IndeksIndeks  FAQFAQ  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [M] List

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Shadow
Edytor Pogrzebowy


Liczba postów : 679
Join date : 11/03/2010
Age : 23
Skąd : Chełm / Warszawa

PisanieTemat: [M] List   Sro Wrz 12, 2012 1:17 am

Tak mi jakoś łyso, jak tutaj nie wstawiam, więc chociaż forum nie przejawia zbytniej aktywności, zrobię to ^ ^"

Tytuł: List
Pairing: Kamijo x Kaya (Versailles/solo)
Rodzaj: Romans? ~.~
Słów: 7140
Ostrzeżenia: PG
Beta: Hiroki
Komentarz: Oficjalnie wznoszę toast imieninowym szampanem mojej mamy za pierwszy od ośmiu (a nawet dziewięciu, jeśli liczyć publikacje) miesięcy fick! 8DD Pominę wyjaśnienia, czemu taka przerwa była. Najważniejsze, że wreszcie mam co opublikować i z samego tego faktu bardzo jestem szczęśliwa... Nie są to raczej szczyty mojej formy, ale pewnie potrzebuję czasu, by do nich dotrzeć. Liczę, że od tej pory znowu będę pisała regularnie. Ten twór jest dość prosty i momentami może mogłabym jeszcze to i tamto poprawić, ale... Mniejsza. Chciałabym zadedykować go wszystkim, którzy przez te dziewięć miesięcy o mnie pamiętali, o nowe ficki pytali i moim wysiłkom kibicowali. Dziękuję <3
~~

Jak zawsze późnym wieczorem, już jakąś godzinę po tym, jak wszyscy porozchodzili się do siebie, hotelowy korytarz pogrążony jest w kompletnej ciszy. Pukanie do drzwi wydaje się w związku z tym dobrze słyszalne nawet w sąsiednich pokojach, ale, co jest inne niż zazwyczaj, odpowiada mu na nie tylko taka sama, niezmącona cisza po drugiej stronie. Nie, żeby Kamijo specjalnie się tego dzisiaj nie spodziewał; nie zraża się zatem i próbuje jeszcze raz i drugi, trzeci już trochę głośniej i dobitniej, jakby dając do zrozumienia, że nie ma zamiaru łatwo odpuścić. I to na nic się jednak zdaje. W końcu stwierdza, że swoją obecność zaznaczył już wystarczająco, by po prostu nacisnąć klamkę – nie spodziewa się może po tym za wiele, ale ku jego miłemu zaskoczeniu, drzwi ustępują zupełnie tak, jak zawsze. Bez chwili zbędnego wahania przestępuje więc próg i zamyka je za sobą, próbując przyzwyczaić oczy do nieprzeniknionej ciemności wewnątrz pokoju.
- Kaya…? – szepcze, nie tyle oczekując odpowiedzi, co próbując jakoś zlokalizować młodszego wokalistę. Udaje się to jednak dopiero, gdy na oślep przemieszcza się do okna i odsłania nieco rolety, wpuszczając do środka trochę pomarańczowego światła latarni na parkingu hotelu. To rzuca słaby blask na sylwetkę leżącą na łóżku, która w odpowiedzi niechętnie osłania oczy przedramieniem, zdradzając przy okazji, że wcale nie śpi. Nadal jednak milczy, więc Kamijo odzywa się ponownie z pierwszą rzeczową w danej sytuacji uwagą – mogłeś zejść przynajmniej na kolację, tak będziesz głodować do rana.
- Nie jestem głodny – dopiero po paru sekundach odpowiada cichy, zmęczony głos spod przedramienia.
- Do czasu – dopowiada starszy, siadając na dywanie przy jego łóżku. – I co, masz zamiar leżeć tak w ubraniu całą noc?
- Jestem u siebie, więc chyba mogę – słyszy odpowiedź, tym razem okraszoną nutą irytacji. – I chcę być sam – dodaje Kaya po chwili, unosząc lekko ramię, żeby spojrzeć na niego wymownie.
- A nie wolałbyś zamiast tego powiedzieć, co się stało, że tak zawalił ci się humor?
- Nie wolałbym.
- Rozumiem. – Kiwa głową Kamijo. – Więc chcesz powiedzieć, że naprawdę niczego nie potrzebujesz?
- No przecież mówię, że po prostu chcę zostać sam. – Wzdycha z dezaprobatą, w końcu opuszczając obie ręce na pościel. – Nie mam ochoty z nikim teraz rozmawiać. Mam chyba prawo do odrobiny spokoju, przynajmniej w nocy.
- Wreszcie złożona odpowiedź – uśmiecha się Kamijo, jakby osiągnął swój cel. – Wcześniej nie przeszkadzało ci moje towarzystwo o tej porze. I drzwi znowu zostawiłeś otwarte.
Kaya patrzy na niego przez chwilę, jakby nie wiedział, czy się zdenerwować czy nie. W końcu wzdycha ponownie, tym razem ze znużeniem.
- Naprawdę nic mi nie jest. Rozumiesz? – Przetacza się na bok i dodaje głosem przytłumionym przez poduszkę. – Po prostu mam taki nastrój, że chcę poleżeć i pomyśleć, zamiast siedzieć i rozmawiać.
- Dobrze. W takim razie poleżę z tobą – oznajmia Kamijo pogodnie i nie czekając na reakcję przechodzi do czynów, bez pytania wspinając się na jego łóżko, by zaraz ułożyć za jego plecami. Uwzględniając fakt, że spędzili już w ten sposób kilka nocy, leżąc i rozmawiając, nie wydaje się to szczególnie bezczelne. Kayi zostaje potrząsnąć głową z dezaprobatą.
- Jesteś okropny – mówi z żalem. – Po prostu nie do zniesienia.
- Wytrzymaj jeszcze trzy dni do końca trasy, potem nie będę cię już nachodził – odpowiada, nie przestając się uśmiechać. Zbiera w dłonie swoje długie włosy i odrzuca je do tyłu, by nie przeszkadzały, po czym opiera lekko głowę o jego ramię. – Możesz wrócić do swoich rozmyślań – dodaje, przymykając oczy. – Od tej pory milczę, jakby mnie tu nie było.
Dałby sobie rękę uciąć, że może spokojnie to powiedzieć. Nie znają się może najdłużej, bo jakoś bliżej dopiero od niespełna roku, ale na tyle, na ile Kayę zna, wie, że nie jest on w stanie zbyt długo milczeć, bez względu na to, jak kryzysowa jest sytuacja.
Nie myli się. Mija dziesięć, może piętnaście minut, nim łóżko skrzypi pod do tej pory nieruchomym jak posąg młodszym wokalistą, teraz właśnie odwracającym się z powrotem na plecy, a milczenie przerywa jego głos.
- Nie rozumiem – mówi tonem, jakby przez cały czas zastanawiał się tylko nad jednym i w końcu musiał o to spytać – jak to się dzieje, że wszystko, co mówię, spływa po tobie jak po kaczce, chociaż kto inny poszedłby sobie już trzy razy?
- Bo jestem uparty i cię lubię? – uśmiecha się Kamijo, unosząc głowę znad jego ramienia, by na niego spojrzeć. – Nawet, kiedy robisz mi na przekór i próbujesz być wyjątkowo nie do lubienia.
- Może robienie na przekór to jakaś metoda na niektórych ludzi – stwierdza Kaya w zamyśleniu. – Bo jak starasz się być dla nich jak najlepszy, zaraz się tobą nudzą. – W jego głosie brzmi wyraźna gorycz, którą Kamijo natychmiast zauważa.
- Ktoś sprawił ci przykrość? – pyta ze współczuciem, wyciągając jedną rękę, żeby go objąć.
- To nie jest żadna świeża sprawa, nie przejmuj się. – Pozwala mu przysunąć się bliżej na tyle, by mógł oprzeć policzek o jego ramię, jednak wydaje się dziwnie spięty.
- Widać wystarczająco, skoro jesteś taki przybity – zauważa Kamijo logicznie, przesuwając jedną dłonią po jego włosach.
- To tak bardziej ogólnie – mówi niepewnie, po czym nagle wysuwa się spod jego ręki i siada na łóżku, niespokojny. – Słuchaj – mówi, nie odwracając się do niego. – Możesz coś dla mnie zrobić? Skoro już przyszedłeś i nie chcesz sobie pójść.
- Co tylko chcesz – odpowiada Kamijo bez wahania, obserwując go z poduszki.
- Możemy gdzieś pójść? – Ogląda się na okno. – Wiem, że jest trochę późno, ale hotel chyba nie jest zamykany na noc i jeśli będziemy cicho, uda nam się wymknąć.
- Ale gdzie chcesz iść? – Starszy marszczy brwi, unosząc się na łokciach. – Nie znam tego miasta i ty chyba też?
- To bez znaczenia. Po prostu chodźmy się przejść gdzieś niedaleko, obojętnie gdzie. Czuję, że muszę wyjść. Potrzebuję ruchu i świeżego powietrza. – Wstaje z łóżka, dopiero teraz patrząc znów na niego. – Nie zmuszaj mnie, żebym cię prosił.
- No, skoro tak bardzo chcesz, możemy zrobić sobie nocny spacer. – Coś sprawia, że patrząc mu w oczy, Kamijo nie umie zaprotestować ani dalej pytać. Siada na łóżku, przeciągając się i tłumiąc ziewnięcie. – Byle nie za długi, bo teoretycznie nie powinniśmy łazić po obcym mieście zamiast spać i nie za daleko, bo jeszcze się zgubimy. Pójdę po płaszcz, daj mi pięć minut.
- Dziękuję. – Pierwszy raz tego wieczoru Kaya się uśmiecha. – Odwdzięczę ci się jakoś.
- Zacznę o tym myśleć, jeśli na dworze jest mniej niż dziesięć stopni…

Parę minut później są już na dole, ubrani w grube późnojesienne płaszcze. W całym hotelu panuje cisza, tylko w recepcji pali się jeszcze światło, a czuwająca tam starsza kobieta czyta książkę, popijając coś z dużego kubka. Obrzuca ich krótkim spojrzeniem i odpowiada tym samym na ich skinięcia głową.
- Ale tu wszędzie cicho i pusto – mówi Kaya wciąż odrobinę ciszej, niż to konieczne, kiedy wychodzą na chodnik i idą w przypadkowo obranym kierunku. – W Tokio nigdy tak nie jest.
- Zależy od konkretnego miejsca, ale tu faktycznie nie widać śladu po nocnym życiu – odpowiada Kamijo.
- To dobrze. Chcę iść tylko na zwykły spacer. Chłodne powietrze czasem dobrze robi…
- Możemy rozmawiać o bzdurach jak zazwyczaj – mówi Kamijo, gdy po paru chwilach milczenia skręcają w inną alejkę, zostawiając hotel poza zasięgiem wzroku – ale możesz mi też powiedzieć, co takiego się stało.
Wzdycha lekko.
- Zawsze musisz wszystko wiedzieć? – pyta, jednak bez śladu pretensji w głosie, z czymś w rodzaju wstydu wbijając wzrok w chodnik.
- Nie wszystko i nie zawsze… Ale to chyba normalne, że zastanawiam się, co mogło się wydarzyć, że ktoś, komu uśmiech z twarzy nie schodzi i kto tak zaraża tym innych, jest dziś tak nieswój.
- Nikt nie uśmiecha się dwadzieścia cztery godziny na dobę i siedem dni w tygodniu. A czasem po całym dniu z uśmiechem na ustach najbardziej chce się w nocy płakać.
- To prawda. Dlatego chciałbym poznać całą prawdę, skoro już się przyjaźnimy i skoro w środku listopada wywlokłeś mnie z ciepłego hotelu na nocny spacer po obcym mieście. Oczywiście, nie to, że cię szantażuję…
Roześmiał się lekko.
- No dobrze. W sumie nie jest to wielka rzecz, którą trzeba byłoby ukrywać, stało się tylko coś głupiego… Otóż kiedy dzisiaj rano szukałem czegoś w walizce, znalazłem w jednej kieszeni stary list. Trochę dziwne miejsce na takowy, ale zaraz przypomniałem sobie któryś deszczowy weekend, kiedy jechałem odwiedzić rodziców z tą właśnie walizką i z tym listem do czytania w pociągu. W ten sposób musiał się uchować, chociaż miałem wyrzucić wszystkie co najmniej pół roku temu… To list od kogoś, o kim przynajmniej od tamtej pory miałem już nie myśleć. – Wzdycha, nim podejmuje po chwili – znalazł się jakby na złość, żebym musiał znowu go przeczytać. Wiesz, z perspektywy czasu i pewnych, hmm, późniejszych okoliczności, takie rzeczy miewają wyjątkową moc i to rzadko pozytywną. – Patrzy przed siebie nieco nieobecnym wzrokiem, jakby nie mówił już wcale do niego. – Kiedy czytasz taki stary list, przypominasz sobie wszystko, o czym chciałeś zapomnieć lub co przykryły negatywne emocje. Masz jak na dłoni swoje dawne nadzieje i plany, kiedy wszystko wydawało się tak pięknie układać, kiedy ktoś był dla ciebie tak dobry i kochający. Trochę wracasz w przeszłość, a przy tym cały czas masz wgląd we wszystko, co było później. Wiesz, jak to się skończy, jakbyś czytał pierwszy rozdział książki, znając jej tragiczne zakończenie. Wtedy wszystko, każde zdanie, brzmi inaczej. Te wyznania i obietnice wydają się okrutną kpiną po tym, co zostało z nich w praktyce, wszystko wydaje się niczym więcej, jak jakimś podłym żartem od losu, kiedy znowu czytasz o czymś, co miało trwać wiecznie, a stało się całkiem odwrotnie. To po prostu trudne, znowu przez to przechodzić…
- Rozumiem – kiwa głową Kamijo ze współczuciem, kiedy młodszy na parę chwil milknie. – Każdy czasem znajduje takie rzeczy, które przynoszą trochę za dużo wspomnień. Choć to trochę masochizm czytać stare miłosne listy…
- Chciałem tylko sprawdzić, jak bardzo już mi to obojętne.
- I okazało się, że mniej, niż byś chciał?
Zamyśla się na chwilę.
- Może to nie do końca tak? Było mi przykro, kiedy to czytałem, ale może wprawiło mnie w tak ponury nastrój po prostu to, że piękne chwile muszą mieć taki koniec. Nie zastanawiałeś się nigdy, ile takich rzeczy z dzisiaj wróci do ciebie jutro? Choćby nawet teraz. Może kiedyś nasze drogi się rozejdą, a ty przypadkiem wrócisz tu za dziesięć czy dwadzieścia lat i przypomnisz sobie tę noc, jak o tym rozmawialiśmy, jak dobrymi przyjaciółmi byliśmy i jak wszystko się skończyło? Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo dlaczego… I co cię w tym śmieszy? – pyta z lekką irytacją, słysząc jego nieudolnie stłumiony chichot.
- Nie to, że śmieszy, ale Kaya-chan, na tej zasadzie możesz żyć wyłącznie wspomnieniami i wpędzać się w depresję na nowo każdego dnia… To nie ma sensu i szkoda na to twojego pięknego młodego życia. Jeśli będziemy to kiedyś wspominać, to czy nie warto zadbać teraz, byśmy robili to z uśmiechem, nie żałując niczego? Żebyś mógł pomyśleć, że było, minęło, taka kolej rzeczy, ale najważniejsze, że ani dnia z tego nie zmarnowałeś… Na niepotrzebnym babraniu się w przeszłości, chociażby.
- Wiem, że masz rację. Chciałbym, żeby tak było… Po prostu czasem się tego boję.
Bezwiednie, jakby zaplanowali to wcześniej, zatrzymują się na środku mijanego mostu, opierając łokciami o jego barierkę i przez chwilę w milczeniu patrzą na widok przed sobą. Bliżej im nieznana, choć całkiem spora rzeka, płynie spokojnie w dole, woda jest tak samo czarna jak niebo w górze, a światła odległych budynków – dużo jaśniejszych, więc to tam musi być centrum – odbijają się i falują rozmazane na jej powierzchni.
- Teraz myślę, że może za mało uwagi poświęciłem tamtemu rozstaniu – mówi Kaya po dłuższej chwili. – Być może wiesz, jak to czasem jest w takich chwilach, kiedy coś takiego na ciebie spada, ale tak bardzo nie chcesz przez to przechodzić i znowu cierpieć, że odpychasz gdzieś na bok, że udajesz, że niczego nigdy nie było i nic się nie stało… Że wszystko staje ci się obojętne, jakby można było po prostu wyłączyć swoje uczucia i schować do szuflady jak niepotrzebną część. Prześlizgujesz się przez każdy kolejny dzień, rzucasz w wir bezsensownych zajęć, jakby były całą treścią twojego życia, byle ani chwili nie poświęcić bolesnym myślom, byle to nie stało się znowu prawdą. Na wieczór wypijasz tyle alkoholu, ile ci potrzeba, by szybko zasnąć, byle to wszystko nie miało czasu zacząć cię dręczyć, a od rana jeszcze raz wszystko od początku. Jakby każdy cios dało się przeczekać bez bólu i od każdego koszmaru odwrócić plecami. Muszę przyznać, że tak jest znacznie łatwiej… Ale może czasem po prostu trzeba swoje wycierpieć, żeby pójść dalej? Inaczej robi się z tego taka bardzo źle zagojona rana, która lubi otwierać się w najmniej odpowiednim momencie, w byle jakiej chwili słabości. Kiedy wydawało się, że przecież już wszystko jest w porządku…
Jakby na potwierdzenie tych słów, kiedy Kamijo na niego spogląda, jego policzki lśnią w świetle najbliższej latarni podobnie, jak rzeka blaskiem płynącym z miasta. Ociera je dłonią bardziej odruchowo niż świadomie, drugą wciąż zaciskając na brzegu barierki i nie odrywając wzroku od wody. I chyba w podobny sposób, bardziej odruchowo niż świadomie, starszy mężczyzna obejmuje go w tej chwili ramieniem i odwraca ku sobie, żeby przytulić bez słowa. Kaya odrywa dłoń od poręczy, żeby podobnie mocno chwycić od razu materiał jego płaszcza, a kiedy opiera podbródek na jego ramieniu, Kamijo słyszy przy uchu jego ciche westchnienie, któremu długo nie wtórują żadne słowa. Bez względu na różnicę wzrostu, przez którą musi się lekko pochylać, a młodszy wspiąć na palce, trwają tak o wiele dłużej, niż kiedykolwiek wcześniej w tych przyjacielskich uściskach, kiedy któryś z nich potrzebował pocieszenia, jakby nagle ciężko było im znaleźć moment odpowiedni na odsunięcie się – i jakby wcale go nawet nie szukali. Dopiero po dłuższej chwili Kaya decyduje się ukryć twarz w kołnierzu jego płaszcza, robiąc jeszcze mały krok bliżej, jakby nagle wokół zrobiło się zimniej. Starszy opiera policzek na jego włosach, oddychając resztką zapachu jego perfum i nieruchomo trzymając go przy sobie, z zamkniętymi oczami, jak gdyby na parę minut zatrzymał się czas.
Kiedy w końcu się od siebie odsuwają, dziękuje mu bez słowa, samym spojrzeniem.
- Możemy jeszcze trochę tu zostać? – pyta zamiast tego cicho. – Myślę, że akurat to chciałbym zapamiętać, nawet gdyby miało stać się przykre w jakimś późniejszym momencie…
- W takim razie chodźmy gdzieś usiąść – zgadza się Kamijo. – Tam są schody pod samą wodę.
Kaya kiwa głową i po chwili obaj schodzą już na dół po betonowych stopniach, ciągnących się całkiem spory kawałek brzegu. Zatrzymują się, by usiąść mniej więcej w ich połowie. Tu jest nieco ciemniej niż pod latarniami na górze, ale wciąż wystarczająco jasno, by widzieli siebie wyraźnie.
- Mam tylko nadzieję, że się nie przeziębimy – mówi Kamijo bardziej po to, by przerwać ciszę niż w jakimkolwiek innym celu. – Chłodno tutaj, a zwłaszcza ty niedawno przecież chorowałeś.
- Ja jesienią cały czas choruję, więc nie robi mi to różnicy. To mała cena – odpowiada z lekkim uśmiechem. – Stąd też jest ładny widok. Ciekawe, jak zimna jest woda?
- ,,Cholernie” to określenie zaspokajające twoją ciekawość?
Chichocze w odpowiedzi.
- Jak staliśmy na górze, zastanawiałem się, jaka to okropna śmierć się utopić, zwłaszcza w lodowatej wodzie – wyznaje potem. – Kiedyś myślałem, że to romantyczna droga samobójstwa, ale na dobrą sprawę to straszna męka.
- Myślałeś o topieniu się w rzece, kiedy cię przytulałem? – pyta Kamijo, odwracając się do niego, najwyraźniej tknięty zgrozą. – Zawsze myślisz o śmierci w takich chwilach?
- Nie, nie! – tym razem śmieje się głośniej. – Tylko wtedy przez chwilę sobie o tym przypomniałem, tak bez powodu. Potem myślałem już o czymś zupełnie innym.
- I jak cię znam to mi nie powiesz, o czym?
Kaya tylko uśmiecha się tajemniczo i wzrusza lekko ramionami. Starszy wzdycha.
- A ten list – przypomina sobie nagle. – Czy to nie jest przypadkiem ten sam, który czytałeś dzisiaj w naszym busie? I który schowałeś do kieszeni płaszcza, jak Hizaki przyszedł cię spytać, skąd ta ponura mina?
Młodszy nie odpowiada, tylko sięga do kieszeni i faktycznie wyjmuje z niej kilka złożonych równo kartek.
- Nawet nie pamiętałem, że go mam – mówi ponuro. – Znowu.
- No to może czas pozbyć się go raz na zawsze?
- Chyba powinienem – przyznaje.
- Możesz go wyrzucić do pierwszego lepszego kosza albo zrobić to nieco efektowniej, skoro już siedzimy nad rzeką.
Kaya przez chwilę kiwa w zamyśleniu głową, spoglądając na kartki obracane bezwiednie w swojej dłoni, a potem zwraca się do niego rzeczowo:
- Umiesz zrobić statek z papieru?
- Spróbuję. – Uśmiecha się lekko kątem ust, biorąc podaną przez niego kartkę, a młodszy przysuwa się bliżej, z zainteresowaniem obserwując tę operację i przy okazji jedną ręką osłaniając od wiatru targającego raz po raz papierem.
- To wygląda bardziej jak czapka – stwierdza ze śmiechem, kiedy widzi końcowy efekt.
- Może pomyliły mi się wzory – śmieje się także starszy. – Mniejsza, i tak nie musi płynąć za daleko. A jeśli chcesz się upewnić, że na pewno nie dobije już do żadnego brzegu, mogę ci użyczyć zapalniczki. – Sięga do kieszeni po wspomniany przedmiot, gdy wstają i kierują się po schodach w dół, nad sam brzeg rzeki.
- Jakże efektownie. Pomysł wart tylko ciebie.
Na dół dociera jeszcze mniej światła latarni i wokół nich znowu robi się ciemniej. Zatrzymują się na przedostatnim stopniu, tuż nad czarną, szumiącą cicho wodą. Kamijo podaje młodszemu wokaliście zapalniczkę i przytrzymując przy okazji odrobinę z drugiej strony nieproporcjonalny okręt, by nie porwał go wiatr, obserwuje jego poczynania. Wydaje się o wiele bardziej zdeterminowany i poważny niż przed chwilą, gdy po minimalnej chwili wahania odpala płomień, który słabą łuną oświetla jego twarz i dłonie ich obu. Ogień przygasa na chwilę, gdy dotyka szpicu papierowej łódki, ale zaraz potem powiększa się i zaczyna miarowo trawić papier. Przez chwilę przyglądają się, jak czarne znaki zapisanych na nim słów wydają się rozszerzać na całą powierzchnię, by potem zmienić kartkę w popiół.
- Teraz, tylko ostrożnie. – Kamijo decyduje się przypomnieć o właściwym celu, nim ogień przypadkiem dotrze za blisko dłoni czy rękawa Kayi. Łapie go pod ramię, żeby przypadkiem nie stracił równowagi, pochylając się nad brzegiem, a ten otrząsa się lekko i wreszcie odrywa od listu wzrok.
Nie pozbywa się łódki zbyt ostrożnie, bardziej rzucając ją niż kładąc na falującej powierzchni, ale ta ląduje jak powinna i odpływa natychmiast, rzucając pomarańczową łunę ognia na ciemną taflę. Kaya cofa się o krok i stojąc obok siebie, obserwują ją obaj bez ruchu. Kamijo tym uważniej wbijając weń wzrok, że kątem oka widzi, jak młodszy ociera oczy rękawem, z miną, jakby sam był zły na siebie, że musi. Nie mija dłuższa chwila, nim ogień dociera do brzegu kartki i w kontakcie z wodą szybko przygasa. Już kawałek od nich, resztki papieru toną cicho i znikają im z oczu.
- Piękne pożegnanie – mówi Kamijo w końcu, przerywając ciszę, jednak wciąż nie patrząc na Kayę. – Takie rzeczy jednak powinno się palić, a nie wyrzucać do kosza z masą pospolitych śmieci.
- Nawet, jeśli ten ktoś sam okazał się pospolitym śmieciem? – pyta Kaya nieco bezbarwnym tonem i minimalnie ochrypłym głosem.
- Nie chodzi przecież o niego. – W końcu zwraca się w jego stronę. – Robisz to tylko dla siebie i swoich uczuć, które na pewno były więcej warte.
- Pewnie znowu masz rację – przyznaje, uśmiechając się dzielnie. – Zostały jeszcze dwie kartki.
- To się napracował. – Dopiero teraz Kamijo zauważa, że wciąż trzyma go pod rękę i wreszcie puszcza, zamiast tego dając mu znak, by usiedli, tym razem prawie nad samym brzegiem, tak jak stali. I znowu Kaya siada bliżej, obejmując rękoma ramiona i lekko opierając głowę o jego ramię.
- Przy tym podejściu bardziej przypomina to łódkę – stwierdza, gdy kolejna kartka listu zostaje złożona. I tym razem znacznie pewniejszym ruchem zapala ją i rzuca na wodę, tak, że mogą chwilę dłużej obserwować jej rejs, nim jasny punkt oddalający się coraz bardziej nagle gaśnie.
- To może teraz samolot dla urozmaicenia? – proponuje Kamijo, jakby chcąc nieco ożywić towarzysza, od paru minut jakby nieco sennego.
- Znowu nowe wyzwanie? A już tak dobrze ci szło – śmieje się. – Może być samolot. Byłoby efektowniej zrzucić go z mostu, ale nie chce mi się tam znowu wspinać, zresztą mógłby za bardzo zejść z kursu, a lepiej nie rzucać tak czymś, co się pali…
- Nie ma obaw, rzadko wychodzi coś, co leci dalej niż metr, a dalej już tylko spada pionowo w dół. Tak czy inaczej, nie byłoby sensu iść gdzieś dalej i jak już wejdziemy na górę, pora wracać do hotelu. Widzę, że chce ci się już spać.
- Nie, wcale nie… Jestem zmęczony, ale nie zasnę.
Kamijo wzdycha.
- Ale jest zimno, przynajmniej mi – stwierdza. – Mogę sobie odpalić papierosa od twojego listu? – pyta, oddając mu skończony samolot i sięgając do kieszeni.
- To już samolot, nie list. Ale odpal, skoro już musisz palić, chociaż na pewno pamiętasz, że jesteś z kimś, kto tego nie znosi.
- Przepraszam, ale muszę, kiedy sobie przypomnę, o której rano musimy wstać – odpowiada, wyjmując papierosa.
- Jesteś zbyt przyziemny. Tylko o zimnie i spaniu – podsumowuje Kaya, czekając, aż z jednego płomienia zajmie się i kartka, i papieros, po czym wstaje, by wyrzucić ostatnią część listu. Faktycznie, szybuje tylko chwilę, a potem gwałtownie skręca i spada wprost do wody, natychmiast gasnąc. – No i koniec.
- Skoro to był samolot, a nie list, to musiała być symulacja ataku terrorystycznego, a nie pozbywanie się pamiątek – rozmyśla Kamijo, zaciągając się papierosem.
- Tak czy inaczej, dla kogoś to jakiś koniec.
- Dla ciebie może początek.
- Może początek – zgadza się, siadając znowu obok. – Czuję się lżej. Aż żałuję, że na ogół nie jestem dobry w wyrzucaniu czegokolwiek… Odkąd wprowadziłem się do Tokio zmieniałem mieszkanie trzy razy i za każdym miałem więcej rzeczy do noszenia. Teraz nawet nie chcę o tym myśleć, bo potrzebowałbym tabunu niewolników, żeby dać radę.
- Znalazłbyś ich bez problemu – śmieje się starszy, wypuszczając obłok dymu. – Jeszcze byś musiał wybierać.
- Cieszę się, że tak we mnie wierzysz – wzdycha. – Naprawdę ci zimno? – dodaje po chwili w przypływie troski, kładąc mu dłoń na ramieniu.
- A tobie nie?
- Pewnie to dziwne, ale nie tak bardzo, jak się spodziewałem. Może dlatego, że ty myślisz o hotelu i śnie, a ja się zastanawiałem, jak zimna musi być woda w rzece?
- Nie myślę cały czas o hotelu i śnie – uśmiecha się blado, kończąc papierosa i rzucając niedopałek stopień niżej, by zdeptać go butem.
- Więc o czym myślisz?
- Ty mi nie odpowiedziałeś, kiedy zadałem takie pytanie – zauważa zamiast odpowiedzi.
- Założyłeś, że nie odpowiem, prawda? Tak sformułowałeś zdanie, jakbyś pytał z grzeczności, nie z zainteresowania. Zresztą nieważne, to i tak ja się dzisiaj cały czas uzewnętrzniam, dlaczego?
- Bo akurat ty jesteś dziś w potrzebie?
- Byłem, ale już nie jestem. – Próbuje usiąść wygodniej na twardym stopniu. – Pożegnałem się z czymś godnie, zamiast od tego uciekać i teraz wszystko się polepszy, bez dalszych zakłóceń.
- Właśnie w tym celu nie powinieneś tego drążyć.
- Czego drążyć?
- Niczego. – Kamijo strzepuje butem resztki papierosa do rzeki.
- Och, no dobrze, dobrze… Przecież tylko spytałem z ciekawości, nie chcesz to nie mów. – Znajduje widocznie dogodną pozycję, bo nieruchomieje, oplatając kolana ramionami i opierając podbródek na zwiniętej dłoni. – Myśl sobie o czym ci się podoba, w końcu to twoja głowa. Możemy też wracać do hotelu, jeśli ci zimno.
- Możemy posiedzieć jeszcze, jeśli chcesz zostać.
Wzrusza obojętnie ramionami, nie patrząc na niego.
- Obraziłeś się? – pyta starszy, przechylając się w jego stronę i szukając jego wzroku. – Ej, nie zachowuj się jak dziecko przez jakąś bzdurę…
- Nie, ja tylko rozmyślam. – Na złość spogląda w bok i przymyka oczy. - Skoro ty zająłeś się swoimi myślami, ja zajmę się swoimi.
Kamijo wzdycha ciężko, wracając do poprzedniej pozycji i opierając łokciami o stopień wyżej.
- Chyba wcale nie masz lepszego humoru, niż wtedy, kiedy przyszedłem – zauważa jakby w przestrzeń.
- Nie chodzi o mój humor. Zresztą wszystko jedno. – Nagle poirytowany, opuszcza ręce i siada prosto. – Wiesz, w sumie wszystko jest w porządku. W końcu nikt ci nie zabroni tak tu ze mną siedzieć i zastanawiać się, jak nazywa się czy dokąd płynie ta rzeka albo wspominać wczorajszy koncert, twoja sprawa. Twoja sprawa, czy w tamtej chwili na moście albo w hotelu, kiedy leżeliśmy w moim łóżku, zanim się złamałem i zacząłem mówić, ty rozmyślałeś sobie o tym, jaki film może lecieć teraz w telewizji, czym zajmiesz się po powrocie z trasy albo nie wiem, wyobrażałeś sobie coś przypadkowego jak konie biegnące doliną albo Chiński Mur… Skoro twierdzisz, że to wszystko bzdura, zupełnie mnie to wszystko nie obchodzi.
- Konie… I Chiński Mur? – Kamijo jest przez chwilę zbyt zaskoczony, by wydusić cokolwiek innego, ale gdy Kaya tylko zabija go wzrokiem, wraca do sedna tego nieoczekiwanego monologu. – Ale to przecież oczywiste, że myślałem wtedy o tobie! O kim innym miałbym myśleć?
- Nie mam pojęcia, o kim innym miałbyś myśleć. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Może dlatego spytałem, co? Chociaż nie wprost. – Wstaje z miejsca, otrzepując spodnie. – Cóż! Dobrze wiedzieć chociaż tyle, bo pewnie jakbym zechciał się dowiedzieć, co konkretnie o mnie myślałeś, znowu zacząłbyś się wykręcać, jakbym miał irytującą zachciankę wepchnąć cię do rzeki, żebyś powiedział, czy woda faktycznie jest taka zimna czy nie!
- Usiądź z powrotem.
Ciężko stwierdzić, czy ta krótka prośba jest tak nieoczekiwana, czy to bardziej spojrzenie Kamijo niż jego słowa osiągają ten efekt, bądź co bądź młodszy, zmierzywszy go wzrokiem, faktycznie siada znowu w tym samym miejscu, wzdychając z dezaprobatą i znużeniem.
- Przepraszam, nie powinienem być taki opryskliwy – mówi starszy, patrząc na niego, choć tym razem bez wzajemności, bo Kaya odwraca twarz w stronę rzeki i opierając podbródek na dłoni, z uporem spogląda w tamtą stronę. – Jestem zły na siebie, nie na ciebie. Szczerze mówiąc, jest coś, o czym chciałbym ci powiedzieć i co cały czas tłucze mi się po głowie, ale mimo to nie wiem, czy powinienem to teraz robić. Po tym, o czym dzisiaj rozmawialiśmy i w ogóle. Nie wiem, jakiej reakcji miałbym oczekiwać i czy to aby na pewno dobry moment. Wiesz… To nie jest coś, z czego można się wycofać i czekać na lepszą chwilę do drugiej próby. To by od razu wszystko między nami zmieniło, a nie chcę stracić twojego zaufania, jeśli to byłby jednak błąd. Z drugiej strony nie wiem, czy kiedykolwiek będzie lepszy moment niż teraz… Dlatego mam ciężki dylemat.
Nie jest mu łatwo to mówić i oddałby wszystko, by Kaya na niego spojrzał, ale ten jak na złość cały czas tylko słucha, nie ruszając się z miejsca, z niezmienionym wyrazem twarzy.
- No – odzywa się dopiero po chwili, gdy Kamijo nie dodaje nic więcej, a mówi to tonem nieróżniącym się znacznie od poprzedniego. – To chyba faktycznie nie jest najlepszy moment, żebyś cokolwiek mi mówił.
Milkną obaj na kilkanaście długich sekund.
- Chcesz wiedzieć, co o tobie myślę, ale nie chcesz, żebym cokolwiek mówił? – pyta jednak Kamijo cicho, chcąc mimo wszystko zwrócić uwagę na ten dysonans. – Ani trochę ci się to nie kłóci?
- Nie. – Młodszy kręci głową. Potem w końcu odwraca się znowu przodem do niego, z wyraźnym żalem w oczach. – Jaki to ma sens, skoro wszystko trzeba wyciągać z ciebie siłą. Zresztą, wielu mówiło mi już różne rzeczy i co z tego mam? Efekty popływają sobie teraz w tej rzece. Ile można słuchać samych słów! A ty jesteś bardzo dziwnym człowiekiem, wiesz, inicjujesz te romantyczne akcje typu pozbywanie się starych listów miłosnych, podpalając je i rzucając na rzekę, ale mimo dziesiątek okazji nie przyszło ci do głowy po prostu mnie pocałować i skończyć tę dziwną sytuację między nami? W jakąkolwiek stronę by nie poszła, przynajmniej ruszyłaby z miejsca! A tak, to ja nie wiem, co to w ogóle jest. Kiedy ci mówię, że chcę być sam, nie da się od ciebie odpędzić, a jak ja próbuję się zbliżyć, nie dajesz mi do siebie dostępu, jakbym był jakiś natrętny…
- Właśnie z tego powodu, o którym ci powiedziałem! – wtrąca starszy.
- Siedź cicho i słuchaj, teraz ja mówię – ucina gniewnie, machając na niego dłonią. – Połowę z nocy w całej tej trasie przeleżeliśmy w jednym łóżku, gadając o wszystkim, co tylko do głowy przyszło, a mimo to nie znalazłeś dobrego momentu, żeby mi ,,coś powiedzieć”? No lepszego już chyba nie można sobie stworzyć! O ironio, że ja cały czas myślałem tylko o tobie…
- Ale to przecież ze względu na ciebie! – Kamijo udaje się wreszcie dojść do głosu, gwałtownie podciągając się na kolana i opierając ręką o stopień wyżej. – Nie rozumiesz tego? Nie chciałem, żebyśmy się śpieszyli… A dzisiaj wydawało mi się wręcz niewłaściwe, po tym, jak wyglądał ten wieczór, żebym miał czegokolwiek od ciebie chcieć, kiedy ty dopiero otarłeś oczy po kimś innym…
- Ale ja nie chcę wiecznie czekać, aż się zdecydujesz! – tym razem Kaya prawie krzyczy, znów zrywając się na nogi. – I wiesz co? Wyrzuciłbym ten cholerny list jak każdy inny stary świstek papieru, gdybyś zdążył to zrobić na czas!
- Nie wiedziałem…
- No to teraz już wiesz. – Odwraca się na pięcie i zaczyna energicznie wspinać po schodach na górę, dodając jeszcze na odchodnym – i mam nadzieję, że będzie ci z tą wiedzą lepiej, na wypadek, gdybyś znowu namyślał się nad czymś w nieskończoność!
- Hej, zaczekaj!
Nie wygląda jednak na to, by Kaya miał zamiar po raz drugi zawrócić i usiąść na miejscu, bo zamiast tego jeszcze energiczniej, niesiony wzburzeniem, pokonuje kolejne schody. Nie dociera jednak dalej niż do ich połowy, bo i Kamijo nie ma zamiaru tym razem tylko wołać go z miejsca; także podrywa się i w kilka sekund, przeskakując w biegu po dwa stopnie, już jest za nim, chwytając go za rękę i siłą zatrzymując w połowie któregoś schodka, zmuszając przy okazji, by obrócił się w jego stronę. Jest wciąż zezłoszczony i bez namysłu zapiera się przed nim rękoma, ale starszy wokalista okazuje się silniejszy, mimo to oplata go w pasie drugim ramieniem i nim ten zdąży złapać oddech i wyrzec chociaż słowo protestu, całuje go w usta. Walka trwa jeszcze mniej więcej trzy sekundy – po tym czasie Kaya przestaje się opierać, a po kolejnych dwóch ostatecznie przylega jeszcze bliżej niego, oddając pocałunek w sposób nie pozostawiający wątpliwości co do tego, jak bardzo tego pragnął. Czując niewyraźnie przez grube ubranie, jak obejmuje go wolną ręką, Kamijo puszcza wciąż trzymany nadgarstek jego drugiej dłoni, własną pełnym czułości gestem dotykając teraz jego twarzy i włosów. I znowu, tak jak wcześniej na moście, wydaje się niemożliwe znaleźć moment dobry na odsunięcie się czy też w ogóle do tego zmusić.
Kiedy pocałunek zostaje przerwany, zasługuje już prawdopodobnie na miano najdłuższego pierwszego pocałunku w życiu ich obu. Napięcie sprzed paru minut w międzyczasie także zupełnie znika. Zostają twarzą przy twarzy, a Kaya jeszcze parę chwil nie otwiera oczu, chyba lekko oszołomiony takim zakończeniem sytuacji albo i całą rozmową, całkiem niewinnie od słowa do słowa przybierającą taki właśnie obrót. Po paru sekundach Kamijo uśmiecha się lekko i przytula go do siebie, zatapiając usta i nos w jego włosach. Można byłoby powiedzieć teraz tysiąc rzeczy i może dlatego ciężko jakąkolwiek wybrać, przez co obaj dłuższą chwilę jeszcze milczą.
- Gniewasz się jeszcze na mnie? – mówiąc mu do ucha, zaczyna w końcu Kamijo od dosyć przekornego pytania.
- Nie… - odpowiada cicho i nieco niechętnie odsuwa się od niego, by móc na niego spojrzeć, choć za chwilę i tak spuszcza wzrok. – Przepraszam za ten wybuch, naprawdę nie powinienem… - Jest wyraźnie speszony. – Chciałem się tylko dowiedzieć, chociaż mniej więcej, na czym stoję. Trasa lada chwila się kończy… A my od miesiąca stoimy w miejscu. – Milknie z cichym westchnieniem.
- Tak, wiem – odpowiada łagodnie, nie odrywając od niego spojrzenia i wierzchem palców gładząc lekko jego policzek. – Po prostu nie chciałem niczego zepsuć nadmiernym pośpiechem. Może faktycznie trochę przesadnie.
- Cały czas możemy zaczekać, jeśli uważasz, że to za wcześnie. – Znowu podnosi głowę. – To nie w tym problem. Chciałem tylko wiedzieć, że na pewno jestem dla ciebie ważny, a nie jestem jakimś… zapychaczem czasu. Trochę się obawiałem, czy nie pojawi się ktoś lepszy ode mnie, jeśli to tak dalej potrwa w tej formie… Przepraszam, za ostro to wszystko ująłem…
Starszy uśmiecha się.
- Gdybyś nie był ważny, nie miałbym powodu, by być ostrożny – wyjaśnia spokojnie, po czym dodaje – a skoro już wszystko wiemy, nie ma już potrzeby na nic czekać. Zależało mi tylko na twojej pewności, naprawdę.
- Mojej pewności? – śmieje się cicho, znowu robiąc krok bliżej niego i zaciska jedną rękę na jego ramieniu, opierając obok głowę. – Ty chyba naprawdę nawet nie zdajesz sobie sprawy, przez co muszę przechodzić w twoim towarzystwie – mruczy z pretensją w głosie. – Czasem wystarczy, że muśniesz mnie przypadkiem przechodząc obok i niemal tracę dech. A wtedy, kiedy nagle objąłeś i przytuliłeś na moście, cały aż zadrżałem i to nie przez zimno czy płacz. Powiedziałem co prawda, że czekanie to nie problem… Ale wręcz nie mogę znieść bycia tylko twoim przyjacielem. To takie frustrujące.
Starszy wokalista, słuchający tych słów nieruchomo z ustami znów przy jego włosach, na ostatnie zdanie śmieje się cicho. Kaya natychmiast podnosi głowę.
- Znowu się ze mnie śmiejesz? – pyta ponuro.
- Broń Boże!
- Mówię poważnie. Dawno nikt nie przysporzył mi tyle frustracji co ty. Momentami nie wiedziałem już, czy bardziej chcę cię pocałować czy kopnąć.
- Wynagrodzę ci to. – Łapie go za podbródek i jeszcze raz całuje w usta. – Ale najpierw musimy wrócić do hotelu – dodaje, gdy po dłuższej chwili, w trakcie której Kaya z łatwością daje się znowu udobruchać, pocałunek udaje się przerwać. – Tym razem chyba się zgodzisz, że to nie jest najlepsze miejsce na ewentualne kontynuowanie tej rozmowy?
- Tym razem tak – uśmiecha się. – Chociaż ta zmiana otoczenia widocznie coś ruszyła – stwierdza z satysfakcją, kiedy pokonują resztę schodów, mijają most i idąc pod rękę, choć znacznie szybszym krokiem niż w tę stronę, obierają drogę powrotną do hotelu. – A ostatecznie myślę, że całe te rozbieżności i nieporozumienia możemy zwalić na różnicę wieku – dodaje jeszcze wtedy po namyśle. – Zapamiętaj to też na przyszłość, gdybyśmy mieli kłócić się o coś w podobnym stylu. ,,Jesteś wystarczająco młodszy, żeby źle mnie zrozumieć”...
- No nie, nie rób ze mnie jakiegoś starca! – śmieje się Kamijo. – Choć może to faktycznie zabawne, pomyśleć, że kiedy ja byłem już na scenie, ty jeszcze grzecznie biegałeś w szkolnym mundurku.
- Nie nazwałbym tego biegania grzecznym – stwierdza. – Ale poza tym zgadza się. Ciekawe, czy mógłbym być twoim fanem, gdyby tak się wtedy złożyło?
- Och, właśnie, a pamiętasz nasze pierwsze spotkanie? – przypomina sobie nagle Kamijo, z ożywieniem zwracając w jego stronę. – O ile można tak to nazwać, bo praktycznie wtedy ze sobą nie rozmawialiśmy. To było pięć lat temu, a wydaje się wiekiem… Wyglądałeś wtedy jak taka laleczka, tylko w trochę mroczniejszym wydaniu, bardziej dla dorosłych – śmieje się. – Nie mówiłeś wtedy nawet w połowie tyle, co teraz i wydawało się, że odezwanie się do ciebie sprawi prędzej, że uciekniesz niż się ucieszysz. Trochę jak takie przestraszone dziecko… Gdyby ktoś powiedział mi wtedy, że minie pięć lat i będziesz stał nade mną, krzycząc, czemu jestem takim idiotą i po prostu cię nie pocałuję, stwierdziłbym, że świat prędzej wywróci się na lewą stronę.
- Hej, wcale nie nazwałem cię idiotą! – śmieje się Kaya.
- Nie musiałeś – odpowiada z równie szerokim uśmiechem.
- Ja z tamtego spotkania zapamiętałem głównie twój kapelusz… Był taki koszmarny!
Kiedy przestają się śmiać, a przez całkiem energiczne tempo są już przy tym dosyć blisko hotelu, starszy znowu milknie i zamyśla się na chwilę.
- Ciekawe, co by było, gdybyśmy wtedy lepiej się poznali i zaczęli utrzymywać kontakt, taki jak od ostatniego roku – zastanawia się nieco melancholijnie.
- Pocieszę cię, że nic dobrego by z tego wtedy nie wyszło, możesz być pewny – stwierdza Kaya, krzywiąc się lekko. – Zdołałem zmienić się przez te parę lat bardziej, niż można byłoby sądzić. Wszystko ma swój czas, który raz zmarnowany już nie wróci i dlatego dobrze się złożyło, że nasz mógł nadejść dopiero teraz.
- Skoro tak mówisz, wierzę ci.
Skupieni na własnych myślach, milczą aż do chwili, w której mijają bramę wjazdową ich hotelu. Wtedy Kaya zwalnia nagle, a Kamijo odwraca się do niego z pytającym uśmiechem.
- Wrócisz ze mną do pokoju? – pyta młodszy, przystając w miejscu. – Co prawda nie zostało już za dużo nocy… Ale i przez to chyba nawet nie opłaca mi się iść spać.
- Nie śpisz, nie jesz… Od jutra nie ma mowy, żebyś prowadził taki tryb życia, nie przy mnie – zaświadcza stanowczo, po czym pochyla się i całuje go w czoło, by zaraz dodać znacznie łagodniej, zwracając do niego z uśmiechem – oczywiście, że z tobą pójdę.
- Zatem pozwolę ci przypilnować, żebym zszedł na śniadanie – oznajmia łaskawie i widocznie zadowolony, rusza z nim dalej, tym razem bez dalszych przystanków aż do ciężkich drzwi wejściowych hotelu.
W holu nadal pali się światło z recepcji, choć ta jest już – lub chwilowo – pusta. Jeszcze ciszej, niż jest to konieczne, przechodzą korytarzem i ruszają na górę po schodach. Całe szczęście nikt inny z ich grupy nie cierpi widocznie na bezsenność i tak samo niepostrzeżenie, jak wyszli, wracają pod swoje pokoje.
- Wezmę wszystkie rzeczy i przyjdę – mówi Kamijo szeptem, zatrzymując się pod swoimi drzwiami, żeby znaleźć klucz. Kaya kiwa głową i posyłając mu jeszcze jeden uśmiech, idzie otworzyć własny pokój, na drugim końcu wąskiego przejścia.
Na stojącym na nocnej szafce zegarku powoli mija trzecia, kiedy Kamijo wraca, możliwe najciszej tocząc przed sobą walizkę i w jednej ręce niosąc dwa małe plastikowe kubki.
- Herbata z automatu, ale przynajmniej jest ciepła – mówi do młodszego, leżącego na łóżku na wznak i obserwującego go z tego miejsca, jakby zgadł, że jego nieco nieświadome obejmowanie ramion rękoma znaczy, że mimo wszystko zmarzł. Zamyka za sobą drzwi i przekręca zostawiony w zamku klucz, żeby zaraz postawić kubeczki na szafce nocnej, między budzikiem a zapaloną lampką. Potem siada obok niego, wciąż tylko przyglądającemu się z lekkim uśmiechem każdemu z jego ruchów, opiera na łokciu na jego poduszce i pochyla się, żeby pocałować go lekko. – Masz jednak zamiar leżeć całą noc w ubraniu? – dodaje z rozbawieniem, widząc, że w trakcie jego nieobecności zdjął z siebie tylko sweter.
- Mamy pobudkę o szóstej, więc to mała różnica, czy wezmę prysznic teraz czy za trzy godziny… Ten harmonogram to barbarzyństwo – wzdycha teatralnie. – Ale póki co ani słowa o tym. – Wyciąga ręce, żeby objąć go za szyję. – Położysz się ze mną czy tym razem nagle potrzebujesz zaproszenia?
- Nie miałbym nic przeciwko jakiemuś ładnemu… Ale niech będzie, że jesteś wystarczająco ładnym zaproszeniem sam w sobie – śmieje się cicho, wspinając na materac i zgrabnie przetaczając się nad nim, żeby ułożyć się z drugiej strony i obejmując obiema rękoma jego szczupłą talię, dodaje – skoro to tylko trzy godziny, chyba też mogę zostać w tym ubraniu.
Kaya obraca się na bok, w jego stronę, wsuwając jedno ramię pod poduszkę, żeby wygodniej oprzeć na niej głowę.
- A co im powiemy rano, jak stąd wyjdziesz? – pyta, palcami drugiej dłoni wodząc po jego obejmującym go przedramieniu. – Może to skutkować pewną konsternacją…
- Prawdę – stwierdza Kamijo praktycznie bez namysłu. – I tak by się dowiedzieli prędzej czy później, a przed nimi chyba nie mamy powodu się kryć. Tego i tak będziemy mieć dosyć…
- Całkiem przyjemnie jest mieć taką miłą tajemnicę. Zresztą, niektórzy nawet, jak powiesz im prosto z mostu, dla własnego komfortu psychicznego wezmą to za żart.
- I bardzo dobrze.
Z tym podsumowaniem, z którym obaj w pełni się godzą, na parę minut milkną, po chwili tylko przysuwając się jeszcze bliżej siebie. W ten sposób przez chwilę leżą objęci, prawie stykając czołami i czubkami nosów, z zamkniętymi oczami ciesząc się tymi krótkimi, upragnionymi chwilami spokoju i szczęścia.
- Kamijo? – przypomina sobie Kaya nagle, przerywając nieco senne gładzenie go jedną dłonią po ramieniu.
- Słucham?
- Jak tak sobie przypomnę… To właściwie nadal nie odpowiedziałeś mi na to pytanie, co o mnie myślisz.
Na to starszy wybucha całkiem głośnym śmiechem, marnie stłumionym przez jego część poduszki. Na to Kaya prycha i unosi się na łokciu, odsuwając nieco od niego i przybierając niezadowoloną minę.
- Takie to śmieszne?
- Oj, Kaya-chan… - Wciąż rozbawiony, wyciąga ręce, żeby przyciągnąć go z powrotem, ujmując jego twarz w dłonie i muskając ustami czubek jego nosa. – Musiałbym ci odpowiedzieć bardzo trywialnie, przynajmniej dzisiaj, kiedy powinienem spać i moja głowa niestety doskonale o tym pamięta.
- Może być tak – zgadza się wspaniałomyślnie.
- Więc mogę ci po prostu powiedzieć, że myślę, że jesteś najpiękniejszą, najwspanialszą i najsłodszą istotą, jaka chodzi po ziemi?
Teraz to on wybucha śmiechem.
- Naprawdę? – pyta jakby powątpiewająco, ale nie mogąc powstrzymać promiennego uśmiechu.
- Brzmi to strasznie ckliwie, mówiąc tak bezpośrednio, ale naprawdę.
- Jesteś kochany. – Wraca do uścisku, jeszcze mocniej obejmując go oboma ramionami.
Kamijo z ochotą obejmuje go tak samo mocno, wplatając jedną dłoń w jego włosy i całując w miejsce między ramieniem a szyją, potem jednak jego wzrok pada na pozostawione na szafce nocnej kubki.
- Herbata – przypomina i słyszy jęk niezadowolenia koło swojego ucha. – No, podnieś się ostatni raz… - Dźwiga się, tłumiąc chichot i ciągnąc go lekko za sobą. – To tak w ramach ochrony przed przeziębieniem, chociaż tyle.
- No, niech będzie – wzdycha, pozwalając się podnieść i podciągając do siadu, by wyciągnąć rękę po swój kubek. – Żeby twój trud nie poszedł na marne – dodaje, posyłając mu znak brzegu plastiku zalotne spojrzenie.
Wypija niewiele więcej niż połowę i odstawia na miejsce, zamiast tego sięgając po brzeg kołdry, żeby naciągnąć ją na siebie i starszego wokalistę.
- Szkoda, że mamy tylko trzy… Nie, dwie i pół godziny, żeby tak poleżeć. – Opada ciężko głową na poduszkę.
- Jutro też mogę przyjść albo dla odmiany ty przyjdziesz do mnie. – Kamijo także odstawia swój kubeczek obok jego i układa wygodniej pod kołdrą, obiema rękoma znowu oplatając jego talię, kiedy kontynuuje ciszej – a potem wrócimy do Tokio… A tam nikt już nie będzie nam o takich godzinach przeszkadzał.
- Podoba mi się to… Zgaszę światło jeszcze na te dwie godziny, dobrze?
- Zgaś.
Kiedy zapada ciemność, nierozjaśniona przez późno przychodzący w listopadzie świt, znowu odnajdują się ich usta i jeszcze parę kolejnych minut wymieniają pocałunki, to lżejsze, to mocniejsze, splatając palce jednej dłoni.
- Wspaniale – szepcze Kaya po ostatnim, długim i wyjątkowo nieśpiesznym. – Właśnie o czymś takim marzyłem przez ostatnie dni… Żeby zamiast ciągle przychodzić, rozmawiać i wychodzić po prostu przytulić się i zasnąć…
- Możesz zasnąć – odpowiada Kamijo z rozbawieniem, przyciągając go jeszcze bliżej, by ułożył wygodnie głowę na jego piersi.
- Nie… - Tłumi ziewnięcie, obejmując go ramieniem. – Wytrzymam. Nie ma już po co zasypiać…
Ale wbrew tym słowom kilka minut ciszy wystarcza, by senność okazała się silniejsza i kiedy Kamijo, specjalnie przez ten czas w ciszy trwający, na próbę jeszcze raz całuje go w czubek głowy, nie doczekuje się już odpowiedzi innej niż cichy, równomierny oddech. Ponawia pocałunek jeszcze raz, delikatniej, odgarniając mu przy tym włosy z rozgrzanego policzka i koniec końców z zadowoleniem splata ręce za jego plecami. Poczeka te dwie godziny pozostające do rana, obserwując, jak listopadowy świt powoli rozpędza noc, wydobywając z ciemności hotelowy pokój, białe kubeczki, lampę i zegarek na szafce obok i w końcu tę śliczną, uśpioną u jego boku postać. Będzie pięknie zobaczyć wtedy, jak się budzi, od pierwszych chwil nowego dnia mieć tak blisko siebie jego jasny uśmiech i wymienić pierwszy poranny pocałunek. Cała reszta, wbrew utartemu już harmonogramowi tej trasy, tez nabierała świeżości i całkiem nowych kolorów.
Zupełnie tak, jakby w listopadzie nagle zaczęła się wiosna.

_________________

Tonight, in the darkness of twilight
I want to fall asleep in your arms
As a shivering, broken marionette

I, broken marionette,
Am laughing with a slight embarrassment
Because if you only wish me
To give up everything else for you, I'll do it

I do not want to know anything more
I do not need anything else
I do not need anything

Kaya - Marionette
.
Powrót do góry Go down
http://www.versailles.jun.pl
Panna Ironia
Członek zespołu


Liczba postów : 562
Join date : 11/12/2010
Age : 18
Skąd : Ok. Warszawy

PisanieTemat: Re: [M] List   Nie Wrz 16, 2012 7:22 pm

Moja pierwsza reakcja: kjdlgfklasd Shadow Bi Eyes
Moja druga reakcja: jksjflaksdl; Boże, Shadow dodała tekst! Bi Eyes
Moja trzecia reakcja: No dobra, to biorę się za czytanie...

Ale mi prezent sprawiłaś, no.
Od czego tu zacząć? Na początek chcę tylko zaznaczyć, że nie jest to twój najlepszy tekst, a nawet jeden z gorszych, ale! nie oznacza to, że jest zły. Właściwie jest bardzo dobry, po prostu wiem, że umiesz lepiej.
No i zdążyłam się już chyba odzwyczaić od twoich tekstów, bo na samym początku dialogi wydawały mi się niemożliwie nienaturalne i do bólu romantyczne, ale z każdą linijką uświadamiałam sobie coraz bardziej, że to przecież twój Kamijo, którego kiedyś określiłam nawet typem rycerza na białym koniu, więc w sumie nie mógłby być inny. Dlatego gdzieś w połowie przestało mi to zgrzytać, bo przypomniałam sobie, że zawsze traktowałam to jako część jego postaci, tylko zdążyłam zapomnieć, że taki jest.
Kaya sam w sobie mnie drażni - nie jestem w stanie go słuchać, czasem nawet samo patrzenie mnie irytuje... Ale ty potrafisz go opisać w ten szczególny sposób, wiesz? I wtedy ja też zaczynam na niego patrzeć inaczej i nawet mogę go polubić. Nawet bardzo. W tym ficku pokazałaś tylko kawałek tego, co potrafisz zrobić z jego postacią, ale i tak jest bardzo dobrze. Po prostu uwielbiam jego charakter, uwielbiam wyobrażać go sobie w scenach, które opisujesz... no wiesz ^ ^
Co do samej fabuły... sama nie wiem. Jest w porządku, ale zupełnie nie wiem, jak ją skomentować. Skupiłam się głównie na postaciach i opisach.
Cytat :
- Ale ja nie chcę wiecznie czekać, aż się zdecydujesz! – tym razem Kaya prawie krzyczy, znów zrywając się na nogi. – I wiesz co? Wyrzuciłbym ten cholerny list jak każdy inny stary świstek papieru, gdybyś zdążył to zrobić na czas!
- Nie wiedziałem…
- No to teraz już wiesz. – Odwraca się na pięcie i zaczyna energicznie wspinać po schodach na górę, dodając jeszcze na odchodnym – i mam nadzieję, że będzie ci z tą wiedzą lepiej, na wypadek, gdybyś znowu namyślał się nad czymś w nieskończoność!
Wracam do tego fragmentu cały czas. Po prostu coś w nim jest, no. Strasznie działa na wyobraźnię.

Uch, ja wiem, że komentarz jest do dupy, w ogóle krótki, bez sensu i mi się nie podoba, ale to taki znak, że jestem i czytam ;)

H.
Powrót do góry Go down
pucchan
Pogo napierdalacz


Liczba postów : 96
Join date : 07/08/2010
Age : 22
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: [M] List   Czw Wrz 20, 2012 1:47 am

Shadow napisał:
Tak mi jakoś łyso, jak tutaj nie wstawiam, więc chociaż forum nie przejawia zbytniej aktywności, zrobię to ^ ^"
Słusznie robisz, bo nadal są tu milczki, które - regularnie lub nie - zaglądają w oczekiwaniu na taki właśnie prezent (tak, mówię o sobie).
Co do zdania Panny Ironii, ja nie odniosłam wrażenia, żeby Twój tekst był zbyt romantyczny. Oczywiście, odczucia każdy ma inne. Jak dla mnie był to tekst charakterystyczny dla Ciebie, przy czym mam na myśli bardziej styl niż treść. Gdyby zapisać samą fabułę to rzeczywiście, szczyty Twoich możliwości to nie są, ale Ty nas o tym ostrzegałaś, więc ani trochę nie zwróciłam na to uwagi. Twój sposób pisania ma w sobie coś takiego, co sprawia, że nawet banalna fabuła staje się utworem, od którego nie da się oderwać, mimo późnej pory, świadomości porannego wstawania do szkoły i jakichkolwiek innych przeszkód. Nie słucham Versailles ani Kayi, jednak czytając Twoje teksty mam wrażenie, jakbym znała Kamijo i Kayę na wylot, stworzyłaś zupełnie charakterystyczne postacie, co bardzo mi się podoba, bo mimo że każda historia jest inna, wszystkie mają punkt wspólny - bohaterów. To ułatwia czytanie, bo już mam w głowie pewien obraz, bazę i tylko dodaję do tego nowe realia. Jeszcze wrócę do tego odczucia, jakbym znała bohaterów, bo muszę jeszcze dodać, że czuję się z nimi na tyle zaznajomiona, że przez cały czas, kiedy nie dodawałaś nic nowego, zaglądałam tutaj i czekałam, czując coś na kształt tęsknoty za długo nie widzianymi przyjaciółmi. Dzisiaj przyjaciele wrócili i jestem z tego bardzo zadowolona.
Czuję, że mój komentarz ma już spore rozmiary, więc zbliżam się do końca. Nie mogę się w tym miejscu nie zachwycić po raz kolejny Twoim stylem, ilością porównań, poziomem pisania. Tym, że z każdą czytaną linijką mam ochotę na więcej, że to wszystko jest tak ładnie ujęte, a mimo to mam wrażenie, jakby to były moje własne myśli, choć wcale nie jestem w opisywanej sytuacji. Manipulujesz słowem, ale takiej manipulacji mogę się poddawać i nie mam nic przeciwko. Chyba powiedziałam już wszystko, co chciałam. Dziękuję za kolejny dobry tekst, przywracasz wiarę w to, że jeszcze istnieją ludzie, którzy umieją sensownie pisać.
Powrót do góry Go down
http://lastfm.pl/user/pucchans
Shadow
Edytor Pogrzebowy


Liczba postów : 679
Join date : 11/03/2010
Age : 23
Skąd : Chełm / Warszawa

PisanieTemat: Re: [M] List   Nie Wrz 23, 2012 3:31 am

Kurczę, miałam już korzystać z ostatniego dnia w domu i iść wcześniej spać, ale w ostatniej chwili pomyślałam sobie 'a rzucę okiem, czy nie dostałam żadnej opinii na J-Slashu, jak będzie, to zamiast spać pójdę pisać!'... No to się właśnie wyspałam 8D
A tak serio, dziękuję Wam obu bardzo za komentarze, zwłaszcza ostatnio jeszcze więcej dla mnie znaczą. Obawiałam się, że przez moją przerwę w pisaniu część już dosyć regularnych czytelników o mnie zapomniała - zwłaszcza tych, z którymi nie mam prywatnego kontaktu na co dzień. A taki powrót bez wyrazów zainteresowania odbiorców nie był czymś, co mnie motywowało ^ ^" Także bardzo dziękuję, i za pamięć, i za czas poświęcony napisaniu dla mnie paru słów <3
Ironia napisał:
Od czego tu zacząć? Na początek chcę tylko zaznaczyć, że nie jest to twój najlepszy tekst, a nawet jeden z gorszych, ale! nie oznacza to, że jest zły. Właściwie jest bardzo dobry, po prostu wiem, że umiesz lepiej.
Też jestem tego świadoma i nawet zaznaczyłam w przedmowie, że szczyty formy to zdecydowanie nie są XD Najbardziej cieszy mnie fakt skończenia czegokolwiek, co mi notorycznie właściwie w całym tym roku nie wychodziło, a pisanie tylko tego jak na moje możliwości krótkiego ficka ciągnęło się od czerwca do września, choć zarys miałam obmyślony od samego początku. Następnym razem postaram się zadbać też o poziom.
Ironia napisał:
No i zdążyłam się już chyba odzwyczaić od twoich tekstów, bo na samym początku dialogi wydawały mi się niemożliwie nienaturalne i do bólu romantyczne, ale z każdą linijką uświadamiałam sobie coraz bardziej, że to przecież twój Kamijo, którego kiedyś określiłam nawet typem rycerza na białym koniu, więc w sumie nie mógłby być inny. Dlatego gdzieś w połowie przestało mi to zgrzytać, bo przypomniałam sobie, że zawsze traktowałam to jako część jego postaci, tylko zdążyłam zapomnieć, że taki jest.
Niestety, romantyzmu do bólu chyba się tutaj nie da wyplenić XDD Zwłaszcza, jak w nastrój do wpisania wkręcam się przez słuchanie Lareine, gdzie Kamijo naprawdę tworzył rzeczy tak romantyzmem naładowane, że po naszpikowaniu się nimi aż nie wiedziałam, co mam z tymi pokładami zrobić ^ ^" W każdym razie, teraz mam zamiar wrócić do pisania telenoweli, która będzie bardziej zróżnicowana klimatycznie i skomplikowana fabularnie, więc może nie będzie się to aż tak rzucało w oczy XD
Ironia napisał:
Kaya sam w sobie mnie drażni - nie jestem w stanie go słuchać, czasem nawet samo patrzenie mnie irytuje... Ale ty potrafisz go opisać w ten szczególny sposób, wiesz? I wtedy ja też zaczynam na niego patrzeć inaczej i nawet mogę go polubić. Nawet bardzo. W tym ficku pokazałaś tylko kawałek tego, co potrafisz zrobić z jego postacią, ale i tak jest bardzo dobrze. Po prostu uwielbiam jego charakter, uwielbiam wyobrażać go sobie w scenach, które opisujesz... no wiesz ^ ^
O nie, jak możesz XD Ja jestem totalnie zakochana w Kayi, też od strony personalnej właśnie i jak rozumiem, że muzyka nie każdemu musi się podobać, tak chyba tylko jak ktoś go nie zna, może go nie lubić jako osoby ^ ^ A zawsze staram się go opisywać właśnie tak, jak go znam (tudzież, jak kto woli, jak go sobie wyobrażam z tego, co jako fanka mogę wiedzieć, bo bezpośredni kontakt z nim miałam tylko przez cudowne pół minuty na m&g). To się bierze z obserwacji jego zachowania, masy czasu spędzonego nad tekstami, wywiadami, wpisami z bloga etc... Moja wyobraźnia nie ma tu w sumie dużo do roboty, wszystko samo się pisze ^ ^ W sumie dobrze się złożyło, że miałam ten zawias i nie skończyłam ficka, którego pisałam świeżo po jego koncercie, tam potrafiłam ciągnąć jego opis ciurkiem przez parę stron 8DDD
pucchan napisał:
Słusznie robisz, bo nadal są tu milczki, które - regularnie lub nie - zaglądają w oczekiwaniu na taki właśnie prezent (tak, mówię o sobie).
Trochę na to liczyłam, więc cieszę się bardzo i obiecuję zawsze tu swoje teksty wstawiać, na wszelki wypadek ^ ^
pucchan napisał:
Co do zdania Panny Ironii, ja nie odniosłam wrażenia, żeby Twój tekst był zbyt romantyczny. Oczywiście, odczucia każdy ma inne. Jak dla mnie był to tekst charakterystyczny dla Ciebie, przy czym mam na myśli bardziej styl niż treść.
To może na jedno wychodzi, w zależności od tego, jak ktoś określa mój styl ^ ^ Który może być momentami zbyt romantyczny. To też chyba zależy od odbiorcy i jakiegoś gustu, norm, tolerancji na cukier etc XD
pucchan napisał:
Nie słucham Versailles ani Kayi, jednak czytając Twoje teksty mam wrażenie, jakbym znała Kamijo i Kayę na wylot, stworzyłaś zupełnie charakterystyczne postacie, co bardzo mi się podoba, bo mimo że każda historia jest inna, wszystkie mają punkt wspólny - bohaterów. To ułatwia czytanie, bo już mam w głowie pewien obraz, bazę i tylko dodaję do tego nowe realia. Jeszcze wrócę do tego odczucia, jakbym znała bohaterów, bo muszę jeszcze dodać, że czuję się z nimi na tyle zaznajomiona, że przez cały czas, kiedy nie dodawałaś nic nowego, zaglądałam tutaj i czekałam, czując coś na kształt tęsknoty za długo nie widzianymi przyjaciółmi. Dzisiaj przyjaciele wrócili i jestem z tego bardzo zadowolona.
Bardzo, bardzo mnie cieszy ta część komentarza. To dlatego, że często słyszę 'a może następnym razem nowe wyzwanie typu inny pairing?' czy nawet wprost 'pairing zajeżdżony do niemożliwości', a ja naprawdę na tę zmianę nie mam ochoty, bo mi z nimi dobrze i w ogóle jestem za mocno do nich przywiązana, żeby się na coś innego przerzucać. Dlatego cieszę się straszliwie, że nie wszystkim to przeszkadza (a już zwłaszcza komuś, kto nie jest ich fanem sam w sobie, bo podobnym psycholom co ja też oczywiście monotematyczność nie przeszkadza XD) i czuję się baaardzo podbudowana ^ ^
Ta odpowiedź robi się już kosmicznie długa, więc na resztę Twojego komentarza pozwolę sobie odpowiedzieć obrazkowo z pomocą Teru:

Jeszcze raz bardzo bardzo dziękuję, takich słów mi brakowało <3333

_________________

Tonight, in the darkness of twilight
I want to fall asleep in your arms
As a shivering, broken marionette

I, broken marionette,
Am laughing with a slight embarrassment
Because if you only wish me
To give up everything else for you, I'll do it

I do not want to know anything more
I do not need anything else
I do not need anything

Kaya - Marionette
.
Powrót do góry Go down
http://www.versailles.jun.pl
Sponsored content




PisanieTemat: Re: [M] List   Today at 2:07 am

Powrót do góry Go down
 
[M] List
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
J-slash :: FanFiction :: G-
Skocz do: