie opadły. Przynajmniej dla niego. Doprowadził się do względnego porządku, czując ból wczorajszej nocy. Nie zdawał sobie sprawy, że ból może być tak bardzo przyjemny, a jednocześnie tak bardzo okrutny i bolesny, nie mógł tego wytłumaczyć w racjonalny sposób. Złożył na ustach Sagi ostatni pocałunek i zniknął w blasku pierwszych promieni słońca, zalewających mieszkanie.


Saga czuł się jak zaszczuty. Pierwszy raz czuł do kogoś coś tak niesamowitego. To nieziemskie, boskie uczucie wypełniło jego całego. Zawładnęło każdą komórką jego ciała. Jednakże Hiroto zniknął nagle, bez jakichkolwiek słów. W blasku uczuć, dźwięku ich języków nie było żadnego fałszu, wiec dlaczego? Nie dawał znaku życia od pięciu dni, nikt, a tym bardziej Saga, nie wiedział gdzie go szukać. Nikt go nie widział. To czekanie było tak bardzo wyczerpujące. Czuł się jakby został wykorzystany, ale przecież to on go wykorzystał. W jego głowie kłębiło się tyle różnych nieprzewidywalnych myśli. Bał się ich, tak jak tego uczucia. Bał się jak żywy trup i nie chciał się dzielić z tym swoimi przyjaciółmi, którzy nie są ślepi, zauważyli. Gdyby go wyśmiali, gdyby go odrzucili, jego iluzja rozbiłaby się jak kruche szkło, jak wiotkie ciało Hiroto tamtej nocy.
- Hiroto, zjedz z nami!
Słysząc te słowa był w całkowitym otępieniu. Wydawało mu się, że się przesłyszał, że to wszystko dzieje się w na niego jego świadomości. To jednak nie był sen. Tylko najprawdziwszy Ogata Hiroto stał przez chwilę, uśmiechając się właśnie do niego. Prowokował w taki sposób, że Sadze niewiele brakowało, aby podejść i zaspokoić swoje chore pragnienia, ambicje. Uświadomił sobie, że pragnął jego ciała, jęków i tego wszystkiego, co dał mu tej pamiętnej nocy. Chciał jego całego. Nie było odwrotu. Wykonał pierwszy ruch, a Hiroto rzucił kostką. Niebezpieczna gra zaczęła się właśnie teraz. Niebezpieczna lepka sieć pająka owinęła się wokół jego ciała…
Patrząc na to wszystko z boku i z dystansu, Hiroto nigdy nawet przez myśl by nie przeszło, że ta czwórka mogła być przyjaciółmi. Jednak zaproszenie przyjął ze szczerym i głębokim zainteresowaniem. W końcu ktoś nadal został pod jego wpływem. Hiroto lubił grać, zwłaszcza, kiedy on rozdawał karty.
Powrót do góry Go down
http://kancchan.livejournal.com/
Tsubuku
Organizator J-rock Festival


Liczba postów : 300
Join date : 27/07/2011
Age : 19
Skąd : Warszawa.

PisanieTemat: Re: Król zamieszania   Sro Paź 26, 2011 11:59 pm

Z góry przepraszam, jeśli mój komentarz Cię urazi, albo jest zbyt ostry...

No, to przeczytaniu, zabieram się do komentowania...
Cytat :
Kahara Kazamata - Shou
Nie mam pojęcia, skąd brałaś informacje o prawdziwym imieniu i nazwisku Shou, ale przyznam się szczerze, że gdy je przeczytałam, wybuchnęłam śmiechem. Shou nazywa się Kohara Kazamasa (była też wersja, że Ohara, nie Kohara, ale generalnie przyjęte jest Kohara ;D)

Cytat :
Właściwie to od nie dawna dziewczyny zaczęły się wdzięczyć same bez żadnego wysiłku.
Od niedawna.

Cytat :
Hiroto pojawił się w ich życiu tak nagle, jak nagle wstaje brzask.
Nie sądze, żeby słońce wschodziło nagle. Nie jest to wcale taki krótki proces, najpierw niebo się rozjaśnia, ale słońca jeszcze nie widać, wstaje powoli. Gdyby to był nagły proces, trwałby dużo krócej, w mgnieniu oka słońce pojawiałoby się jaśniejące na niebie.

Cytat :
- Kahara Kazamata – westchnął nauczyciel, spoglądając znad dziennika, gdy nie doczekał się na odpowiedź albo chociażby zwykłego pomrukiwania.
Gdy nie doczekał się odpowiedzi?

Cytat :
Na ramieniu miał zarzucany futerał na gitarę.
Zarzucony.

Cytat :
Tora szczerzący się jak głupi, po prostu musiał to zrobić.
Chyba... Szczerzył się jak głupi, albo wyszczerzył się jak głupi[b]. Szczerzący się po prostu tutaj nie pasuje.

Cytat :
To było jedyne jego małe uzależnienie.
Tutaj nie ma żadnego błędu, ale... PALENIE MAŁYM NAŁOGIEM?!?!? XD

Cytat :
Nie potrafił grać tak dobrze na perkusji jak na gitarze, na której grał od dobrych trzynastu lat.
Powtórzenie wyrazu [b]grał
.

Cytat :
- Grasz – odgadnął Hiroto, odwzajemniając uśmiech.
Brak pytajnika.

Cytat :
Za oknami głębiła się ciemność.
Nie wiem, czy ciemność może się głębić, ale jakoś mi to nie pasuje.

Cytat :
Zaciskając zamarzniętą dłoń na futerale, wszedł w ulicę, na której stały w równym rzędzie w kupie identyczne bloki mieszkalne.

Już wyobrażam sobie zamarzniętą na lód rękę Hiroto, w śmiertelnych konwulsjach zaciśniętą na futerale z gitarą...

Cytat :
Grał tak pięknie, wykonując przy tym tyle obscenicznych ruchów Tyłek miał zgrabny jak mało, która dziewczyna, którą Hiroto poznał.
Tutaj zastanawiałam się kilka minut, zanim się spostrzegłam, że nie ma kropki...

Cytat :
- Ani trochę – wyszeptał prawie do jego ucha, głos miał nieco piskliwy.
Znaczy, że Hiroto nie miał jeszcze mutacji?

Cytat :
Jego powściągliwa twarz emanowała niesamowitym blaskiem, jak gdyby był osobą nie z tej ziemi.
Twarz nie może być powściagliwa. Zachowanie, owszem. Twarz jest pociągła jeśli już.

Cytat :
Przecież żaden nie zajdzie w ciążę, chyba.
To zdanie miało chyba na celu wprowadzić do całego opowiadania trochę komizmu, ale... wyszło to raczej, jakbyś się pytała czytelnika, czy faceci mogą zachodzić w ciążę.

Cytat :
Nie zdawał sobie sprawy, że ból może być tak bardzo przyjemny, a jednocześnie tak bardzo okrutny i bolesny, nie mógł tego wytłumaczyć w racjonalny sposób.
Bolesny ból?

Na koniec dodam jeszcze, że lubię wszystkie ficki wzorowane na PVce Shunkashuutou, mam słabość do niego, ponieważ była to moja pierwsza piosenka Alice Nine. Trochę mnie zdziwiło ich zachowanie, najpierw Saga zachowywał się niewinnie i infantylnie, to Hiroto był tym pewnym siebie, bezczelnym typem. Później role się odwóciły, to trochę namieszało mi w głowie. No i to, że Saga przeleciał Hiroto, po tym, jak ten wlazł mu bezczelnie do mieszkania. Ale to w końcu Saga...
Powrót do góry Go down
Kanako
Stały gość na afterparty


Liczba postów : 101
Join date : 26/10/2011
Age : 23
Skąd : Kioto

PisanieTemat: Re: Król zamieszania   Czw Paź 27, 2011 5:05 pm

Ja spotkałam się z wieloma wersjami i właściwie to był dla mnie zagadka i wielki MiszMasz, dlatego bardzo dziękuję za oświecenie. Zapamiętam sobie XD

Bardzo dziękuję za wytknięcie wszystkich błędów. W końcu będę mieć co poprawiać. Ari ;*

Shunkashuutou zawsze będę miło wspominać. Piosenka wpadła mi w ucho od razu, a gdy zobaczyłam teledysk po prostu wszystko było ode mnie silniejsze i musiałam to oczywiście przetłumaczyć itp XDD
Powrót do góry Go down
http://kancchan.livejournal.com/
Aguś
Pogo napierdalacz


Liczba postów : 68
Join date : 04/10/2011
Age : 23
Skąd : Łódź

PisanieTemat: Re: Król zamieszania   Sob Lis 05, 2011 9:11 pm

Umm.... skoro Tsubuku wymieniła błędy, które i mnie wpadły w oko, to zostamie mi tylko wyrazić swój zachwyt.
Jest Saga - jest sex - czyli to co Aguś kocha najbardziej^^ [Sagę w sensie xD]. Mimo iż moim faworytem jest ToraSaga, no ewentualnie SagaNao... tak ten fik czytało się lekko i nie sposób było się nie uśmiechnąć Happy Pocieszne takie i słodkie, i ogólnie takie awww *_*.
Momentami gubiłam się w tekście, po prostu nie wiedziałam o co chodzi - podobnie w samej końcówce *przeczytała 5 razy i nadal ma kłopot ze zrozumieniem co i jak*

Cytat :
Przecież żaden nie zajdzie w ciążę, chyba.
Mnie się tam podoba! I od razu banan na twarzy <3

Tsubuku napisał:
Nie jest to wcale taki krótki proces, najpierw niebo się rozjaśnia, ale słońca jeszcze nie widać, wstaje powoli.
Na tak różowo się rozjaśnia - tak dziewczęco... brrr.... właśnie dlaczego na różowo? ;>
Powrót do góry Go down
Tsubuku
Organizator J-rock Festival


Liczba postów : 300
Join date : 27/07/2011
Age : 19
Skąd : Warszawa.

PisanieTemat: Re: Król zamieszania   Sob Lis 05, 2011 9:57 pm

Cytat :
Na tak różowo się rozjaśnia - tak dziewczęco... brrr.... właśnie dlaczego na różowo? ;>

Bo słońce jest homo i lubi odziewać się w różowe, zwiewne ciuszki. XD
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Król zamieszania   Today at 11:04 pm

Powrót do góry Go down
 
Król zamieszania
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
J-slash :: FanFiction :: NC-18-
Skocz do: