IndeksIndeks  FAQFAQ  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dzień oczami Uruhy...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Kikacz
Ostatni sektor


Liczba postów : 15
Join date : 03/03/2013
Age : 17
Skąd : Tarnów

PisanieTemat: Dzień oczami Uruhy...   Sro Mar 20, 2013 10:50 pm

tytuł: Dzień oczami Uruhy...
autor: Kikacz
fandom: the GazettE
paring: brak
beta: brak
ostrzeżenia: Pisałam to wszystko, kiedy w nocy nie mogłam zasnąć, więc może być dość mocno pokręcone. Zawiera wulgarne słownictwo, kilka podtekstów i (najgroźniejsze z tych wszystkich!) moje marne poczucie humoru.


-Dobra Uruha, czas ruszyć dupę z wyrka i przygotować śniadanie- oto jak subtelnie zaczął budzić mnie mój żołądek. Niechętnie, jednak zachęcany odgłosami, jakie wydawał mój brzuch, lekko uchyliłem powieki. Oślepiło mnie rażące światło. -czy ja jestem w niebie?- pomyślałem- No cóż… bardzo możliwe, że mogłem się zachlać na śmierć…- jednakże, gdy moje oczy przywykły już do światła, przekonałem się, że to jednak nie niebo. Był to natomiast dom Kai’a. no tak! Wczoraj u niego była popijawa! – Brawo Uruha, brawo…- odezwał się mój mózg. Dobra, wiem już gdzie jestem, i nie będę musiał włóczyć się po obcym lesie, jak to się ostatnim razem skończyło. Ok., no ale gdzie chłopaki? Zacząłem się rozglądać po salonie Kai’a. zlokalizowałem właściciela mieszkania, jak smacznie chrapał pod stołem, a Ruki’ego, jak spał na dywanie, przyklejony do Reity, który był przyklejony do pustej butelki po sake (naprawdę, uroczy widok xD). Chwilę mi zajęło, zanim wypatrzyłem Aoi’ego. On to ma pomysły! Czarnowłosy gitarzysta własnie ucinał sobie drzemkę na samej górze regału( jak on tam w ogóle wlazł ?!?!). po raz kolejny zaburczało mi w brzuchu. I powstał nowy dylemat: czy obudzić Kai’a i tym samym narazić się na samobójstwo, czy samemu spróbować przygotować śniadanie? Chyba, że… Obudzę chłopaków i poproszę ich o zrobienie mi śniadania! Ależ jestem genialny! Tylko kogo? Aoi’ego lepiej nie budzić, bo jak spadnie to sobie jeszcze krzywdę zrobi. Reity nawet pod uwagę nie biorę. Trzeźwy Reita w kuchni = pożar, a co dopiero pijany Reita…? Hmm… chyba wszyscy się zgodzą, że pijany Reita w kuchni, próbujący coś upichcić= apokalipsa. Ruki… Ruki mógłby być, gdyby nie to, że pod względem gotowania, w rankingu zajmuje miejsce tuż za Reitą, więc może lepiej nie. Ok., sam się poświęcę i dla dobra mojego żołądka ( który zaczyna się już niecierpliwić) przygotuje sobie śniadanie! Tylko najpierw trzeba wstać… a tak w ogóle, to gdzie ja spałem? Dobra, jestem na sofie, ale jeszcze trzeba wstać… NIE! TAK! NIE! TAK! NIE! URUHA! RUSZŻE SWOJĄ SZANOWNĄ DUPĘ DO KUCHNI I DAJ COŚ JEŚĆ!!! Po raz kolejny przegrałem kłótnie z żołądkiem. Ok., spróbuję. Jednak kiedy tylko lekko się podniosłem, tak zaczęła mnie głowa boleć, że już wolałem wysłuchiwać, jak mój wierny towarzysz ( czyt. Żołądek) będzie mnie wyklinał. Rozejrzałem się jeszcze raz po pokoju i moim oczom ukazał się straszny widok. Jak ja go mogłem wcześniej nie zauważyć!? Ta mała bestia… ona, ona… ZARAZ MNIE POŻRE!!!
- RUUUUUUUUUUUUUUUKKKIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- wrzasnąłem- ZABIERZ ODE MNIE TĄ BESTIĘ!!!
( A jak to wyglądało? Strasznie! Na mojej piersi smacznie pochrapywał, zwinięty w kłębek, nie kto inny jak… KORON). Obudzony Aoi, z piskiem spadł z regału, Kai wyrżnął łbem o stół i teraz odgraża mi się, ze mnie zamorduje. Ruki’ego, tak samo jak Korona, najprawdopodobniej nic by nie ruszyło, gdyby nie to, że nagle wyrwany z głębokiego snu Reita kopnął z całej pety wokal w krocze, przez co ten zerwał się z wrzaskiem z podłogi. No to mam przesrane…
- Co ciebie, kurwa napadło?!?!- krzyknął wściekły Aoi, przy okazji rozmasowując sobie obolały tyłek.
- Właśnie. Drzesz się, jakby kto ciebie gwałcił-Mruknął Reita, mocniej się wtulając w pustą butelkę.
A co jeśli, jeśli… O mój Boże, o to to już tej bestii nie podejrzewałem…
- Błagam ciebie Ruki! Zabierz ode mnie to nieboskie stworzenie!!!
- Mówisz o Reicie, czy Aoi’m?- Pisnął ze łzami w oczach, trzymając się za swoje przyrodzenie.
-Ejjj… Może i nie wyglądam jako pijany najlepiej, ale żeby aż tak…?- dało się słyszeć jęk basu.
- Przykro mi Rei, ale nawet gorzej od nieboskiego stworzenia.- Parsknął Aoi.
- Uruha…. Obiecuję, że jeszcze ciebie kiedyś zamorduję…- o, o… Lider- sama właśnie wypełznął spod stołu… Już po mnie! Nie dość, że nie umrę jako dziewica, to jeszcze zamorduje mnie najpotężniejszy i nieźle wkurwiony demon. W dodatku kiedy mam kaca! Ciekawy początek dnia, nie?
- Kai! Proszę cię, powiedz, że masz lód!- Kolejny pisk Matsumoto. Od spotkania trzeciego stopnia z kolanem Akiry bardzo mu się głos zmienił.
- A co? Reita tak ciebie w nocy zmaltretował?- Zapytał perkusista podejrzliwe unosząc brwi.
- To już wiem, skąd dochodziły te jęki.
- Jak dobrze, że spałem na regale.- Aoi zrobił niemożliwy wyszczerz, natomiast Kai spiorunował go spojrzeniem pod tytułem : WTF?!.
- Co?! Ja nic nie zrobiłem! To Taka się do mnie kleił!- Próbował się bronić speszony bas.
- Aha, jasne, jasne.- Stwierdził najstarszy i znów ukazał światu rząd idealnie białych, równiutkich ząbków.
- Rany boskie! Kai! To masz ten lód, czy nie?!?!- Nie wytrzymało maleństwo.
- Dobra, dobra już po niego idę… Ale pod warunkiem, że opowiesz mi ze szczegółami co robiliście w nocy z Rei’em- Wykrzyknął uradowany Kai i zaniósł się tym swoim demonicznym śmiechem. Zaczynam się go bać…
- Do niczego między nami w nocy nie doszło… Zresztą co ty taki ciekawy? Zboczeniec!- Zaczął piszczeć Ruki
- Spaczony zboczeniec.- Dodał Reita, który cały czas siedział na dywanie przytulony do butelki.
- No już dobrze, już idę po ten lód- Powiedział lider, ciągle się śmiejąc i wyszedł do kuchni.
- Haloooooo! A czy o mnie ktoś pamięta?!?! – Krzyknąłem. Nagle Koron zaczął się budzić- RATUNKU!!!!!!!!! TEN POTWÓR SIĘ BUDZI!!!!!!! CHCE MNIE POŻREĆ!!!!!!!!!!- Teraz darłem się jak najęty. W końcu nieźle wkurzony Reita wstał z podłogi, włożył mi w usta swoja drogocenną butelkę, tym samym mnie uciszając i wziął psa na ręce.
- To o to się tak rano wydarłeś?!?!- Krzyknął , odrzucając psa na bok. Ups… Kolejna osoba, która chce mnie już z samego ranka zabić. No świetnie!
- Hej! Uważaj trochę na moje maleństwo!- wpienił się Ruki ( wciąż piszcząc).
- Czyżby pierwsza kłótnia małżeńska?- Aoi nie wytrzymał i parsknął śmiechem.
- Zabiję cię – Wkurzył się Akira i rzucił na czarnowłosego. W tym momencie do pokoju wszedł Kai z lodem dla Takanori’ego, jednak zatrzymał się i ze zdziwieniem wpatrywał w turlających się po podłodze basistę i gitarzystę. Widok był naprawdę komiczny, zwłaszcza z mojej perspektywy.
- Czyżby Reita obrał sobie nowy cel? Hej, słuchajcie, nie mam na tyle lodu. Rei, opanuj się chłopie! Lider zaczął chichotać. Akira w końcu skończył dusić Aoi’ego, mrucząc pod nosem, jacy my wszyscy jesteśmy debilni i poszedł do kuchni. Natomiast Yuu zaczął się dusić, tylko, że tym razem ze śmiechu.
Matsumoto podszedł do Tanabe i wyrwał mu lód z ręki, następnie przykładając do… wiadomo gdzie, co tylko spotęgowało nasz śmiech. Natomiast Maleństwo z zadowolenia aż westchnęło. Nie sądziłem , że lód rzeczywiście tak łagodzi ból.
- Może jeszcze jakiejś maści ci dać?- Cholera! Nie wytrzymałem! Zaraz dojdzie trzecia osoba, która chce mnie zabić z samego rana. Oż kurwa… On ma Korona i na pewno nie zawaha się go użyć!
-Aaaaaa! Boję się! Mamo, zabierz mnie stąd!- uśmiechnąłem się do swoich myśli.
- Nie daruję ci tego.- Warknął Matsumoto. A ten jak zwykle wszystko interpretuje po swojemu. No i jak tu wytrzymać, by nie zwariować( lub nie zostać zaatakowanym przez wściekłego Rukiego)?!?!
- Ja pierdole!- Krzyknął Kai.- Reita jest w kuchni! Ja tu nie chce wybuchu bomby atomowej!- Puścił się biegiem za basistą ze zgrozą wymalowaną na twarzy.
- Tylko nie zapomnij, że masz mało lodu!- Krzyknął Aoi. On by sobie nie wybaczył, gdyby tego nie powiedział.
- Reita! Co ty wyprawiasz?!?!- Pisnął z przerażeniem Kai, widząc, co pewien przez nas pieszczotliwie zwany Potwór Bez Nosa wyczynia w jego królestwie.
- No jak to co? Śniadanie przygotowuję!- powiedział dumnym głosem Akira.
- Ale po jaka cholerę masz na głowie garczek, w jednej ręce trzymasz patelnie, a w drugiej NÓŻ!?!?!?!- zaczęliśmy chichotać. To musiał być komiczny widok, jednak żaden z nas nie chciał iść sprawdzić. Wyprowadzony z równowagi Kai jest bardzo niebezpiecznym osobnikiem.
- Wole być przygotowany na to, co spotkam po drugiej stronie…
- Drugiej stronie czego?!?!?! Lodówki?!?!
- Nie wiadomo co ty tam trzymasz…
- WON!!!
Z kuchni z wrzaskiem wypadł Reita, wciąż z garczkiem na głowie, a tuż za nim Kai z… o zgrozo! Z NOŻEM!!! Wybałuszyliśmy oczy. Nawet Aoi przestał się śmiać. Wiedział ,że w tym stanie lepiej nie drażnić lidera… natomiast Suzuki z prędkością światła schował się za sofę, na której leżałem, przy okazji gubiąc swój ,,hełm”.
- Niech nikt nie waży się wejść do mojej kuchni, inaczej gorzko tego pożałuje!- Sapnął Tanabe i wrócił do swojego królestwa.
- Mówię wam. On na pewno tam coś trzyma, o czym nie chce, żebyśmy wiedzieli.- Szepnął Akira na tyle głośno, żebyśmy go usłyszeli, ale nie Kai.
- AOI!!! CO DO JASNEJ CHOLERY ROBIĄ TWOJE GACIE W ZAMRAŻARNIKU!?!?!?!?- Ryknął lider. Czarnowłosy zawył z przerażenia i wepchał się do kryjówki Rei’a. W tej chwili wpadł do salonu czerwony na twarzy drummer trzymając w ręku nie co innego, jak gacie Yuu…
- Muahahahahahahj!!! Hahahaha!! Hihihi! Hehe! Huehuehuhe!! HAHAHAHA!!!- Znowu nie wytrzymałem! Przez swoją niewyparzoną gębę w końcu zginę!
- Tak ci wesoło? To masz!- Lider rzucił majtki prosto w moją twarz. Zerwałem się z wrzaskiem. Pieprzyć ból głowy i nudności. To obrzydlistwo dotknęło mojej pięknej buźki! Z jękiem obrzydzenia wywaliłem bokserki za siebie. Niestety, na moje nieszczęście trafiłem w Rukiego. Kątem oka zdążyłem jeszcze zarejestrować, jak Kai wymyka się do kuchni. Zemszczę się! W tym momencie Taka zwalił mnie z nóg na podłogę, usiadł na mnie okrakiem i przyłożył majtki do mojego nosa. Kurwa, on mnie próbuje udusić!!! Zacząłem młócić powietrze rękami i nogami. Nic to nie dawało! W końcu, gdy byłem na granicy przytomności, Aoi i Reita, upewniwszy się wcześniej, że lider już sobie poszedł i im nie zagraża, odciągnęli Ruksa z gaciami ode mnie i mojego nosa. Ale mój prześladowca nie dał za wygraną i teraz szarpie się z muzykami!
- On w padł w jakiś trans!!!- Zaczął krzyczeć Yuu.
- Przytrzymaj go.- Powiedział niezwykle poważnym tonem basista. To nie wróży nic dobrego…

Akira stanął na wprost wokalu, położył ręcę na jego ramionach, uspokajając go tym lekko. Wszyscy wiedzą, że jak Reita wpadnie na jakiś genialny pomysł, to można już się zacząć bać. Bas pochylił się, tym sposobem zbliżając się do twarzy Maleństwa i … Po raz drugi tego ranka kopnął go w krocze!
- AŁA!!! Kurwa! Ja ci tego nie daruję! Jak ci zaraz przypierdolę, ty sukinsynu, to już nie będzie ci tak wesoło!!!- Ruki wyrwał się z uścisku czarnowłosego i puścił w pogoń za roześmianym basistą, który chwycił po drodze swój gar. Wybiegli z salonu. Ten korytarz prowadził chyba do sypialni. Po dwóch sekundach usłyszeliśmy krzyk Reity.
- O Boże! Dopadł go…- Szepnął Aoi.
- Będzie mi go brakować.- Westchnąłem. W tym momencie do salonu wpadł roześmiany Ruki z… zaraz, zaraz! Czy to aby przypadkiem nie jest chusta Akiry! Tuż za nim do pokoju wbiegł znacznie mniej wesoły basista z rządzą mordu w oczach.
- Ja pierdzielę, Rei ty masz nos!- Krzyknął uradowany Aoi. Oznaczało to bowiem, że wygrał zakład z Kai’em. Tymczasem Taka z racji swojej niewielkiej postury wślizgnął się pod sofę.
- Ty draniu! Wypierdalaj stamtąd!- Huknął Suzuki.
- Bo co mi zrobisz?- Zapytał rozbawiony wokal.
- Lepiej żebyś nie wiedział.- Mruknął wściekły Beznosy (ale jednak z nosem) Potwór. Matsumoto zaczął chichotać. Niestety nie przewidział tego, że Reita wślizgnie się za nim i wyciągnie go za nogi…
- Nieeeeee!!! Błagam! Litości! Aoi! Uruha! Pomocy!- krzyczał przerażony wokal, podczas gdy Reita ciągnął go za nogi po podłodze. W ten sposób zaciągnął go do przedpokoju. Westchnąłem. Któryś z nich nie przeżyję tego poranka…
- Hmmm… wiesz co? Ja chyba jednak ubiorę te gacie…- Stwierdził zarumieniony Aoi i wyszedł do kibla.
- Śniadanie gotowe!- Krzyknął znów szczęśliwy Kai, wkraczając z pełnym talerzem kanapeczek. Dzięki Bogu, jest człowiekiem, który długo nie potrafi się gniewać.
- A gdzie reszta?- Rozejrzał się zdumiony.
-PLASK!!!- Hmmm. Z racji tego, że wiele razy już oberwałem od różnych panienek, wywnioskowałem, że to był dość siarczysty policzek.
- Ciekawe, który dost…- W tym momencie przerwał Kai’owi szloch Matsumoto.
- Ruki.- Odpowiedzieliśmy jednocześnie.
- O! Śniadanko!- Zachwycił się Reita, który przed chwilą wszedł do pokoju. Znów z tą szmatą na twarzy. Tuż za nim wszedł Taka z pięknym i wyrazistym, czerwonym śladzie ręki Akiry na policzku.
- Wróciłem! A co to? Takanori zrobił sobie tatuaż?- Spytał Aoi, który powrócił z kibla.
- Chyba, że ktoś mu pomógł…- Tu spojrzał podejrzliwie na bas.
Natomiast Suzuki miał jego wypowiedź ewidentnie gdzieś. Cielęcym wzrokiem wpatrywał się w stos kanapeczek. No tak… Gdy Reita widzi jedzenie na stole, to kontakt z nim jest praktycznie nie możliwy. Zaburczało mi w brzuchu. Mój żołądek także wyczuł żarełko. O cholera! Przecież jak Rei dorwie się do talerza, to już nic nie zostanie dla nas, skarbie… Ok., ok. Wiem, gadam jak Gollum, ale taka jest prawda! Reita nie zostawi dla nas ani kęsa! Mój żołądek głośno zawarczał. On też wie, jakie zagrożenie stanowi dla nas Suzuki…
- Akira, odsuń się od talerza.- Powiedziałem najspokojniej, jak tylko potrafiłem w danej chwili. Basista spojrzał na mnie zdziczałym wzrokiem. Kurwa, domyślił się!
- Bo co mi zrobisz?- Zapytał lekko zachrypniętym głosem. Zaczyna mnie przerażać, jednak od niego bardziej się boję wkurwionego żołądka. Aoi i Ruki wyczuwając nadciągające niebezpieczeństwo, przezornie odsunęli się od nas. Kai czmychnął do kuchni.
- Coś, czego mogę potem żałować.- Odparłem gardłowym głosem.
- Do takich ,,rzeczy” masz przecież Aoi’ego.- Prychnął.
-Eeeeej- Chciał zaprzeczyć gitarzysta, ale w tym momencie rzuciłem się wściekły i głodny na basistę. Taka pisnął, wziął garnek i przyłożył do swojego krocza. No tak, woli się zabezpieczyć… Nie dziwię mu się.(xD) Yuu wdrapał się na regał i teraz tylko łypie na nas z góry. On mi zaczyna kota przypominać. Drummer’a, jak nie było, tak nie ma. Zaczęliśmy się miedzy Reitą przepychać. Jeszcze nie doszło do użycia pięści i nóg. Lepiej dla mnie, żeby Rei nie użył kolana. Widziałem co się stało Rukiemu. Nie chce tego poczuć na własnej skórze… Ha! Wpadłem na niezwykle genialny pomysł! Podciąłem Akirę nogą! Ha Ha! Jestę geniuszę! Ale on spadając, pociągnął mnie za sobą. Kurwa, tego nie przewidziałem. Tak więc teraz turlaliśmy się po podłodze. Raz ja byłem na górze, raz on, raz ja, raz on.
I tym sposobem dotarliśmy do sypialni.
- Znowu?- jęknął basista siedząc na mnie okrakiem - Już naprawdę nie mogłeś wymyślić czegoś lepszego?- Gadał Reita intensywnie wpatrując się w sufit, jakby mówił do Boga.
Wykorzystałem te chwilę i szybko zamieniłem się rolami z Akirą.
- I co teraz powiesz?- Spytałem usadawiając się na jego biodrach.
- Spierdalaj! Klejnoty mi miażdżysz!- Cel osiągnięty.
- Więc jak będzie ze śniadaniem?- Lubieżnie oblizałem wargi. Śniadanko…
- No ok., mogę się z Toba podzielić jedna kanapką.- Westchnął. Naparłem na niego jeszcze mocniej. Biedak, tylko pisnął. Należało mu się.
- Że co?- No dobra, będę miłosierny. Dam mu szanse na nawrócenie.
- Dobra!- Nie wytrzymał.- Niech już będzie po połowie! Najwyżej później zrobimy krucjatę na kuchnie Kai’a. – Taka odpowiedź zdołała mnie i mój żołądek zadowolić. Zszedłem z jego bioder i pomogłem mu wstać. Razem, ramię w ramię ruszyliśmy raźnym krokiem. Weszliśmy do salonu, a tu…
- O, hej.- Spojrzał na nas zarumieniony Ruki.
- Cześć.- Dodał Aoi i spuścił wzrok. To co zastaliśmy… Jak oni mogli?! I to tuż pod naszym nosem. Oni… Oni… WPIEPRZYLI WSZYSTKIE KANAPKI!!! Reita zawył z wściekłości i bezsilności, a ja wyrzuciłem z siebie wiązankę dość ordynarnych przekleństw. No co za skurwiele!
Powrót do góry Go down
 
Dzień oczami Uruhy...
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
J-slash :: FanFiction :: PG-15-
Skocz do: