IndeksIndeks  FAQFAQ  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [M] Tysiąc żurawi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Shadow
Edytor Pogrzebowy


Liczba postów : 679
Join date : 11/03/2010
Age : 23
Skąd : Chełm / Warszawa

PisanieTemat: [M] Tysiąc żurawi   Nie Mar 14, 2010 5:01 pm

Tytuł: Tysiąc żurawi
Pairing: Kamijo x Kaya (Versailles/solo)
Rodzaj: Romans (raczej)
Słów: 3106
Ostrzeżenia: brak
Komentarz: Skończyłam to wczoraj, po równym tygodniu pracy XD Tekst wyjątkowo jak na mnie krótki (zazwyczaj dochodzę do 8-12 tysięcy słów) i w ogóle dosyć nietypowy; zrezygnowałam ze swoich ukochanych opisów uczuć i rozwlekania akcji do granic możliwości, stawiając raczej na dialogi i opisy zachowania. Miało być lekko, ciepło i wiosennie. Jak wyszło - ocenicie sami ;)
Autobeta, więc jakieś literówki mogą się trafić, sprawdzałam pół godziny, no ale i tak różnie z tym bywa.
~~

Nikt nie zauważył, kiedy luty zmienił się w marzec.
Zwały śniegu i lodu topniały powoli, odsłaniając zeszłoroczną trawę; bardziej brązowa niż zielona, sama w sobie nie była specjalnie estetycznym widokiem, ale po prawie trzech miesiącach nieustępującej bieli napawała wszystkich optymizmem. Coraz dłuższe stawały się dni i coraz częściej towarzyszyło im słońce, powoli budzące do życia dotychczas uśpioną pod śniegiem przyrodę. Odzywały się wracające z południa ptaki, a ludzie na ulicach chodzili znacznie wolniej, nie chowając już twarzy w szalikach i uśmiechając do siebie. Wiosna stopniowo ogarniała świat, od czasu do czasu ścinana jeszcze przez przymrozki, ale z każdym dniem silniejsza, szybciej rozpuszczała poranny szron.
- To już nie potrwa długo – stwierdził Kamijo, nawijając na palec kosmyk jasnych włosów. - Może tydzień, może dwa i zacznie się prawdziwa wiosna.
Kaya pokiwał głową, mieszając łyżką w szklance z herbatą. Przez przezroczyste szkło widać było, jak w bursztynowym płynie tańczą kryształki cukru. Przez chwilę milczeli obaj, wpatrzeni w okno; na jakiś czas schowało się słońce i niebo zasnuło chmurami.
Nawalało centralne ogrzewanie, więc w sali było dosyć chłodno. Wszędzie unosił się kurz, mleko do kawy dawno straciło termin ważności, a na parapecie straszył wysuszony niemal na wiór wiecheć, który niegdyś był kwiatkiem. W założeniu miał ich dotleniać (tak przynajmniej twierdził Hizaki), ale w obecnym stanie nie było na to wielkich szans – chybotało się na nim tylko kilka wyschniętych liści. No cóż, jakby nie patrzeć, długo ich tutaj nie było.
- Czy oni w ogóle mają zamiar się dzisiaj pojawić? - spytał Kaya, przecierając oczy. - Może po prostu posprzątamy sami i pójdziemy do domu? Strasznie chce mi się spać. Ostatnio dużo pracuję.
Kamijo odchylił się na krześle, spoglądając na wiszący na ścianie zegarek.
- Dajmy im jeszcze piętnaście minut. Jak nie przyjdą, będą sprzątać bez nas, ja na pewno nie będę biegał teraz z mopem jak ostatni idiota tylko dlatego, że nie raczyli się zjawić.
- Mhm – mruknął ciemnowłosy, obracając łyżkę w palcach. - Fakt faktem, nie jest to, kochanie, szczyt marzeń o tym, co moglibyśmy robić, skoro zostaliśmy sami.
Starszy mężczyzna nie odpowiedział na tę uwagę; uśmiechnął się kątem ust, pochylając nad segregowanymi dokumentami. Kaya obserwował go przez chwilę, po czym, wzruszywszy ramionami, skrzyżował je na blacie i położył na nich głowę, wracając do powolnego mieszania herbaty. Na parę minut znowu zapadło milczenie, ale ponieważ trwanie w nim nie było mocną stroną młodszego, podniósł się w końcu, z powrotem wbijając wzrok w Kamijo. Ze zmarszczonymi brwiami, czytał właśnie któryś z układanych papierów – a trzeba przyznać, że było co układać.
- To wszystko naprawdę jest ci potrzebne? - spytał.
- Szczerze? Próbuję znaleźć tu COKOLWIEK, co jest mi potrzebne – zaśmiał się w odpowiedzi. - Gdyby to oddać na makulaturę, można by było pół lasu uratować.
- No to daj mi jakąś kartkę. Obojętnie, jaką.
Spojrzał na niego pytająco, podając mu coś, co wyglądało na wykaz z banku.
- Dziękuję – skinął głową Kaya, podnosząc szklankę do ust.
Nie powiedział nic więcej, więc blondyn wzruszył ramionami i wrócił do swojej pracy. Po chwili przerwał mu jednak odgłos dartego papieru. Porzucił czytane zdanie w pół słowa i znowu podniósł głowę, z uniesionymi brwiami patrząc, jak jego towarzysz z niewzruszoną miną skraca kartkę do kształtu kwadratu.
- Co robisz?...
- Nic takiego. Muszę po prostu zająć czymś ręce. - Westchnął lekko, składając papier. - Słuchaj, mógłbyś uchylić trochę okno? Zimniej i tak już nie będzie, a prawie nie ma czym oddychać. I chyba czuję farbę. Malowaliście coś?
- W jakimś dramatycznym zrywie chcieli ścianę – wyjaśnił Kamijo, zgodnie z jego życzeniem wstając i podchodząc do okna. - Ale wywalili farbę na schodach i na tym się skończyło. Tylko zapach został i za nic nie chce zniknąć. Ja już nie mam siły po prostu, ich pomysły mnie czasem... O – urwał, przysuwając twarz do szyby. - Śnieg pada.
- Nie mów! - Senność opuściła Kayę błyskawicznie; poderwał się z miejsca, podbiegając do okna i wbił zrozpaczony wzrok w tańczące za szybą drobne białe płatki. - Och nie, wszystko, tylko nie to! Nie znowu!...
Kamijo z trudem stłumił śmiech.
- Hej, nie panikuj! To już resztki tej zimy, gwarantuję ci, że jeszcze dzisiaj się rozpuści.
- Och wiem, wiem, ale ja po prostu nie mogę już na to patrzeć – jęknął. - Mam dosyć zimy, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, naprawdę. Aż myślę, że mógłbym co roku zapadać w sen i budzić się na wiosnę.
- No coś ty – uśmiechnął się starszy, szturchając go lekko. - Nudziłoby się nam bez ciebie przez ten czas.
Kaya wzruszył ramionami, ale mimo wszystko także się uśmiechnął, patrząc na niego kątem oka. Jeśli o emocje chodziło, można było w nim czytać jak w otwartej książce.
- W każdym razie – rzekł Kamijo, znowu zwracając wzrok w stronę okna – w tę pogodę na pewno nie zechce im się tutaj przychodzić. Nie ma na co czekać i marnować czasu, trzeba będzie się zbierać.
Pokiwał ponuro głową.
- Niech tylko trochę się uspokoi... Chociaż z tego, co widzę, to póki co pada coraz bardziej.
- Nie bądź taki niecierpliwy, przecież przestanie – zapewnił go, z krzywym uśmiechem kreśląc w pokrywającym parapet kurzu swoje imię. Tuż obok marnej karykatury rośliny doniczkowej, wyraźnie odcinało się na niemal białym tle. - Zrób to samo. Żeby wiedzieli, że byliśmy... I że mają posprzątać, bo nogi z dupy powyrywam.
Kaya parsknął śmiechem.
- Co za straszny lider z ciebie! Naprawdę nie wiem, jak oni to wytrzymują.
- Przywykli. Nie mieli wyjścia.
- Mną nikt nie rządzi. Jestem wolny i niezależny w każdej dziedzinie życia. - Uśmiechnął się blado, dorysowując przy swoim imieniu na parapecie niewielkie serduszko. - Nie potrzebuję nikogo, polegam tylko na sobie. Nie narzekam.
Kamijo nie odpowiedział; chyba zamyślony, znowu patrzył na śnieg. Tak jak zauważył Kaya, padało coraz bardziej - z nieba spadały teraz wielkie białe płaty, wirując na wietrze bez żadnej koordynacji, we wszystkich kierunkach i zlepiając ze sobą, przez co rosły jeszcze bardziej. Trawnik pod oknem studia był nimi pokryty niemal zupełnie, a wszystko inne wyglądało jak spryskane białą farbą.
- Czuję się jak w takiej szklanej kuli – powiedział w końcu blondyn. - Wiesz, potrząsa się nią i wtedy pada śnieg.
- To jedna z tych rzeczy, o których marzy się w dzieciństwie, prawda? Żeby chociaż na chwilę znaleźć się tam, w środku.
- Tak – uśmiechnął się do niego, a Kaya odwzajemnił uśmiech. Potem jednak posmutniał nagle i spuścił wzrok, odwracając się z powrotem w stronę stołu, za którym wcześniej obaj siedzieli. Wrócił powoli na swoje krzesło, siadając na nim ciężko i z cichym westchnieniem podnosząc z blatu złożoną wcześniej kartkę. Jeden z dokumentów Kamijo nie wiadomo kiedy przybrał kształt ptaka.
- Żuraw? - spytał starszy z wyraźnym zainteresowaniem, także wracając na swoje miejsce, naprzeciwko niego.
- Ostatnio nabrałem nawyku składania ich – wyjaśnił obojętnym tonem, podrzucając swe dzieło w ręce. - Nie jest to trudne, a poza tym wciąga i daje dłoniom zajęcie.
- Dużo już masz?
Wzruszył ramionami.
- Nie aż tak. Może czterdzieści, może trochę więcej.
- Zatem jeszcze dziewięćset sześćdziesiąt i spełni się twoje życzenie. – Uśmiechnął się lekko. - Masz jakieś życzenie, Kaya-chan?
- Każdy ma – uciął, chyba nieco zmieszany. Po chwili wahania podjął jednak na nowo, mówiąc powoli – każdy ma, ale nie sądzę, żeby papierowe ptaki, obojętnie w jakiej ilości, cokolwiek dały. - Przygryzł usta, marszcząc lekko brwi i dodał trochę ciszej, bardziej do siebie niż do niego – gdybym miał pewność, że pomogą... Wtedy już dawno złożyłbym ten tysiąc.
- Zawsze warto spróbować – stwierdził optymistycznie Kamijo, opierając się na łokciu. - Co ci szkodzi?
Uśmiechnął się smutno, obracając żurawia w palcach i oglądając go z każdej strony. Był naprawdę udany – jak żywcem wyjęty z podręcznika do origami – i widać było, że jego twórca zdążył już nabrać wprawy. Nie wyglądał jednak na dumnego; wzrok miał nieco zbyt nieobecny i beznamiętny.
- Chcesz wiedzieć, czego bym sobie życzył? - spytał po długiej chwili ciszy, nadal na niego nie patrząc.
- Jasne.
- Parę minut temu skłamałem – wyznał. - Wiesz, tak naprawdę to nie jest tak, że nikogo nie potrzebuję. - Znieruchomiał z żurawiem w palcach, a na jego twarzy pojawił się lekki grymas. - Chyba chciałbym, żeby tak było. Mówiąc szczerze, jest ktoś, kogo od dawna kocham. Ale on mnie nie chce.
Kamijo zamrugał, prostując się na krześle.
- Po czym wnioskujesz, że nie?... To znaczy, oczywiście rozmawiałeś z nim?
- Nie, ale wiele razy starałem się mu pokazać, co czuję. Nie reagował... Może nie chciał mnie zranić, mówiąc mi to wprost. To by do niego pasowało – westchnął.
- Albo po prostu nie jest pewny, czy twoje zamiary są poważne – rzekł, ponownie opierając podbródek na dłoni. - I na przykład postanowił poczekać, aż sytuacja się wyklaruje.
- I dlatego mnie zlekceważył?
- Ludzie robią różne rzeczy. Zwłaszcza przy tak trudnych i delikatnych sprawach.
- To żenujące.
- Ale prawdziwe.
- Mógł mnie po prostu o te zamiary zapytać, czyż nie? Zapytać, czego oczekuję. Ja też wolałbym wiedzieć, na czym stoję. Ostatnio czuję się tym coraz bardziej zmęczony. - Przymknął oczy, masując dłonią skroń. - Prawie nic nie robię, tylko siedzę i składam te żurawie, jak gdyby to miało cokolwiek dać. Nawet spać nie mogę... Tak, z tą pracą też trochę skłamałem – dodał, widząc jego spojrzenie. Uśmiechnął się gorzko. - Mnie po prostu nikt nie traktuje poważnie. Wiem, jak się czasem zachowuję... Ale to chyba nie jest powód, żeby wszyscy mężczyźni, których pokocham, myśleli, że tylko żartuję. Zwłaszcza wtedy, kiedy ja naprawdę... - urwał, gwałtownym gestem ocierając oczy. - Och, nie mam pojęcia, po co ci o tym mówię. Zostawmy ten temat.
Kamijo skinął głową.
- Czasem lepiej to z siebie wyrzucić, nie? Jeśli wolno mi coś ci doradzić, to nie przeżywaj tego tak, skoro w gruncie rzeczy nic konkretnego jeszcze nie wiadomo. Tylko niepotrzebnie strzępisz sobie nerwy. Daj wam trochę czasu, a może wszystko samo się ułoży.
Nie wyglądał na przekonanego, ale nie skomentował tych rad.
- Dzięki – mruknął tylko grobowym tonem.
- Nie ma za co – uśmiechnął się do niego pokrzepiająco, podnosząc się z krzesła i składając wszystkie dokumenty na jeden, w miarę równy stos. Odgarnął włosy z twarzy i rzucił krótkie spojrzenie w stronę okna. - No, zobacz, przestało padać! Masz może ochotę na spacer? Moglibyśmy iść do parku i poszukać oznak wiosny. Jak w podstawówce.
Kaya roześmiał się, jak gdyby na chwilę zupełnie zapominając o dręczącym go smutku. Chyba nawet jego trochę to zdziwiło; popatrzył na Kamijo z wyraźną wdzięcznością.
- Dobrze, możemy iść.
Wstał zza stołu i zawahał się na chwilę, patrząc na zostawionego na blacie żurawia. Potem jednak uśmiechnął się krzywo, podniósł go i posadził na złożonych przez drugiego mężczyznę kartkach.
- Przyda im się trochę szczęścia, jak przyjdą sprzątać ten bajzel – stwierdził. - Niech przynajmniej im ten żuraw pomoże.

W parku wiosny było bez porównania więcej niż w innych miejscach. Nawet pomimo leżących miejscami płatów śniegu i lekko przyprószonego nim trawnika, dało się wyczuć w powietrzu jej zapach, tak charakterystyczny, chociaż ciężki do opisania. Chmury już się rozstąpiły i znowu wyjrzało słońce, topiący się lód spływał alejkami, a wśród nagich jeszcze gałęzi drzew cicho śpiewał jakiś ptak. Nie ulegało wątpliwościom, że to był już koniec tej długiej zimy i tylko kwestią czasu pozostawało, jak wszystko zazieleni się i zakwitnie.
- Cudownie – śmiał się Kaya, oddychając głęboko wiosennym powietrzem. Najwidoczniej atmosfera mimo wszystko udzieliła się i jemu, bo dosłownie tryskał życiem, a po jego niedawnym przygnębieniu nie zostało ani śladu. - Wreszcie czuję, że żyję. To była jedna z tych zim, kiedy myślisz, że świat zupełnie zanikł pod śniegiem, prawda? Wspaniale jest się przekonać, że jednak nadal istnieje. I pomyśl, że jeszcze tylko dwa tygodnie i znowu zakwitną wiśnie! Czas naprawdę bardzo szybko leci. Kto by się spodziewał, że to już rok minął od ostatniego hanami.
Kamijo pokiwał głową, z lekkim uśmiechem na ustach słuchając zwyczajowego szczebiotania młodszego. Fascynująca była łatwość, z jaką łączył podziwianie przyrody z nieustanną gadaniną. Był to zresztą najlepszy dowód na to, że czuł się już o wiele lepiej.
- I całe dziewięć miesięcy do następnej zimy, o ile pogoda nam dopisze – udało mu się wtrącić.
- Tak, tak! - podchwycił entuzjastycznie. - Jak to dobrze, że mieszkamy w tym klimacie. Na północy na pewno nie wytrzymałbym zbyt długo, te mrozy i w ogóle... Zresztą, czego innego spodziewać się po kimś, kto wychował się na Shikoku! Tam w styczniu jest sześć stopni ciepła, czasem nawet więcej i nigdy specjalnie na to nie narzekałem... Pierwsza zima w Tokio była dla mnie szokiem – dodał ze śmiechem. - Myślałem, że nie dożyję do marca... Ale wracając do hanami, to może któregoś razu wybralibyśmy się wieczorem? Choćby wszyscy razem, dawno nigdzie tak nie byliśmy.
- Myślę, że reszta chętnie na to przystanie.
- Wspaniale! Nocą to naprawdę cudownie wygląda, wiesz, to czarne niebo, drzewa całe w bladoróżowych kwiatach i wszędzie lampiony – rozmarzył się. - Mógłbym siedzieć tak choćby i do rana... No i o tej porze ludzi będzie chociaż trochę mniej, może nie trzeba będzie bić się o miejsce na ławce – zaśmiał się ponownie, po czym westchnął, przymykając oczy. - Nie mogę się doczekać. Naprawdę uwielbiam wiosnę.
Przez chwilę szli w milczeniu, Kaya pochłonięty swoimi wizjami, Kamijo nadal z tym samym lekkim uśmiechem obserwując jego szczęśliwą twarz. Tego dnia w parku nie było zbyt wielu ludzi, pojedyncze osoby mijały ich średnio co parę minut. Nigdzie im się nie śpieszyło, więc szli raczej wolnym krokiem, ramię w ramię, z dłońmi wciśniętymi w kieszenie płaszczy; mimo grzejącego w twarz słońca, wiejący wiatr wciąż miał w sobie jakiś zagubiony powiew zimy. Akurat przechodzili obok drzew wiśni, budzących się powoli z długiego snu – ich gałęzie pokrywały już drobne pąki, które wkrótce miały rozwinąć się w kwiaty. Żywe symbole nadziei i oczekiwania rosły rzędami po obu stronach alejki.
Kiedy Kaya skręcił w odchodzącą od niej ścieżkę, Kamijo ruszył za nim bez słowa, z coraz większym rozbawieniem obserwując jego taneczny krok i unoszoną w stronę słońca twarz.
- Uważaj, bo odlecisz! - zawołał w końcu ze śmiechem. - Albo gorzej, zaraz na coś wpadniesz. A chyba nie chcesz występować z plastrem na nosie?
Jak ty lubisz się ze mnie nabijać! - Odwrócił się, zakładając ramię na ramię i na przekór starszemu idąc przez chwilę tyłem. - Ale proszę bardzo, droga wolna, ja się nie dam łatwo sprowokować.
- Wcale nie chcę cię prowokować – uśmiechnął się. - Radzę ci tylko patrzeć pod nogi, bo trochę ci ucieka. - Z triumfalnym wyrazem twarzy szarpnął głową w stronę mijanego przez nich drzewa.
Na widok rosnących pod nim krokusów Kaya niemalże podskoczył. Zbiegł ze ścieżki, w sekundę znajdując się przy nich i, przyklęknąwszy, zaczął rozgarniać nagą dłonią śnieg.
- To pierwsze kwiaty w tym roku! Ach, nie daruję ci, że znalazłeś je przede mną.
- Uprzedziłbyś mnie, gdybyś patrzył trochę niżej. - Kamijo stanął obok, opierając się o pień i krzyżując ramiona na piersi. Jego samego kwiaty zdawały się obchodzić o wiele mniej. Wzroku niemal nie odrywał od Kayi.
- Są naprawdę piękne – mówił ten, dotykając lekko jasnozielonej łodygi tuż pod kielichem kwiatu. - I takie delikatne. Myślisz, że przymrozek ich nie zniszczy?
- O to możesz być spokojny. Natura wszystko dobrze zaplanowała, pierwsze kwiaty są wbrew pozorom dosyć silne. Niepewna pogoda im nie straszna.
To chyba go uspokoiło. Długą chwilę milczał, siedząc bez ruchu i wpatrując się w krokusy z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Potem nagle westchnął, potrząsając głową i podniósł się, gwałtownie obejmując rękoma ramiona, jak gdyby dosięgnął go jakiś chłodniejszy podmuch wiatru. Ze skrajności w skrajność, jak w kalejdoskopie, gdzie jeden ruch wystarcza, by wszystko zmienić, jego oczy znowu posmutniały, przybierając ten sam wyraz co wcześniej, w studiu.
- Chciałbym być taki, jak one – powiedział cicho. - Mieć tyle siły.
Patrząc na niego, starszy wahał się może przez trzy sekundy. Potem musiał podjąć jakąś decyzję, bo energicznie odepchnął się od drzewa i podszedł bliżej, stając tuż za jego plecami.
- Przecież masz – rzekł najłagodniejszym z możliwych tonów, kładąc mu obie dłonie na ramionach. W nim też zdecydowanie zaszła jakaś zmiana; oczy patrzyły inaczej, rysy twarzy jakby się wygładziły. - Zawsze się podnosisz, prawda? Po każdym przymrozku. - Uśmiechnął się smutno, przytulając go delikatnie do siebie, może niezbyt jeszcze pewny reakcji. Kaya nie protestował; jego ciało było spięte, ale zupełnie bierne. Kiedy Kamijo wyciągnął rękę i ujął jego lodowatą od dotykanego niedawno śniegu dłoń, rozgrzewając we własnej, także się temu nie sprzeciwiał. Zastygł nieruchomo, z pochyloną głową, niemal przestając oddychać i przymykając oczy jak do snu. Trochę tak, jakby bał się w tej chwili wykonać samodzielnie jakikolwiek ruch. Tylko usta drżały lekko, prawie niewidocznie. Starszy westchnął, pochylając się nad jego policzkiem i ocierając lekko nosem o chłodną skórę, po czym dodał jeszcze ciszej – jesteś taki, jak one, piękny i silny. Dla mnie zawsze taki byłeś.
Na te słowa, wyszeptane niemalże do ucha, drgnął w końcu, wyrwany z letargu. Obrócił się w miejscu, stając do Kamijo przodem i spojrzał mu w oczy zupełnie inaczej niż do tej pory, tak, jak gdyby nagle nie miał już nic do stracenia. Jak gdyby coś, co długo trzymał w ukryciu, w końcu wyrwało mu się spod kontroli i wypłynęło na powierzchnię, z wyjątkową jak na niego desperacją, niemal błagalnie. Nie zatajając niczego, ból i nadzieja w jego oczach mówiły wszystko lepiej, niż mogłyby to zrobić jakiekolwiek słowa i Kamijo ścisnął mocniej jego dłoń, drugą odgarniając mu z twarzy zawiane na nią przez wiatr włosy i kładąc na policzku. Starał się przekazać mu odpowiedź w ten sam sposób, a on z całą pewnością odczytał ją bezbłędnie. Nagle jego oczy rozjaśniły się, jakby gdzieś w głębi wyjrzało słońce, a na twarzy pojawił uśmiech, przypominający jeden z jego zabłąkanych promieni. Kolejny ruch kalejdoskopu; chociaż trwało to tylko przez moment, swoim urokiem śmiało mogło konkurować z całą budzącą się do życia przyrodą. W zupełności wystarczyło im też, by się porozumieć. Po chwili Kaya przymknął oczy, zaciskając rękę na ramieniu Kamijo i wstrzymując oddech. Długie rzęsy zatrzepotały jak podrywający się do lotu motyl, kiedy ostatni dystans wreszcie został pokonany i starszy mężczyzna dotknął jego ust swoimi.
Po chwili – być może była to cała wieczność, być może tylko kilka uderzeń serca – odsunęli się od siebie, jednocześnie łapiąc oddech. Nie mówiąc ani słowa, Kaya puścił jego dłoń, żeby zarzucić mu obie na szyję. Ukrył twarz w kołnierzu płaszcza blondyna, kiedy jego ramiona zadrżały niekontrolowanie, a po policzkach spłynęły dwie duże łzy. Kamijo musiał się tego spodziewać, bo wyciągnął rękę i otarł je prawie natychmiast, drugą mocno obejmując młodszego i przyciskając usta do jego włosów.
- Przepraszam – szeptał. - Przepraszam za wszystko. Wybaczysz mi, kochanie?
Słońce nadal rozgrzewało zmarzniętą ziemię, w powietrzu unosiła się wiosna.

_________________

Tonight, in the darkness of twilight
I want to fall asleep in your arms
As a shivering, broken marionette

I, broken marionette,
Am laughing with a slight embarrassment
Because if you only wish me
To give up everything else for you, I'll do it

I do not want to know anything more
I do not need anything else
I do not need anything

Kaya - Marionette
.
Powrót do góry Go down
http://www.versailles.jun.pl
Mun
Siła Wyższa


Liczba postów : 2903
Join date : 08/01/2010
Age : 23
Skąd : Wrocław/Poznań

PisanieTemat: Re: [M] Tysiąc żurawi   Nie Mar 21, 2010 12:33 pm

Jest piękne. Bardzo podoba mi się sposób w jaki piszesz. Chętnie przeczytałabym jeszcze coś Twojego autorstwa. Historia bardzo przyjemna i podnosząca na duchu, porównania trafne. Całość niesamowicie mnie rozczuliła. Wszystko opisane tak obrazowo, że doskonale mogłam sobie wyobrazić miejsca, w których się znajdowali, czy pogodę. Osobiście nie wyłapałam, żadnych błędów. Nie zwracałam na nie uwagi, bo tekst był na tyle wciągający. Długość akurat. Choć coś dłuższego tez bym chętnie pożarła. xD
I perełka:
Cytat :
Zawsze się podnosisz, prawda? Po każdym przymrozku.
Straaasznie mi się to spodobało.
Czekam na więcej Twoich (s)tworów. Cute

Wena,
Mun.

_________________

Powrót do góry Go down
http://polishpri.ubf.pl/
Jeanne
Stały gość na afterparty


Liczba postów : 111
Join date : 17/01/2010
Age : 27
Skąd : Warsaw

PisanieTemat: Re: [M] Tysiąc żurawi   Sro Maj 26, 2010 3:35 pm

O rany, Shadow to Twój tekst? Czytałam go na NL. Gratuluję pomysłu i jego wykonania. Muszę Ci zdradzić, że przez niego nauczyłam się robić origami - żurawie. I zrobię ich tysiąc. Zobaczysz.

Podoba mi się sposób w jaki ich opisujesz - uczucia oraz zachowanie. A scena na sali? Przecudowna, najbardziej utkwiła mi w pamięci. I to zdanie po "przepraszam". Dla mnie to było perełką, w ogóle cały ten tekst.
Idę czytać kolejne, życzę weny!
Jeanne
Powrót do góry Go down
http://jeanne8917.livejournal.com
Shadow
Edytor Pogrzebowy


Liczba postów : 679
Join date : 11/03/2010
Age : 23
Skąd : Chełm / Warszawa

PisanieTemat: Re: [M] Tysiąc żurawi   Sro Maj 26, 2010 10:28 pm

Aaa, bardzo bardzo dziękuję! <33 Takie słowa zawsze dużo dla mnie znaczą, a ostatnio szczególnie potrzebuję motywacji, więc mogę rzec, że z nieba mi z tym komentarzem spadłaś Cute Strasznie się cieszę, że się podobało i jestem naprawdę bardzo wdzięczna za opinię <3 Aż nie wiem, co powiedzieć XD Dziękuję jeszcze raz i życzę powodzenia przy żurawiach. Ja mam niestety dwie lewe ręce jeśli o to chodzi, nie wspominając, że nawet instrukcji nie rozumiem, za dużo kresek Cute"

_________________

Tonight, in the darkness of twilight
I want to fall asleep in your arms
As a shivering, broken marionette

I, broken marionette,
Am laughing with a slight embarrassment
Because if you only wish me
To give up everything else for you, I'll do it

I do not want to know anything more
I do not need anything else
I do not need anything

Kaya - Marionette
.
Powrót do góry Go down
http://www.versailles.jun.pl
Jeanne
Stały gość na afterparty


Liczba postów : 111
Join date : 17/01/2010
Age : 27
Skąd : Warsaw

PisanieTemat: Re: [M] Tysiąc żurawi   Sro Maj 26, 2010 10:50 pm

Ja całą niedzielę się męczyłam - miałam ang. oraz jap. instrukcję i powiedziałam, że bez obejrzenia filmu zrobię ;) Udało się ;)
A mam nadzieję, że piszesz coś kolejnego z tą parą, ponieważ dzięki Tobie bardzo ich polubiłam Cute
Powrót do góry Go down
http://jeanne8917.livejournal.com
Shadow
Edytor Pogrzebowy


Liczba postów : 679
Join date : 11/03/2010
Age : 23
Skąd : Chełm / Warszawa

PisanieTemat: Re: [M] Tysiąc żurawi   Sro Maj 26, 2010 11:05 pm

W takim razie gratuluję! U mnie skończyło się na obejrzeniu instrukcji i stwierdzeniu, że to jednak nie dla mnie xDD" Ale może wynajmę siostrę, ona lubi się w coś takiego bawić.
Hah, moi starzy czytelnicy zaczynają już na tę parę narzekać (stąd mój tymczasowy brak motywacji), ale nie ustępuję i nadal ich dręczę XD Tym bardziej się cieszę, że mam w tym jeszcze jakieś wsparcie. Dobrze mi z nimi i póki co nie mam zamiaru wymieniać ich na inny pairing.

_________________

Tonight, in the darkness of twilight
I want to fall asleep in your arms
As a shivering, broken marionette

I, broken marionette,
Am laughing with a slight embarrassment
Because if you only wish me
To give up everything else for you, I'll do it

I do not want to know anything more
I do not need anything else
I do not need anything

Kaya - Marionette
.
Powrót do góry Go down
http://www.versailles.jun.pl
Jeanne
Stały gość na afterparty


Liczba postów : 111
Join date : 17/01/2010
Age : 27
Skąd : Warsaw

PisanieTemat: Re: [M] Tysiąc żurawi   Sro Maj 26, 2010 11:18 pm

Ja mam tak ze KaiUruhą z the GazettE - wszędzie muszę wstawić ich - i teraz napisałam puchacza, jak go zbetuję (jakaś godzinka) to pewnie wstawięCute
pisz pisz! Bo nie mogę się doczekać!:P
Powrót do góry Go down
http://jeanne8917.livejournal.com
Shadow
Edytor Pogrzebowy


Liczba postów : 679
Join date : 11/03/2010
Age : 23
Skąd : Chełm / Warszawa

PisanieTemat: Re: [M] Tysiąc żurawi   Sro Maj 26, 2010 11:30 pm

No to chyba się rozumiemy XD Nie widzę nic złego w monotematyczności w kwestii pairingu, te same osoby można przedstawić na tyle różnych sposobów, że raczej nie powinno to robić wielkiej różnicy, a jeśli dzięki temu autorowi pisze się lepiej, to chyba nie jest to problemem.
Od jutra biorę się do roboty w takim razie Cute I czekam na Twojego, od razu przeczytam i skomentuję Cute

_________________

Tonight, in the darkness of twilight
I want to fall asleep in your arms
As a shivering, broken marionette

I, broken marionette,
Am laughing with a slight embarrassment
Because if you only wish me
To give up everything else for you, I'll do it

I do not want to know anything more
I do not need anything else
I do not need anything

Kaya - Marionette
.
Powrót do góry Go down
http://www.versailles.jun.pl
Sponsored content




PisanieTemat: Re: [M] Tysiąc żurawi   Today at 5:03 am

Powrót do góry Go down
 
[M] Tysiąc żurawi
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
J-slash :: FanFiction :: PG-12-
Skocz do: