IndeksIndeks  FAQFAQ  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [M] 388859

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Kanako
Stały gość na afterparty


Liczba postów : 101
Join date : 26/10/2011
Age : 23
Skąd : Kioto

PisanieTemat: [M] 388859   Nie Lut 05, 2012 7:30 pm

Tytuł: 388859
Pairing: Nao/Isshi
Gatunek: angst
Rodzaj: one-shot
Ostrzeżenia: alkohol, krew, samobójstwo.
Notka autorska: 388859 - po wyklepaniu tych cyferek na klawiaturze japońskiego telefonu otrzymujemy słowo 'sayonara'.
Beta: adawinry



Było wczesne popołudnie, a zimno jak diabli. Było ponad dwadzieścia stopniu mrozu, a jak na stolicę Japonii to dosyć sporo. Nikt o zdrowych zmysłach nie wychodziłby z domu, ale on, przedzierając się przez śnieg, ignorował mróz szczypiący go w nos, czy zimny wiatr owiewający jego policzki. W dłoni kurczowo ściskał białe lilie, dbając bardziej o nie, niż o swoje zdrowie.
Długie, brązowe włosy upadały niedbale na jego ramiona, ale przy jego delikatnych, niemalże kobiecych rysach, śmiało można było go pomylić z dziewczyną. Bramka przywitała go ze złowrogim skrzypnięciem. Nie lubił tego dźwięku, ale zawsze towarzyszył mu, gdy przekraczał próg cmentarza. I zdążył już do tego przywyknąć. Drogę znał niemalże na pamięć, mógł ją przekroczyć z zamkniętymi oczami, ale jednak dziś musiał uważać, aby nie wywinąć orła na lodzie.
Każdy grób wyglądał niemalże identycznie i różnił się tylko i wyłącznie imieniem i nazwiskiem. Przychodził tu ciągle i ciągle, co tydzień, w każdą sobotę nie spuszczał wzorku z wyrzeźbionego w płycie, już nieco zniszczonego przez czas, napisu „Shinohara Hitoshi”. Złożył tam kwiaty, zawsze lilie. Isshi uwielbiał lilie, a Naoki nie miał zamiaru zabierać mu tej przyjemności.
- Isshi, to ostatni raz… - wyszeptał, a po policzku pociekły mu łzy. – Już nigdy tu nie przyjdę, obiecuję.
Płatki śniegu zaczęły sypać z nieba, tak jakby tańczyły tylko dla sobie znanej melodii.

*

Nao uparcie wpatrywał się w butelkę czerwonego wina, jakby chciał samym spojrzeniem zmusić ją do jakiegokolwiek ruchu. Złośliwy szkarłat był jak krople krwi, które strużką pociekły po jego dłoni i zmoczyły biały dywan. Ściskający go ból wymusił łzy, które pociekły po jego bladych policzkach. Ale on nadal molestował wzorkiem tę butelkę, której zawartość już po chwili wlał sobie do gardła.
Tych osiem liter, które nie mogły zostać wypowiedziane tamtego dnia zastygły w powietrzu. Skierował swoje marne oblicze w kierunku okna. Noc była ciemna tak jak on sam, jak jego serce. Nie mógł wyrazić swoich uczuć w żaden sposób. Była czwarta nad ranem. Delikatna srebrzysta poświata księżyca oświetlała ciemny pokój, a on śmiał się jak wariat, która stracił zmysły. Zgasły On przejmował jego umysł, kruszył to wszystko, co starał się budować przez ten niespełna rok – milczenie. Rok temu stali obaj w blasku tego przeklętego księżyca, śmiali się z głupich żartów i rozmawiali. A teraz pozostały ślady tylko i wyłącznie jednej osoby.
Przez tych osiem liter nie mógł zasnąć i wyzbyć się uczucia, że nigdy nic tak naprawdę o Nim nie wiedział. Wiara sprawiła, że upadł. A jeszcze rok temu podczas bezsennych nocy, patrzył na śpiącego Jego i przyglądał się z uśmiechem tej spokojnej twarzy. Jego nieskrywane oczy pełne życia dawały mu odwagi na nowe dni. Ale przez te osiem liter zmieniły się w kłamstwo. Te wszystkie tajemnice zaczęły się na siebie nakładać. Te oczy tętniące życiem zniknęły, bo Go już nie ma.
Mieli zwyczaj mówienie sobie szczerze, co chcą na urodziny, a jedynie czego Nao teraz chciał, to kilka butelek taniego wina i był urządzony na całą noc. Zaiste, w pokoju unosił się mocny aromat alkoholu, zmieszany z potem, zapachem krwi i tytoniu. Zaśmiał się cicho na swoje wspomnienia jak dziecko. Uniósł do góry kieliszek jakby w toaście, wymamrotał kilka niewyraźnych słów i wypił płyn duszkiem.
Wspomnienia z ich ostatniego dnia przemykały mu jak przez palce. Byli w wesołym miasteczku, a w drodze powrotnej Nao zasnął całkowicie wyczerpany, ale szczęśliwy. Ale to wszystko zniknęło jak iluzja…
Cichy hałas przeszył powietrze, przełamując ciszę. Żyletka ubrudzona krwią upadła na podłogę. To bolało kolejny raz. Kawałki zniekształconej prawdy wmawiały kłamstwa. Nie mogli już wrócić, ba!, nie mieli do czego wracać. Wszystkie słowa, które wypowiedział i które ukrywał za fałszywym uśmiechem, był jak największy wróg. Chciał z tym skończyć.
Tych kilka prostych liter…
- Kocham Cię… - wyszeptał, jakby karmiąc się złudzeniem. Wydawało mu się, że Jego dłonie, błądzą po drżącym ciele, delikatne usta ukochanego muskają sine wargi Nao. - Szczęśliwego, Yamada, szczęśliwego – wybełkotał przez zaciśnięte usta. Przymknął oczy.
Czuł się tak, jakby z wszystkich czterech stron świata otaczała go ciemność. Jakby ktoś zasunął na niego kotarę i nie umożliwił ucieczkę. Zaczął dusić się powietrzem. Otwierał i zamykał usta jak ryba wyciągnięta z wody. I po chwili cichy szept łagodnie wypełnił jego uszy niczym najwspanialsza melodia. Wiedział, jak się to skończy…
- Isshi… - Wypowiedział jego imię, z malującym się grymasem bólu na twarzy. – Isshi… - wyszeptał znów i znów. Powtarzał to imię jak mantrę. Ciągle i ciągle.
Isshi, Isshi, Isshi…

*

Nadeszła wiosna, która nie oszczędzała swoich łez. A Nao miał wrażenie jakby to niebo płakało razem z nim. Świat utracił coś nie zastąpionego, kogoś… Jadąc w pociągu, który zmierzał, właściwie on sam nie miał pojęcia dokąd. Będąc w tym bezimiennym pociągu, patrzył przez okno, na szybko przemijający przed jego oczyma świat. Widząc te wszystkie różnokolorowe parasole, wymieszane ze sobą w kolorach, miał nadzieję, że zamiast tego zmieniającego się świata zobaczy Go. Ale dzień po dniu te wszystkie wspomnienia były coraz bledsze, znikały, tak jak ten park, którym kiedyś razem szli.
Stacja, do której zmierzał była Nim, pragnął znów uchwycić jego ciepło. Nie potrzebował nigdy nic więcej za wyjątkiem Jego. Ale nagle zdał sobie sprawę, że ten deszcz zmienił się w najprawdziwszą tęczę. A niebieski ptak poderwał się do lotu. Tych osiem liter brzmiało jak sayonara.


Niebieski ptak w mitologii to symbol szczęścia, sayonara to pożegnanie.
Powrót do góry Go down
http://kancchan.livejournal.com/
 
[M] 388859
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
J-slash :: FanFiction :: PG-15-
Skocz do: